środa, 10 września 2014

Opowiadanie "Koralik" rozdział 31.

                                                                31.




          Dni mijały, a Blue wróciła w końcu do domu. Co jakiś czas pojawiał się w jej drzwiach Dan. Widywała się stosunkowo często również z Kyle i Willem. Woody jakby jej unikał. Chyba przez natłok pozytywnych myśli, całego cudownego czasu jaki spędzała z Smithem, zostawiła tamtą sprawę daleko za sobą. Sprawę związaną z wydarzeniem, które leżało w przeszłości, a wraz z nim Chris.
         Dan i Blu byli parą, jednocześnie nią nie będąc. Żadne z nich nie odważyło się tego nazwać. Jednak z każdym dniem, kiedy zbliżał się wyjazd Bastille do USA, a obawa Blum rosła coraz bardziej. Czyżby miała być jak tamta? Znowu chciał mieć do kogo wracać ale tam będzie używał bo przecież nic sobie nie obiecywali? To było straszne, a jeszcze straszniejszy był fakt tego, że obawiała się zapytać go prosto z mostu. Zaciskała nie raz usta w ostatnim momencie, kiedy byli sami, zakazując wargą wypowiadać tego pytania.
        Nadszedł owy dzień. Mała leżała na kanapie w kawalerce swego brata. Nie mogła spać. Żołądek ściskał jej się od samej myśl,i co ma się stać nad ranem. Chłopacy mieli odlecieć najwcześniejszych z lotów. Dzięki temu na lotnisku miało być mniej ludzi, a na pewno mniej fanów, może będą mogli wtedy się normalnie pożegnać. W normalnych okolicznościach to właśnie z nią miało być najwięcej problemów. Fanki wiedziały o ślubie Willa, o Kyle zapewne niedługo się dowiedzą, byli w pewnym związku, Woody to Woody. A ona? Ona i Dan? To coś zakazanego i tylko on mógł zadecydować o fakcie czy chce cokolwiek zmienić. Jednak ona wiedziała, że ma swe granice. Była rozdarta. Przez to nie mogła spać.
        Gdy zrobiła się czwarta godzina nad ranem, włączyła sobie na laptopie musical Mamma Mia. Musiała na czymś się skupić. Niedługo po tym dostała sms od Dana. Również nie spał. Stwierdził, że bez problemu mogą się zobaczyć na lotnisku. Cóż za zaszczyt. Czemu to ją bardziej zirytowało niż ucieszyło? Może to brak snu? Być może.
Nie lubiła nie mieć pewności w swym życiu. Wolała jawne, proste sytuacje.
          O wpół do szóstej rano obudziła Davida, który miał ją zawieść na lotnisko. Zwlekł się bardziej nieżywy niżeli ona po nieprzespanej nocy. Pogoda na zewnątrz była paskudna, nie dość, że szaro to jeszcze padało. Przez chwilę przemknęła jej myśl, że może odwołają im lot? Niestety, widząc startujący samolot, porzuciła wszelkie nadzieję. Wyszła z samochodu w grobowej ciszy. Już z daleka w pustej poczekalni widziała Klye i Caro, którzy dość namiętnie się żegnali. W drugim krańcu siedział Will z żoną, głaskał jej zaokrąglony brzuszek i całował dłoń. Dan był w otoczeniu rodziców i siostry. Blue nie wiedziała czy podejść. Wtedy dostrzegła Chrisa. Siedział sam na boku. Głowę miał spuszczoną i niemal wyglądał jakby spał. Chyba jako jedyny dostrzegł dwie nowe osoby, które przybyły do poczekalni. Uniósł wzrok i to sparaliżowało Blum. Był nieco blady, oczy miał pogrążone i w ogóle wydawał się zbyt smutny. Zawsze był jej promykiem nadziei i radości. Zaniedbała ich znajomość. Wiedziała to. Dawid ruszył jako pierwszy do przyjaciela. Woody jednak ciągle patrzył na brunetkę, czekając na jej reakcję. Kiedy zrobiła dwa pierwsze kroki nagle usłyszała swoje imię.
- Blue!- zawołał Dan nieco uradowany. Przeprosił swoich bliskich i podszedł do Blue, zagradzając jej drogę do przyjaciela. Przytulił ją od razu dając buziaka w czoło.
- Hej Dan.- uśmiechnęła się zerkając przez jego ramię jednak, Chris już nie patrzył w jej stronę. Znowu zamarł w dziwnej pozycji ale już w towarzystwie Davida.
- Zaraz mamy samolot, myślałem że jak przyjedziesz to będzie za późno.- stwierdził, a jego oczy błyszczały. Ona od środka umierała. Nie umiała się tak wesoło uśmiechać, mówić jakby miała zaraz zostać kimś najważniejszym na świecie. Ją bolał ten moment.
- Nie mogłabym tego zrobić.- spuściła wzrok na swoje nogi. Dan zmarszczył brwi dopiero to zauważając. Ujął jej podbródek dwoma palcami, przez co była zmuszona spojrzeć mu w oczy.
- Co jest?-zapytał ciszej nie zwracając na to, że jego rodzina właśnie doszczętnie się im przyglądała.
- Dan...- westchnęła zdając sobie sprawę, że chce uciec, a jednocześnie ukryć go w torebce i mieć przy sobie cały czas. Pękło w niej tama uczucia. Zbyt mocno jej zależało, zbyt mocno chciała tych oczu, ust, zbyt bardzo jego dłonie ją paliły. Zbyt mocno go czuła.
- Kim ja jestem?- zapytała po chwili całkowitej ciszy. Jej głos nieco zadrżał więc spojrzała w bok.
- Jak to kim?-zapytał jeszcze bardziej zdziwiony. - Blue.- odpowiedział szybko, niemal nie zastanawiając się nad słowami. Blum jedynie pokiwała głową na znak, że rozumie. Zacisnęła mocniej usta i się odsunęła od niego o kilka kroków.
- Niedawno jeszcze chciałeś abym była twoją Blue...- odpowiedziała cicho nie patrząc na niego. Dan rozwarł usta rozumiejąc o co jej chodzi. Wyciągnął do niej rękę jednak Mała ją ominęła.
- Blu... -westchnął.- Wiesz dobrze, że to nie tylko ode mnie zależy.- stwierdził starając się do niej zbliżyć.
- Tu cię zaskoczę. To zależy od ciebie. Nie będę kolejną naiwną czekającą na ciebie. Ba! Ja nawet nie wiem czego ty chcesz ode mnie. Kim mam być?! Do czego się przyznawać? Jak to nazwać? Było fajnie, mogłeś się do mnie przytulić, pocałować, spać ze mną ale teraz spadaj mała bo mam przygodę życia? W kolejnym porcie kolejna, a jak wrócę to rozdrapię starą ranę i znów będziesz? Ja niczego nie wiem. Nienawidzę tej niewiedzy!-wyrzuciła z siebie, słowa które ciągle jej ciążyły niemal bolały, teraz wypłynęły prosto z ust, zbyt łatwo niżeli się spodziewała. 
Jej głos był nieco wysoki, a w oczach pojawiły się łzy. 
Bolało ją to.
 Dan stał patrząc na nią. Nie umiał powiedzieć choćby słowa. Blum objęła się ramionami jakby to miało dodać jej sił. Nie dodało. Patrzyła na Dana i widziała jak powoli ucieka wzrokiem, a jego twarz znacznie się zmienia. Aż dreszcz przeszedł po jej plecach widząc jak robi krok w tył. Wszystko się jakby rozsypało. Nie wierzyła, że to się dzieje. Po prostu odszedł, zostawiając ją samą. Krew huczała jej w uszach niemiłosiernie. Smith nie mógł być aż takim gnojkiem. Zostawił ją tak samą, po tym co powiedziała, po tym jak w końcu się otwarła na niego, kiedy chciała poznać prawdę. Dlaczego dla niego prawda była taka trudna? Wystarczyło gdyby powiedział, że to tylko zabawa, nie dla relacji.Że jest jedną z wielu. A tu nic. Głuchą pustkę zajęła informacja o odbywającej się odprawie na lot do USA. Ciągle słyszała głos kobiety w uszach, odbijający się lakoniczny dźwięk. Ile to trwało? Zaledwie kilka sekund kiedy koło niej pojawił się David, niczym dobry stróż.
- Co się stało?- zapytał momentalnie stając przed dziewczyną. Ona jednak go ominęła. Nie mogła, nie chciała mu teraz mówić o tym wszystkim. Zaczęło się pożegnanie chłopaków. Miała ochotę jechać do domu, położyć się do łóżka i zakopać w pierzynie ale chciała zachować twarz.
Na początku podszedł do niej Will, nadal mając przy boku ciężarną kobietę.
- Miło gołąbku, że przyjechałaś nas odwiedzić.- powiedział przytulając ją. Jednak kiedy spojrzała mu w oczy, zauważyła swego rodzaju troskę i smutek. Tak jakby było mu jej żal. A przecież nikt tego nie widział! Nie mógł widzieć... a raczej to wmawiała sobie brunetka. Kiedy Kyle zdołał się wyrwać z objęć Caroline podszedł do Blum i wtulił ją w swoje patyczakowe ciałko.
- Moja mała Blublusia! Jejuś jak będę tęsknił! Jak będę dzwonić na porno-kamerki do Caro to po nich będę dzwonić do ciebie! Obiecuję!- mówił łamanym angielskim ucinając końcówki wyrazów. Blue nie mogła się nie zaśmiać. Wtedy kolo nich przeszedł Dan w asyście jego rodziny. To zauważył Kyle marszcząc brwi, kiedy nadal przytulał swoją przyjaciółkę.
- Ej ty! Nie pożegnasz się?!- rzucił do Smitha przez co cała grupka się zatrzymała. Dan spojrzał na Blue tymi zimnymi, niebieskimi oczami i westchnął.
- Em... tak... jasne.- wydukał przeczesując swoje poczochrane włosy.
          Kyle ustąpił miejsca przy Blue jednak nadal będąc blisko. David powolnym krokiem również się zbliżył. Wokalista podszedł do dziewczyny próbując nie patrzeć jej w oczy. Dość sztywnym gestem przytulił się do niej, jak do milionów fanek, i ucałował w czoło, krótko, ozięble, treściwie.
- Miej się dobrze Blue.- powiedział cicho i już go nie było. Już szedł w stronę wielkich drzwi. Oczy dziewczyny zaszły łzami i szybko popłynęły jej po policzkach. Nie chciała być taka krucha ale jego nagła zmiana była zbyt... nagła.
- Blue nie płacz!- jęknęła głośno Caro, co obiło się o każdą ścianę pustej poczekalni. Znalazła się w ramionach rudowłosej i tylko Kyle zauważył jak Dan na chwilę zerka w ich stronę.
- Dupek...- syknął brodacz widząc jak jednak rusza dalej. 
          Widział jego wzrok, mimikę twarzy, to, że sam z czymś walczy, a jednak uciekł. Już mu pokaże przez całe te trzy miesiące. Gdy widział łzy swej przyjaciółki przysiągł sobie, że choć Smith był jego przyjacielem, nie zazna błogiej rozkoszy z inną kobietą dopóki nie wyjaśni sobie spraw z jego Blublusią. Po chwili kiedy już dziewczyna się uspokoiła, a Kyle i Caro odeszli na bok aby pokłócić się ostatni raz przed rozłąką przyszedł czas na pożegnanie z Woodym. David szybko pożegnał się z nim, ponieważ miał telefon z pracy. Zostawił tą dwójkę samą. Blum spojrzała na perkusistę i momentalnie sama wtuliła się w jego ramiona.
- Przepraszam Chris.- szepnęła kiedy on mocno ją do siebie przytulał. Westchnął cicho próbując zapanować nad swymi rozbieganymi myślami.
- Daj spokój.- poprosił w końcu cedząc słowa.
- Skupiłam się na poznawaniu Dana, kiedy ty chyba mnie potrzebowałeś...- zaczęła unosząc głowę i zerkając na niego. Chłopak szybko uciekł wzrokiem zaciskając mocniej szczęki.
- Taki był mój zamiar... ale widzę, że to była głupota.- wzruszył ramionami, nadal ją tuląc. Blum zmarszczyła brwi to słysząc. Odsunęła się o krok mierząc jego twarz wzrokiem.
- O co ci chodzi?- zapytała.
- Nic Blu... muszę iść.- chciał się odwrócić, jednak dziewczyna chwyciła go za rękę.
- Nie Chris! Nie idziesz... mam dość tych głupich niedomówień. Kolejny? Znowu kolejny co nic nie powie? Odejdzie zostawiając niedomówienia? Jesteś jak Dan? Zachowujesz się jak on... - brzmiało to z jej ust jak oskarżenie. Woody musiał stawić temu czoła. 
- Nie jestem jak on. Największy kretyn świata. Gdyby nie był moim kumplem...- zacisnął rękę w pięść. Blue nie rozumiała tego wszystkiego ale nie chciała mu przerywać.
- Chcesz tak bardzo wiedzieć o co chodzi? A o to, że pozwoliłem Smithowi działać, o to, że aż mnie skręca na myśl, że on jest koło ciebie. Widziałem nie raz go w akcji i... musiałem mu pozwolić abyś i ty wpadła w jego ręce. Pozwoliłem bo sam nie miałem szans. Wydawał się bezpieczniejszą opcją... gówno prawda! Ja to przyjaciel, ja to brat... cholera. Bardziej jaj nie można facetowi uciąć. Nie mogłem na to potrzeć, ani na weselu, ani po nim, a tym bardziej po wypadku po koncercie. Mówił rzeczy za które nie jednemu obijałem mordę aby cię bronić... a i tak on wyszedł jako ten najlepszy. I co?! Nawet nie umiał postawić tobie jasną sprawę... nie umiał niczego! Znowu bawi się w tą grę. A ja?! Ja mam dość bycia cichym. On to wie... pora widocznie na ciebie. - jego głos był chrypliwy, a mimika zmieniała się z sekundy na sekundę. Z każdym słowem Blue nie chciała poznawać prawdy. Była zbyt boląca, zbyt szczera. Chris przetarł oczy dłonią z zmęczenia i westchnął.
- Raz w życiu cię okłamałem... wtedy w barze. Zapytałaś mnie wtedy o jedno. Czy cię kocham...- zacisnął usta i spojrzał na nią. Wtedy dość cicho otwarły się wielkie drzwi.
- Kocham cię, Blue... - odpowiedział w końcu. 
           Osoba stojąca w drzwiach zamarła. Kyle,  który właśnie miał wołać Chrisa do samolotu stał w osłupieniu. Prawdopodobnie był w takim samym szoku co Mała. Jednak nie mógł pozwolić na więcej słów wypowiedzianych w tym momencie. Nie teraz, kiedy jego przyjaciółka była w takim stanie.
- Woody! Do samolotu! Raz, raz!- zawołał radosnym tonem, siląc się na zabawny uśmieszek. Perkusista nawet nie przytulił dziewczyny widząc jak bardzo to przezywa, a raczej jak znowu zapada się w pogrążony stan odcięcia od świata.
- Blue...- westchnął.
- Chris do cholery ruszaj się kulko!- ponaglił Kyle tupiąc butem w podłogę. Woody wziął swoją torbę i już go nie było.
Znowu cisza.
David podszedł do siostry chowając telefon do kieszeni.
- Chcesz iść do okna zobaczyć jak samolot startuje?- zapytał jednak Blue bezgłośnie pokiwała głową przecząco. Brat zauważył że coś jest nie tak. Objął ją ramieniem i wyprowadził z lotniska. 
           W samochodzie była już zapłakana Caro. Najchętniej brunetka wróciła by na pieszo, zbyt dobrze znając przyjaciółkę, która będzie ciągle wspominać o Bastille, a obecnie Blum chciała się od tego odciąć. Gdy ruszyli zapanowała niemiła cisza. Niemiła dla Davida. Włączył więc radio. Jedna piosenka, Bule udawało się skupić na tekście byle by nie myśleć o tych dziwnych wydarzeniach, trzecia piosenka, nawet optymistyczna. Jednak piąta zapoczątkował znany jej głos: „Hej, tu Dan z Bastille”i zaraz po tym zaczęła lecieć piosenka Things we lost in the fire. Blue gdyby mogła wyrwałaby radio, jednak powstrzymała się. Kilkoma mocniejszymi pchnięciami wyłączyła całe radio aż niemiło zapiszczało. Oddech stał jej się płytki przez co David zerknął na nią.
- Ej, wszystko ok?- zapytał klepiąc ją po kolanie dłonią.
- Nie... już nigdy nic nie będzie ok.-odpowiedziała całkowicie szczerze. 
Obie rozmowy i z Danem i Chrisem zmieniły zbyt dużo. 
O wiele za dużo.


