sobota, 20 września 2014

Opowiadanie "Koralik" rozdział 35.

 8000! 
Minęło jak jeden dzień.
 Kurczaki aż mi głupio bo nic nie zrobiłam ale
praca :C Wybaczycie?!    
 Ale za to napisałam po 12 godzinach pracy dla was rozdział!     
Oby was się spodobał.        





                                                                      35.


          Śmiali się siedząc obok siebie. Dan zaczął opowiadać jej o swoim dzieciństwie, o tym jak kiedyś z kuzynem stworzyli zespół. Chciał bardzo aby Blue go poznała, jednak ta nadal miała swego rodzaju poczucie niepewności, tego co jest między nimi, a poznawanie jego dalszej rodziny powodowało większy krok. Gdy zamilkli, dziewczyna oparła głowę o mur kamienicy i przymknęła oczy. Była zmęczona, ale niesamowicie przyjemnie czuła się w obecności Smitha. Zapomniała nawet o sprawie związanej z Davidem.
-Blue...- szepnął brunet zerkając na Blum. Widząc wystającą jej dłoń spod koca, ujął ją przez co dziewczyna nieco się ocknęła.
- Przepraszam.-uśmiechnęła się lekko przecierając zmęczone oczy.
- Już chyba czas...- nieco spoważniał i uciekł wzrokiem w stronę panoramy Londynu. Blue zmarszczyła brwi słysząc to.
- Już idziesz?-zapytała nieco zawiedziona, że”już” chociaż była czwarta nad ranem.
- Nie o to chodzi... czas abym ci wyjaśnił.- przetarł dłonią przydługawe włosy, jakby to miało dodać mu odwagi. Blue zamilkła jakby ktoś rzucił na nią zaklęcie. Nie zamierzała mu przeszkadzać, zwłaszcza w tej ważnej kwestii.
- Wtedy odszedłem bez słowa bo... właśnie nie chciałem abyś była tą co musi na mnie czekać. Nie chciałem nawet przez chwilę abyś stała się kimś,  kto zastąpi... no wiesz kogo. Gdybym miał wybór... Nie wybrałem żadnej przygody życia, nie byłaś kimś, kim zapychałem sobie wolny czas tutaj. Nie byłaś odskocznią... raczej stałaś się celem. - spojrzał na nią nagle mając na twarzy wypisany ból tej wypowiedzi. Ból tego, że ją zranił.
- Celem... nie, że jako łowcy... raczej celem w życiu... tym najważniejszym...tym do czego moje drogi by prowadziły- wyjaśnił uważnie.
- Nie miałem nawet cienia wątpliwości co do tego kim jesteś. Miałaś racje, ty stałaś do mnie otworem... ja nie miałem odwagi powiedzenia tak czy nie. A tym bardziej prawa. Myślałem, że dam radę i ty też. No wiesz... ja wrócę do swego życia, ty do swojego... tak jakby tamte chwile niczego nie zmieniły. Kij w oko. Każdego dnia budziłem się i wiedziałem jakim pieprzonym dupkiem byłem i jestem. - zacisnął mocniej jej rękę. Blue oddychała już płytko patrząc gdzieś w bok. Coś w niej rosło po jego słowach.
- I choć nie wierzę... cieszę się, że moim przyjacielem jest Kyle. Namieszał nieźle w mojej głowie, wprowadził chaos ale wiesz... jak się ma bałagan w szafce z ubraniami, to nie ma co składać rzeczy i upychać... trzeba wszystko wywalić aby od początku wszystko zacząć. On wygarnął mi dość dosadnie...Powiedział coś, na co ja sam odwagi nie miałem, aby to powiedzieć na głos. W dodatku wywiad...- westchnął przecierając wolną dłonią twarz.
- Widziałam...- szepnęła dziewczyna w końcu. Dan spojrzał na nią zdziwiony.
- Caroline pokazała mi... widziałam jak wychodzisz i byłeś zły.- odpowiedziała wyjaśniając wszystko zgodnie z prawdą. Smith pokiwał głową.
- Zły to mało powiedziane...- zakpił nieco z tego malutkiego słowa, jednak Blue odebrała to jako ponowne określenie tego, że nie chciał mieć z nią nic wspólnego.
- Nie chciałeś aby wyszło na jaw, że kiedyś istniałam?-zapytała niepewnie.
- Blue... zrozum. Masz coś o czym ja pragnę. Prywatność. Największą cenę, jaką płace za spełnianie swego marzenia to fakt, że nie mogę iść z tobą po prostu do kina, że nie mogę spędzić czasu nie martwiąc się czy nie zostanę przyłapany przez grupę fanów. Ok, jestem im wdzięczny, że istnieją ale... Nie mogę po prostu powiedzieć jawnie co do ciebie czuję w jakimś publicznym miejscu, czy w wywiadzie. Nie chodzi o to jak mnie ludzie widzą... ale o twoje bezpieczeństwo.- Dan tej nocy naprawdę wiele mówił. Widać było,  że doszczętnie to przemyślał i było to dla niego ważne. Zapadła między nimi ciężka cisza. Dan się obwiniał za to kim jest, pierwszy raz żałował, że zaczął spełniać swe marzenia. A co jakby skończył z muzyką? Może wtedy byłoby im łatwiej? Przecież to głównie przez niego pojawiały się problemy.
- Mi starczy jeśli chociaż ja będę wiedziała co czujesz.- odezwała się Blum ściągając z siebie koc. Brunet spojrzał na nią. Na jej ustach panował uśmiech, ten łagodny, ten którego uwielbiał oglądać gdy rano budziła się w jego objęciach.
- Chcę być z tobą... być twoim chłopakiem czy bóg jeden wie czym... czy jak to nazwać. Chcę wiedzieć, że gdy przyjadę i zapukam do twych drzwi to żaden Peter czy inny... nie obejmie cię przy mnie. To znaczy... inny mężczyzna.- aż się skrzywił na same wspomnienie. Blue zaśmiała się nieco jednak milczała.
- Chcę uciekać z Ameryki jak najprędzej byle do ciebie... chcę między koncertami wiedzieć, że zobaczę cię. Nie mogę ci wiele dać bo wiecznie mnie nie ma ale... choć w tych ,małych chwilach chce być całkowicie dla ciebie. -mówił szczerze patrząc na nią tymi jasnymi, niebieskimi oczami z pełną szczerością jak i niepewnością. Był nadal tym jej niewinnym Danem, który uciekał co jakiś czas na bok wzrokiem, który zagryzał nerwowo dolną wargę. Był zbyt przekonujący w tych niewinnych gestach. Blue uważnie wstała z dachówki i usiadła Danowi na kolana obejmując jego szyję ramionami.   
- Dan... - szepnęła prost do jego ucha, a go przeszedł miły dreszcz gdy poczuł jej ciepły oddech na swej skórze szyi. Przytulił ją mocno do swego torsu odpływając na kilka sekund. Jego ukochane sacrum.
- Tak?- odpowiedział niemal sennym tonem.
- Wiesz, że czuję to co ty?- zapytała niepewnie. Oboje bali się użyć tego najważniejszego z słów. Smith wziął głęboki oddech i odsunął się tak by tylko móc spojrzeć w jej brązowe oczy.
- Wiem...-dodał cicho jakby było to ich największą tajemnicą.
             Zaraz po tym oboje już nie mogli dłużej czekać. Usta partnera były zbyt kuszące by rozmawiać. Na nowo rozbudzili to, co przez miesiąc wzajemnie starali sobie wybić z głowy. Zbyt długo nie mogli się sobą nacieszyć w tym momencie. Głodne dłonie Dana znalazły się pod bluzką Blue, dzięki czemu mógł pierwszy raz poczuć jej nagie ciało pod opuszkami swych palców. Mała z stłumionym jęknięcie na ustach odsunęła się od Dana opierając policzek o jego ramię.
- Czas iść spać.- jej głos,  jednak ani trochę nie wskazywał na to jak bardzo jest zmęczona. Mężczyzna od razu się zmieszał uciekając wzrokiem w bok.
- Em... no tak, zasiedziałem się... em... już idę.- zaczął się jąkać. Blue zaśmiała się widząc jego speszenie.
- Nie chce mi się wierzyć, że miałeś tuziny fanek... no wiesz..- poruszała znacząco brwiami,  jednak zamiast go rozbawić ten tylko jeszcze bardziej się zaczerwienił. Dobrze, że z pokoju biła jasna poświata włączonej lampy, bo inaczej nie by nie widzieli.
- Nie ważne... choć.- poprosiła wstając z niego i zabierając koc. Dan zmarszczył brwi ale zrobił to, o co prosiła. Przeszedł przez parapet okna. Blue odrzuciła kołdrę na łóżku.
- Nie odprowadzisz mnie do drzwi?- zapytał zdziwiony.- Bo chyba dlatego mnie tutaj wpuściłaś... abym jak człowiek wyszedł z kamienicy.- tak to on pojmował. 
           Jednak nie Blue. Zamknęła okno i podeszła do niego i pewnym ruchem dłoni odpięła mu pasek od spodni. Oczy bruneta zrobiły się wielkie jak dwa spodki Przełknął z trudnością ślinę, a oddech stał się trudnością. Patrzył na dziewczynę, która majstrowała obecnie przy jego guziku od spodni i całkowicie był zamurowany. No poza pewną jedną częścią jego ciała, która aktualnie odżywała. Blue zadowolona z efektu jaki w nim wyzwoliła, cofnęła się od niego o krok, położyła się po prostu do łóżka.
- Dotąd nie miałeś problemu aby spać ze mną...- powiedziała poważnie, jednak kącik jej ust drżał z rozbawienia. Dan niemal jęknął z bezsilności. Jak mogła tak igrać z jego niewykorzystanym potencjałem, trzymanym niczym dziki zwierz w za małej klatce.
- Nie mam piżamy... więc chyba będę musiał spać nago.- zaczął z chytrym uśmieszkiem, ściągając bluzkę, buty i spodnie.
- Jakoś zawsze bokserki uważałeś za swoją piżamę... niech i dziś tak zostanie.- widziała jak jego uśmiech nadziei znika. 
            No cóż Dan odkąd założył Bastille nie miał w tej strefie żadnych ''NIE” nawet jeśli dziewczynę znał bardzo krótko. Blue kazała na siebie czekać. Jednak dziś i tak dosyć dostał od niej. Ułożył się więc grzecznie w łóżku obok niej, od razu porywając ciało dziewczyny w swe objęcia. Wtulił głowę w poduszkę obok jej włosów trącając nieco jej tył głowy nosem.
- Jestem szczęściarzem bo mam ciebie...- szepnął zamykając oczy. Blue zaśmiała się gładząc opuszkami palców jego ramię, i całą rękę aż do nadgarstka..
- Kim jestem?- zapytała jeszcze przed zaśnięciem
- Moją Blue...- odpowiedział dając jej buziaka w skroń z błogim uśmiechem. Na to czekała tule czasu. Na tym zakończyli rozmowę. Usnęli. Wreszcie czując spokój i swe miejsce na ziemi.



