8000!
Minęło jak jeden dzień.
Kurczaki aż mi głupio bo nic nie zrobiłam ale
praca :C Wybaczycie?!
Ale za to napisałam po 12 godzinach pracy dla was rozdział!
Oby was się spodobał.
35.
Śmiali się siedząc obok siebie. Dan
zaczął opowiadać jej o swoim dzieciństwie, o tym jak kiedyś z
kuzynem stworzyli zespół. Chciał bardzo aby Blue go poznała,
jednak ta nadal miała swego rodzaju poczucie niepewności, tego co
jest między nimi, a poznawanie jego dalszej rodziny powodowało
większy krok. Gdy zamilkli, dziewczyna oparła głowę o mur
kamienicy i przymknęła oczy. Była zmęczona, ale niesamowicie
przyjemnie czuła się w obecności Smitha. Zapomniała nawet o
sprawie związanej z Davidem.
-Blue...- szepnął brunet
zerkając na Blum. Widząc wystającą jej dłoń spod koca, ujął
ją przez co dziewczyna nieco się ocknęła.
- Przepraszam.-uśmiechnęła się
lekko przecierając zmęczone oczy.
- Już chyba czas...- nieco
spoważniał i uciekł wzrokiem w stronę panoramy Londynu. Blue
zmarszczyła brwi słysząc to.
- Już idziesz?-zapytała nieco
zawiedziona, że”już” chociaż była czwarta nad ranem.
- Nie o to chodzi... czas abym ci
wyjaśnił.- przetarł dłonią przydługawe włosy, jakby to miało
dodać mu odwagi. Blue zamilkła jakby ktoś rzucił na nią
zaklęcie. Nie zamierzała mu przeszkadzać, zwłaszcza w tej ważnej
kwestii.
- Wtedy odszedłem bez słowa
bo... właśnie nie chciałem abyś była tą co musi na mnie
czekać. Nie chciałem nawet przez chwilę abyś stała się kimś, kto zastąpi... no wiesz kogo. Gdybym miał wybór... Nie wybrałem
żadnej przygody życia, nie byłaś kimś, kim zapychałem sobie
wolny czas tutaj. Nie byłaś odskocznią... raczej stałaś się
celem. - spojrzał na nią nagle mając na twarzy wypisany ból tej
wypowiedzi. Ból tego, że ją zranił.
- Celem... nie, że jako łowcy... raczej celem w życiu... tym najważniejszym...tym do czego moje drogi by prowadziły- wyjaśnił uważnie.
- Nie miałem nawet cienia
wątpliwości co do tego kim jesteś. Miałaś racje, ty stałaś do
mnie otworem... ja nie miałem odwagi powiedzenia tak czy nie. A tym
bardziej prawa. Myślałem, że dam radę i ty też. No wiesz... ja
wrócę do swego życia, ty do swojego... tak jakby tamte chwile
niczego nie zmieniły. Kij w oko. Każdego dnia budziłem się i
wiedziałem jakim pieprzonym dupkiem byłem i jestem. - zacisnął
mocniej jej rękę. Blue oddychała już płytko patrząc gdzieś w
bok. Coś w niej rosło po jego słowach.
- I choć nie wierzę... cieszę
się, że moim przyjacielem jest Kyle. Namieszał nieźle w mojej
głowie, wprowadził chaos ale wiesz... jak się ma bałagan w
szafce z ubraniami, to nie ma co składać rzeczy i upychać...
trzeba wszystko wywalić aby od początku wszystko zacząć. On
wygarnął mi dość dosadnie...Powiedział coś, na co ja sam odwagi
nie miałem, aby to powiedzieć na głos. W dodatku wywiad...-
westchnął przecierając wolną dłonią twarz.
- Widziałam...- szepnęła
dziewczyna w końcu. Dan spojrzał na nią zdziwiony.
- Caroline pokazała mi...
widziałam jak wychodzisz i byłeś zły.- odpowiedziała
wyjaśniając wszystko zgodnie z prawdą. Smith pokiwał głową.
- Zły to mało powiedziane...-
zakpił nieco z tego malutkiego słowa, jednak Blue odebrała to
jako ponowne określenie tego, że nie chciał mieć z nią nic
wspólnego.
- Nie chciałeś aby wyszło na
jaw, że kiedyś istniałam?-zapytała niepewnie.