Nowy rozdział.
Niestety powodem dodawania ich tak rzadko jest
fakt uczenia się psychologii na piątkowy egzamin.
Mam nadzieję, że rozdział się spodobał?
Co o nim sądzicie?
Jak wyznania?
Co z Blue?
Piszcie komentarze :)
Zapraszam więc do nich.
Każdy jest na wagę złota!
Dzięki wielkie :)
Wasza Tumburulka!


poniedziałek, 8 września 2014

6 000 views!!!!!!!!!!!

















Błahahaha <3
Kocham was!
Kylenowoo-Carowe zdjęcie!
Kocham ich <3
DZIĘKUJĘ WAM!
Wasza Tumburulka! 
I oto co dziś dostałam od listonosza:

Kocham ten dzień! :)


Ps. Koszulkę kupił mi narzeczony <3 Piotruś!!!

Opowiadanie "Koralik" rozdział 30.

                                                                30.



                   Trzy dni. Tak wiele, a zarazem chwilka. Spędzenie ze sobą każdej chwili dla osób na tak wczesnym poziomie „związku” czy jakkolwiek to nazwać, jest to duże wyzwanie. Bardzo szybko można się sobą znudzić, lub też bańka mydlana najzwyczajniej pęka. Nie jest już tak pięknie bo może się okazać, że ktoś rozrzuca skarpetki po pokoju, lub nie opuszcza klapy w ubikacji. Jednak Dan i Blue jakoś dali radę. Nie mieli w sobie wewnętrznych skarpetkowych potworów. Dbali o to, aby za dużo czasu nie spędzać w mieszkaniu. Blu pokazała mu uczelnie na którą się dostała, o czym dowiedziała się zaledwie niedawno, Dan oprowadził ją po miejscach w których bywał jeszcze jako nastolatek, były miejsca pierwszych wagarów, pierwszego występu, sklep muzyczny gdzie zawsze chciał kupić sobie pianino, kościół w którym nagrywał jedną z swych pierwszych piosenek. Dzięki tylko trzem dniom dowiedzieli się o sobie więcej niżeli przy zwykłej rozmowie w czterech ścianach, jednak jednocześnie kompletnie odizolowali się od świata. Byli tylko we dwoje. Nie potrzebowali jednoczyć się z pozostałymi ludźmi z zewnątrz. Los sam jednak sprawiał że tam gdzie się udawali były pustki, albo po prostu takimi samotnikami byli, że odruchowo wybierali takie miejsca. 
                 W ostatni dzień ich wspólnego mieszkania, z którego Dan był jednocześnie szczęśliwy jak i smutny (Blue była twarda i nieugięta na liczne jego sugestie łóżkowe) postanowili razem coś ugotować. Na szczęście Mała mogła go przekonać na inne jedzenie niżeli kurczak. Dan poszedł z listą zakupów do sklepu, a Blum zaczęła sprzątać. Zdążyła wszystko ogarnąć i pozmywać naczynia, a Smitha nadal nie było. 
Dziwne.
Zaczęła się o niego szczerze niepokoić. Już nawet wzięła telefon w dłoń,wtedy jednak wpadł do mieszkania. Nieco zdyszany oraz z pogniecioną torbą z zakupami, fryzurą roztrzepaną na wszystkie strony świata i kilkoma odciskami ust na jego policzkach. Blue zmarszczyła brwi widząc to wszystko. Nietypowy widok, zwłaszcza że szedł jedynie kilka ulic od kamienicy.
- Myślałam, że idziesz do sklepu, a nie do burdelu.- zaśmiała się wstając do niego. Otarła z jego policzków czerwono-różową maź i skrzywiła się nieco na samą myśl, że ktoś musiał ją jednak odcisnąć. Nie ktoś, a kilka kobiet. Poczuła dziwny skurcz w żołądku na niechcianą wizję, która pojawiła się w jej głowie.
- Nie burdel... fanki.- wywrócił oczami omijając dziewczynę, by położyć zakupy na szafce kuchennej. Wydawał się tym zmęczony i ociężały. 
- Co jest?- zapytała zabierając się za rozpakowywanie tego co przyniósł. Dan oparł się obok niej o szafkę i przeczesał swe włosy, wprawiając w nie jeszcze większy nieład niżeli był przed chwilą.
- Po prostu zapomniałem nieco jak to jest być wśród fanek. Po prostu odskocznia jaką byłaś stała się normą... a przede mną powrót do starej normy.- wzruszył ramionami choć ona wiedziała, że wcale łatwo mu nie będzie. Spojrzała na niego uważnie i cicho westchnęła.
- Obyś się znowu w tym nie zatracił...- powiedziała z obawą. 
              No tak, łatwiej było mu dotrzymać słowa "już do tego nie wrócę” kiedy nie miał przy sobie góry dziewczyn z odkrytymi biustami, które podpychały mu je pod nos, niżeli kiedy tam będzie cały wygłodniały. Przez chwilę nawet przemknęło jej przez myśl aby zaradzić jego żądzy jednak szybko się powstrzymała. Dan spojrzał na nią z bólem w oczach. Sam chyba bał się tego starcia. Teraz wszystko zmieniło swoje zasady. Nie było już tak jak wtedy.
- Blue...-westchnął jednak wtedy usłyszeli dźwięk kluczy w zamku. 
Za drzwiami było słychać głośne śmiechy dwójki osób. Zaraz po tym do mieszkania wparowała rudowłosa oraz brodacz. Uśmiechali się szeroko i śmiali, że aż w kącikach oczu mieli łzy. Dan i Blue spojrzeli na siebie, jednak optymizm tamtej pary rozmył wcześniejsze czarne chmury. Blum znalazła się raz dwa w ramionach przyjaciółki.
- Bluuuuu!- pisnęła jej Caro. Nie przypominała już tamtej rozkapryszonej i zarozumiałej, co w zeszłą sobotę. Nawet zaczęła nieco skakać. Blum zerknęła na Dana, a ten jedynie zrobił większe oczy widząc to wszystko. Oboje byli zbyt zaskoczeni. Kyle niczym samiec alfa przeszedł kuchnię i powitał się z założycielem zespołu.
- No stary, powiem ci, że kocham ten świat.- westchnął z wielkim uśmiechem brązowooki zerkając na rudowłosą piękność.
- Tylko wypuść Brysia Pączusiu...- poprosiła Caroline odsuwając się od brunetki by zaraz przytulić Dana.
- Ok... zrobiliście sobie pranie mózgu?- zapytała w końcu Blue kiedy jej przyjaciółka puściła biednego chłopaka i znalazła się obok brodacza przytulając go a on ją.
- Miłość jest cudowna Blublusiu!- przyznał wysoki brunet. Dan aż nie wytrzymał i się zaśmiał z tego. Blum dała mu za to stójkę w bok bardzo ciekawa tego co się dalej stanie.
- Gdzie byliście?- zapytał już poważniej Smith ale nadal z wielkim uśmiechem na twarzy. Zdawał sobie sprawę, że ta para to taka cykająca bomba jednak dzięki temu zrobiło się ciekawiej.
- Oj niezmierzone są nasze horyzonty..- dodał poetycko brodacz i tym razem Blue prychnęła śmiechem.
- Blum... moja mała Blum... i ty Dan, jesteście zbyt...- zaczął szukać słowa.- normalni, statyczni, niczym statystyczni ludzie z szarego tłumu. Ja wiem, że ty Smith to masz we krwi... gdyby nie ja to nadal byś był jak dupa wołowa... ale Blubluś? Eh kochana... otwórzcie się na świat!- brzmiał nieco jak naćpany hipis.
- Dzięki za radę, weźmiemy ją sobie do serca.- odpowiedział Dan, zbyt dobrze uodporniony na takie słowa przyjaciela. Ile to razy wysłuchiwał moralnych złotych rad w buzie w czasie drogi z jednego koncertu na drugi. Objął nieco jedną ręką w pasie Blue i nadal czekał na nieoczekiwane.
- Byliśmy w Stanach Zjednoczonych!- odpowiedziała wreszcie Caroline kompletnie zapatrzona w mężczyznę przy swoim boku. Dla Blum było to zaskoczenie. Musiała zamrugać kilka razy widząc te maślane oczy przyjaciółki. Ona? Indywidualistka? Wolny ptak? Kobieta z twardą waginą, nie pod porządkująca się mężczyźnie? Wieczna feministka? Musiało ją trafić.
- W NY- zaczął wymieniać Kyle.
- Seatle...- westchnęła Caro z błogim uśmiechem.
- I Las Vegas!- zaśmiał się mężczyzna dając rudowłosej buziaka w czubek głowy.
- Starczyło wam na to wszystko czasu?- zapytała Blue.
- Każdego dnia jedno miasto... było wspaniale... NY jest pełne zwariowanych ludzi! Z pasją! Muzyka niemal kłania się do stóp... a domy mody! Blu jakbyś to widziała! My, Anglicy, nie mamy tyle stylu co oni!- mówiła z fascynacją przyjaciółka aż jej się oczy świeciły.
- W Seatle poświęciliśmy sobie czas...- zamruczał brodacz w specyficzny sposób. Dan i Blue zerknęli na siebie nieco zmieszani. W stosunku do tamtej pary, oni zachowywali się jak para dziewiczo-prawiczkowa. Już to, że on ją obejmował było dla nich nieco okazałe, jak na ten stopień ich znajomości. Co innego w głowie mieli Kyle i Caro. Bez problemu właśnie zaczęli się całować na oczach świadków. Gdy w końcu się od siebie odkleili, Blue wywróciła nieco oczami. Co oni z nimi mieli.
- No i było Las Vegas.- skwitował Kyle patrząc głęboko w oczy trzymanej przez siebie dziewczyny.
- Ukochane miejsce... kto mówi?- zapytała rudowłosa z lekkim uśmiechem. Blue spojrzała na Dana marszcząc nieco brwi. Kto o czym mówi?
- Chyba zapomnieli, że tutaj jesteśmy.- szepnął Dan do ucha Małej lekko się śmiejąc.
- Ty to zrób. Bo wiecie... Las Vegas to cudowne miejsce....otwarte na nowych ludzi.- poprosił brodacz i odwrócił się przodem do przyjaciół.
- No to...- Caroline skupiła na sobie wzrok dwojga po czym nagle zaczęła piszczeć i skakać jakby dostała jakiegoś napadu.
- W małej kapliczce wzięliśmy ślub!- wykrzyczała i oboje nagle zaczęli machać prawymi dłońmi na których świeciły się plastikowe, różowe obrączki.
No i wmurowało i Dana, i Blue. Stali patrząc na dwójkę, która cieszyła się jak małe dzieci. Po prostu nie mieli słów. Oczy mieli szeroko otwarte. Dan nieco miał otwartą buzię z zdziwienia.Ile trwała ich cisza? Nie wiadomo.
- Żartujecie?- szepnęła Blum nadal w wielkim szoku. To jedyne co obecnie mogła powiedzieć. To musial być jakiś żart.
- Ani trochę! Amorek udzielił na ślubu!- pisnęła jeszcze raz Caro.
- Słabo mi.- stwierdziła brunetka opierając się o szafkę.- Nie wierzę...
- Zwariowali.- dodał równie cicho Dan patrząc na dziewczynę.\
- Co tam szepczecie?- zapytał Kyle podchodząc do nich bliżej wraz z swoją świeżo upieczoną żoną.
- Nic, nic... - odpowiedział szybko Dan prostując się nieco.- Chcieliśmy wam pogratulować.- stwierdził wymijająco zerkając na nieco bladą Blu.
- Tak... pogratulować.- z trudem przeszło jej to przez gardło jednak szybko przytuliła i przyjaciółkę i brodacza naraz. 
O co jej chodziło? Pomyślcie, znając Kyle i Caro... autodestrukcja była tak oczywista, że ze stoperem można było odliczać do niej czas. Żal było jej tylko tego co może się stać. Ile kłótni wytrzyma ten związek? Nie znali się po za tym długo.A może to ona była tą "inną"? Może też powinna tak jak oni słychać serca, nieco na wariackich papierach?
- No i to mi się podoba!- zaśmiał się patyczak obejmując jeszcze Dana. Taki zbiorowy uścisk. Emocji tego dnia było co niemiara. Wiadomość o ich ślubie spiorunowała ich.
- W ogóle skąd pomysł odnośnie ślubu?-zapytała Blum kiedy już cała czwórka jadła obiad. Na stole leżał oryginalny akt zawarcia związku małżeńskiego przez parę.
- Jak widziałem takiego szczęśliwego Willa... i te obrączki... kurde. Pozazdrościłem mu. I mówię sobie, też chcę mieć żonkę! Ładną, mądrą... utalentowaną, kochającą... no ale miałem tylko pod ręką Caro, wziąłem ją do LV no i jest.- wzruszył ramionami śmiejąc się.
- Coś powiedział?- oburzyła się rudowłosa.
- Oj tam... przesłyszałaś się.- mruknął puszczając oczko porozumiewawcze do Blum.
- Jeszcze nie tylko głupia ale i głucha? Chyba najbardziej to ślepa! Że ciebie wzięłam za męża!- podniosła głos o oktawę, a Dan zaśmiał się nieco, co tylko pogorszyło stan rudowłosej.
- Omacałaś i tak wystarczająco dobrze aby wiedzieć co brałaś.- odpowiedział z rozbrajającym uśmiechem Kyle.
- A to i łatwa?! Coś jeszcze?- wstała od stołu, a Smith już rechotał jak głupi. Blue starając się być poważna kopnęła go pod stołem.
- Nie poleciałem na ciebie bo jesteś łatwa, spotkałem cię przypadkiem...- biedny chłopak próbował wszystko naprawić ale tylko jeszcze bardziej się wkopywał. Dan aż zapiszczał śmiejąc się. Blue musiała wstać od stołu i zaciągnąć go za drzwi od sypialni aby mocniej nie wkurzali Caroline.
- Ah! To łatwa, głupia, głucha, ślepa i to jeszcze nazywasz okazją! No brawo! Wyprzedaż miałeś?! - zaczęła krzyczeć Caro. I oto spokojny czas spędzony razem przeminął wraz z ciepłem słońca.   
- A deser?- zapytał Dan widocznie rozbawiony całą sytuacją.
- Smith! To twoja wina!Nie zostawiajcie mnie tu samego!- widocznie Kyle usłyszał głos przyjaciela. Blue zaśmiała się siadając na łóżku.
- Lepiej sobie wyrób tą kartę Vipa...- poradził Smith siadając obok brunetki kładąc dłoń na jej dłoni. 
- Caruś! Kochanie! Ja zaraz wracam!- zawołał brodacz i dwójka usłyszała tylko trzask wyjściowych drzwi. 