         Było już późne popołudnie kiedy obudził ich nagły dzwonek do drzwi. Blue przeciągnęła się czując na sobie rękę Dana. Ten jęknął coś pod nosem niezrozumiałego, jednak oboje podzielali jedno zdanie: należało zabić tego, kto tak dzwoni. Nim Usiedli na łóżku nagle usłyszeli straszny kwik Caroline. To było jak torpeda dla nich. Wyskoczyli z pokoju i wtedy zobaczyli Caroline w ramionach brodacza. Młoda para nie szczędziła sobie wszelakich uczuć. Dan zaśmiał się obejmując w pasie Blue.
- Moja ukochana Carusia!- pieszczotliwie wymawiał imię swej małżonki Kyle całując co jakiś czas skrawek jej policzków.
- Co ty tu robisz?! Tęskniłam! Ściągaj rzeczy! Idziemy do sypialni! Pewnie na dziwki chodziłeś! Czemu dopiero teraz przyjechałeś?! - rzeka pytań wypłynęła z ust rudowłosej, która sama obecnie stała w piżamie. Blue zaśmiała się i wtedy Kyle zauważył przytuloną do siebie widownię.
- Przyjechałem po tego fajtłapę aby z miłości nie zapomniał o jutrzejszym koncercie!- stwierdził wskazując podbródkiem Carolinie, ową parę. 
Rudowłosa gdy zobaczyła Dana, wstąpił w nią zły duch. Nie było dla nikogo pewne czy się obecnie dławi czy próbuje wymyślić najbardziej wulgarne przekleństwo świata. Jednak zakończyło się na tym, że spojrzała na Blue.
- Caro... nie denerwuj się. Z Danem wszystko już ustaliliśmy. - wyjaśniła Blue w momencie kiedy Smith dawał jej buziaka w policzek stojąc za jej plecami.
- Czy cie zdrowo popierdoliło?- zapytała rudowłosa ruszając ku parze, jednak zatrzymała się w połowie drogi gdy wszystkich dobiegło głośne klaśnięcie. A raczej klaps.
- Ale weszło!- zaśmiał się zadowolony Kyle kiedy rozmasowywał swoją dłoń. Nie ma to jak trafne odwrócenie uwagi od tematu jakim była para.
- Coś ty zrobił!- wysyczała podchodząc do brodacza, któremu momentalnie uśmiech zszedł z twarzy.
- Dałem klapsiaka w twój piękny tyłeczek... w kształtną dupcie mej pięknej żonki!- wyjaśnił, a Blue zacisnęła usta. Znowu byli świadkami ich irracjonalnej kłótni.
- Nie nazywaj mnie tak! Po niego przyjechałeś?! A do mnie przez miesiąc nie było ci po drodze! Nawet mi się już baterie wyczerpały, a ciebie nadal nie było! A co przysięgałeś?!-ryknęła rudowłosa, a Dan i Mała aż zamarli słysząc to wszystko.
- Że wrócę zanim baterie ci się wyczerpią...-powiedział ciszej Kyle, posłuszny jak baranek.
- Wyjdźmy, zanim zaczną mówić o kulkach...- poprosił Dan nie kryjąc swego zażenowania tą sytuacją. Zamknęli za sobą wielkie drzwi i położyli się w łóżku. Dalsza kłótnia tylko się zwiększyła.
- Mam już cię dość! Nie chcę cię! Chce rozwodu!- krzyczała Caroline po czym ofiarą stał się jakiś szklany wazon, który rozbił się o umywalkę.
- A ja mam dość twoich fochów! Poniosło mnie do cholery z tym ślubem!- przekrzykiwał ją Kyle.
- Chce rozwodu!-stwierdziła Caro niemal piszcząc. Dan i Blue spojrzeli na siebie zdziwieni.
- I dobrze! Ja też go chce!- odpowiedział twardo brodacz.
- Fajnie!- rzuciła rudowłosa.
- Też tak myślę!- dolał oliwy do ognia patyczak. Nagle wszystko umilkło. Mała już chciała lecieć zobaczyć czy się nie zabili, jednak Dan jej przeszkodził.
- Może się już godzą... - syknął. 
No tak. U nich to różnie, jednak kiedy usłyszała płacz przyjaciółki aż ją zemdliło.
- Bierz tą pieprzoną obrączkę i znikaj z mego życia.- powiedziała i trzasnęła drzwiami. 
 Brzmiało to poważnie. Zbyt poważnie. Blue znała rudowłosą zbyt dobrze i to musiał być kamień milowy. Blue wyrwała się z objęć Dana i wleciała do kuchni. Tam zobaczyła Kyle'a. Siedział na ziemi trzymając w dłoni plastikową obrączkę, zbyt małą aby była jego. Nigdy by go nie poznała, widząc tą mimikę twarzy, nawet szkliste oczy. Widząc Blue rozkleił się.
- Wyszła.- wyjąkał w spazmach łez. Blum upadła przy nim na kolana tuląc go.
- Kyluś... będzie wszystko dobrze. Jak zwykle się pogodzicie.- gładziła jego plecy. 
Smith wszedł do kuchni i aż go zmroziło. Nie był najlepszy w takich momentach. Jeszcze dla Małej jakoś umiał wykrzesać trochę potrzebnych mocy przy pocieszaniu, ale przy przyjacielu? Na tym etapie, jego męskie klepanie po plecach nic by nie dało. Usiadł jedynie na krześle przyglądając się zmartwionej twarzy swojej dziewczyny.
- Obiecaliśmy... obiecaliśmy sobie... że pomimo kłótni... obrączka będzie... w najgorszym momencie... jak się ściągnie... to....- dławił się w słowach.
- To przez tęsknotę.- tłumaczyła brunetka kładąc policzek na jego głowie. Przyjaciel wtulił się w jej małe ciałko, wycierając przez przypadek nos w jej bluzkę.
- Daj jej czas... porozmawiam, z nią.- obiecała mu.
Po kilku minutach niebieskooki ubrał się, a następnie postanowił odwieźć go do domu swoich rodziców. W planach wraz z Blue mieli zamiar spędzić ostatnie chwile razem, tak jak Dan jej obiecał. Kiedy Simmons i Smith opuścili mieszkanie, Blum próbowała dodzwonić się do Caro, jednak ta nie wzięła telefonu. 
              Po dwóch godzinach niestety musiała wyjść z domu. Znalazła się w parku wraz z Danem, który zaplanował małą niespodziankę. Tego dnia ładnie świeciło słońce, a za kilka godzin miał wylecieć do USA. Wziął Blue na niewielką łódkę po czym wypłynęli na maleńkie jeziorko. To tam spędzili ostatnie godziny razem.
Para jak i smutny Kyle pojechali po tym na lotnisko. Tym razem nie było ustawionego lotu na późną godzinę. Było tłoczno, jednak to Danowi nie przeszkodziło w namiętnym pożegnaniu Blue. Kończąc pocałunki wręczył w jej dłonie kopertę.
- Co to?- zmarszczyła brwi widząc ową rzecz.
- Dwa imienne bilety... dla ciebie i Caro... za dwa tygodnie gramy występ w studiu jednego z show... mamy tam mieć też wywiad przy niewielkiej publiczności. Chcę abyś tam była. - jego wzrok był błagalny.
-Dan... to drogi prezent nie mogę...- chciała oddać mu kopertę jednak ten się odsunął.
- Mam coś specjalnie dla ciebie... ale mogę ci to dać tylko tamtego dnia. Proszę. O nic się nie martw, załatwię wam hotel, wszystko... może pomoże to naszym rozwodnikom... - użył podwójnej karty przetargowej. Blue nie umiała się bronić. Skrzywiła się jednak nie czując się najlepiej przyjmując coś tak drogiego.
- Dan... ale... będzie dziwnie. Zwłaszcza z Chrisem.- skrzywiła się. No tak. Tamta sprawa nie została jeszcze wyjaśniona.
- Co Woody?- zdziwił się brunet.
- Twoje zachowanie miesiąc temu... sprowokowało u niego pasmo wyznań.- cały czas okazywała niezadowolenie z tej sytuacji. Dan nawet nie chował braku zdziwienia.
- Tak myślałem...- zagryzł dolną wargę patrząc gdzieś na bok.
- Myślałeś?- zdziwiła się.
- Blue... jestem facet... i rozumiem zachowanie innych facetów.-westchnął przeczesując włosy.- Wiedziałem co czuje... - dodał nieco smutno. No tak, był w podobnej sytuacji co Blue. Oboje znali uczucia Chrisa ale też znali to co do siebie czuli. Wtedy usłyszeli głos kobiecy z głośników. Kyle pojawił się z naciągniętą czapką na głowie, prawie niemal do oczu.
- Czy jestem już w trumnie?- zapytał smutnym głosem. Blu przytuliła go ściągając z niego owa czapkę.
- Niedługo będziesz w niebie, wraz z swoją anielicą.- dodała przekonywująco dziewczyna, a w brązowych oczach zauważyła nadzieję. Kyle przytulił ją na pożegnanie mocno.
- Dziękuję...- szepnął.
- Ja tobie też...- odpowiedziała patrząc na Dana. Zaraz po tym patyczak oddalił się. Została sam na sam z wokalistą Bastille. W sekundzie znalazła się w jego objęciach.
- Dwa tygodnie.- powiedział zaciskając ramiona na jej ciele.
- Dan... - głos jej się załamał.
- Co jest Mała?-zapytał zerkając na nią.
- Ja cię....
Nagle z głośników znowu było słychać komunikat, który zagłuszył jej głos. Dan pocałował ją namiętnie pocałował i pogładził jej policzki. Była zrezygnowana, że nie usłyszał to słowo, on jedynie się uśmiechnął.
- Poczekaj dwa tygodnie... błagam nie powtarzaj.-poprosił patrząc jej wyczekująco w oczy. Blue posmutniała ale pokiwała głową. Jęknął zdając sobie sprawę ze musi iść.
- Poczekaj... tylko tyle. - dodał znowu ją całując po czym odsunął się.
- Idź.- poprosiła zdając sobie sprawę że zaraz się rozpłacze.
- Nie chce...
- Ale musisz...
             Dan pokiwał głową po czym odszedł. Blue otarła kilka łez pierwszej oznaki tęsknoty. Odeszła idąc do taksówki. Wtedy jej telefon zaczął jej wibrować. David. Odrzuciła połączenie. Nie teraz. Nie on. Kłamcy są na ostatnim miejscu. Pierwszy cel- znaleźć Caroline.



Co wy na to?
Jak się podoba?
Jutro postaram się kolejny napisać :)
Następny tydzień może być kruchy bo chodzę na nocki :C
Ale dla was będę walczyć!
Obiecuje na następne tysiące zrobię coś specjalnego!
:)
PS.
Kocham was moje kochane!
No i dziękuję, że ostatnio tak pięknie komentowaliście *_*
Moje serduszko pykało tak mocno <3

czwartek, 18 września 2014

Opowiadanie "Koralik" rozdział 34.

                                                                  34.



         Obudziła się stanowczo zbyt wyspana, niżeli oczekiwała to po spaniu na ciasnej kanapie. Z trudnością zasnęła z myślą, że Dan śpi kilka metrów od niej. Nawracały wspomnienia z ich nocy, kiedy mogła tak bezpośrednio przytulić się do niego, a on obejmował ją ramieniem. Wspomnienia bolały. Jednak teraz kiedy przeciągała się poczuła, że może wyprostować nogi. Czyżby spadła na ziemię w nocy? Jeszcze przed otworzeniem oczu usłyszała głos Dana.
I'll come back to haunt you
Memories will taunt you
And I will try to love you
It's not like I'm above you