- Blue... zrozum. Masz coś o czym
ja pragnę. Prywatność. Największą cenę, jaką płace za
spełnianie swego marzenia to fakt, że nie mogę iść z tobą po
prostu do kina, że nie mogę spędzić czasu nie martwiąc się czy
nie zostanę przyłapany przez grupę fanów. Ok, jestem im
wdzięczny, że istnieją ale... Nie mogę po prostu powiedzieć
jawnie co do ciebie czuję w jakimś publicznym miejscu, czy w
wywiadzie. Nie chodzi o to jak mnie ludzie widzą... ale o twoje
bezpieczeństwo.- Dan tej nocy naprawdę wiele mówił. Widać było, że doszczętnie to przemyślał i było to dla niego ważne.
Zapadła między nimi ciężka cisza. Dan się obwiniał za to kim
jest, pierwszy raz żałował, że zaczął spełniać swe marzenia.
A co jakby skończył z muzyką? Może wtedy byłoby im łatwiej?
Przecież to głównie przez niego pojawiały się problemy.
- Mi starczy jeśli chociaż ja
będę wiedziała co czujesz.- odezwała się Blum ściągając z
siebie koc. Brunet spojrzał na nią. Na jej ustach panował
uśmiech, ten łagodny, ten którego uwielbiał oglądać gdy rano
budziła się w jego objęciach.
- Chcę być z tobą... być twoim
chłopakiem czy bóg jeden wie czym... czy jak to nazwać. Chcę
wiedzieć, że gdy przyjadę i zapukam do twych drzwi to żaden Peter
czy inny... nie obejmie cię przy mnie. To znaczy... inny
mężczyzna.- aż się skrzywił na same wspomnienie. Blue zaśmiała
się nieco jednak milczała.
- Chcę uciekać z Ameryki jak
najprędzej byle do ciebie... chcę między koncertami wiedzieć, że
zobaczę cię. Nie mogę ci wiele dać bo wiecznie mnie nie ma
ale... choć w tych ,małych chwilach chce być całkowicie dla
ciebie. -mówił szczerze patrząc na nią tymi jasnymi, niebieskimi
oczami z pełną szczerością jak i niepewnością. Był nadal tym
jej niewinnym Danem, który uciekał co jakiś czas na bok wzrokiem,
który zagryzał nerwowo dolną wargę. Był zbyt przekonujący w
tych niewinnych gestach. Blue uważnie wstała z dachówki i usiadła
Danowi na kolana obejmując jego szyję ramionami.
- Dan... - szepnęła prost do
jego ucha, a go przeszedł miły dreszcz gdy poczuł jej ciepły
oddech na swej skórze szyi. Przytulił ją mocno do swego torsu
odpływając na kilka sekund. Jego ukochane sacrum.
- Tak?- odpowiedział niemal
sennym tonem.
- Wiesz, że czuję to co ty?-
zapytała niepewnie. Oboje bali się użyć tego najważniejszego z
słów. Smith wziął głęboki oddech i odsunął się tak by tylko
móc spojrzeć w jej brązowe oczy.
- Wiem...-dodał cicho jakby było
to ich największą tajemnicą.
Zaraz po tym oboje już nie mogli
dłużej czekać. Usta partnera były zbyt kuszące by rozmawiać.
Na nowo rozbudzili to, co przez miesiąc wzajemnie starali sobie
wybić z głowy. Zbyt długo nie mogli się sobą nacieszyć w tym
momencie. Głodne dłonie Dana znalazły się pod bluzką Blue,
dzięki czemu mógł pierwszy raz poczuć jej nagie ciało pod
opuszkami swych palców. Mała z stłumionym jęknięcie na ustach
odsunęła się od Dana opierając policzek o jego ramię.
- Czas iść spać.- jej głos, jednak ani trochę nie wskazywał na to jak bardzo jest zmęczona.
Mężczyzna od razu się zmieszał uciekając wzrokiem w bok.
- Em... no tak, zasiedziałem
się... em... już idę.- zaczął się jąkać. Blue zaśmiała się
widząc jego speszenie.
- Nie chce mi się wierzyć, że
miałeś tuziny fanek... no wiesz..- poruszała znacząco brwiami, jednak zamiast go rozbawić ten tylko jeszcze bardziej się
zaczerwienił. Dobrze, że z pokoju biła jasna poświata włączonej
lampy, bo inaczej nie by nie widzieli.
- Nie ważne... choć.- poprosiła
wstając z niego i zabierając koc. Dan zmarszczył brwi ale zrobił
to, o co prosiła. Przeszedł przez parapet okna. Blue odrzuciła
kołdrę na łóżku.
- Nie odprowadzisz mnie do drzwi?-
zapytał zdziwiony.- Bo chyba dlatego mnie tutaj wpuściłaś...
abym jak człowiek wyszedł z kamienicy.- tak to on pojmował.