No i jest.
30
o kurczaczki :)
Mam nadzieję, że ciekawy i 
że was zaskoczyłam :)
Szalony pomysł <3 
Jak wam się podobało? 
Zapraszam do komentowania!
PS.
Odkryłam że 30 to XXX 
hahahahaha :D
Wasza Tumburulka!


piątek, 5 września 2014

Opowiadanie "Koralik" rozdział 29.

                                                                29.



               Blue otwarła oczy. Ściana kremowego pokoju była już jasna. Kompletnie inaczej zapamiętała ją gdy kładła się spać. Oddychała teraz miarowo. Jednak była szczęśliwa. Oczy świeciły z szczęścia. Uśmiech od razu pojawił się na jej ustach, a przecież jeszcze nie zobaczyła tego co chciała zobaczyć. Spojrzała na miejsce obok siebie. Zdziwiła się widząc jak Dan już nie śpi. Był zamyślony i lekko ściągał brwi, przez co pojawiła się między nimi pionowa zmarszczka. Gdy tylko zauważył ruch dziewczyny spojrzał na nią i lekko się uśmiechnął.
- Która godzina?- jęknęła nieco się przeciągając.
- Dwunasta.- odpowiedział przyglądając się jej. Pierwszy raz, tak na spokojnie mógł jej się przyjrzeć, gdy była taka zaspana. Gdy na niego spojrzała, dotknął jej policzka wzdychając cicho.
- Musimy już wstawać?- zapytała przytulając się do niego.
             Położyła głowę na jego tors, a rękę położyła na jego brzuch. Dan, tak jak ostatnim razem, spał z nią w bokserkach oraz bluzce z internetowego sklepu Bastille. Dla ciekawskich, którzy chcieliby być obecnie ich prześcieradłem, do niczego między nimi nie doszło. Po wspaniałym pocałunku, który wydawał im się trwać wieczność, wrócili na parkiet. Wtedy dopiero Blue naprawdę dobrze zaczęła się czuć. Dan nie odstępował ją na krok. Nawet sam Alfredo zniknął gdzieś po którymś z liczniejszych „ataków” do Blue. Kyle, kiedy wrócił na wesele niemal zrobił taniec szczęścia widząc raz: że Dan siedzi obok niej, dwa: że trzyma ją za rękę lub co jakiś czas dotyka jej ciała w jakiś sugestywny sposób, trzy: bo Caro zadzwoniła do niego przepraszając. Z wesela cała trójka pojechała do hotelu, było już prawie jasno kiedy cała impreza się skończyła. Kyle momentalnie gdzieś zniknął, dając im od siebie odpocząć. Dan w zamiarze miał odprowadzić Blue pod drzwi i pójść do swego pokoju, a jednak dziewczyna przypomniała mu jak bardzo boi się zostawać sama w pustych miejscach. Smith uśmiechnął się wtedy zadowolony. Oczywiście, kilka pikantniejszych pocałunków było na dobranoc, jednak ani jedno ani drugie nie chciało się spieszyć. To dla nich coś nowego. Poza tym Dan bardzo ją szanował i nie chciał aby poczuła się złapana na haczyk.
- Nie... spokojnie. - uśmiechnął się czując jej ciepło.
- Dlaczego już nie śpisz?- zapytała półgłosem jakby właśnie miała znowu zasnąć.
- Myślę...-westchnął dotykając jej ramion. Blue umilkła słysząc to. Uniosła się na łokciu i spojrzała na niego.
- Co jest?- widział jak zaczęła się martwić. Uśmiechnął się do niej łagodnie.
- Nic takiego... jeszcze się prześpij.-poprosił.
- Żałujesz?- spytała szczerze właśnie tego się obawiając. Dan usiadł nieco wyżej i pokręcił przecząco głową.
- W życiu z niczego nie byłem tak dumny... ale wiesz, że wyjeżdżam. To nie takie proste... nie wiem co zrobić abyś nie cierpiała.- zmarszczył znowu brwi i zagryzł dolną wagę. Blue pokiwała głową rozumiejąc jego słowa.
- I tak będę cierpieć... - wzruszyła ramionami pewna swoich słów. Niebieskooki skrzywił się słysząc to wyznanie i przytulił ją mocno do siebie.
- To jest najgorsze...Może nie powinienem ci tego mówić teraz? Może później, jak bym już wracał.- zaczął rozmyślać, bić się z myślami. Blu odsunęła się od niego chowając twarz za kurtyną czarnych włosów.
- Dan proszę... nie mów o tym... o twoim wyjeździe. Nie chce o nim teraz myśleć. Nie teraz kiedy my... - ucięła w połowie zdania. Ścisnęło ją gardło. Tak długo od siebie wszelkie myśli odganiała aby przez jeden moment cały mur się sam rozsypał. Dan wiedział zbyt dobrze co czuje dziewczyna i pokiwał jedynie głową. Nie ominą tematu, ale chociaż mogli na chwilę o nim zapomnieć.
- Co powiesz na obiad u moich rodziców?- zapytał zmieniając temat. To od razu przykuło uwagę dziewczyny.
- A dlaczego?
- I tak nie mamy co robić... a chcę pobyć trochę z tobą. Wskoczymy do twojego domu po jakieś twoje rzeczy i lecimy do Londynu.- wyjaśnił jakby było to genialnie proste.
- Jak cię moja mama zobaczy... poza tym po co moje rzeczy?- uniosła brew siadając naprzeciw niego.
- Nie chce cię od razu odstawiać do domu. Dzięki temu zaoszczędzimy czas w samochodzie.- wzruszył ramionami próbując zatuszować swój uśmiech, który ukazałby jego niecne myśli. Blue jednak znała go wystarczająco dobrze. Chwyciła poduszkę i rzuciła w niego nią. Dan zaczął się śmiać.
- A gdzie niby miałabym spać? Hmmm? Do Caro nie mam co jechać bo godzi się z Kyle na bank, David dopiero kończy swoją kawalerkę...- wymieniała chwytając się wszystkiego.
- Jakoś moje łóżko ostatnio było dla ciebie wygodne.- wspomniał ciszej nadal z wielkim uśmiechem. Jego niebieskie oczy same się do niej śmiały.
- Owszem, bo spałam w nim sama... no chyba że nic się nie zmieniło?- uniosła brew próbując być poważna. 
            Smith obecnie nie mógł ukrywać swej radości, przez tą beztroską chwilę mogli być normalną... parą? Prawdopodobnie tym się stali, jednak żadne z nich nie nazwałoby tego obecnie związkiem. Przestali po prostu budować mury, a razem zbudowali wspólny most. Ich zachowania dopiero były na etapie wyczuwania drugiej osoby, nieostrożne i niewinne, chociaż oboje mieli już swoje lata.
- Ej no weź... zimno się robi, wrzesień na dobre jest i co? Chcesz sama w łóżku spać? U nas jeszcze nie grzeją...- zaczął wymyślać mówiąc poważnie, starając się być tak mocno przekonujący, że robił nieświadomie śmieszne ruchy nosem i brwiami. Blue zaczęła się śmiać i wstała z łóżka, mając na sobie piżamę.
- Twoi rodzice wrócili?- zapytała szykując sobie rzeczy do kąpieli.
- Tak...- nagle jego oczy zaczęły badać niewielki materiał bielizny, którą zobaczył kiedy dziewczyna wyjmowała właśnie z swego bagażu. Zacisnął usta zbyt wiele wyobrażając sobie w tym momencie i uciekł wzrokiem gdzieś na bok.
- Twoi rodzice równa się, zero spania razem w jednym łóżku.- stwierdziła prostując się, a Dan wstał do niej i stanął naprzeciw niej.
- Blubluś...- powiedział słodko zniżając głos, aż usłyszała w nim lekkie drżenie.
- Nie Blublusiuj mi tu. To działa tylko u Kyle'a a ty musisz swój własny kluczyk wyrobić.- wyminęła go z triumfalnym uśmiechem.
- Ale ja mam kluczyk! I to całkiem sprawny... tylko ty mnie do zamka sama nie chcesz dopuścić.- jęknął idąc za nią. Dziewczyna odwróciła się stojąc już za progiem łazienki i zaczęła się śmiać. Dan stanął oparty o ścianę po stronie pokoju i westchnął cicho.
- W tym różnica... ten kluczyk jak sam to nazwałeś stał się swego czasu łomem, który otworzy każdy zamek... a mój zamek to raczej skomplikowana rzecz i byle ślusarz go nie może poznać.- powiedziała poważnie choć z lekkim uśmiechem. Dan zbyt dobrze to zrozumiał. Dał jej buziaka w czoło i pokiwał głową.
- Ślusarz będzie czekał.- dodał jednak zerknął do łazienki.
- A wiesz że dzieci w Afryce nie mają wody?- zapytał robiąc zamyśloną minę, jednak kąciki ust zadrgały mu walcząc z uśmiechem. Blue spojrzała na niego zdziwiona.
- No i?- odbiła piłeczkę.
- No... trzeba szanować wodę i oszczędzać ją...- zaczął wymieniać, a Blue przewróciła oczami śmiejąc się.
- Masz pomysłowość..- stwierdziła po czym po prostu zamknęła mu przed nosem drzwi do łazienki, na klucz. 
        Blue wzięła potrzebną jej kąpiel, a Smith nie mógł usiedzieć w miejscu mając świadomość, że za ścianą jest Blue... w wannie... mokra... w pianie... Jego wygłodniałe od kilku tygodni zmysły sprawiały, że musiał co jakiś czas uspakajać się aby nie zrobić czegoś głupiego. Jednak, gdy tylko usłyszał, Blum wypuszcza z wanny wodę stanął pod drzwiami.
- Blue... chce mi się do ubikacji...-jęknął. Słysząc jak się zbliża pobiegł na środek pokoju. Blue owinięta jedynie w biały ręcznik, z mokrymi włosami, nogami... w ogóle całościowo mokra otworzyła drzwi. Weszła do pokoju uciekając przed nim spojrzeniem.
- Leć.- powiedziała. Dan podszedł jednak do niej i chwycił ją za biodra. Jego oczy patrzyły na jej ciało.
- Dlaczego spotkałem cię dopiero teraz?- zapytał marszcząc brwi. Dłonią odgarnął jej mokre kosmyki włosów. Blue spojrzała na niego niepewnie.
- Co by to zmieniło?
- Nie popełniłbym tyle błędów za które teraz się wstydzę i pokutuję.- przyznał się nachylając ku niej. 
          Nie mogła mu uciec, nie chciała zresztą tego. Ich usta złączyły się w namiętnym pocałunku, a dłonie Dana przemknęły po jej mokrych plecach. Usta mężczyzny jednak nie zabawiły zbyt długo na jej wargach. Odnalazł drogę do jej szyi, gdzie powoli składał co jakiś czas smakowity pocałunek. Blue aż przechodziły dreszcze i tylko z swoją siłą woli walczyła w tym momencie.
- Dan...- jęknęła cicho odchylając głowę do tyłu.
- Mhm?- mruknął nie przerywając swojej obecnej pasji. Blue westchnęła głośno zbierając siłę i resztki trzeźwego umysłu.
- Miałeś chęć iść do... - przerwała aby zaczerpnąć oddechu.- ...do łazienki.- dokończyła.
 Dan zaśmiał się tuż przy jej skórze i wyprostował się, unosząc brew do góry. Ucałował ją w czoło i uśmiechnął się miło do niej.
- Idę...- szepnął po czym ruszył do łazienki.
          Gdy tylko drzwi się zamknęły Blue runęła jak długa na łóżko. Dlaczego on jej tak robił? Dlaczego musiał być aż tak sugestywny? Wiedział zbyt dobrze co uwielbiają kobiety, ponieważ nie jedną miał w swym łóżku. Ta myśl ją zabolała. Przypomniała sobie o tym, że przecież niczym się nie różni od tamtych, ba może nawet zaniża mu frekwencję i jakoś dziewczyn z którymi był? Te myśli ją przerażały. Wolała nie patrzeć na to w tych kategoriach. Przecież Dan się zmienił. Sam powiedział, że nie umiałby do tego wrócić. Wierzyła mu, chciała w to wierzyć. Słysząc, że Smith bierze prysznic i śpiewa pod nim Flaws, Mała postanowiła ubrać się i wyszyć włosy. Wyszykowała się jak najlepiej mogła, pościeliła łóżko i ogarnęła swoje rzeczy. Nie lubiła zostawiać po sobie bałagan.