        Otwarła oczy zdziwiona słysząc jego ściszony głos. Wtedy zobaczyła, że wcale nie leży na kanapie, lecz w białej pościeli na wielkim łóżku. Podniosła się szybko do siadu, szczerze przestraszona. Automatycznie spojrzała czy jest ubrana. Uf, kamień z serca, kiedy zobaczyła znajomy, wyciągnięty sweter na swym ciele. Wtedy z łazienki wyszedł Smith mając przy ustach telefon. Momentalnie wyłączył coś w nim i spojrzał na dziewczynę niepewnie.
-Ja... czekałem aż zaśniesz i... przeniosłem cię. Nie chciałem się kłócić ale... to ja powinienem spać na kanapie...Przeniosłem cię...no i ja tam spałem... ściągnąłem ci tylko buty... - tłumaczył się, jąkając przy tym, oraz nerwowo przeczesując włosy na czubku głowy. Widać było, że bardzo się przejmuje tym wszystkim. Znów na chwilę emocje wybiegły Blum z serca i chciała go przytulić,  jednak szybko znowu poczuła też to, jak się czuła przez cały miesiąc kiedy nie było go.
- Nie musiałeś.- powiedziała obojętnym tonem schodząc z łóżka, aby na niego nie spoglądać. Dan westchnął czując kolejne odepchnięcie od niej. Zagryzł jednak zęby wiedząc, że da radę. Wyprostował się zaraz i zaczął śledzić jej ruchy wzrokiem.
- Wystarczy, że raz nie zrobiłem czegoś co musiałem...- dodał siadając na łóżku tam gdzie wcześniej ona leżała. Wciągnęła na stopy buty nieco siłując się z zamkiem.
- Nigdy nikt ci niczego nie narzucał.- znowu jej głos był taki jak poprzedniego dnia. Ruszyła powolnym krokiem do łazienki ale Dan zagrodził jej drogę.
- Mógłbyś przesunąć się? Chce iść siku.- westchnęła wywracając przy tym oczami.
- Niczego nikt mi przecież nie narzuci.- użył jej słów na swoją drogę, jak za dawnych czasów. 
Blue musiała schować twarz pod kurtyną włosów, aby nie pokazać mu, że delikatnie się uśmiechnęła. Wzięła głęboki oddech i z marmurową twarzą spojrzała na niego unosząc brew do góry. Robiąc krok w bok chciała go wyminąć, jednak on  wyczuł to i zrobił to samo co ona. Chwilę ''potańczyli” tak, a na twarzy bruneta pojawiał się niepewny uśmiech.
- Uuuuh! Wsuń się!- warknęła Blum zirytowana i bezsilna na jego zachowanie.
- Przytul mnie...- zażądał Dan,  a dziewczynę aż wmurowało. Jego niebieskie oczy niemal lgnęły do niej. Dzielił ich jeden krok, zapewne gdyby chciał to uzyskać, sam by to sobie wziął. Zrobiła krok w bok ale cała historia powtórzyła się.
- Zachowujesz się jak dziecko!- prychnęła na niego. Dan uśmiechnął się odważniej do niej, a w jasnych oczach pojawiły się iskierki. Wszystko znów przewróciło się jej w żołądku.
- Zaraz popuszczę w gacie!- jęknęła czując że jest już u kresu wytrzymałości.
- Przytul, a zaraz będziesz mogła wejść.
          Szantażował ją w najgorszy sposób. Miała zazwyczaj rano pęcherz o pojemności małego kieliszka do wódki. Stąpając z jednej nogi na drugą wydała z siebie dziwny dźwięk rezygnacji i podeszła do Dana przytulając się do niego. Chciała aby było to takie bezuczuciowe, jak na początku ich znajomości. Jednak kiedy jego dłonie znalazły się na jej plecach, kiedy jego prawa ręka pogładziła jej splątane kosmyki włosów, sama odruchowo wtuliła policzek w jego obojczyk zamykając oczy. Poczuła jego zapach, ciepło. Wszystko to co było dla niej zakazane. Odżyło to co zakopywała. Dan sam poczuł tą niesamowitą tęsknotę, którą uciszał. Teraz dopiero tak dobitnie dotarło do niego jakim kretynem był odchodząc od niej tamtego dnia. Przysiągł sobie, że zrobi wszystko aby odzyskać Blum. Na ten moment Mała zapomniała jaki był tego cel. Dopiero w momencie kiedy Smith odważył się dać jej buziaka w skroń, ocknęła się. Momentalnie odsunęła się od ciała mężczyzny i bez słowa zamknęła się w łazience. Oparta o drzwi czuła jak jej serce bije. Podstępny Dan! Niech go licho. W jego ramionach zapomniała kompletnie o tym co zrobił miesiąc temu. Może naprawdę przesadzała z tym jak go traktowała. Jednak z drugiej strony, jakim prawem miałaby należeć do niego? Porzuciła wszelkie myśli na rzecz porannej toalety. Rozczesała włosy znalezionym grzebykiem, obyła twarz po czym wyszła z łazienki.
         Dan siedział na kanapie pstrykając nerwowo z palców. Gdy tylko zdał sobie sprawę z obecności Blue spojrzał na nią z niepewnym uśmiechem na twarzy. Blum nie była wstanie odwzajemnić tego prostego gestu. Podeszła do swej torby, która była zapakowana całkowicie przez książki i wzięła w rękę parasol.
- Miło było cię zobaczyć, ja muszę niestety wracać. Muszę iść dziś jeszcze na uczelnię.- stwierdziła unikając jego wzroku. Dan wstał powoli i wyprostował na sobie ubrania nieco.
- Odbiorę cię z uniwersytetu...
- Nie!- zabroniła mu niemal zagrażając mu palcem.
- Dlaczego?-zapytał marszcząc brwi przy tym.
- Dotąd nie chciałeś oficjalnie pokazywać się ze mną... nie chce mieć łatki tej od Bastille. Bo choćbym zaprzeczała i się wypierała, to będą mieć swoje plotki. Nie chce być brana za dziewczynę "tego" z Bastille. - stwierdziła ruszając do drzwi wyjściowych z pokoju. Dan i tak wiedział swoje. Nie zamierzał jej jednak niczego mówić. W planach miał odwiedzić pierw rodziców, przebrać się, a następnie pojechać na uniwersytet Blue i tam na nią poczekać. Kyle byłby z niego dumny.


            Kilka godzin po tym jak wyszła z hotelu, zdążyła przebrać się w mieszkaniu, ogarnąć jakoś swój wygląd i pojechać na uczelnie. Cały czas, gdzieś z tyłu jej głowy był Dan z poranka, Dan z poprzedniego wieczoru, jego oczy pełne nadziei, niepewny uśmiech, dotyk jego dłoni i pocałunek w skroń. Zbyt dużo aby móc normalnie z tym funkcjonować. Znajomi z roku wielokrotnie potarzali jej pytania, próbowali sprowadzić na ziemię. Nic. Przeklęty Dan. Jako ostatnia zorientowała się, że już koniec zajęć. Szturchnięta przez koleżankę, zaczęła zbierać swój notatnik, torbę oraz długopisy.
- Matko... jak przynudzał!- westchnęła Clara idąc koło dziewczyn.
- Kto?- otrząsnęła się z myśli Blum, przytrzymując drewniane drzwi aby i one mogły wyjść z sali wykładowej.
- Wykładowca! Ty jesteś na to idealnym przykładem... zero notatek, wzrok za oknem... Bluś zakochałaś się?- dała jej stójkę w bok śmiejąc się jednocześnie. Wtedy Blum stanęła jak wryta widząc opartego mężczyznę o parapet przy jednym z okien. Clara od razu to zobaczyła i zachichotała.   
- Chyba Romeo się zjawił!- wcale nie próbowała nawet ściszyć głosu. Dan słysząc głos dziewczyny wyprostował się, jednocześnie ściągając z głowy kaptur. Uśmiechnął się na widok zdziwionej Blue po czym kiwnął głową do jej koleżanki.
- Niech mnie licho... gęsto się zrobiło jak na lekcji chemii w ogólniaku kiedy ktoś przyniósł stare jajo do klasy.- zaśmiała się. Metafory Clary były normą dla Blue. Jednak teraz brunetka nawet się nie uśmiechnęła.
- Dobra ja mykam!- zaśmiała się wesoło i ruszyła dalej przez pusty już hol. Dan i Blue zostali sami.
- Nie miałeś przyjeżdżać...Dlatego nie mówiłam ci o której kończę.- w jej głosie mógł wyczuć zarzut. Smith jednak włożył dłonie w kieszenie szarej bluzy i uśmiechnął się zadowolony z siebie.
- W dziekanacie macie miłe panie... nawet słuchają naszego zespołu.- urwał widząc jak mimika dziewczyny się zmienia.
- Zaśpiewałeś im tam Oblivion? A może wskoczyłeś na biurko i dałeś pokaz Flaws aby zdradziły ci o której kończysz?- podeszła bliżej, kiedy brunet śmiał się z jej odpowiedzi.
- Niee... - potrząsnął zabawnie głową nadal uśmiechając się szeroko. Złapał jej rytm kroków już po paru sekundach.
- Wszedłem, grzecznie zapytałem, panie odpowiedziały, zrobiły sobie ze mną kilka zdjęć i tyle.- wzruszył ramionami jak gdyby nigdy nic. Blue nie mogła nic powiedzieć. Jego wybór. Podświadomie zrobiło jej się miło. Na uczelnianym parkingu stał dobrze jej znany samochód Dana. Otworzył przed nią drzwi po czym sam wsiadł na miejsce kierowcy.
- Gdzie chcesz jechać?- zapytał niebieskooki pocierając dłonią kierownicę. 
Blue aż wcięło. Czyli nie miał planów? Po co po nią przyjechał? Chciał robić jej za szofera? Jedynym rozsądnym dla niej wyjściem uwolnienia się od wokalisty była ucieczka.
- Zapomniałam wczoraj wziąć kurtki od Davida... zaprosił mnie na obiad, Peter pewnie też tam będzie. Chce się zobaczyć z nimi.- zarządziła. 
         Widziała jak Dan napina mięśnie twarzy, kiedy wspomniała imię przyjaciela. Czyżby był zazdrosny? Nawet jeśli, to Blum nie chciała o tym myśleć. Jechali w milczeniu. Mężczyzna nie mógł pogodzić się, że wybrała właśnie spotkanie z tamtym brunetem, które na bank miało na celu go odstraszyć. Jednak Dan nie odpuści tak łatwo. Parkując pod kamienicą Davida wysiadł razem z dziewczyną.
- A ty co robisz?-zdziwiła się marszcząc brwi. Dan zakluczył samochód i stanął obok niej na chodniku.
- Jest już szarawo, odprowadzę cię pod drzwi. Chce mieć pewność, że David tam jest i cała dotarłaś.- powtórzył wymówkę którą układał całą tą drogę.
-Mój brat gdy cię zobaczy wyjdzie z siebie...- stwierdziła niezadowolona z tego pomysłu.
- Tym bardziej należy stawić mu czoła. Lepiej aby teraz dowiedział się, że do ciebie przyjechałem i nie uciekałem przed nim. Mam swój honor.- odpowiedział prostując się. 
Blue nie mogła mu odmówić. Jeśli chciał na następnym koncercie mieć podbite oko, to jego wybór. Może David znajdzie ''mocniejsze” argumenty aby go odstraszyć. Szli wąskimi schodami na ostatnie piętro niewielkiej kamienicy. W końcu dotarli pod odpowiednie drzwi.
- Dan lepiej idź.- poprosiła znacznie łagodniej jeszcze zanim nacisnęła dzwonek. 
           Dan nie zdążył odpowiedzieć bo doszedł ich głośny, męski krzyk z wnętrza mieszkania pod którym stali. Blum odruchowo nacisnęła na klamkę z bijącym sercem. Coś się tam musiało złego dziać! Przestraszona dziewczyna działała intuicyjnie, momentalnie pobladła kiedy drzwi same się otworzyły. Ktoś może napadł na Davida!
- Ja pójdę pierwszy!- ruszył Dan wchodząc do mieszkania. Znowu usłyszeli jęk. Smith wbiegł do salonu, jednak momentalnie stanął jak wryty. Z tego wszystkiego Blue wleciała na niego. Sparaliżował go widok sceny na kanapie.
- Co się dzieje!- krzyknęła Blue wymijając bruneta. Coś w niej się złamało kiedy zobaczyła TO wszystko. Szok, paraliż, pustka. Patrząc na swego brata z wygiętą twarzą w rozkoszy, która zmieniała się nagle w otępienie, gdy zobaczył Blum w jego mieszkaniu.
- Blue... powinniśmy wyjść.- stwierdził Dan odzyskując mowę. Patrzył wszędzie, byle nie na nagą parę leżącą w połowie na kanapie.
Nagość nie była dla dziewczyny najgorsza. Łzy pociekły jej po policzkach przechodząc powoli z twarzy brata na drugą przestraszoną twarz.
- Peter?- jęknęła niemal piszczącym głosem.
- Blue wszystko ci wyjaśnię!- rzucił David, naciągając na siebie jakiś nieokreślony materiał.
- Co ty chcesz mi tłumaczyć! CO!- Blue wydała z siebie krzyk znacznie silniejszy niżeli chciała. Dan spojrzał na nią ściągając brwi. Widział, że ten widok na nią zbyt mocno wpłynął. W dodatku w jego pryzmacie Peter, był kimś kto zajął jego miejsce w jej życiu. Zdrada swego mężczyzn z swym bratem musiała boleć.
- Miałem ci powiedzieć...- próbował się tłumaczyć ciemny blondyn przeczesując swoje włosy, jednocześnie próbując się do niej zbliżyć.
- Co? Że jesteś gejem?! Że sypiasz z nim? Och... zapomniałeś?! A może chciałeś mi to powiedzieć przy śniadaniu?! ''Wiesz Blum... jestem gejem i rucham Petera! Podasz mi mleko?” Tak?! - otarła szybko łzę. Poczuła się oszukiwana przez jedyną osobę, która była dla niej najbliższa. Jej własny brat, którego znała na wylot kłamał jej w tak ważnej kwestii.
- Porozmawiajmy... Dan czy mógłbyś wyjść. Ty nie jesteś odpowiednią osobą, która tutaj powinna się znajdować.- westchnął David patrząc gdzieś na bok. Dan chciał się cofnąć ale Blum chwyciła w akcie rozpaczy jego rękę.
- Zabierz mnie stąd... nie chce widzieć tych kłamców na oczy.- wyszydziła.
          Niebieskooki jedynie pociągnął ją bez słowa w stronę drzwi. Dziewczyna nie wiedziała nawet kiedy znaleźli się w samochodzie. Dan wiedział gdzie ją zawieść. Mieszkanie Caro znajdowało się niedaleko. Gdy zaparkował, odważył się na nią zerknąć. Miała zaschnięte łzy na policzkach, zaciśnięte usta i ręce zaciśnięte w pięści. Dotknął niepewnie jej zimnej dłoni. Dopiero to ją ''obudziło''.
- Gdzie jesteśmy?- zapytała wyrwana z amoku.
- Pod mieszkaniem Caro.- poinformował ją z wyrysowaną troską na twarzy. Blum jedynie pokiwała głową na znak że rozumie.
- Jesteś zła na Davida?- zapytał ściszonym głosem. W tle jedynie hałasowały wyczerpane wycieraczki,pomimo braku deszczu nadal były włączone.
- Nie jestem zła... nie byłam. Na pewno nie dlatego, że on... i Peter. Ukrywał to przede mną... to o tym musiał mówić z Emi... miał odwagę jej powiedzieć ale mi nie? Dlaczego ludzie nie mówią mi prosto co myślą? Tak po prostu? Dlaczego bawią się w te gry, podchody? W omijanie tematu? - zapytała jednak nie czekała na odpowiedź. Dopiero po chwili zdała sobie sprawę, że sama tak robiła i robi. Omija temat tego co stało się dwa lata temu. Zacisnęła usta. Jak mogła wymagać od innych czegoś, czego sama nie robiła. Spojrzała na dłoń Dana.
- Pójdę już.- szepnęła unosząc wzrok na jego twarz.
- Odprowadzę cię...- odpiął pasy, jednak zatrzymała go swoją dłonią na jego ramieniu.
- Nie Dan, nie chce aby Caro widziała, że jesteś... Dziękuję, że wtedy się uparłeś i poszedłeś ze mną do mieszkania Davida ale... masz odgórny zakaz zbliżania się do progu mieszkania od Caroline.- stwierdziła wzdychając. Mężczyzna wolną ręką podniósł jej dłoń z swego ramienia i ją ucałował.
- Dobrze...ale nie płacz już. Ani przez nich, ani przeze mnie. - poprosił. 
            Pokiwała głową jedynie, nie mogąc wydusić z siebie słowa. Wyszła szybko z samochodu na chłodny wiatr. Nie odwracając się za siebie weszła do kamienicy. Ostatnie piętro wydawało się być w chmurach. Gdy w końcu dotarła do mieszkania, usłyszała tylko ciche dźwięki głośnego oddychania przyjaciółki. Kto by pomyślał, że koło 21 będzie już spała. Może i lepiej. Nie była przygotowana na lawinę pytań. Blue wzięła kąpiel, wysuszyła włosy, ubrała się w ciepły dres i poszła do swego pokoju. Włączyła laptopa siadając na miękkim łóżku. Cisza jaka panowała była ukojeniem dla jej rozedrganych nerwów. Przymknęła oczy biorąc głęboki oddech, wtedy coś zapukało do okna od strony dachu. Podskoczyła przestraszona widząc jakąś postać na tle ciemnego nieba.
- To ja!- usłyszała stłumiony głos. Aż przeszły ją ciarki gdy zdała sobie sprawę do kogo on należy. Ruszyła do okna otwierając je.
- Zwariowałeś!- wyzwała go widząc jak stoi przed nią z szerokim uśmiechem.
- Nie miałem zbliżać się do progu... poza tym mówiłaś kiedyś mi, że przypominam ci Edzia z Zmierzchu...on do Belli przychodził i wchodził chyba przez okno właśnie... czy coś.-zaśmiał się siadając na zimnej dachówce. Nie wytrzymała i zaczęła się śmiać.
- Jak tu wlazłeś?- zapytała przeczesując włosy palcami.
- Okno na waszej klatce było otwarte...- wzruszył ramionami.- Wyjdziesz? Chciałbym porozmawiać...- poprosił. Spojrzała za siebie, wzięła z łóżka koc i wyszła na niewielki dach. Okryła się kocem siadając na nim obok Dana. Chwilę milczeli patrząc na migoczące światła pod nimi.
- Tutaj siedziałaś jak wtedy razem rozmawialiśmy?- upewniał się. W pierwszej chwili nie wiedziała o co chodzi jednak zaraz się uśmiechnęła.
- Tak...wtedy co mieliście występ w Rumuni.- zmarszczyła brwi niepewna tego faktu. 
- Mhm... - uśmiechnął się błogo nadal patrząc przed siebie.- Pamiętasz jak ci mówiłem że wtedy mi się spodobałaś w TEN... specjalny sposób?- zapytał spoglądając na nią przelotnie.
- Zbyt dokładnie...- ucięła ściszonym głosem.