Jednak nie Blue. Zamknęła okno i podeszła do niego i pewnym
ruchem dłoni odpięła mu pasek od spodni. Oczy bruneta zrobiły
się wielkie jak dwa spodki Przełknął z trudnością ślinę, a
oddech stał się trudnością. Patrzył na dziewczynę, która
majstrowała obecnie przy jego guziku od spodni i całkowicie był
zamurowany. No poza pewną jedną częścią jego ciała, która
aktualnie odżywała. Blue zadowolona z efektu jaki w nim wyzwoliła,
cofnęła się od niego o krok, położyła się po prostu do łóżka.
- Dotąd nie miałeś problemu aby
spać ze mną...- powiedziała poważnie, jednak kącik jej ust drżał
z rozbawienia. Dan niemal jęknął z bezsilności. Jak mogła tak
igrać z jego niewykorzystanym potencjałem, trzymanym niczym dziki
zwierz w za małej klatce.
- Nie mam piżamy... więc chyba
będę musiał spać nago.- zaczął z chytrym uśmieszkiem,
ściągając bluzkę, buty i spodnie.
- Jakoś zawsze bokserki uważałeś
za swoją piżamę... niech i dziś tak zostanie.- widziała jak
jego uśmiech nadziei znika.
No cóż Dan odkąd założył Bastille
nie miał w tej strefie żadnych ''NIE” nawet jeśli dziewczynę
znał bardzo krótko. Blue kazała na siebie czekać. Jednak dziś i
tak dosyć dostał od niej. Ułożył się więc grzecznie w łóżku
obok niej, od razu porywając ciało dziewczyny w swe objęcia.
Wtulił głowę w poduszkę obok jej włosów trącając nieco jej
tył głowy nosem.
- Jestem szczęściarzem bo mam
ciebie...- szepnął zamykając oczy. Blue zaśmiała się gładząc
opuszkami palców jego ramię, i całą rękę aż do nadgarstka..
- Kim jestem?- zapytała jeszcze
przed zaśnięciem
- Moją Blue...- odpowiedział
dając jej buziaka w skroń z błogim uśmiechem. Na to czekała
tule czasu. Na tym zakończyli rozmowę. Usnęli. Wreszcie czując
spokój i swe miejsce na ziemi.
Było już późne popołudnie kiedy
obudził ich nagły dzwonek do drzwi. Blue przeciągnęła się
czując na sobie rękę Dana. Ten jęknął coś pod nosem
niezrozumiałego, jednak oboje podzielali jedno zdanie: należało
zabić tego, kto tak dzwoni. Nim Usiedli na łóżku nagle usłyszeli
straszny kwik Caroline. To było jak torpeda dla nich. Wyskoczyli z
pokoju i wtedy zobaczyli Caroline w ramionach brodacza. Młoda para
nie szczędziła sobie wszelakich uczuć. Dan zaśmiał się
obejmując w pasie Blue.
- Moja ukochana Carusia!-
pieszczotliwie wymawiał imię swej małżonki Kyle całując co
jakiś czas skrawek jej policzków.
- Co ty tu robisz?! Tęskniłam!
Ściągaj rzeczy! Idziemy do sypialni! Pewnie na dziwki chodziłeś!
Czemu dopiero teraz przyjechałeś?! - rzeka pytań wypłynęła z
ust rudowłosej, która sama obecnie stała w piżamie. Blue zaśmiała
się i wtedy Kyle zauważył przytuloną do siebie widownię.
- Przyjechałem po tego fajtłapę
aby z miłości nie zapomniał o jutrzejszym koncercie!- stwierdził
wskazując podbródkiem Carolinie, ową parę.
Rudowłosa gdy
zobaczyła Dana, wstąpił w nią zły duch. Nie było dla nikogo
pewne czy się obecnie dławi czy próbuje wymyślić najbardziej
wulgarne przekleństwo świata. Jednak zakończyło się na tym, że
spojrzała na Blue.
- Caro... nie denerwuj się. Z
Danem wszystko już ustaliliśmy. - wyjaśniła Blue w momencie
kiedy Smith dawał jej buziaka w policzek stojąc za jej plecami.
- Czy cie zdrowo popierdoliło?-
zapytała rudowłosa ruszając ku parze, jednak zatrzymała się w
połowie drogi gdy wszystkich dobiegło głośne klaśnięcie. A
raczej klaps.
- Ale weszło!- zaśmiał się
zadowolony Kyle kiedy rozmasowywał swoją dłoń. Nie ma to jak
trafne odwrócenie uwagi od tematu jakim była para.