         Gdy Dan wyszedł, na szczęście już ubrany postanowili ruszyć w drogę do Londynu. Pierw oczywiście zahaczyli o dom dziewczyny. Tak jak chłopak chciał, wzięła kilka swoich rzeczy na zmianę. W domu nikogo nie było więc wokalista Bastille mógł, w czasie kiedy Blue znikła w swym pokoju, po psocić do Wici. Następnym przystankiem był dom rodzinny Dana. Blue niepewnie przekroczyła próg kiedy chłopak otworzył przed nią drzwi.
- Mamo! Jesteśmy!- zawołał od progu, prowadząc za rękę Blu do kuchni gdzie matka przygotowywała obiad. Kobieta od razu zauważyła tą zmianę w ich zachowaniu. Widząc splecione dłonie dziewczyna i jej syna uśmiechnęła się.
- Oj Daniel, Daniel... - westchnęła podchodząc do nich i dając każdej osobie buziaka w policzek.
- Słucham?- zapytał się z rozbrajającym uśmiechem. Przy okazji przeczesał swe rozczochrane włosy dłonią. Blue zerknęła na panią domu, a ta jedynie spojrzała na dziewczynę. Chyba nie tyle przejmowała się synem co właśnie tą brunetką.
- Ojciec chyba chciał przyciąć kilka gałęzi w ogrodzie, byś mu pomógł? A ja tutaj zapędzę Blue do garnków.- powiedziała z uśmiechem kobieta wycierając któryś z kolei talerz. Dan spojrzał na dziewczynę niepewny czy może tak po prostu zostawić ją na pastwię jego matki, ale ta lekko się do niego uśmiechnęła.
- Dobra... tylko jej nie zjedz żywcem!- zaśmiał się i pogładził policzek dziewczyny sprawiając na jej twarzy rumieniec. Zaraz po tym wyszedł tylimi drzwiami na ogród.
           Blu została sam na sam z kobietą. Kompletnie nie wiedziała jak się zachować. Jakby nie patrząc pierwszy raz została postawiona w takiej sytuacji.
- Pokroisz piersi kurczaka w kostkę? Tam leżą na szafce.- przemówiła mama Dana ratując dziewczynę przed wielką niewiadomą. Mała nieco zmieszana nadal nie wydawała z siebie dźwięków. Podeszła w skazane miejsce dostając przy okazji nóż i tackę.
- I jak się czujesz?- zapytała po chwili ciszy podchodząc do tego samego blatu co Blue.
- Dziękuję... już mi znacznie lepiej.- uśmiechnęła się miło do kobiety z niebieskimi oczami.
- Dan bardzo się przejął tym, co się stało po całym koncercie. Szkoda , akurat wtedy musiałaś na to trafić...- westchnęła kobieta.
- Szkoda, że to nie był przypadek.- stwierdziła cicho powoli krojąc mięso.
- Czasem boję się o niego... tyle świata zjeździ, wchodzi w te tłumy... wystarczy moment, źle przeszukany człowiek...Nie wiadomo na kogo się trafi
Blum spojrzała na nią z niepokojem. Sama zaczęła się tym wszystkim przejmować.
- Wiesz o tym wypadku co ktoś rozbił szklaną butelkę na koncercie? I Dan na nieszczęście w nią wszedł?- zapytała siwowłosa kobieta. Blue zaprzeczyła skiwnięciem głowy. Oczy jej się nieco zaszkliły i spojrzała za okno gdzie Dan i jego ojciec pracowali w ogrodzie. Chłopak nie wiedząc, że jest obserwowany z uśmiechem ocierał pot z czoła kawałkiem swej koszulki.
- To straszne. - szepnęła nadal patrząc tylko na niego.
- Wydajesz mi się dobrą dziewczyną, czuję że coś przeszłaś... coś co diametralnie zmieniło spojrzenie mego syna na ciebie. Stałaś się dla niego wyjątkowa... czułam to, bo ciebie tutaj przyprowadził. Mam tylko jedną prośbę do ciebie.- to przykuło uwagę brązowookiej. Spojrzała na kobietę z uwagą.
- Zrób wszystko aby zmądrzał.
- Dan jest dobrym...- zaczęła obronę chłopaka ale pani Smith przerwała jej ruchem dłoni.
- Wiem... jednak przed tobą nie był idealny. Były inne, był alkohol, papierosy... nikt nie jest idealny ale jego myślenie jest związane ściśle tylko z kawalerskim życiem.
- Mam go nakłonić do ślubu?- zapytała zdziwiona, aż sama nie wierzyła w to wszystko.
- Do niczego namawiać... ale niech dzięki tobie osiągnie równowagę.
              Dla Blum było to zbyt odważne wyzwanie. Przecież ona i Dan nawet sobie nie powiedzieli słynnego „kocham cię”, nie znali zasady tego jak miał funkcjonować ich znajomość, nic nie wiedzieli, a gdzie tu ustabilizowanie Dana?
- Przepraszam ale... nie mogę tego zrobić. To by źle o mnie znaczyło. Lubię Dana, a nawet może coś więcej ale, jest za wcześnie. Nie chcę być jakąś siecią na ryby, nie chcę go zatrzymywać i usidlać. Nie wiem kim jestem dla niego, ale nawet jeśli kimś ważnym to nie mogę tego wykorzystać. Przepraszam...- powiedziała prosto z mostu nieco gubiąc się w swoich słowach. Była przygotowana na pogardę pani domu, złe słowa czy wszelaką negatywną opinię. Kobieta jednak podeszła do niej i ją przytuliła. Bardzo mocno, przy okazji gładząc jej głowę.
- To co mówiłam.. chciałam cię sprawdzić.- przyznała prostując się. Uśmiechała się do niej przepraszająco. - Wokół niego jest tyle złych dziewczyn...Jako matka musiałam sprawdzić. Mam nadzieję, że nie jesteś złą.
Blue aż musiała oprzeć się o szafkę bo zakręciło jej się w głowie. Czyżby właśnie przeszła pierwszy test ze strony matki Dana. No gratulacje!
- Czyli mam się mieć na baczności?- zaśmiała się bezsilnie.
- Nie, dziś kochanie ci odpuszczam. Podpieczesz kurczaka na patelni? Ja pójdę do piwnicy po kilka rzeczy.- poprosiła brunetkę, po czym wyszła z kuchni. Blue była w szoku i chwilę musiała postać oddychając głęboko, aż w końcu zaśmiała się ponownie. Ruszyła do kuchenki i zaczęła podsmażać pokrojonego kurczaka. Chyba pani Smith, gdy tylko dowiaduje się, że jej syn przyjeżdża wyjmuje tylko ten drób. Nagle ktoś objął ją od tyłu w pasie i poczuła krótki pocałunek na karku. Dan. Był cały przepocony od pracy.
- Tęskniłem.- zaśmiał się kładąc na jej ramieniu swoją brodę wraz z ciężarem głowy. Przez to uniemożliwiał jej większość ruchów, które musiała wykonywać.
- Nie widziałeś mnie pół godziny i byłam za ścianą.- westchnęła, jednak musiała przyznać, że jego zachowanie było dla niej bardzo miłe.
- Ale nie mogłem cię dotykać...- jego dłoń powędrowała nieco na linię jej spodni.
- Dan!- syknęła na niego próbując unieść jego rękę. Ten zaczął się rechotać i odpuścił ale nadal stał przytulając się do niej.
- Oj tam... w nocy tak nie protestujesz.- powiedział prosto do jej ucha. Ona od razu spojrzała na niego, odwracając się od patelni.
- Co?!
- No jak śpisz... to wtedy...miło się wtulasz we mnie gdy ja...tobie...- zaczął się jąkać, patrząc gdzieś w bok. Mina dziewczyny stężała, a oczy zrobiły się wielkie.
- Słucham?- jęknęła cicho nie wierząc w to co słyszy. Nie mogła być to prawda. Dan spojrzał na nią poważnie, ale widząc jej minę zaczął się śmiać.
- Gdybyś widziała swoją minę!- wydławił między kolejną falą śmiechu.
- Jesteś podły! Żartowałeś?- wolała się upewnić. Kiedy pokiwał głową potwierdzająco uszczypnęła go w brzuch.
- Okropny!- prychnęła na niego udając większą obrazę niżeli odczuwała. Odwróciła się do kurczaka i zaczęła go mieszać aby się nie przypalił.
- Blum...- jęknął Dan przytulając się znowu do niej.- Nie bądź zła...- poprosił.
- Nie jestem, ale o spaniu ze mną możesz pomarzyć.- jej głos niczym u wytrenowanej aktorki nie pokazał jak wiele ten moment daje jej frajdy.
- Jak to?!- oburzył się odsuwając się od dziewczyny.
- Jeśli masz takie pomysły... to kto wie kiedy je zrealizujesz... nie ma bata. Zakluczam się na klucz.- stwierdziła wzruszając ramionami niby od niechcenia.
- Blu....Żartowałem, przepraszam. Ja bym ci tego nie zrobił. Co to za frajda robić to z kimś nieświadomym?- zapytał przybliżając się znowu do niej.
- Ja tam nie wiem...ale ty pewnie tak.- odpowiedziała nieco za ostro. Nie powinna tak wspominać o tych sprawach. Dan zamilkł ale nie poluźnił uścisku. Blum wiedziała, że przegięła więc wolną dłonią dotykała jego rąk na swym ciele.
- Nie zrobiłbym tego tobie.-jego głos był poważny, jednak cedził słowa przez zęby. Westchnęła wyłączając kurczaka na patelni i odwróciła się do niego przodem. Dotknęła jego spoconych policzków i pogładziła je.
- Wiem. - odpowiedziała szczerze patrząc mu w oczy. Przetarła jego czoło, pozbywając go przylepionych do skóry włosów.
- Muszę iść się wykąpać. Niezbyt jestem przyjemny.- stwierdził patrząc gdzieś w bok.
- Ale chyba po koncercie nie lepiej wyglądasz... a laski na ciebie lecą.- zacmokała. Dan odruchowo się zaśmiał ale zerknął na nią.
-A ty? Lecisz na mnie?- uniósł brew, a usta nieco ściągnął. Nie chciał się teraz zaśmiać choć w oczach biegały mu dwa wesołe ogniki.
- Od kiedy zaśpiewałeś The Draw...- wyznała szczerze.- A ty na mnie?- odbiła piłeczkę. Chłopak był zadowolony z jej odpowiedzi jednak musiał się zastanowić.
- Od rozmowy przez skype, gdzie siedziałaś na dachu. Muszę przyznać że już wtedy skupiałem się bardziej na twoich ustach niż na tym co mówisz.- stwierdził i nachylił się aby pocałować ją. 
Wtedy też do kuchni weszła pani Smith z głośnym chrząknięciem. Oboje odsunęli od siebie twarze ale Dan nie pozwolił sobie na wypuszczenie Małej z objęć.
- Mamuś skończyliśmy z tatą... obiad jest?- zapytał słodko z wielkim uśmiechem. Blue wyczuła, że robił tak zapewne gdy był młodszy i coś przeskrobał. Taki kluczyk do matczynego serca.
- Pierw idź się wykąp, z takim smrodem do stołu nie usiądę.-ponagliła syna kobieta i zabrała się za kończenie obiadu.
- Blue umyjesz mi plecki?-zapytał zerkając na matkę. Jego uśmiech wcale nie malał. 
- Wiem, że sprawdzasz jaka jestem nowoczesna, wiem że jesteś dorosły ale liczę do trzech i ma cię nie być.- mówiła stojąc do niego tyłem. Blue zaśmiała się dając mu buziaka w policzek. Niebieskooki pognał na górę śmiejąc się głośno.
- Jego życie w końcu wygląda normalnie.- skwitowała po chwili matka.
          Cała czwórka zjadła obiad oraz deser. Dan pod stołem co jakiś czas musiał szturchnąć lub dotknąć w jakiś inny sposób Blue. Mocno ją rozpraszał w czasie rozmowy z jego rodzicami. Pod wieczór Dan zabrał dziewczynę do samochodu ruszając w kierunku, którym znała już zbyt dobrze.
- Kamienica Caro?- zapytała unosząc brwi kiedy parkowali przed budynkiem.
- W rzeczy samej.- uśmiechnął się rozradowany, jednak z dozą tajemniczości w oczach.
- Co my tu robimy? Pewnie im przeszkadzamy.- zauważyła nie mając ochoty odpinać pasów.
- Kyle dzwonił do mnie gdy byłem na górze i... zdradził mi pewien mały sekret. On i Caro wyjechali na trzy dni. Nie ma ona nic przeciwko abyś tu pomieszkała...- mówił cicho, a jego dłoń powoli odgarnęła jej włosy z policzka.
- Sama?- zmarszczyła brwi.
- O tym nie wspominała... ale przez wzgląd że boisz się sama zostawać to...- urwał w połowie zdania przeciągając ostatnią głoskę.
- Jesteś naprawdę wredny!