Pararara I love it!
Nawet normalna pora jak na dodawanie :D
Jutro pędzem, lecem do pracy hahah
Chciałam wam umilić końcówkę tygodnia.
Do  soboty nic niestety już raczej nie dodam :C
Tak bardzo popołudniówki.
Jednak myślę że nadmiar emocji was zadowolą i
przetrzymają do końca tygodnia.
Co sądzicie?
Zapraszam do komentowania :)
Pozdrawiam!
Wasza Tumburulka!
PS. Jestem zdziwiona, że wczorajszy rozdział wam się tak spodobał!
Ja myślałam, że mnie zhejtujecie, na stosie spalicie... a tu <3
Jak was nie kochać?

środa, 17 września 2014

Pierwszy wierszyk napisany przez 10 letnią Kamilkę!

Jak w temacie wyżej, oto mój pierwszy wytwór jaki udało mi się sklecić będąc w 4 klasie podstawówki :D
Taki Mickiewicz nowej ery. Mam nadzieję, że ruszyłam z poziomem w górę :D
Pamiętam, że było to jako zadanie domowe, aby napisać wierszyk związany z swym imieniem. Więc po prostu:
Kamila
"Moje imię to Kamila, składa się z trzech sylab.
Moi rodzice tak mnie nazwali, bo z niecierpliwością na mnie czekali. 
Aż w końcu się urodziłam, i swoją urodą wszystkich olśniłam!
Byłam piękniutka jak mały pączuszek, 
a mój tata wołał - Oto mój Kwiatuszek! "



Pozdrawiam! :D
Już dziś nowy rozdział!

Opowiadanie "Koralik" rozdział 33.

                                                               33.



          Kiedy drzwi zostały zamknięta, a Blue siedziała już na kanapie z schowaną twarzą w dłoniach, Peter oparł się o ścianę przyglądając się brunetce. Ta niezbyt dobrze się czuła. Miała mroczki przed oczami. Nie spodziewała się Dana przed jej drzwiami. To było nieodpowiednie i niepowołane. Poza jej obecnymi siłami. Miesiąc to wciąż mało aby pogodzić się z tym co działo stało. Piękna bańka mydlana z bajką pękła, teraz powoli wycierała mokrą plamę wody i mydła.
- Dałaś sobie świetnie radę.- stwierdził Peter przerywając ciszę, w której łzy Blum spływały jej po policzkach. Jakby czytając jej w myślach, nawet nie podszedł do niej bliżej. Stał tam nieruchomo.
- Świetnie radę? Matko Peter! - nagle obudziła się jak ze złego snu. Wstała z kanapy i zaczęła krążyć intensywnie po salonie czując jak pieką ją kąciki oczu.
- Nie dałaś po sobie poznać, a chyba to było twoim celem.- mówił spokojnym tonem zakładając sobie ręce na tors.
- Zaczynasz swoje psychologiczne dziobanie?! Co moim celem ma być? To, że kłamie, tylko po to aby nie pokazać mu, że chciałabym się do niego przytulić. Bo w cholerę zamiast przestać do niego coś czuć to chyba zdałam sobie sprawę, że się w nim zakochałam. Ten jego wzrok! Jednocześnie nienawidzę go ale... jestem naiwna!- zaczęła wyrzucać z siebie potok słów. Peter spokojnym krokiem zaszedł jej drogę. Był niczym oaza spokoju. Chwycił ją za ramiona na długość swoich rąk. Spojrzał na nią uważnie łapiąc kontakt wzrokowy.
- Spokojnie... wcale nie jesteś naiwna. - powiedział lakonicznym niemal głosem. O dziwo dziewczyna nie starała się mu wyrwać.
- Peter... mam dosyć. Ty nie wiesz co się działo... Dan, Woody, Monica...tamto wydarzenie... Jestem pechowa... - załamała się. Ile jedna osoba jest wstanie znieść.- Byłam wrakiem gdy ich poznałam, byli iskierką ten normalności. Zapomniałam na jakiejś płaszczyźnie o tym co się stało... Jak głupia zapatrzyłam się w Dana... w nich, w tą odskocznie...- mówiła tak jakby się o to wszystko obwiniała. Szczerze sądziła, że brunet zaraz zacznie jej wzdychać i przewracać oczami. Myliła się. Słuchał ją z wypisanym skupieniem na twarzy.
- Co teraz chcesz?- zapytał po dłuższej chwili w czasie której wytarła łzy z policzków. Zdziwiło ją jego pytanie. Zmarszczyła brwi starając się zebrać myśli, na próżno. On jednak zbyt dobrze czytał jej mimikę twarzy.
- Czy chcesz się odciąć od tego? Chcesz go więcej nie widzieć?- podał jej pomocną dłoń zadając te pytania. Dzięki temu mogła ukierunkować to co miała w głowie. Przecząco pokiwała głową wzdychając ciężko.
- Nie wiem... dopóki go nie widziałam, i był tam daleko wiedziałam, że nie chce go znać. Unikałam jak ognia wszędzie... radio, telewizja, internet...A teraz kompletnie nie wiem... znowu zburzył mój świat.- przyznała się.
 Czuła się dziwnie mówiąc mu całą prawdę. Jakim cudem otwierała się na niego tak bezpośrednio? Dawno nikomu nie mówiła tyle jeszcze na temat Dana. Nawet z przyjaciółkami nie miała takiego kontaktu jeśli chodzi o ten temat.
- Wybaczysz mu?- uniósł nieco brew a ona niemal się skuliła jakby przed ciosem.
- Nie... chyba nie...nie wiem po co się zjawił... czego ode mnie chce. Wiem, że Kyle wspomniał o mnie w czasie wywiadu. Może teraz chce zatuszować tamte wrażenie i poudawać, że ze mną jest... nie wiem... boję się tego po co przyjechał. Na pewno nie jest to związane z uczuciami.- stwierdziła będąc zbyt pewna tego ostatniego. Widziała jak zareagował na lotnisku, widziała jaką pustką obdarzył ją w czasie wymuszonego pożegnania przez Kyle'a.
- Choć.- jęknął Peter i ją zamknął w swych żelaznych ramionach. Nie broniła się znowu. Zamknęła oczy czując jego białą koszulę na swym mokrym policzku.
- Każdego pacjenta tulisz?- zapytała po chwili unosząc głowę, tak by móc na niego spojrzeć. Mężczyzna zaśmiał się unosząc oczy ku ''niebu''.
- Nie jesteś moją pacjentką...- stwierdził spoglądając na nią z uśmiechem wyrysowanym również w jego policzkach.
- A te czary mary co na mnie stosowałeś?- uniosła brew odsuwając się od niego. Założył sobie rękę na biodrze, a drugą przetarł obfity zarost na brodzie.
- Czary mary nazywane twoim załamaniem...- chciał coś więcej powiedzieć ale wtedy usłyszeli,  że ktoś wkłada kluczyk do drzwi.
- Nie mów mu o Danie!- nakazała wycofując się do łazienki aby obmyć twarz wodą. 
           Schowała się, zamykając za sobą drzwi. Włączyła od razu wodę przez co zagłuszyła głos brata. Spojrzała w lustro. Była blada. Serce jej waliło jak oszalałe. Dan. Przyjechał do niej z trasy. Czego od niej chciał? Co mu znowu padło do tej pustej głowy aby stawać w drzwiach mieszkania Davida. Gdyby zamiast Petera był jej brat inaczej mogłoby to się skończyć. Peter wszystko załagodził i grzecznie pożegnał bruneta. Zacisnęła usta nadal mając przed oczami jego wzrok, minę kiedy zobaczył mężczyznę za jej plecami. Może powinna potraktować to wszystko w spokojniejszy sposób? Miała tak dużą bitwę w swej głowie ze ocknęła się dopiero gdy ktoś zapukał do drzwi.
- Mała wszystko dobrze?- usłyszała głos Davida.
- Tak, zaraz wyjdę.- odpowiedziała znowu mocząc twarz w zimnej wodzie. Otarła ją suchym ręcznikiem i wyszła pomieszczenia.
- Długo cię nie było.-powiedziała z wymuszonym uśmiechem przechodząc do kuchni szybkim i zwartym krokiem.
- Tej! Co ci jest?- David miał zbyt wyczulony radar jeśli chodziło o jej humory. Zrobił się zbyt nadopiekuńczy w stosunku do niej.
- O co ci chodzi?- prychnęła nawet na niego nie spoglądając. To tylko pogorszyło wszystko. Niebieskooki przybliżył się do niej i spojrzał prosto w twarz. Zauważył jej zaczerwienione oczy i blade policzki.
- Co się do cholery tu...
- David ja ci wyjaśnię!-poprosiła błagalnym głosem Blue. Wtedy Peter przybliżył się kładąc dłoń na ramieniu drugiego mężczyzny.
- Wiem co tu się działo...- powiedział poważnym tonem, a Mała aż poczuła jak nogi robią jej się jak z waty. Wystarczyło słowo o Danie aby David wpadł w stan agresji, i pewnie byłby gotowy ruszyć za nim w pościg.
- Blue... najadła się ciastek przez co trochę wymiotowała. Jak przyjechałem już była słaba...Mówiłem ci aby tamte wyrzucić bo są stare.- mówił brązowooki, a powieka nawet mu nie drgnęła od kłamstwa. Brat dziewczyny jak za dotknięciem zmienił mimikę twarzy i pomógł dziewczynie usiąść. Gdy tylko David tego nie widział Peter uśmiechnął się do niej porozumiewawczo i puścił do niej oczko.