- Coś ty zrobił!- wysyczała
podchodząc do brodacza, któremu momentalnie uśmiech zszedł z
twarzy.
- Dałem klapsiaka w twój piękny
tyłeczek... w kształtną dupcie mej pięknej żonki!- wyjaśnił, a
Blue zacisnęła usta. Znowu byli świadkami ich irracjonalnej
kłótni.
- Nie nazywaj mnie tak! Po niego
przyjechałeś?! A do mnie przez miesiąc nie było ci po drodze!
Nawet mi się już baterie wyczerpały, a ciebie nadal nie było! A
co przysięgałeś?!-ryknęła rudowłosa, a Dan i Mała aż zamarli
słysząc to wszystko.
- Że wrócę zanim baterie ci się
wyczerpią...-powiedział ciszej Kyle, posłuszny jak baranek.
- Wyjdźmy, zanim zaczną mówić
o kulkach...- poprosił Dan nie kryjąc swego zażenowania tą
sytuacją. Zamknęli za sobą wielkie drzwi i położyli się w
łóżku. Dalsza kłótnia tylko się zwiększyła.
- Mam już cię dość! Nie chcę
cię! Chce rozwodu!- krzyczała Caroline po czym ofiarą stał się
jakiś szklany wazon, który rozbił się o umywalkę.
- A ja mam dość twoich fochów!
Poniosło mnie do cholery z tym ślubem!- przekrzykiwał ją Kyle.
- Chce rozwodu!-stwierdziła Caro
niemal piszcząc. Dan i Blue spojrzeli na siebie zdziwieni.
- I dobrze! Ja też go chce!-
odpowiedział twardo brodacz.
- Fajnie!- rzuciła rudowłosa.
- Też tak myślę!- dolał oliwy
do ognia patyczak. Nagle wszystko umilkło. Mała już chciała
lecieć zobaczyć czy się nie zabili, jednak Dan jej przeszkodził.
- Może się już godzą... -
syknął.
No tak. U nich to różnie, jednak kiedy usłyszała płacz
przyjaciółki aż ją zemdliło.
- Bierz tą pieprzoną obrączkę
i znikaj z mego życia.- powiedziała i trzasnęła drzwiami.
Brzmiało to poważnie. Zbyt poważnie. Blue znała rudowłosą zbyt
dobrze i to musiał być kamień milowy. Blue wyrwała się z objęć
Dana i wleciała do kuchni. Tam zobaczyła Kyle'a. Siedział na
ziemi trzymając w dłoni plastikową obrączkę, zbyt małą aby
była jego. Nigdy by go nie poznała, widząc tą mimikę twarzy,
nawet szkliste oczy. Widząc Blue rozkleił się.
- Wyszła.- wyjąkał w spazmach
łez. Blum upadła przy nim na kolana tuląc go.
- Kyluś... będzie wszystko
dobrze. Jak zwykle się pogodzicie.- gładziła jego plecy.
Smith
wszedł do kuchni i aż go zmroziło. Nie był najlepszy w takich
momentach. Jeszcze dla Małej jakoś umiał wykrzesać trochę
potrzebnych mocy przy pocieszaniu, ale przy przyjacielu? Na tym
etapie, jego męskie klepanie po plecach nic by nie dało. Usiadł
jedynie na krześle przyglądając się zmartwionej twarzy swojej
dziewczyny.
- Obiecaliśmy... obiecaliśmy
sobie... że pomimo kłótni... obrączka będzie... w najgorszym
momencie... jak się ściągnie... to....- dławił się w słowach.
- To przez tęsknotę.- tłumaczyła
brunetka kładąc policzek na jego głowie. Przyjaciel wtulił się
w jej małe ciałko, wycierając przez przypadek nos w jej bluzkę.
- Daj jej czas... porozmawiam, z
nią.- obiecała mu.
Po kilku minutach niebieskooki ubrał
się, a następnie postanowił odwieźć go do domu swoich rodziców.
W planach wraz z Blue mieli zamiar spędzić ostatnie chwile razem,
tak jak Dan jej obiecał. Kiedy Simmons i Smith opuścili
mieszkanie, Blum próbowała dodzwonić się do Caro, jednak ta nie
wzięła telefonu.
Po dwóch godzinach niestety musiała wyjść z
domu. Znalazła się w parku wraz z Danem, który zaplanował małą
niespodziankę. Tego dnia ładnie świeciło słońce, a za kilka
godzin miał wylecieć do USA. Wziął Blue na niewielką łódkę
po czym wypłynęli na maleńkie jeziorko. To tam spędzili ostatnie
godziny razem.