Nowy rozdział tadam!
Tak wiem, długo czekaliście, jednak mam 
dużo na głowie i jeszcze ostatnio mój 
stan zdrowia nieco się psujnął.
Ale daję radę.
Mam nadzieję że jutro będzie dla was kolejny rozdział :)
Co sądzicie o tym co działo się w 29?
Zapraszam do komentowania!
Dzięk,i że jesteście!
Kocham was,
wasza Tumburulka!

środa, 3 września 2014

5 tysięcy!


Miesiąc i trzy dni!
226 komentarzy 
Tyle Was tutaj :)
Dziękuję,
mam nadzieję, że dalsze losy Blue Was zaciekawią
przed nami nadal zostaje wyjaśnienie tajemnicy.
Dzięki, że jesteście!!!
Wasza Tumburulka!

wtorek, 2 września 2014

Opowiadanie "Koralik" rozdział 28.

                                                               28.



              Ostatnie dni przepłynęły spokojnie. Nawet kilka sms wysłanych do niej, w czasie wieczoru kawalerskiego od chłopaków z Bastille nie zmieniło jej pozytywnego podejścia do wydarzenia, które zbliżało się wielkimi krokami. Udało jej się wydobyć starą sukienkę, którą kiedyś kupiła na sylwestra 2012, niestety nie doczekała go w tym kraju. Teraz intensywny kolor czerwonej, długiej sukienki wydawał się odpowiedni na całą uroczystość. Choć miała na oku czarną sukienkę, nie chciała aby wyglądała jak jakaś wdowa idąca na pogrzeb. Nie lubiła sukienek, które były przesłodzone, a niestety łatwo było z niej zrobić słodką kobietkę, choćby przez jej łagodne rysy twarzy i filigranową postawę. Czerwień dodał jej kobiecości i pazura. Ciemne pasma włosów puściła, dzięki czemu łagodnie oplatały jej ramiona. Choć prawie w ogóle się nie malowała, teraz poświęciła temu uwagę. Czerwona szminka zdobiła jej okazałe usta, a ciemny tusz do rzęs wydłużał je. Tak niewiele, a spowodowało to niezły efekt. Blue nie lubiła się tak stroić, dlatego dziękowała temu na górze. że często nie chodzi na śluby. Para na szczęście nie chciała dostawać żadnych prezentów, przez co Blue miała ułatwione zakupy. Rano jedynie kupiła ładną wiązankę piwonii. Akurat poprawiała swoje włosy kiedy zadzwonił Woody do drzwi. Czekała ich dwugodzinna droga do miejscowości, gdzie miał się odbyć ślub. Było to w przeciwnym kierunku do Londynu. Blum poszła otworzyć drzwi. Chris oniemiał mierząc ją wzrokiem. Zerknęła na swoją czerwoną sukienkę, nie będąc pewna czy wszystko jest ok.
- Gdzieś mam dziurę?- zapytała obracając się.
- Wyglądasz niesamowicie.- jęknął próbując coś jeszcze powiedzieć ale nie dał rady. Westchnął bezradnie kiedy Mała zaczęła się śmiać widząc go w takim stanie. Podeszła do niego bliżej, poprawiając mu przy okazji czerwony krawat.
- Ty też nieźle. Jestem ciekawe jak reszta Bastille wygląda.- stwierdziła z wielkim uśmiechem.
- Mogłaś sobie obejrzeć tegoroczne Brit Award. Wszyscy mamy te same garnitury. Nie zdążyliśmy nowych sobie sprawić.- wzruszył ramionami biorąc jej bagaż. Mieli tam zostać na noc w zarezerwowanych przez parę młodą pokojach.
- No ale chyba Will ma nowy?- zapytała zakluczając za sobą drzwi.
- A po co?
           Właśnie po co? Ślub to nic takiego? To samo niemal, co odbieranie nagrody. Jednak Blue nigdy i tak nie widziała chłopaków w garniturach. Ani na zdjęciach, ani na żadnym filmiku. Nawet była z tego zadowolona, dzięki temu mogła dopiero na własne żywe oczy przekonać się jak wyglądają. Każdy facet wyglądał seksownie w garniturze.
           Wraz z Chrisem zajechali w wyznaczone miejsce. Wśród drzew, przy promieniach słońca stał niewielki, drewniany kościółek z pojedynczą wieżą. Stało tam już kilku gości. Zauważyła też Dana stojącego z Willem przy pastorze, zapewne czekali na pannę młodą. Na parkingu czekał Kyle, oparty o jakiś niewielki samochód z niezbyt zadowoloną miną. Blue zaczęła szukać wzrokiem Caro. Gdzie ona do diabła poszła? Blue wysiadła z samochodu idąc w stronę zamyślonego brodacza. Nie zauważył jej do momentu gdy nie usłyszał pukania jej obcasów. Uniósł wzrok. Pierw jego oczy zrobiły się większe, ale zaraz podbiegł do przyjaciółki tuląc ją.
- Hej misiaku.- zaśmiała się dziewczyna. Woody był zaraz za nią. - Gdzie masz Caro?- zapytała marszcząc brwi gdy zobaczyła smutne brązowe oczy, które patrzyły na nią z nadzieją.
- Nie! Tylko nie wasze głupie kłótnie!- ręce jej opadły gdy Kyle pokiwał głową zaciskając przy tym nerwowo usta.
- Ja już nie wiem o co jej chodzi.... powiedziałem tylko, że buty są innego koloru niż sukienka i że chyba nie pasują...- zaczął tłumaczyć gestykulując przy tym dość mocno.
- I o to poszło?- zapytała nie wierząc.
- Ja nie wiem co zrobiłem źle... cały czas było dobrze.
            Chłopak naprawdę wydawał się załamany i podłamany. Oparł się znowu o jakiś samochód i patrzył na swoje buty. Blue zerknęła na Chrisa, który bezradnie wzruszył ramionami. No tak, tylko ona mogła zrozumieć przyjaciółkę. Była czasami zbyt irracjonalna i zbyt szybko oceniała rzeczy, a jeszcze szybciej ludzi. Z westchnięciem wyjęła telefon z kopertówki którą włożyła sobie pod pachę.
- Co robisz?- zapytał brodacz patrząc na przyjaciółkę.
- Przemawiam jej do rozumu.- stwierdziła wybierając numer rudowłosej. Kyle od razu się wyprostował, a oczy mu zaświeciły nadzieją.
- Ja mogę nawet po nią pojechać... - dodał szybko, jednak Blum odeszła nieco kiedy słyszała sygnał. Zbliżyła się w miejsce gdzie jeszcze nie stał żaden samochód. Zerknęła na coraz większy tłum gości. Gdzieś w środku całego tego tłumu przed kościołem był na pewno Dan.
- Czego?!- rzuciła ostro rudowłosa. To aż spiorunowało Blu, ale nie mogła siebie tak od razu odstraszyć.
- Tego... gdzie jesteś?- rzuciła udając nieco głupią.
- A co? Ten debil nie naskarżył już tobie?- jej furia wcale nie zmalała widocznie. Nagle brunetka usłyszała jakby ktoś darł materiał. Zmarszczyła brwi zdziwiona.
- Szyjesz?- zapytała zdziwiona. Właśnie to zazwyczaj słyszała, kiedy mieszkała wraz z Caroline.
- Nie...-odbąkła obrażona na cały świat.
- To co robisz do cholery jasnej?
- Drę sukienkę! Zadowolona? Możesz chamowi powiedzieć! Będzie też szczęśliwy! W chuj szczęśliwy!- jej głos był twardy i ostry jak brzytwy.
- Oszalałaś...- powiedziała zdumiona dziewczyna. Aż tak zwariowała? Zachowała się irracjonalnie. Biedny Kyle.
- Oszalałam! Pewnie zawsze na mnie! A ten idiota co?! Taki święty? Nie zna się baran na niczym!
- Cholera Caro, przestań!- niewytrzymała.
- Ah! A więc jesteś po jego stronie? Gratuluję! A więc miłej zabawy z nim!- jad jaki leciał z ust wkurzonej przyjaciółki, jednak nie ranił serca Blue. Dziewczyna wiedziała jaka jest rudowłosa i co umie mówić gdy jest zdenerwowana. Wzięła głęboki oddech.
- Ten debil chciał nawet teraz po ciebie jechać, tracąc trzy godziny z ślubu jego najlepszego przyjaciela tylko na jeździe, tylko abyś była tu z nim...a ja, jak ta idiotka chciałam cię uspokoić. Nie ma sensu. Popal wszystko co uszyłaś, a będziesz jutro płakać. Opamiętaj się!- mówiła spokojnie siadając na masce jednego z czarnych samochodów. Widziała jak Kyle patrzy na nią. Było jej go żal.
- Nie obchodzi mnie to...- głos się jej złamał. Jednak nie mogła nic na to poradzić.
- Twój wybór... przykro mi.- Blue postanowiła zadziałać na nią odwrotną psychologią. Jednak nie dało się. Caro się rozłączyła. Blue schowała twarz w dłonie oddychając głęboko. Nie mogła powiedzieć, że Caroline wcale nie podniosła jej ciśnienia. Nie lubiła takich starć.
- I co?!- podleciał do niej Kyle trzymając w dłoni kluczyki od samochodu. Blu spojrzała na niego i nic więcej nie musiała mówić. Zrozumiał. Zwiesił bezsilnie głowę. Dziewczyna wstała i go przytuliła.
- Nie smuć się... myślę że Woody podzieli się mną, z tobą.- powiedziała obejmując go mocno. Kyle jedynie uśmiechnął się i odszedł. Serce złamało się dziewczynie. Głupia Caro! Kyle musiał coś do niej czuć  jeśli tak to na niego zadziałało.
- Choć Blum... zaraz panna młoda przyjedzie.- odezwał się w końcu Chris, który podchodził do niej powoli.
          Wyprostowała się poprawiają z zwiewną sukienkę i chwytając przyjaciela pod ramię ruszyli do kościoła. Grupka się zmniejszyła i mogła dostrzec uśmiechnięte twarze dwóch mężczyzn z Bastille. Dopiero wtedy Dan zauważył dziewczynę. Spojrzał na nią kiedy podnosiła nieco sukienkę stawiając stopę na pierwszym z schodków. Wyglądała dla niego niesamowicie. Aż przerwał w połowie zdania rozmowę z ojcem pana młodego. Nie umknęło to starszemu. Spojrzał w kierunku gdzie niebieskooki patrzył. Uśmiechnął się wracając wzrokiem do niego.
- No, niezła. Niestandardowa piękność.- zaśmiał się stukając go łokciem w jego łokieć. Dan zmieszany faktem, iż ojciec Willa to zauważył opuścił wzrok z lekkim uśmiechem.
- Jak zwykle ma pan racje.- jedynie odpowiedział biorąc głębszy oddech. 
          Niestety Smith nie mógł podejść i się z nią przywitać. Jedynie na chwilę ich oczy się spotkały. Na jej czerwonych ustach pojawił się uśmiech, ale dostrzegł w jej oczach pewną troskę. Mężczyzna mógł sobie pozwolić jedynie na kiwnięcie jej głową. Widział wzrok Chrisa,  który marszczył brwi widząc to wszystko. Ostatnio się namieszało i ta dwójka znalazła się na małej linii gdzie nie było kompromisów. Wtedy zajechała panna młoda. Dość wymyślnie,  ponieważ w karocy zaprzężonej czterema końmi, które były czarne jak smoła. Dan musiał wczuć się rolę świadka. Zbliżył się do Willa musząc skupić się na tym co się działo. A jednak, co jakiś czas spoglądał na Blue.
         Jej nie umykało to. Widziała jak Dan odwraca się nieco i mierzy ją wzrokiem, uśmiecha się lub myśli, że ona nie zauważa jego zachowania. Pierwszy raz po tamtej nocy widzieli się. Blue nie mogła tak po prostu napełnić płuca powietrzem. Skupiła się jedynie na pannie młodej, która właśnie wychodziła z karety. Czarnoskóra kobieta miała na sobie czarno-białą suknię. Niecodzienny widok jeśli chodzi o wybór sukni ślubnej. Miała jednak plusa u Blum za oryginalność. W asyście dwóch mężczyzn, brunetka udała się do wnętrza kościoła. Usiadła z nimi w jednej z wielu ławek i zaczęła się ceremonia. Dan wprowadził pod ramię pewną blondynkę, przyjaciółkę panny młodej, która obecnie wypełniała rolę druhny i świadkowej. Zaczął się ślub. Panna młoda miała już nieco zaokrąglony brzuszek, idealny dla kobiety w czwartym miesiącu ciąży. Cała ceremonia przebiegła normalnie, bez większych wyskoków. Po przysiędze i zakończeniu mszy, Will wraz z żoną wypuścili dwa czarne kruki w niebo. Kolejna odwrotność. Blue nie mogła przestać się uśmiechać. Było ślicznie i inaczej.