            Dość szybkim i stanowczym krokiem szedł przed siebie. Nic nie było wstanie go zatrzymać, nawet padający, wszechobecny deszcz. Adrenalina pulsowała w jego ciele. Był wściekły? Być może. Widok Blue tchnął w niego uczucia, ale tego mężczyzny... Cóż, dotąd czuł ukłucie tam gdzie dotąd go nie czuł, od momentu gdy tamten objął i dotknął Małą. Teraz skrzywił się jeszcze bardziej przypominając sobie coraz więcej szczegółów. Nagle telefon zaczął dzwonić. Odruchowo, niczym robot odebrał go.
- Bąblu wylądowałeś już?- usłyszał męski głos po drugiej stronie.
- Kyle...- na śmierć zapomniał odezwać się do przyjaciela na lotnisku. Był zbyt mocno zdeterminowany.
- A no ja. Co masz taki głos? Sms ode mnie ci nie pomógł? Nie ma jej u brata? Kupiłeś jej kwiaty? Dasz mi ją do telefonu?- zasypywał pytaniami brodacz, a Smith usiadł sobie na ławce aby zaczerpnąć powietrza. Milczał długi czas aż jego przyjaciel sam zamilknie.
- Nawet z nią nie porozmawiałem.- przyznał po chwili wiedząc co zaraz może nastąpić. Cała fala pytań i zarzutów.
- Ale jak to?!- niemal kwiknął po drugiej stronie jego rozmówca. Dan znowu się zmarszczył.
- Był tam jakiś facet, na pewno nie jej brat ani kuzyn... - zaciskał twardo szczękę mówiąc to wszystko. Dopiero teraz naciągnął na głowę kaptur chowając swoją twarz przed przechodzącymi obok niego nastolatkami.
- Jak to „był tam facet”!- oburzył się brodacz.
- Nie wiem ok?! Nazwał ją myszą, przyszedł i przytulił...- nie mógł dalej mówić. Zacisnął mocniej wolną rękę w pięść. Oddychał płytko. - Na co ja liczyłem? Jak zwykle wszystko pieprze...- jego głos znacznie się ściszył. Zamknął nawet oczy aby jak najmniej mieć styczności z światem. Chciał stać się szarą plamą przez nikogo nie rozpoznaną.
- I tak po prostu stamtąd wyszedłeś?- zdziwił się Kyle.
- A co miałem zrobić? Wspomniała coś że pomyliłem to miejsce z burdelem...myśli że mam ją za pierwszą lepszą. Co miałem niby zrobić?- Dan nie lubił narzekać ani się nad sobą rozżalać. Był jednak pesymistą, który od zawsze czuł się na przegranej pozycji. Tak było też na lotnisku. Dlatego odszedł od niej tak bezdusznie, widział że cierpi. Swój ból wewnętrzny by zniósł jakoś ale nie jej. Wolał to wszystko przemilczeć, aby sobie go wymazała z pamięci. Chciał aby zaczęła żyć po swojemu. Jednak teraz widząc ją z tamtym facetem, zdał sobie sprawę, że już tego nie chce. Był głupi myśląc, że robi dobrze i że za niedługo samo się to wszystko ułoży.
- Ostro zagrała... moja zdolna Blublusia. Widzisz, z nią się nie zadziera!- zaśmiał się patyczak po czym westchnął.- No i gdzie teraz jesteś?- zapytał po chwili.
- W parku... za niedługo pojadę na lotnisko...- powiedział wyczerpany zmianą trefy czasowej jak i emocjonalnie.
- Co?! W życiu!- oburzył się Kyle podnosząc głos o kilka oktaw w górę.- Zostajesz w Londynie! Masz dokładnie trzy dni do następnego koncertu. Wracaj pod mieszkanie Davida i czekaj aż ona wyjdzie.- poradził już poważniejszym tonem.
- Brzmisz jak Opra...- jęknął Dan przeczesując swoje mokre włosy pod materiałem kapucyny.
- Może i tak ale ja przynajmniej mam żonę.- odbił kąśliwie piłeczkę i Smith niestety nie mógł nic powiedzieć. Sam nie wierzył w to co właśnie robił.
- Mów co mam robić. Może popełniam błąd w życiu słuchając ciebie ale...-westchnął bezradny. Kyle aż zamilkł. Po chwili słychać było jak nieco odchrząka i zniża głos niemal do szeptu.
- Trafiło cię w cholerę...
- Kyle...- Dan nie chciał się przed kimkolwiek przyznawać do tego co czuł w środku. Najgorszy był fakt, że nawet samej zainteresowanej nie chciał wyjawić prawdę. Dlatego właśnie siedział w tym wszystkim tak głęboko. Może gdyby był tak bezpośredni jak Kyle, dałby radę otworzyć się na Blue. Za dużo niedomówień.
- Słuchaj..