Para jak i smutny Kyle pojechali
po tym na lotnisko. Tym razem nie było ustawionego lotu na późną
godzinę. Było tłoczno, jednak to Danowi nie przeszkodziło w
namiętnym pożegnaniu Blue. Kończąc pocałunki wręczył w jej
dłonie kopertę.
- Co to?- zmarszczyła brwi widząc
ową rzecz.
- Dwa imienne bilety... dla ciebie
i Caro... za dwa tygodnie gramy występ w studiu jednego z show...
mamy tam mieć też wywiad przy niewielkiej publiczności. Chcę
abyś tam była. - jego wzrok był błagalny.
-Dan... to drogi prezent nie
mogę...- chciała oddać mu kopertę jednak ten się odsunął.
- Mam coś specjalnie dla
ciebie... ale mogę ci to dać tylko tamtego dnia. Proszę. O nic
się nie martw, załatwię wam hotel, wszystko... może pomoże to
naszym rozwodnikom... - użył podwójnej karty przetargowej. Blue
nie umiała się bronić. Skrzywiła się jednak nie czując się
najlepiej przyjmując coś tak drogiego.
- Dan... ale... będzie dziwnie.
Zwłaszcza z Chrisem.- skrzywiła się. No tak. Tamta sprawa nie
została jeszcze wyjaśniona.
- Co Woody?- zdziwił się brunet.
- Twoje zachowanie miesiąc
temu... sprowokowało u niego pasmo wyznań.- cały czas okazywała
niezadowolenie z tej sytuacji. Dan nawet nie chował braku
zdziwienia.
- Tak myślałem...- zagryzł
dolną wargę patrząc gdzieś na bok.
- Myślałeś?- zdziwiła się.
- Blue... jestem facet... i
rozumiem zachowanie innych facetów.-westchnął przeczesując
włosy.- Wiedziałem co czuje... - dodał nieco smutno. No tak, był
w podobnej sytuacji co Blue. Oboje znali uczucia Chrisa ale też
znali to co do siebie czuli. Wtedy usłyszeli głos kobiecy z
głośników. Kyle pojawił się z naciągniętą czapką na głowie,
prawie niemal do oczu.
- Czy jestem już w trumnie?-
zapytał smutnym głosem. Blu przytuliła go ściągając z niego
owa czapkę.
- Niedługo będziesz w niebie,
wraz z swoją anielicą.- dodała przekonywująco dziewczyna, a w
brązowych oczach zauważyła nadzieję. Kyle przytulił ją na
pożegnanie mocno.
- Dziękuję...- szepnął.
- Dziękuję...- szepnął.
- Ja tobie też...- odpowiedziała
patrząc na Dana. Zaraz po tym patyczak oddalił się. Została sam
na sam z wokalistą Bastille. W sekundzie znalazła się w jego
objęciach.
- Dwa tygodnie.- powiedział
zaciskając ramiona na jej ciele.
- Dan... - głos jej się załamał.
- Co jest Mała?-zapytał zerkając
na nią.
- Ja cię....
Nagle z głośników znowu było
słychać komunikat, który zagłuszył jej głos. Dan pocałował ją
namiętnie pocałował i pogładził jej policzki. Była
zrezygnowana, że nie usłyszał to słowo, on jedynie się
uśmiechnął.
- Poczekaj dwa tygodnie... błagam
nie powtarzaj.-poprosił patrząc jej wyczekująco w oczy. Blue
posmutniała ale pokiwała głową. Jęknął zdając sobie sprawę
ze musi iść.
- Poczekaj... tylko tyle. - dodał
znowu ją całując po czym odsunął się.
- Idź.- poprosiła zdając sobie
sprawę że zaraz się rozpłacze.
- Nie chce...
- Ale musisz...
Dan pokiwał głową po czym
odszedł. Blue otarła kilka łez pierwszej oznaki tęsknoty.
Odeszła idąc do taksówki. Wtedy jej telefon zaczął jej
wibrować. David. Odrzuciła połączenie. Nie teraz. Nie on. Kłamcy
są na ostatnim miejscu. Pierwszy cel- znaleźć Caroline.
Co wy na to?
Jak się podoba?
Jutro postaram się kolejny napisać :)
Następny tydzień może być kruchy bo chodzę na nocki :C
Ale dla was będę walczyć!
Obiecuje na następne tysiące zrobię coś specjalnego!
:)
PS.
Kocham was moje kochane!
No i dziękuję, że ostatnio tak pięknie komentowaliście *_*
Moje serduszko pykało tak mocno <3