         Wszyscy udali się do wielkiego namiotu gdzie miało się odbyć wesele. To właśnie tam dziewczyna znów stała się częścią ''ich troje''. Kyle odzyskał nawet nieco humor. Siedząc przy okrągłym stole wraz z rodzeństwem Willa oraz kuzynostwem, zapowiadała się miła noc. Po pierwszy toastach wnoszonych przy szampanie, nieco kręciło jej się w głowie. Dawno nie piła, zwłaszcza tego trunku. To właśnie te bąbelki sprawiały, że niesamowicie szybko się upijała. Gdy muzyka zaczęła grać musiała odejść od stołu.
- Woody pozwolisz, że pójdę pierw z Kyle?- poprosiła, a jej prawowity towarzysz uśmiechnął się.
- Pewnie... tylko zaraz robię odbijaka. Dokończę tylko obiad.- uprzedził również w lepszym humorze.
          Brodacz ucieszył się jak dziecko, kiedy Blum skiwnęła do niego i na parkiet. Zaraz została prowadzona w niemal puste miejsce. Niewielka orkiestra grała muzykę. Kilka pierwszych par odważyło się stąpać po parkiecie. Para młoda nie tańczyła pierwszego tańca, kolejne wyłamanie się z tradycji. Blue czuła na sobie wzrok innych. Zganiała wszystko na intensywny kolor sukni. Inne kobiety, w większości starsze, miały suknie i garsonki w kolorach pastelowych. Kyle stanął naprzeciw niej i położył dłoń na biodrze.
- Szykuj się Blubluś na taniec zmysłów!- zaśmiał się.
- Tylko mnie nie podnoś.- dodała lekko zagryzając język. Oboje uśmiechnęli się szeroko i zaczęli tańczyć.
          Dan właśnie wycierał usta,  widząc jak czerwony materiał, delikatnej sukni Blum kręci się niczym huragan po parkiecie. Rozwarł nieco usta widząc uśmiech dziewczyny. Była śliczna. Bezradnie spojrzał na bok. Musiał się przez ten wieczór trzymać się od niej z daleka. Była partnerką Chrisa. Smith postanowił, że sam pójdzie na ślub przyjaciela. Nie chciał wymyślać sobie towarzystwa na siłę. Niezbyt dobrze tańczył, nie zawsze bywał zabawny. Tylko pojedyncze jednostki z nim wytrzymywały, a taką znaleźć to złoto... Jego złoto obecnie tańczyło. Westchnął wstając od stołu i podchodząc do baru. Musiał się napić. Specjalnie stanął tyłem do parkietu. Nie chciał aby ktokolwiek zauważył jak patrzy na dziewczynę. Zawsze twierdził. że jest dyskretny, że nikt nie widział jak patrzy na nią. Przeliczył się. Okazywało się coraz częściej,  że jego niebieskie oczy go najzwyczajniej zdradzały. Bezdusznie wypił pierwszy kieliszek i spojrzał na środek sali. Właśnie do pary podchodził Chris uśmiechając się szeroko. To był jego wieczór. Widział jak Blue zostaje przekazana mu z rąk Kyle'a. Na jego nieszczęście została zmieniona muzyka na wolniejszą. Dan nie chciał jako świadek, upić się do nieprzytomności. Musiał chodzić wyprostowany i się uśmiechać. Teraz jednak uśmiech nie chciał mu się przykleić do twarzy. Nagle zdał sobie sprawę co mogła czuć dziewczyna z jego ''otwartego związku'' widząc krążące po internecie zdjęcia z licznymi fankami, które tulił, obejmował i całował. Kara? Bóg nie rychliwy, a sprawiedliwy. Na szczęście namiot był otwarty na wielki ogród. To tam Dan uciekł od widoku tańczących. Ściągnął marynarkę, włożył ręce w kieszenie i postanowił zapoznać się z zielenią.
            Blue o wiele lepiej czuła się tańcząc na luzie z Kyle niżeli z Chrisem. On co jakiś czas rozglądał się, jakby szukając kogoś. Dobiegała któraś z kolei piosenka, a nic się nie zmieniało.
- Szukasz kogoś?-spytała w końcu.
- Tak... Dan gdzieś zniknął. Obiecaliśmy mini występ, a bez niego nie damy rady.- powiedział nieco wkurzony. Blue dopiero wtedy się rozejrzała. Racja, zniknął. Poczuła skurcz w żołądku. Dotąd starała się skupiać na swoich towarzyszach i nie dawać im powodów do podejrzeń, że właśnie wolałaby być w ramionach innego.
- Może idź z Kyle go poszukaj?Ja sobie dam radę.-zaproponowała. Woody zawahał się jedynie chwilkę.
-Wrócę gdy tylko go znajdziemy.- obiecał. Blue zaczęła jednak się martwić o Smitha. 
       Gdzie on polazł? Gdy perkusista zniknął wraz z brodaczem w tłumie. Dziewczynę napełniła chęć ruszenia za nimi. Zawsze to dodatkowa osoba do poszukiwań. Zdążyła zrobić krok do przodu i została złapana za nadgarstek przez kogoś. Ten dotyk był jej nieznany. Myślała jednak. że może to Dan. Odwróciła się z uśmiechem na twarzy. A jednak nie.
- Alfredo...-powiedział przedstawiając się. Blue lekko się uśmiechnęła, jednak z dozą umiaru.
- Kuzyn panny młodej...czy mógłbym z tobą zatańczyć?- zapytał jednak nim zdążyłaby odpowiedzieć, ujął jej ciało i porwał do tańca. Była zdziwiona, ale niegrzecznie byłoby się szarpać. Tańczył nawet lepiej niż Kyle. Długo omijała jego wzrok, który natarczywie spoczywał na jej twarzy.
- Eres hermosa- powiedział z hiszpańskim akcentem. Blu spojrzała na niego zdziwiona.
- Co proszę?- zapytała.
- Jesteś piękna... jak ci na imię?- zapytał, a jego dłoń, którą czuła na plecach delikatnie zsunęła się niżej. Czuła się maksymalnie niekomfortowo.
- Blue.- odpowiedziała krótko. Zaczęła przy każdym obrocie szukać chłopaków, czy nawet Willa, aby wyciągnęli ją z tej sytuacji. Alfredo zmarszczył wzrok widząc jej zachowanie i nagle przystanęli.
- Przepraszam za mój brak taktu. - powiedział i odsunął się nieco od niej, podwyższając dłoń na jej ciele. To ją mile zaskoczyło. Blue nie byłaby sobą gdyby nie dała chłopakowi drugiej szansy.
- Czym się zajmujesz?- zapytała przechylając głowę na bok.
- Hmm.-zamyślił się zwalniając rytm ich tańca.- Dziewczynami, dziewczynami i... dziewczynami.- powiedział to poważnie, po czym zerknął na nią i uśmiechnął się ceremonialnie.
- Interesujące...- uniosła lekko brwi z lekkim sarkazmem.
- W nocy jestem Alfredo, w dzień nudnym Alem pracownikiem Londyńskiej Administracji.- dodał prostując to wszystko.
            Wtedy Chris i Kyle wrócili do namiotu z Danem.
- Cholera- syknął brodacz odwracając się do nich z niechętną miną.
- Co jest?- zapytał Dan kompletnie wycięty z całego wesela. 
         Dopiero wtedy zobaczył uśmiechniętą Blue w ramionach Hiszpana. Znał tego chłopaka. Smith senior pracował z nim, akurat Daniel znał go zbyt dobrze. Nie przepadał za nim, obecnie miał ochotę podejść tam i wyrwać z jego ramion dziewczynę, ale nie mógł. Ta nie wyglądała jakby chciała uciekać.
- Chodźmy zająć miejsce.- powiedział klepiąc ramię Chrisa. Perkusista też niechętnie patrzył na to co działo się na parkiecie.
- Chłopacy bez jaj! Ktoś wyrywa naszą Blublusię, a wy co?- jęknął Kyle. Był gotowy ruszyć tam aby ją ocalić. Czuł się niczym starszy brat. Oj znał się on na podrywaczach, bo sam takim był, dlatego nie podobał mu się tamten gościu.
- Chodź Kyle...- Dan zacisnął szczęki mocno. 
         Wtedy brodacz widział ile kosztują go te słowa. Chyba jako jedyny był tym, który widział tak wiele. Zdał sobie sprawę o co tu chodzi, dlaczego Dan zniknął i siedział sam na ławce na krańcu ogrodu. Kosztowało go to więcej niżeli chciał. Wokalista czuł, że nie może teraz działać jednoznacznie ku Blue. I tak sprawił jej problemy tamtą nocą, teraz nie chciał aby cierpiała w czasie trzymiesięcznej przerwy od nich.
Tak więc trójka przyjaciół zajęło miejsce orkiestry.
          Dopiero wtedy Blue została puszczona przez Alfredo.
- Odprowadzę cię do stolika.- dodał szarmancko. Nie mogła mu nie odmówić. Dzięki temu siedząc na swoim miejscu mogła spokojnie oglądać Dana i pozostałych członków zespołu z wykluczeniem Willa. Blu myślała, że mężczyzna wróci na swoje miejsce, ten jednak odprowadzając ją,  zajął krzesło Chrisa i podał jej lampkę szampana.
Dan widząc to zagryzł wargę opuszczając wzrok na kogoś innego.
- Dziś w wersji selektywnej...Dla pary młodej oraz gości.- powiedział krótko Dan. 
         Ten głos skupił na sobie wiele par oczu, ale tylko te jedne, brązowe były najważniejsze. Blue lekko uśmiechnęła się słysząc go. Gdy na nią zerknął poczuła ciepło. Od razu obiecała sobie, że musi go porwać do tańca gdy zejdzie z sceny. Pierwszą piosenkę jaką zaśpiewali było Durban Skies. Blue znała tą piosenkę. W tajemnicy przed chłopakami nawet ściągnęła sobie ją na telefon. Dan śpiewając ją miał taki ciepły głos. Blue zamknęła oczy słuchając go. Był niesamowitym mężczyzną, tworząc taką piosenkę dla swych rodziców. Pomimo, że znała go już taki czas nadal był dla niej zagadką. Nagle przez te kilka minut cały świat przestał się liczyć. Dźwięki oblepiały ciało dziewczyny. Inaczej tego nie mogła nazwać.
         Dopiero przy drugiej piosence otwarła oczy. Wtedy Will i jego żona stanęli na pustym parkiecie. Wtulili się w swe objęcia, a z głośników Dan śpiewał Oblivion. Dziewczyna poczuła niepokojące dreszcze. Rozejrzała się po stolikach. Wszyscy byli zasłuchani. Ona poczuła, że jest jej duszno. Gdy tylko spojrzała na wokalistę to się u niej zwiększyło. Poczuła minimalną panikę. Alfredo to zauważył.
- Wyprowadzić cię do ogrodu?-zapytał marszcząc brwi.
- Jakbyś mógł.-poprosiła.
Wstali, co nie umknęło nikomu, nawet chłopakom na scenie. Dan odprowadzał ich wzrokiem, wziął jedynie głębszy oddech. Zaśpiewali jeszcze dwie piosenki, z czego jedna była nowym coverem jakiejś ulubionej piosenki panny młodej. Zaraz po tym zeszli z podwyższenia.
- Idziemy!- powiedział Kyle do Dana, mijając Chrisa jakby go tu nie było.
- Gdzie?-zapytał obojętnym tonem.
- Kurwa Dan! Nie zachowuj się znowu jak pizduś! Ten cały gamoń ją gdzieś wyprowadził!-brodacz zacisnął usta, widząc jak jego przyjaciel patrzy w bok i nawet nie zamierza się ruszyć.
- Dan!- szarpnął go jakby chciał go obudzić.
- Kyle nie mogę! Nie mogę!- syknął przez zęby próbując nie zwracać niczyjej uwagi. Kyle wyprostował się patrząc na niego z niedowierzaniem.