           Było dość późno kiedy schodziła schodami w kamienicy brata. Peter jeszcze chciał zostać u Davida, dlatego postanowiła wrócić sama do mieszkania Caro. Na ulicach Londynu było już znacznie mniej ludzi niżeli rano. Rozłożyła spory, czarny parasol nad głową i ruszyła w znanym tylko sobie kierunku. Lampy dawały żółte światło, a na niebie nie było widać ani jednej gwiazdy. Nagle ktoś zastąpił jej drogę. Na początku myślała, że to jakiś bezdomny całkowicie przemoczony. Gdy uniosła wzrok rozpoznała twarz. Cofnęła się o krok. Dan stał przed nią widocznie zmęczony z drżącymi z zimna ustami.
- Dan?- upewniła się ściszonym głosem. W pierwszym momencie nie zapanowała nad mimiką i było widać jak bardzo ten widok na nią wpłynął. Miała odruch opiekuńczy dla tych których do siebie dopuszczała. Jednak zaraz wzięła emocje na wodzy. Wyprostowała się dumnie patrząc mu w oczy.
- Przepraszam, że cię wystraszyłem.- powiedział słabym głosem.
- Wolny kraj, możesz być gdzie chcesz... najlepiej w Ameryce.- jej głos znowu był pełny jadu. Chciała go wyminąć ale zastąpił jej drogę.
- Porozmawiaj ze mną.- poprosił nie spuszczając z niej wzroku.
- Nie.- ukróciła jego słowa.
Dan mocniej zacisnął usta słysząc ową odmowę. Czuł się jakby właśnie deptał swoją dumę. Nigdy nikogo nie musiał błagać o poświęcony czas, ostatnio wręcz przeciwnie miał ułożone u stóp wszystkie kobiety. Jednak wiedział za co płaci tak drogą cenę.
- Zniknę, wyjadę... ale daj mi chwilę.- obiecał. 
          Blue aż uciekła wzrokiem czując jak łapie ją skurcz w żołądku. Wiedziała, że te niebieskie oczy zbyt mocno mogą na nią wpłynąć. Nie mogła tak łatwo dać mu się zwieść. Zacisnęła usta i przecząco pokiwała głową. Chciała ruszyć znów do przodu, jednak ten złapał ją za nadgarstek. Jego zimna skóra zetknęła się z jej. Jęknęła czując niepowołane dreszcze.
- Nie udawaj...- jego głos zebrał się w sobie i był bardziej stanowczy. Blum spojrzała mu w oczy słysząc te słowa.
- Udawanie to kłamanie, ja cię nie okłamywałam.- jej głos był ostry jak brzytwa. Dan zacisnął usta, próbując panując nad sobą. Był wściekły na nią jak i na siebie.
- A ten...- kiwnął głową w stronę kamienicy Davida.- Ty też stwarzasz iluzje. Dlaczego nie dasz mi wytłumaczyć. To był błąd wtedy na lotnisku. Pomyliłem się...
- Kolejny błąd. Ile razy chcesz się mylić? Który raz znowu powiesz, że to nie tak, że ci się coś zdawało? - zapytała wyrywając swój nadgarstek z jego dłoni.- Może chłopacy mieli rację... na co ja liczyłam? Przecież jestem jedynie fanką.- użyła zwrotu Willa. Dan aż poczuł dreszcze słysząc to.
- Nigdy nie powiedziałem że jesteś tylko...
- Zrozum! Nie powiedziałeś, że jestem kimś więcej. To jakbyś powiedział, że jestem tylko. Tylko raz... na weselu Willa powiedziałeś czego masz dość. Raz. Złamałeś się... może miałeś wtedy rację mówiąc, że lepiej było poczekać. - przerwała mu. Jej głos zwyciężał nad nią. Okazywał cały ból i gorycz jaką w sobie miała. Dan stał patrząc na nią w milczeniu.
- A Peter...- zaczęła, jednak Dan się odwrócił do niej bokiem.
- Daruj sobie. Nie chcę wiedzieć jak cudowny jest. - zazdrość jak i zimno ściskały mu gardło.
- Może czegoś byś się nauczył.- była bezlitosna do niego. Nie powinna aż tak go ranić. Niestety w głowie miała wciąż wizję wywiadu. - Przyjechałeś aby odzyskać dobrą twarz w mediach? Szukasz naiwnej, która będzie twoją dziewczyną na posyłki?- zapytała tak bardzo nurtujące ją pytanie. Dan spojrzał na nią czując zbyt dużą pogardę do tej chwili.
- Za co ty mnie tak nienawidzisz?-musiał przed tym chwilę pomilczeć aby nie powiedzieć ostrzejszych słów. Dopiero uczył się ogłady w takich znajomościach.
- Gdyby nienawiść była taka łatwa...- stwierdziła patrząc już przed siebie. Dan poczuł, że to jego szansa. Nie zaatakowała go, wręcz jakby się nieco złamała.
- Bałem się, że wtedy na lotnisku odbierzesz moje słowa jak pustą obietnice. Poza tym miałem wyjechać i nie wracać przez długi czas...
- Więc wolałeś nic nie robić i nie mówić łamiąc mi...- westchnęła nie chcąc się przyznać.
- Wybrałem najgorsze wyjście z możliwych. Dotąd było to dobre rozwiązanie.- przeczesał palcami włosy które były już nieco mniej mokre.
- Ponoś tego konsekwencje.- wzruszyła ramionami poprawiając w ręce parasol.
- Ponosiłbym jednak widząc że ty też w tym siedzisz... - zrobił krok w jej stronę, jednak napotkał jej wrogie spojrzenie.
- Ja sobie dam radę. Każdy ma swoje życie.
- Ale ja nie dam rady... - przyznał szepcząc nieco. To aż ścisnęło powtórnie Blue. Spojrzała na jego bladą twarz i przemarznięte ciało. Co miała odpowiedzieć? Odejść?
-Nie jestem prosty w tym wszystkim... proszę.- jego niebieskie oczy napotkały jej. Zaciśnięte usta mężczyzny wydały jej się tak dobrze jej znane. Naszły jej łzy w kącikach oczu czując to bolące uczucie. Zniewalał ją na nowo, a ona niczym dziki ptak złapany w sidła,  miotała się na każdą możliwą stronę.
- Blue...- sposób w jaki wymówił jej imię był niczym strzykawka z trucizną paraliżującą. Kiedy podniósł dłoń aby dotknąć jej policzka od razu się odsunęła.
- Musisz jechać do hotelu... będziesz chory. - zmieniła temat patrząc na ulicę, jakby szukała coś na niej. W gardle czuła nieprzyjemną gulę goryczy. Głos jej się stał co prawda łamliwy, jednak chciała być dobrą aktorką. Wtedy pojawił się żółty napis na samochodzie.
- Nigdzie nie znalazłem jeszcze pokoju.- odpowiedział patrząc na swoje ubłocone trampki. Blue w tym czasie złożyła parasol zatrzymując samochód.
- Wcale mnie to nie dziwi... choć.- wsiadła do taksówki, a Dan stał nieco zdziwiony nadal na chodniku.
- Czy on też z panią jedzie? Może gazetę dam mu pod tyłek... albo siatkę.- stwierdził kierowca. Jednak wzrok Blue zakazał mu mówić kolejne słowa. Była zmęczona i cała rozedrgana. Dan wsiadł do samochodu po czym ruszyli w kierunku który znała Blue. Znaleźli się przed niewielkim hotelem.
- Myślałem że...
- Nie myśl za wiele. Nie robię tego z podtekstem. Wyglądasz gorzej niż bym ci tego życzyła. Dlaego tutaj jestem. Nadal mam serce...- stwierdziła otwierając sobie drzwi. 
      Dan nie znał Blue od tej strony. Zawsze wydawała mu się cichsza i milsza. Widać miała ona wiele twarzy. Nie wiedział jak się odnaleźć w nowym położeniu. Smith trzymał się z tyłu aby nikt go w tym stanie nie rozpoznał. Blue załatwiła klucze do jednego z pokoi. Ruszyli w tamtą stronę. Stało tam wielkie łóżko, kanapa, telewizor i kilka szafek.
Brunet poszedł się rozebrać do łazienki, a ona siedziała na wielkim łóżku. Po chwili wrócił owinięty w szary szlafrok jaki znalazł w łazience. Powoli jego usta robiły się różowe. Usiadł niedaleko niej i spojrzał na swoje palce.
- Będziemy teraz wrogami? Nieznajomymi?- zapytał po chwili.
- Nie wiem... nie odpowiem teraz... nie póki nie znam tego co siedzi ci w głowie.- odpowiedziała zerkając na niego.
- Przepraszam.
- Na przepraszam jest jeszcze za wcześnie... przeprosisz gdy zdam sobie sprawę że wiesz za co przepraszasz... a teraz idźmy spać. - wstała z łóżka i położyła się na kanapie.




Rozdział taratatadam!
Idę do pracy(jupii) przez co następny 
może pojawić się dopiero w weekend.
Mam nadzieję, że poczekacie.
Co o tym sądzicie?
Jakie wrażenia?
Boję się, że rozdział nieco słabszy przez fakt godziny 
oraz że to jest drugi dzień kiedy siedzę do tej godziny.
Zapraszam do komentowania.
Kocham was!
Tumburulka Wasza :*

sobota, 13 września 2014

Opowiadanie "Koralik" rozdział 32.

                                                                32.



               Zbyt wiele rzeczy, zbyt wiele myśli. Blue szczerze cieszyła się, że doba ma jedynie tyle godzin ile ma. Inaczej by zwariowała. Uparcie twierdziła, że woli być w swoim rodzinnym domu odcięta od wszystkich. Znowu... znowu robiła to samo. Jednak ani brat, ani przyjaciółki nie miały na nią wpływu. Była poza wszystkim, znowu zamykając się w swoim kokonie. Starała się żyć tak jakby tamtego dnia nie połączyło ją z dwoma nieznanymi jej chłopakami. Siedząc w tym samym miejscu co tamtego dnia, włączając laptopa, na chwilę dobiegły ją myśli. Minęły dwa tygodnie od wyjazdu chłopaków, żaden z nich prócz Kyle się nie odezwał. 
A teraz? 
Tak beztrosko zawładnęły nią wspomnienia. Niewyraźnie pamiętała Dana z tamtego dnia. ale pamiętała zbyt dobrze jak uciszał swego przyjaciela, jak był tym, który widział, że ona chce uciec. Wiedział, był wyrozumiały, zauważał więcej niż inni, przynajmniej tak myślała. Myliła się. Odruchowo zacisnęła dłoń w pięść. Rana w sercu była większa każdego dnia. Każdy dzień kiedy podświadomie czekała na jego odzew, zadawała sobie kolejne cięcia wyimaginowanym nożem. A co z Chrisem? Nie umiała go zrozumieć. Dla niej nigdy to nie będzie wytłumaczalne choć inaczej twierdził David.
- Eh Woody...- westchnął przeczesując włosy, jednocześnie wyciągając się na jej łóżku.
- Tylko tyle mi powiesz? Eh Woody? - zapytała chodząc nerwowo po pokoju.
- A co ja mam ci powiedzieć? Niektóre oczywiste rzeczy nie trzeba tłumaczyć czy rozwlekać.- wzruszył ramionami patrząc w sufit.
- Oczywiste?!- niemal przesylabizowała ten wyraz. Zatkało ją jego nastawienie.
- Oczywiste... Blue, on miał maślane oczy do ciebie już przed wypadkiem, się ucięło i wróciło... To on wymyślił aby  zabrać mnie z Paryża, to on skontaktował się z Emi... i to wszystko dla ciebie. I w dodatku nie chciał aby to wyszło na jaw, że to jego pomysł. Kurde, jestem facetem i wiem swoje.- uniósł się na łokciu aby spojrzeć na nią. Blue pobladła raptownie. Musiała usiąść na niewielkim krześle naprzeciw brata.
- Nie mów tak o tamtym wydarzeniu... to nie wypadek.- szepnęła jedynie. W takich stanach wszystkie niezabliźnione rany się w niej otwierały.
- Blue...- westchnął David bezradny już na tą część życia swej siostry.
- Woody mnie pocałował.- przerwała mu wywód, który jak zwykle chciał zacząć wygłaszać.
- Co?!- uniósł nieco głos.
- To znaczy... nie pocałował... zdążyłam zatrzymać go ale... Wtedy myślałam, że to z poczucia winy, bo to było po tym, jak zapytał się o ten koralik...- wskazała na nadgarstek z rzemykiem. - Jaka ja byłam głupia.- dotarło do niej o wiele więcej niżeli chciała. Dlatego Chris zaprosił ją na wesele, dlatego się martwił, dlatego był ciągle obok. Schowała głowę w dłoniach.
- No Mała... - westchnął brat nie bardzo wiedząc jak się ustosunkować do tego wszystkiego. - Jeśli chodzi o mnie to... wolę Chrisa obok ciebie niżeli...
- David!- przerwała mu. - Jakie przy moim boku? Ty się z Wicią na mózgi pozamieniałeś? Woody to mój przyjaciel, drugi brat... dla mnie nie jest obiektem do którego chce wzdychać. Nawet nie umiałabym w stosunku do niego zrobić coś w takim kierunku...Dziękuję Bogu, że przeminął czas kiedy ojciec i bracia wybierali kobietą męża.- oburzyła się i usiadła obok niego na łóżku.
- Tylko mi nie mów, że zakochałaś się w Danie... ta szuja nie ma prawa się nawet do ciebie zbliżać. Dziwię się że dałaś mu tak odejść. Ja bym mu obił mordę!- zbulwersował się mężczyzna, ale Blue już go nie słuchała. Pierwszy człon jego wypowiedzi był zbyt dobitny. Nigdy się do tego nie przyzna, ani przed sobą ani przed kimś innym.
          Październik zbliżał się wielkimi krokami. Nadszedł więc czas dla Blue aby zabrać swe manatki i zamieszkać w Londynie. Znów miała dzielić mieszkanie z Caro. Obie dziewczyny uznały to za najlepszy z możliwych wyjść jakie mogły je spotkać. Wszystko toczyło się swoim rytmem, Blum robiła wszystko aby mieć jak najwięcej pracy byle nie myśleć o Bastille lub przeszłości. Dostała nawet pracę polegającą na pisaniu artykułów do internetowego portalu o ślubach oraz innych ważnych wydarzeniach w życiu kobiety i mężczyzny. Kiedy właśnie miała jeden wysyłać Caroline wpadła do niej do pokoju.
- O ja pikole!- zawołała wpadając na łóżko Blue
- Co się stało?-zapytała stawiając kropkę z ostatnim zdaniu.
- Dawaj laptopa!-rudowłosa wyrwała jej owy przedmiot z ręki i włączyła youtube.
- Co ci odbiło?- brunetka zmarszczyła brwi patrząc na przyjaciółkę. Widząc jak zaczyna wpisywać nazwę pewnego zespołu chciała wyłączyć laptopa.- Caro tylko nie próbuj mi czegoś wmawiać... i nie torturuj mnie. - błagała.
- Cicho głupia... patrz... a raczej słuchaj. - nakazała robiąc głośniej dźwięk. Na ekranie pojawiło się czterech mężczyzn i jakaś młoda dziennikarka. Aż zabolał ją widok bruneta o niebieskich oczach. Uciekła wzrokiem w bok zaciskając powieki. Caroline objęła ją ramieniem.
- Po co to włączyłaś?- wyszeptała słysząc zaraz po tym głos wokalisty. 
Był normalny, z lekką chrypką, nieco zaplątany. Jak zwykle słodko się jąkał. Blu nie wiedziała czy się uśmiechnąć czy tamować łzy, które jej się zbierały. Rozmowa była o nowej płycie, muzyce, koncertach, co jakiś czas odzywał się Kyle i Will ale to Dan był najbardziej aktywny.
- Caro ja idę do łazienki.- stwierdziła wymyślając sobie powód.
- Nie teraz! Patrz!- zatrzymała ją. 
Nagle padło pytanie o związki chłopaków.



          Kyle chodził jak poparzony po całym studiu. Jeszcze niecała godzina do kręcenia. Kto by powiedział, że to oni mają czekać aż zostaną włączone kamery? W dodatku wszystkich ich wysmarowali pudrem, włosy popsikali lakierem. Wyglądali jak z okładek jakiś kluskowatych pisemek dla homoseksualnych. Dan jak zwykle próbował przeczesać swoje włosy palcami ale było to niemożliwe, były sztywne jakby ktoś je zrobił z modeliny. Westchnął bezradnie kładąc dłoń na sznurówce od buta i zaczynając się nią bawić.
- Kyle wydepczesz zaraz tu dołek.- zaśmiał się ale wzrok brodacza go zdziwił. - Co ci jest?- zapytał choć nie był pewny czy to pytanie przyniesie powołane „nic, wszystko jest ok”, czy pobudzi lawinę.
- Wkurwiasz mnie!- powiedział ostro stając na środku pomieszczenia. Byli w nim jak na razie sami. Dan westchnął bezsilnie.
- No i masz babo placek...- skwitował szepcząc.
- No jasne! A po cholerę zadajesz takie głupie pytania?!- oburzył się chłopak podchodząc bliżej do przyjaciela.
- Racja, to było głupie pytanie, w ogóle nie powinienem cię o to pytać. Mało mnie to obchodzi.- Smith wzruszył ramionami i poprawił na torsie swoją czarną bluzkę z kościotrupem. Ostatnio starał się wyłączyć wszelkie potrzeby myślenia o wszelakich relacjach. Muzyka, to ona stała się jego kochanką i przyjacielem, odcinając się od tego co niosły mu myśli i od twarzy dziewczyny, którą widział za każdym razem gdy miał śpiewać Oblivion. Był na siebie wściekły, że piosenki tak mocno wywołują na nim wspomnienia.
Na chwilę dał się ponieść emocją i zapytał się przyjaciela o te jego chodzenie, zapominając jaki on jest.
- Jesteś głupi czy tępy?Raczej oba na raz!- zapytał bezwstydnie Kyle nawet nieco zbyt głośno.
- Wiesz co... idę po wodę.- wymyślił wstając z fotela, nie chcąc wchodzić w niepotrzebne kłótnie. Brodacz chwycił go za koszulkę tuż przy jego torsie. Dan ściągnął brwi próbując się uwolnić,  jednak twarz patyczaka była nieugięta.
- Jak długo będziesz pizdusiową dupą wołową?- zapytał jednak w ogóle nie czekał na odpowiedź.- To że sam siebie wprowadziłeś w ciemną dupę to twoja sprawa, nie kiwnę na tym nawet palcem, ale że Blublusię ranisz to ci kurwa nie wybaczę!- niestety jeśli chodziło o tą małą brunetkę mężczyzna był niczym lew.
- Odwal się!- szarpnął mocniej Smith i wyrwał się z objęć członka zespołu.
- Co się odwal?! Ile mam jeszcze czekać abyś zaczął działać? Aby dotarło do ciebie co ty robisz z swym pieprzonym życiem! Co, znowu zaczniesz pierdolić wszystko co się rusza? A z Małej zrobisz jak tamtą? No powodzenia! Ja ci na to nie pozwolę, a David już na pewno!- podszedł do przyjaciela niebezpiecznie blisko patrząc mu w oczy.
- To moja sprawa... odpieprz się, dobrze ci radzę...- wysyczał przez zaciśnięte zęby
- Ni chuja...- odpowiedział Kyle i w tym momencie do pomieszczenia weszli pozostali chłopacy oraz dziennikarka oraz operatorzy kamer.
- No to co możemy zaczynać?- powiedziała dziewczyna o przesłodzonym tonie. 
Brodacz posłał ostrzegawcze spojrzenie brunetowi po czym usiadł na kanapie. Wszyscy siedzieli w kolejności: dziennikarka(na oddzielnym fotelu), Woody, Will, Kyle i Dan. Zaczęła się cała batalia. Stałe pytania niemal monotematyczne. Co jakiś czas któryś z nich odpowiadał. 
W pewnym momencie padło jedno pytanie.
- Wiem, że bardzo cenicie swoją prywatność jednak, wszystkie fanki zżera wielka ciekawość. Jak to jest z waszymi sercami... macie kogoś?- zapytała z szerokim uśmiechem. Woody wziął do ręki jedyny mikrofon na całą czwórkę.
- Ja nie...- zaśmiał się nieco podając mikrofon następnemu.
- Will, ty niecały miesiąc temu zostałeś mężem....- wyprzedziła najstarszego w odpowiedzi.
- Tak... i mężem, a za niedługo ojcem.- uśmiechnął się szeroko dumny z tego faktu. Dziennikarka nie kryła swego zdziwienia. No tak, ową wiadomość dopiero świat usłyszy w jej programie. W ręce Kyle'a znalazł się mikrofon. Oczywiście musiał pierw pomacać gąbkę na nim i przybliżając go do ust nieco powąchał.
- Em... ja... to się pozmieniało. Bo ja wziąłem swoją dziewczynę do LV... no bo ja miałem dziewczynę... No i... Wzięliśmy ślub...Takie szaleńcze...- zaśmiał się. Mówił wszystko w dość nieskładny sposób, tak charakterystyczny dla niego. Kolejna nowość. Biedna dziewczyna dostała prawie zawału zdając sobie sprawę, że rozdrapała żyłę zwaną podwyżka.
- A Dan?- zapytała głodna kolejnych emocji. Wokalista wyciągnął rękę po mikrofon, jednak Kyle ani myślał mu go oddawać.
- Wiesz... Dan to obibok uczuciowy. Miał super dziewczynę... zakochał się i co? I dupa. Dziewczyny uważajcie na niego! - spojrzał w kamerę i pokiwał głową na znak że to szczera i jedyna prawda. Woody wychylił się na miejscu aby spojrzeć na kumpla z zespołu. Smith niemal umarł na miejscu to słysząc. 
- Kyle- syknął cicho do niego dając znak aby się uspokoił. Nic z tego.
- Co masz na myśli mówiąc to?- nachyliła się lekko ku nim, a jej oczy świeciły niczym gwiazdeczki z podniecenia.
- No co? Rozkocha, pokocha i co? I nic... zostawi taką na lotnisku jakby jej nie znał. Pfff... mówię ci... u nas to jak w brazylianie. Jak się trafiła fajna dziewka to dwóch naraz ją zechciało.- rozpędził się czego sam był świadom.
Momentalnie zamilkł, a wraz z nim wszyscy inni. Dan patrzył gdzieś na bok, jednak po chwili wstał i po prostu wyszedł z pomieszczenia. Mężczyźni za kamerami zaczęli coś szeptać do siebie. Simmons odłożył mikrofon na niewielki stolik po czym ruszył w stronę zamkniętych drzwi, za którymi zniknął Smith. Znalazł go dopiero przy tylnych drzwiach. Oparty był o ścianę, a wiatr próbował rozprawić się z jego stabilną fryzurą. Brodacz liczył i przygotowywał się, że dostanie niezły wycisk za to co powiedział.
- Dlaczego ty tak łatwo mówisz prawdę? - zapytał patrząc na swoje buty. Plecami był oparty o szarą ścianę, dość brutalnie potraktowaną farbą w spreju.
- Sam sobie utrudniasz... pół biedy jakbyś sobie rozwalał życie, a ty zaczynasz wciągać w to kolejne osoby. Myślisz, że tak łatwo patrzeć jak się staczasz? Nosz kurde Dan!-jęknął Kyle opierając się obok przyjaciela.
- A co z Chrisem?- niebieskie oczy mężczyzny spoczęły na samochodzie. który właśnie przejeżdżał uliczką. USA nadal było dla niego wielką fascynacją.
- A co Chris ma do tego?- zdziwił się przecierając swoje wąsy z wrodzoną w ten gest gracją.
- Kocha ją.- odpowiedział krótko niemal dławiąc się tymi słowami.
- Jednak ona nie kocha go, o czym doskonale każdy wie, a na pewno on. Znasz go. Bardziej jest wstanie złoić ci tyłek jeśli będziesz ją ranił, dlatego jej o tym powiedział. Jednak kiedy zaczniesz myśleć, ale nie w stylu Dan Gwiazda, tylko Dan Równy Facet to będzie spoko.- wzruszył ramionami. Taka męska rozmowa nie była u nich normą. Dotąd Kyle dość często przymykał oczy na występki Smitha z fankami, nie komentował tego ale teraz wszystko nabrało nowego znaczenia.\
- Myślisz, że wytną to o powiedziałeś?- ożył nieco odruchowo przeczesując włosy. Zmarszczył nos znowu czując lakier.
- Nie ma bata... seksi plotki im dałem.- zaśmiał się brodacz. Dan jedynie wywrócił oczami. Wziął głębszy oddech i zamknął oczy myśląc chwilę.
- Czy ona na mnie tam czeka? - zapytał bardziej siebie ale jego przyjaciel nie byłby sobą gdyby nie udzielił odpowiedzi.
- Nienawidzi cię pewnie jak cholera ale... to Blue. Po za tym gdy się kogoś nienawidzi to tak jakby się kochało...Nie skreśliła nas po tym jak my ją obwinialiśmy o tą sprawę z odsłuchem... jednak Caro mówi, że jest z nią źle. Boję się pomyśleć co można spotkać w jej oczach. Kurwa... dziewczyna ma pod górkę...- stwierdził. Smith otworzył oczy przecierając twarz dłonią, a następnie obolały kark.
- Chodźmy...- jedynie odpowiedział ruszając do drzwi. Może dużo nie mówił i nie okazywał, jednak to co właśnie poukładało mu się w głowie szybko nie runie.