- Nie no... bez jaj. - jęknął znając tą minę. - Kurwa ona nie jest Elish... ona nie będzie czekać jak głupia.- próbował mu coś uświadomić. Dan zacisnął znowu szczęki i włożył ręce w kieszenie. Nie patrzył na przyjaciela. Zbyt dobrze wiedział. że ma on racje.
- Dlatego nie chce niczego robić... Ma do tego prawo... - i wyminął brodacza idąc do baru. Kolejka wódki była obiecująca. Kyle przeklną głośno i sam ruszył do ogrodu. Odnalazł swoją przyjaciółkę na jednej z licznych ławek. Była sama. Był niepewny czy dobrze, że podchodzi, lecz gdy brunetka się uśmiechnęła widząc go jego krok stał się żwawy.
- Co tam Blublusia?- zapytał siadając obok niej i zaczął klepać jej kolano.
- Spokojnie.- zaśmiała się.- Brakuje ci śpiewania Pompeii czy jak?- zauważyła patrząc na to jak wybija rytm na jej ciele.
- Nie...Of The Night. - zaśmiał się. Lubił spędzać czas z nią. Była taka podobna do jego młodszej siostry. Chętnie by ją adoptował i woził z małej walizce. - A gdzie twój loffciak?- zapytał opierając się bezwstydnie na ławce i rozkraczając szeroko. Blue widząc jego zachowanie zaczęła się śmiać.
- Loffciak?-zapytała unosząc brew.
- No ten kuzyn kuzynki kuzyna żonki Willa.- wytłumaczył krzywiąc się przy tym po czym przeczesał dłonią swoje wąsy.
- Poprosiłam go aby znalazł moją ciocię Elis...- stwierdziła i mrugnęła do niego porozumiewawczo. Kyle słysząc to huknął śmiechem.
- Ty niegrzeczna! Wiedziałem. że się tak łatwo nie dasz!- mówił dławiąc się śmiechem.
- Wiedziałeś?- uniosła brew nie wiedząc co ma na myśli.
- Tak, tylko Dan taka dupa wołowa.- syknął nieprzyjemnie i wywrócił oczami.
- Nie to co ty?- zaśmiała się.
- Ja się nie boję podbić do Caro...- zaczął na swoją obronę.
- A Dan?- spoważniała obawiając się tego co ma na myśli Kyle.
- A Dan woła go do siebie.- powiedział Alfredo stając nad nimi. Blue aż przeszły dreszcze. Nie wiedziała, że się do nich zbliża. Jej przyjaciel też był zdziwiony ale zatuszował to pod ogromnym uśmiechem, widocznie sztucznym.
- Aj nie ładnie, nie ładnie tak wchodzić w zdanie!- pogroził mu palcem wskazującym i wziął za rękę przyjaciółkę.
- Choć Blublusiu... idziesz ze mną. Potyniamy.- chciał ją wyrwać z szponów tego Hiszpana. Hiszpani w jego oczach byli najgorsi. Czemu? Kto występuje w tych wszystkich harlekinach? Hiszpanie! Nie mógł swojej nowo nabytej siostry tak zostawić!
- Dan dużo wypił i chyba chce jechać do hotelu.- powiedział bezwzględnie Al patrząc gdzieś w dal. Kyle zmarszczył brwi. To nie podobne do Smitha. Owszem na imprezach, w czasie trasie koncertowych, ale nie na takich imprezach. Kyle musiał iść.
- Bluś...- jęknął brodacz gotowy przerzucić ją przez ramię i pobiec z nią do sali, zadbać o to aby Woody się nią zajął.
- Idź, zobacz co z nim.- powiedziała zaniepokojona. Widział, że sama była gotowa ruszyć do Dana ale nie wypadało jej. Kyle wstał dając jej w głowę buziaka, spojrzał nieprzyjemnie na Alfredo i odszedł szybkim krokiem.
- Idziemy zatańczyć?-zaproponował blondyn kiedy zostali sami. 
            Dla Blue było to jedyne wyjście aby zobaczyć co z Danem. Pokiwała głową i zaraz była prowadzona na parkiet. Nie lubiła wesel, oficjalnie to stwierdzała. Dlaczego? Trzeba się trzymać ram, trzeba być grzecznym i miłym. Kiedy weszli na parkiet zobaczyła, że Dan wcale nie jest upity. Siedzi obok Willa grzecznie rozmawiając z jego bratem. Nie widziała jedynie Kyle'a i Chrisa. Została porwana do dość rytmicznego tańca. Czuła się jak szmaciana lalka.
           Dan zerkał co jakiś czas na parkiet i próbował być spokojny. Tylko dobre wychowanie sprawiało,  że jeszcze tutaj siedział. Widząc jak dłonie tego... zjeżdżają niby przypadkiem na niepowołane części ciała Blue, zaciskał pod stołem pięść.
- Przyniesiesz nam po lampce wina?- poprosiła panna młoda śmiejąc się wesoło do niego.
- Ty nie możesz..I nie dostaniesz.- zauważył.- Ale twojemu mężowi się przyda.- każdy powód był dobry aby pobyć trochę w samotności. Oparł się o bar czekając na zamówienie, patrząc jedynie na czerwoną sukienkę. Nagle zjawił się obok niego wkurzony Chris.
- Co jest?-zapytał Dan marszcząc brwi.
- Co jest? Cholera Dan... ten...- zacisnął usta wskazując na typa co kręcił się obok dziewczyny.- Powiedział do Kyle, że ty się upiłeś i chcesz jechać do domu, mi natomiast, że jakiś osioł przeciął mi koła. Poszliśmy z patyczakiem na parking, a tam nic... wracamy, ty nie jesteś pijany. A on tańczy z Blue... Kurwa.- przeklną zamawiając drinka. Dan zerknął na parę. Co za chu... przemknęło po głowie niebieskookiego.
- To twoja osoba towarzysząca, działaj.- skwitował Smith zaczynając, bawić się guzikiem od swej koszuli.
- Serio? Powiem ci coś... Dla jej szczęścia bym zrobił wszystko, cholera nawet swoim kosztem. I nawet nie wiesz ile kosztują mnie te słowa ale... z dwojga złego wolę, abyś ty był przy jej boku teraz niżeli tamten... jeśli to nie mogę być ja, to cholera ruszaj dupę. - słowa Chrisa były pełne bólu ale i szczerości. Ściągnął z siebie krawat i wcisnął go w dłoń przyjaciela.
- Ja się zwijam. Dbaj o nią.- rzucił łykając drink i wychodząc szybkim krokiem z wesela. 
          Dan stał tam chwilę nie wiedząc co ma o tym myśleć. Zerknął na czerwony materiał w swej dłoni. Westchnął zbierając w sobie siły. Ubrał na szyję owy krawat prostując go odpowiednio pod kołnierzykiem. Wziął w dłonie zamówione wino i sok pomarańczowy po czym dostarczył je młodej parze.
- Będziesz mnie jeszcze potrzebował?- zapytał Willa. Ten z wielkim uśmiechem, niemal pijany od miłości zerknął na niego i czerwoną wstęgę pod szyją. Zauważył wtedy Blue. Jego uśmiech się powiększył.
- Zacznij coś wreszcie robić dla siebie.- stwierdził przyjaciel klepiąc go po ramieniu. Dan uśmiechnął się delikatnie kącikiem ust i ruszył pewnym krokiem na parkiet. Nigdy nie sądził, że dobrze tańczy, na koncertach przypominał raczej karatekę lub prostytutkę tańczącą na wysokościach. Teraz miał zdobyć Blue.
Dziewczyna widząc, że Smith się do nich zbliża zatrzymała ten cały nieszczęsny taniec.
- Pozwolisz Alfredo?- zapytał Dan stając tuż za Hiszpanem. Miał poważną twarz z naciskiem wyrysowanym w oczach.
- Bardzo chętnie zatańczę z Danem.- powiedziała szybko Blue aby Al nie mógł zaprzeczyć. 
           Odsunęła się od blondyna i podeszła bliżej bruneta. Ten ujął w jedną dłoń jej rękę, a drugą położył nad jej biodrem. Odczekał aż tamten odszedł i dopiero po tym spojrzał w brązowe oczy dziewczyny. Mała czuła się dziwnie... mała. Zagryzła dolną wargę widząc jak jeden z kącików ust Dana się unosi.
- Dziękuję.- szepnęła z wdzięcznością.
- Królewicz na białym rumaku, raz- powiedział niczym kelner i posłał jej oczko.
- Za długo czekałam! A gdzie rekompensata? Jakiś gratis?- zapytała śmiejąc się już. Dan uśmiechnął się słysząc jej głos. Było to dla niego miłe.
- Jak na razie tańczmy... za wiele naraz nie wolno mieć.- zaśmiał się próbując prowadzić ją w tańcu. Kiedy ją przypadkiem nadepnął oboje śmiali się z tego. Dopiero pod koniec kolejnej piosenki zauważyła krawat Chrisa na jego szyi.
- A Woody?- zapytała nieco zaniepokojona. Dan zacisnął usta przypominając sobie to, co mówił mu przyjaciel. Dotąd starał się trzymać to co czuje na uwięzi ale przez tą krótką chwilę otwarł się przed nim. Może to Kyle mu nagadał, kto wie. Jednak dzięki temu Dan mógł wreszcie z szczerym sercem zbliżyć się do niej
-Kyle o niego zadba...Chyba potrzebuje trochę czasu dla siebie.- stwierdził Dan patrząc na ogród za plecami dziewczyny. - Pójdziemy się przewietrzyć?- zaproponował. 
Mógł Blue poprosić o wszystko, teraz by się zgodziła na wiele. Znowu była w tej niesamowitej magii wtedy gdy była przy nim. Pokiwała jedynie głową. Dan zabrał ze sobą, swoją marynarkę i wyprowadził ją w ciemność. Kilka osób się tam kręciło jednak i tak było znacznie ciszej niż w namiocie. W ciszy szli w głąb. Żadne z nich nie chciało naruszyć chyba świętej ciszy, tą która im nie ciążyła. Dan splótł ich dłonie, po czym nałożył na jej ramiona marynarkę.
- Dbasz o mnie jak o...- przemówiła Blue ale zabrakło jej słów.
- Jak? Jak o siostrę? Przyjaciółkę? Mamę?- zapytał nagle stając naprzeciw niej. Była zmuszona się zatrzymać. Zdziwiły ją te nagłe pytania.
- Nie wiem...- przyznała szczerze. Dan westchnął i przeczesał włosy palcami zamykając oczy. W tym miejscu ogród był słabo oświetlony, jednak oboje widzieli się wzajemnie. Cisza trwała znów długo.
- Blue... ja już mam dość.- stwierdził nagle
- Dość?- powtórzyła. Jakoś ona zaczynała mieść dość tych nieporozumień. Ten wieczór był za dziwny.
- Tak dość! Tego, że sam buduję mur, tego, że nie mogę, tego, że nie chcę cię ranił, tego, że muszę patrzeć na to aby cię nikt nie zranił, tego, że gdy widziałem cię z tamtym dupkiem miałem ochotę się upić bo nie miałem i nie mam prawa zabronić takim zbliżania się do ciebie... mam dość tego, że nie mam do ciebie żadnych praw... że jesteś tylko Blue...- wyrzucał z siebie wściekle słowa. Uruchomił się u niego słowotok. Blue próbowała go zrozumieć, ale nie znała celu tego wszystkiego. Za dużo naraz i za szybko. Zmarszczyła brwi.
- Kim niby mam być jak nie tylko Blue?- zapytała cicho robiąc krok w tył. Dan to zauważył Westchnął bezradnie patrząc jej prosto w oczy.
- Moją Blue.- wyrzucił z siebie patrząc już gdzieś w bok. Blum stała oniemiała.
             Zakręciło jej się nawet nieco w głowie, bo poczuła, że nie oddycha. Dan zacisnął usta widząc jej zdziwienie i przybliżył się do niej. Szybkim ruchem ujął ją jedną ręką w talii, a drugą dotknął jej policzka odsuwając jej włosy. Zbliżył się twarzą do jej ust i się stało. Pierwszy upragniony pocałunek. Pierwsza ich rozkosz,  która spowodowała u obu cichy pomruk rozkoszy. Smith nie spieszył się. Jego wargi niemal były leniwe w poznawaniu jej smaku. Przerwał owy pocałunek patrząc na reakcję Blue. Brunetka długo nie otwierała oczu, jednak gdy jej brązowe ogniki spojrzały na niego wiedział już co robić. Znowu odnaleźli do siebie drogę, znowu ich usta się połączyły. Tym razem mniej niewinnie.   


Błahahaha
Ta godzina, a ja skończyłam dopiero rozdział...
Długi - jest
Dużo się dzieje -jest
Ślub Willa- jest
Buzi Buzi - jest
Ciekawe???
Jak się podoba?
Zapraszam do komentowania i dyskusji.
Wasza zaspana i zmęczona Tumburulka.

poniedziałek, 1 września 2014

Opowiadanie "Koralik" rozdział 27.

                                                               27




               Wszystko to, o czym marzy każda fanka Bastille, Blue miała na wyciągnięcie ręki. Znała chłopaków, spędzała z nimi czas, należała do ich ekipy, Dan spędził z nią cudowny wieczór i razem spali w jednym łóżku. Żyć, nie umierać. Jednak, blisko było do owej śmierci. Matka dziewczyny zrobiła nie mały rozgrabiasz. Blum nie mogła się nawet pożegnać w spokoju z Smithem. Był zmuszony do opuszczenia domu w kilka minut. Tydzień przed ślubem Willa, gdzie będzie musiała wyjechać z miasta, a tu taka wpadka. Co wtedy matka pomyśli? Obecnie sądziła, że jej córka się poniewierała i robiła z siebie ladacznice. Ostry język matki ranił. Jednak wiedziała zbyt dobrze co ją czeka kiedy David dowie się o wszystkim. 
Biedny Dan.
             I owszem był. Dan dzień później, napisał Blum sms, że jej brat jest prawdziwym starszym bratem. David jednak nie odzywał się do swej siostry. Czuł się zwiedzony jej postawą. Nikt nie dał sobie przemówić do rozumu, że przecież oni tylko spali koło siebie, grzecznie. Każdy widzi to co chce wiedzieć. Dan niestety był zajęty przez ostatnie dni więc musiała się kisić samotnie w domu. Aż do dnia kiedy do jej drzwi zapukał owy gość.
- Chris?- zdziwiła się widząc chłopaka. Od razu go przytuliła.
- Możesz pogadać?- zapytał zerkając do wnętrza domu. Ojciec, akurat tego dnia nie jechał do babci, której stan zdrowia się poprawił, więc korzystał z uroków kanapy i telewizji.
- Chodźmy na ogród.- uśmiechnęła się, zamykając za sobą drzwi. Niemal była pewna, że gdyby wzięła perkusistę do swego pokoju, ojciec pilnowałby ją gorzej niżeli kilka lat temu. Niby była dorosłą, mądra i dojrzała, traktowali ją jak dziecko.
            Woody i Blum usiedli razem na ławce, ustawionej pod drzewem. Akurat tego dnia świeciło pięknie słońce. Oby taka pogoda była w sobotę.
- Co cię przygnało co?- zapytała kładąc głowę na ramieniu przyjaciela. Była pewna, że ma jakiś powód. On jedynie głośno westchnął zaczynając pstrykać palcami, nastawiając je. Chwyciła jego dłonie, kładąc na nich swoją rękę. Uniosła jednocześnie głowę aby spojrzeć w jego oczy. Widziała, że coś go gryzie.
- No?- ponagliła go.
- Wiesz, że Kyle to gaduła?- zapytał nagle. Blue spojrzała na niego zdziwiona nie rozumiejąc tego o co mu chodzi.
- No to chyba każdy wie.- zaśmiała się niepewnie.
- Dlaczego więc wcześniej nie mówiłaś mi, że Dan chce cie zabrać na randkę? I Kyle trzymał to w tajemnicy?- jego głos był bardzo spokojny. Jednak marszczył jakby z bólu brwi i uciekał wzrokiem..
         Blu wzięła swoją dłoń z jego i próbowała odgadnąć intencje jego słów.Był wściekły tylko dlatego, że nic nie wiedział?
- No bo... nie wiem. To nie żadna nowość. To znaczy... żadna sensacja aby mówić o tym. Po prostu się spotkaliśmy... nie chciałam aby znowu było, że coś jest nagłaśniane.- stwierdziła szczerze.
          Nie chciała aby znowu coś wyciekło, była nieco przewrażliwiona na ten temat. Jednak od wszystko ucichło, za Danem nikt nie chodził z aparatem. Monica przez swoją głupotę dostała kuratora oraz wyrok w zawieszeniu. Bronił ją jedynie fakt że była młodą nieletnią.Woody spokojnie pokiwał głową zagryzając dolną wargę. Ciągle jakby bał się spojrzeć jej w oczy. Długo milczał zbierając swe myśli. 
- Przez przypadek dowiedziałem się o tym co się stało...- urwał w połowę zdania.
         Zaczynało to ją denerwować. To nie był jej Woody. Zawsze ich rozmowy były na luzie, bez obawy na to co się stanie. A tu takie coś. Nie była przyzwyczajona do takiego zachowania chłopaka.
Spojrzała gdzieś na bok próbując znaleźć w tym jakiś sens. O co mu chodziło? Co się takiego stało, że go tak ścięło z nóg? Nagle połączyła fakty Kyle- Dan-COŚ SIĘ STAŁO. Dowiedział się o wpadce z noclegiem. Spojrzała na niego z otwartymi lekko ustami. To tak na niego wpłynęło? Jak się dowiedział? Serio był to taki gorący temat? Zacisnęła wargi, ściskając jednocześnie dłonie w pięści.
- Plotka rośnie jak widać...-syknęła nieco zirytowana.
- Plotka?- uniósł brew Chris zerkając na nią.
- A jak inaczej to nazwać? Dan spał u mnie, bo nie chciałam zostawać sama w domu. Spaliśmy razem w łóżku... tylko spaliśmy. On nawet nigdy mnie nie pocałował! A tu wszyscy przylepili nam łatkę...- wyrzuciła to wszystko z siebie. Miała dosyć słuchania tego co nie było prawdą. Spojrzała na przyjaciela i widziała jego zdziwienie. 
- Ale wiesz z iloma dziewczynami on sypiał więc... 
- No i co z tego? Przyznał mi się do tego... Nie wyglądał na osobę, która się tym chwali. Zauważył swój błąd... ja nie mam zamiaru go oceniać. Wiesz dlaczego? Bo go nie znałam. Mogę oceniać twoje występki z przeszłości bo znałam wiele czynników, znałam ciebie. Dana nie mogę.- wstała z ławki i zaczęła krążyć po trawniku aby się rozładować.Nie chciała podnosić tonu, powodować, że w jej krwi pojawi się bojowy argument.
- Wybacz, że to powiem ale jesteś w tym naiwna. Powinnaś go unikać, aby i ciebie nie zranił.- przyznał się cicho. Aż stanęła z szeroko otwartymi osobami. Musiała wziąć kilka głębszych oddechów aby nie wybuchnąć.
- Nie, po prostu uczę się na cudzych błędach. Ludzie mnie oceniają po moim zachowaniu nie wiedząc co się kiedyś działo. Nie chcę robić tego innym ludziom. To rani.- jej głos był spokojny.
           Napotkała spojrzenie Chrisa i widziała, że to rozumie. Bynajmniej próbował zrozumieć. Było to dla niego ciężkie. Widział to z innej perspektywy niżeli ona. Nie mogła go za to winić. Byli wolni. Usiała z westchnięciem koło niego i splotła z jego dłonią swoją dłoń.
- Nie chcę się z tobą kłócić na ten temat... Dan to twój przyjaciel...najlepiej o tym nie rozmawiajmy. - poprosiła. Nie chciała aby nowa relacja z Smithem psuła coś między nimi. Woody wolną dłonią przeczesał włosy i nabrał spokojnie powietrza w płuca.
- Widzisz... ja tu przyjechałem po to aby zaproponować ci coś.- zaczął. Blue znowu zaintrygowała jego tajemniczość. Bała się najgorszego. Wstęp był zwalający z nóg, więc co teraz?
- Wiem, że Dan chciałby iść z tobą na wesele Willa... i ty byś chciała z nim. Widać, że wy do siebie...- zacisnął usta patrząc na czubki swych butów.-Może lepiej idź jako osoba towarzysząca Dana? Ja sobie dam jakoś radę.- zmarszczył brwi, a twarz schował za kotarą włosów. Blue siedziała milcząc. Słyszała ból w głosie chłopaka. Jakby mówił coś wbrew sobie. Ściskał jednocześnie mocno jej dłoń. 
- Kyle coś ci mówił?- nagle rzuciła znowu próbując to rozgryźć. Skąd taka nagła myśl w głowie przyjaciela?Pamiętała jeszcze stwierdzenie brodacza, że ponoć leci na dwa fronty. Może to tak wyglądało? Ale przecież wiecznie zaznacza jaką role każdy z chłopaków pełni w jej życiu.
- Nie...sam to zauważyłem. - wzruszył ramionami. Wydawał się taki biedny. Kiedy uniósł wzrok na nią zobaczyła w jego oczach niesamowitą samotność i smutek. Nie umiała nawet wydusić z siebie słowa. Zmiażdżyło ją to co powiedziała. To było zbyt dosłowne.
- Woody...- westchnęła. W geście desperacji przytuliła się do niego. Misiek nie pozostał dłużny. Jego ramiona owinęły ją i oparł brodę o jej głowę.Był taki ciepły i miły dla mniej. Wieczne oparcie, był po jej stronie w najgorszych momentach. Nie umiałaby go teraz zostawić samego. Nie go. 
- Nie mów mi takich bzdur proszę...- szepnęła w jego tors. - Nie mogę iść z Danem. Idę z tobą, bo ty pierwszy mnie zaprosiłeś, bo jesteś moim najwspanialszym przyjacielem, którego w życiu nie zostawię na lodzie, no i niesamowicie będzie pasował tobie czerwony krawat.- zaśmiała się nieco pod koniec.
Chris pogładził ją po plecach i chyba nawet się uśmiechnął.
- Jeśli nie chcesz to powiedz.- poprosił.
- Nie, idę z tobą. Koniec kropka.- ogłosiła prostując się.
             Perkusista spojrzał na nią odzyskując błysk w oku. Dotknął dłonią jej policzka nieco się uśmiechając. Sekunda minęła i wydawało się Blu, że Chris nieco się do niej pochylił swoją twarzą jednak się zatrzymał i odwrócił wzrok opuszczając dłoń. Dziewczyna poczuła się naprawdę nieswojo. O co w tym wszystkim chodziło? Czy Chris właśnie przed chwilą okazał się zazdrośnikiem i dlatego tak zareagował? Dlaczego chciał aby ona była osobą towarzyszącą Dana? Czyżby Smith go o to poprosił? Za dużo dziwnych pytań.
- W sobotę przyjadę po ciebie o 13:30- powiadomił wstając z miejsca. Zaraz po tym się pożegnali.
        To było zbyt dziwne dla Blue, cały spokój się jeszcze bardziej zgubił. Jeszcze brakowało aby stracić takiego przyjaciela jak Woody.




Nie wyzywajcie za długość,
wiem mały...
ale to przez wzgląd, że jutro będzie rozdział z ślubem Willa.
Dużo się zadzieje.
Padam na twarz, ale obiecałam, że spróbuję dziś dodać rozdział :)
Zapraszam do komentowania!
I szczęśliwego początku wakacji,
- szczęśliwy student! 
Pozdrawiam Tumburulka!