           ,Blue ciągle w uszach miała słowa Kyle'a. Chyba nawet lepiej że nie wiedziała kiedy było to nagrywane, mianowicie tydzień przed odkryciem Caroline. Niepotrzebnie Caro jej to pokazywała. Zbyt dobrze rozpoznała złość i furię w oczach Dana. Nie chciała myśleć co działo się później. Jechała pociągiem ucząc się z pierwszych zajęć Interpersonalnych jakie miała na roku. Musiała pojechać do domu rodzinnego po kilka książek. Idealna okazja aby odwiedzić rodziców. Wchodząc do domu nawet nie starała się być cicho. Od holu usłyszała ściszone głosy w salonie.
- Musisz im kiedyś o tym powiedzieć.- oznajmiła Emi.
- To nie takie łatwe...-westchnął David wyraźnie załamany.
- A Blue?- zapytała cicho przyjaciółka.
- Ona też nie wie o nas...- szepnął niemal brat dziewczyny, która stała przy drzwiach do salonu jawnie podsłuchując.
- Jeśli ty tego nie zrobisz to ja powiem... i twoim rodzicom... i Blue.-  stwierdziła hardo Emily.
- Nie! Nie zrobisz tego... ja... ja im powiem ale musi przyjść odpowiedni czas. Teraz biedna musi się podnieść z tego wszystkiego odnośnie Dana. Nie chce jak na razie mówić, że mam kogoś...- stwierdził chwytając blondynkę za rękę. W tym momencie Blu stwierdziła, że czas ujawnić się. Weszła do pokoju, a para momentalnie odsunęła się od siebie.
- Emi!- zawołała podchodząc do przyjaciółki i przytuliła.
- Hej Blue...- powiedziała zmieszana nie wiedząc czy brunetka coś usłyszała.
- Co tu robisz? Nie mówiłam że przyjadę.- chciała złapać ich na haczyk. Oboje spojrzeli na siebie.
- Emi próbuje mi wymyślić prezent dla mamy na gwiazdkę.- wymyślił brat.
- W październiku?- uniosła brew do góry, a Emi bezsilnie się zaśmiała.- Słaby blef... ale teraz wam odpuszczam.- stwierdziła idąc do swego pokoju. 
            Iskierka nadziei podpowiadała jej, że może właśnie David trafił na szczęście w swym życiu pod postacią swej starej znajomej z dzieciństwa. Uśmiech wskoczył jej na twarz, wyobrażając sobie jak za kilka lat mogliby wyglądać. Pani bibliotekarka i pan nauczyciel. Idealna para. Zaczęła pakować swoje książki do niewielkiej torby, gdy po kilku minutach do pokoju wszedł jej brat.
- Jedziesz dziś do Londynu?-zapytał się, jednak znała ton jego głosu zbyt dobrze. Zawsze zadawał inne pytania nie mając odwagi zadać tych kluczowych.
- Tak...- odpowiedziała krótko.
- Ja też jadę... więc... może cię podwiozę? Albo zjesz u mnie obiad!- to już na pewno było podejrzane. Zachowywał się jakby chciał ją przekupić. Blum spojrzała na niego i zobaczyła tą nadzieję w oczach.
- Chętnie.
          I tak się stało. Już godzinę później znalazła się w kawalerce brata. Choć był w niej chaos uważała, że to jedno z przyjemniejszych mieszkań jakie spotkała dotąd.
- Mógłbyś tu czasami posprzątać.- stwierdziła podnosząc pusty kubeczek po jogurcie, na którym zrobiło się ''futerko''.
- Uważaj!- podleciał do owego znaleziska i ostrożnie odebrał od siostry.- Zabijesz jeszcze mi Fretka i spółkę.- powiedział poważnie, ale posłał siostrze oczko. Blue zaśmiała się składając porozrzucane ubrania które leżały wszędzie.
- Musimy skoczyć do sklepu.- stwierdził otwierając lodówkę.
- Nie no... David, zapraszasz mnie na obiad, a tu nici?- zacmokała na znak, że tak nie ładnie ale uśmiechnęła się szeroko.
- Chyba, że zamawiamy pizze.- zaproponował.
- Nie... ty idziesz do sklepu, a ja doprowadzę mieszkanie do ładu.- zaleciła. Chłopak nie chciał się spierać, wolał zakupy niż sprzątanie. No i tak właśnie Blue została sama w mieszkaniu. Międzyczasie wysłała sms do przyjaciółki, że jest u brata aby się nie martwiła. Po około piętnastu minutach usłyszała dźwięk dzwonka do drzwi.
- Nawet odkluczyć nie umiesz?- stwierdziła wzdychając. 
          Powolnym krokiem podeszła do drzwi otwierając je. Nie było tam jej brata. Za progiem stał wysoki brunet z ciemnymi oczami. Od razu zauważyła niemal skaczące chochliki w jego oczach. Choć był dość dorosły miał uśmiech młodzieńca. Właśnie ten uśmiech, który pojawił się na jego twarz w tym momencie coś jej podpowiedział. Cały czas stali jednak milcząc. Po chwili, jak za pomocą czarodziejskiej różdżki oboje dostali olśnienia.
- Peter!
- Mysza!
         I tak właśnie Blum została porwana w objęcia mężczyzny. Kim był? Starszym kolegą z dzieciństwa. Jeszcze zanim poznali wraz z Davidem Chrisa, dość często bywał u nich Peter, syn przyjaciółki ich matki. Nie widziała go ładnych paręnaście lat. Jednak jego uśmiech i oczy nic się nie zmieniły.
- Mysza wyrosłaś mi! Już nie jesteś myszowata...- zaśmiał się patrząc na dziewczynę, mając ją na wyciągnięcie ręki.
- A ty się powiększyłeś... matko ale z ciebie ciacho się zrobiło.- stwierdziła i dała mu kuksańca w bok.
- Co tam ciacho... ja to cała cukiernia.- mruknął i oboje wybuchnęli śmiechem.
- Co ty tu robisz?- zapytała w końcu trochę trzeźwiejąc z tej radości.
- Przyszedłem do twego brata... jest?- zapytał zerkając jej przez ramię.
- Czekaj... ty widujesz się z Davidem i ja nic o tym nie wiem?- zmarszczyła brwi. Uśmiech na twarzy Petera nieco zmalał jednak nadal był radosny.
- Jeszcze się mną nie zachwyca jak nastolatka i nie opowiada na "lewo i prawo", że mnie spotkał? Cholera... a myślałem, że już jestem dla niego idolem.- zabawnie poruszał przy tym brwiami. Uwielbiała uśmiech tego mężczyzny, był taki ciepły.
- No niestety... ale choć, nie będziemy tutaj tak stali... zaraz powinien przyjechać. Pojechał na zakupy.- powiadomiła wprowadzając go do mieszkania brata.
- Jej... posprzątał?- zdziwił się rozglądając po pomieszczeniu.
- Posprzątałam... - zaznaczyła.
- Taki z niego cwaniaczek... no, no... zawsze wykorzystywał młodszą siostrzyczkę.- przypomniał siadając na kanapie.
- Aż takiego wyzysku w domu nie miałam. Zrobić ci coś do picia?- zaproponowała.
- Herbatę...- odpowiedział ściągając z siebie czarną marynarkę. - I co tam u ciebie Mysza?- zapytał splatając dłonie i przyglądając się brunetce,  która krzątała się po kuchni.
- Studiuję, pracuję nieco... nic ciekawego.- zaśmiała się. Jej styl życia był taki "porywający".
- David opowiadał mi coś o jakimś twoim chłopaku... -zagadnął. Blum aż spadła łyżeczka na ziemię. Podniosła ją szybko i spojrzała na mężczyznę.
- Szkoda, że nie wspomniał ci, że przy mnie lepiej nie ruszać tego tematu.- powiedziała zbyt szczerze niżeli chciała, nieco się przy tym krzywiąc. Peter pokiwał głową na znak że rozumie.
- Jak ma na imię?- dopytywał.
- Przesłuchanie robisz?- jęknęła siadając obok niego na kanapie, czekając aż zagotuje się woda.
- Jestem psychologiem... przesłuchania to takie moje perwersje.- mruknął, a Blum nie mogła się nie zaśmiać.
- Dan...- odpowiedziała po chwili z dozą niepewności.
- Ahaa...- przeciągle odpowiedział po czym zamilkł.
- Tylko tyle?- zdziwiła się.
- Sama stwierdziłaś, że nie mam co pytać i nie lubisz tego tematu.- przypomniał jej, a ona jedynie pokiwała głową.
- A co u ciebie?- zapytała próbując zmienić temat.
- Jedna praca w klinice, druga na uczelni... dom... jak u ciebie. Tacy my ciekawi jesteśmy, że usnąć można.- zauważył śmiejąc się. Nagle przerwał im dzwonek do drzwi.
- David... - stwierdziła wstając z kanapy, a akurat zaczął gwizdać czajnik.
- Idź otwórz... ja zrobię herbatę. Nie chce nic mówić ale znowu cię wykorzystuje.
Blue wytknęła na niego język i ruszyła do drzwi. Słysząc, że Peter sobie radzi w kuchni otworzyła drzwi.
- Gdzieś był tyyle czasu...- zaśmiała się i dopiero spojrzała na człowieka stojącego po drugiej stronie. Zamarła tak, że aż cofnęła się o krok. Duch? Omam? Jedynie to. Niebieskie oczy choć smutne spojrzały na nią z wielką prośbą.
- Trochę czasu minęło.- zauważył tym zakazanym głosem, którego omijała jak ognia. Blue nie umiała powiedzieć ani słowa. Uciekała wzrokiem od niego aby zaraz bezwładnie wrócić. Dan widział to co się z nią działo.
- Co tu robisz?- niemal wysyczała głosem pełnym nienawiści. Smith westchnął zbierając się na odwagę ale wtedy usłyszał głosy za jej plecami.
- David tam jest?- zmarszczył brwi.
- Nie twój interes...- zauważyła zakładając ręce na piersi. Dan jedynie pokiwał głową zdając sobie sprawę, że ma w tym dużo racji. Nie jego interes.
- Skreśliłem to wszystko wtedy na lotnisku...- powiedział cicho patrząc gdzieś w bok.
- Nie było żadnego wszystko... a na pewno nie między nami.- jej głos był hardy jakby miała iść na walkę z wrogiem. Jednak zauważył jak jej usta wyginają się w walce z łzami.
- Blue...- westchnął chcąc się zbliżyć, przytulić.
- Mysza? Wszystko ok? Padłaś tam?- zawołał męski głos z salonu. To zatrzymało Dana. Pierw spojrzał na dziewczynę, a następnie próbował zlokalizować dźwięk. Blum skuliła się, jakby coś ukrywała przed nim.
- To nie David...- odpowiedział niemal lodowatym głosem. Zapadła niezręczna i długa cisza.
- A czego się spodziewałeś? Miałam na ciebie czekać? Na co? Na twoje łaskawe przyjście... Po co przylazłeś? - postanowiła bronić swego honoru w tym momencie. Chciała mu pokazać, że wcale przez ten prawie miesiąc nie płakała za nim, że dała radę i pozbierała się. Wtedy usłyszała kroki za sobą. Dan przeniósł oniemiały wzrok na Petera.
- Nie wierzę...-odpowiedział to znowu patrząc na Małą.
              Brązowooki był zbyt dobrym psychologiem aby odczytać postawę dziewczyny. Od razu domyślił się, że to Ten Dan. Usłyszał tylko kawałek słów, które wypowiedziała dlatego postanowił zadziałać. Objął ją jedną ręką w pasie, a drugą oparł się o drzwi. Był nieco wyższy i roślejszy od Dana.
- Blue co się dzieje?- powiedział niemal pieszcząc ją tym imieniem. Dziewczyna zdziwiona spojrzała na przyjaciela z lat dziecięcych i zrozumiała. Miała w nim kompana.
- Nie ważne... Ten pan pomylił drzwi... myślał, że tutaj przyjmują panie z burdelu ale chyba już mu wszystko wytłumaczyłam.- słowa były ostre. 
Wejrzała na Smitha, a ten niemal pobladł. Twierdził, że jest w śnie, jak mocno musiał zranić Blum aby tak powiedziała. Nie czuł do niej złości czy niechęci.. wręcz przeciwnie, poczuł do niej wielki szacunek. Znowu pokazała, że nie jest jak tamte. Jest Blum.


Oho prawie padam...
dzisiaj męczący dzień (piątek),
a sobota jeszcze gorsza :/
Jak wam się podoba?
Musze się pochwalić opowiadanie 
ma już ponad 100 stron A4!!!
Zapraszam do komentowania!
Z góry dzięki!

piątek, 12 września 2014

Nowa postać w opowiadaniu "Koralik" !!

W dzisiejszo-jutrzejszym rozdziale pojawi się nowa postać. 
Mam nadzieję, że przypadnie wam ona do gustu. 
Pamiętajcie w "Koraliku" nic nie jest tym czym sądzicie, że jest. 


Kiedy się urodził? 7 maja 1985 rok.
Jakie ma pasje? Psychologia, jazda konno, szermierka, stare książki i restaurowanie ich.
Co robi? Jest psychologiem w małej klinice pod Londynem, wykłada również
psychologię społeczną na uniwersytecie gdzie obecnie zacznie studia Blue.



Co sądzicie o nowym panu Peterze? :)
Milusi, co nie?
Rozdział już za kilka godzin do was zawita :)