niedziela, 24 sierpnia 2014

Opowiadanie "Koralik" rozdział 21.

                                                                21.



             David przyjechał do mieszkania Caro w południe. Musiał pozamykać kilka spraw i oto jest. Niestety nie miał dobrych wieści dla siostry z swego życia prywatnego. Rozstał się z dziewczyną, która ponoć zdradzała go w Francji. To ona go zostawiła. Stwierdził, że nie ma po co tam wracać. Blue opowiedziała bratu całą historię, która się wydarzyła. Nie pominęła żadnego szczegółu. Każde wypowiadane słowo sprawiało, że jeszcze bardziej czuła się winna. Jednak brat mocno ściskał jej dłoń dodając otuchy. Trójka młodych ludzi dobitnie rozmyślała nad tym wszystkim.
- Może ktoś jej się włamał do laptopa?- wymyśliła Caro wzruszając ramionami.
- Wtedy by nie wyszło na jaw sprawa dotycząca ciąży Fran... on mi to powiedział jak byłam chora.- pokręciła głową przecząco Blue nadal będąc ubrana w piżamę.
- To musiało wyciec z innej strony... - zaczął David. Był on całkiem dobrym informatykiem,dlatego Blue pokładała w nim nadzieję.- Może ktoś się włamał do jego laptopa? I to może być ktoś z jego otoczenia... 
- Może to Will?- jęknęła Caro.
- Nie.. - odpowiedziała szybko Blue.
- Mała... sama widziałaś jak on dziś mówił... jakby był szczęśliwy z faktu, że straciłaś w ich oczach. Jakby tylko na to czekał. - mówiła przyjaciółka wstając aby zaparzyć sobie kawę. David spojrzał na Blue krzywiąc się.
- Ona może mieć racje... cholera! Wiedziałem, że z nimi będzie problem...- stwierdził przeczesując swoje długaśne włosy. Burza mózgów była wyczerpująca.- Caroline zaparzysz mi też?- poprosił. Dziewczyna pokiwała głową i już zaraz w kuchni roznosił się cudowny zapach kawy.
- David zabierz mnie do domu...- poprosiła młodsza siostra. Chłopak westchnął i przysunął swoje krzesło bliżej niej aby móc ją przytulić.
- Dziś nigdzie nie jedziemy... Jeśli wyjedziesz dziś mogą naprawdę stwierdzić, że to ty... poza tym chcę sprawdzić kilka rzeczy. Wytrzymasz... Caroline mogę zostać?- zwrócił się następnie do okularnicy.
- No pewnie! Szkoda że nie przywiozłeś przy okazji Emili...
            W ciągu całego dnia David i Caro próbowali sprawić, aby Blum nie miała ani chwili na to by myśleć o całej sytuacji. Robili dokładnie to czego ona sama nie miała robić. Zakopywali problem. Bynajmniej na chwilę. Może to nawet było wyjście? Przeczekać aż dziewczyna zbierze siły i rozwiąże to. Jednak przecież nie było wyjścia, nie było kluczyka, który by to magicznie rozwiązywał. Osoba postronna bez jakichkolwiek "ale" mogła osądzić ją. Dlatego nadal nie mogła wybudować w sobie muru, gdzie przestałaby lubić chłopaków. Miała żal do Dana i Kyle'a, że tak łatwo skreślają ludzi ale czy gdyby na jaw wyszła jej tajemnica, którą znałyby jeden z nich czy nie zachowałaby się tak samo? Gdyby na przykład Chris poszedł do lokalnych mediów i opowiedział jej historię... oni myśleli właśnie w tych kategoriach. Że to ona.Nie umiała ich tak łatwo skreślić z swego życia.
            Na następny dzień Caroline poprosiła Małą o pomoc przy dostarczeniu nowych sukienek do butiku oraz zakupy w centrum handlowym. Blue choć nie miała ochoty, chciała spędzić jakoś czas z przyjaciółką. Przecież to przez nią Kyle zostawił tą „znajomość”. I oto spędziły trzy godziny na zakupach w czasie których rudowłosa stała się właścicielką dwóch par butów, kilku metrów ślicznego niebieskiego materiału i nowej pary okularów. Wracały samochodem Caro wioząc ze sobą gotowy już obiad.
- Wróciłyśmy!- zawołała Blue wchodząc do mieszkania. David siedział na łóżku w jej pokoju. - Chodź mamy obiad... 
- Em... dziewczyny...-wstał z łóżka niosąc cały laptop.- Wiesz dobrze, że nie wolno jeść nad klawiaturą?- zapytał Blue kładąc je nabytek na stole. Blue wywróciła oczami rozpakowując razem z Caro zakupy.
- Znowu zrobisz mi awanturę jak z tymi soczewkami do oczu?- zapytała.
- Nie... nie pomyślałbym tylko, że to może ci uratować tyłek...-stwierdził i zapukał palcem w drewno. Dziewczyny spojrzały na niego nie rozumiejąc o co mu chodzi. Wyjął z urządzenia jakby mały drucik z kulistym zakończeniem. Miał on niecałe pięć centymetrów i był w czarnym kolorze. Owy przedmiot trzymał pincetą.
- Co to?- zapytała Caroline podchodząc bliżej.
- Podsłuch...pluskwa... ale bardzo lipny i tani sprzęt choć ściąga sygnał do kilku kilometrów ... można kupić taki bez problemu w internecie.- skwitował David siadając przy stole.
- Jeśli to podsłuch to...- syknęła Blue wskazując na ową rzecz, uważając na to co rejestruje obecnie. Nadal do niej nie dociera fakt co wiąże się z tym wszystkim.
- Wyłączyłem go... gdybyś nie zaśmieciła klawiatury nadal by tam był... - stwierdził.
- Blue! Ty to rozumiesz? Mamy dowody że to nie ty! To by wyjaśniało dlaczego wszystko wyszło na jaw..- pisnęła niemal Caroline przytulając swoją przyjaciółkę.
- Ale nadal nie wiemy kto to jest...- stwierdziła Mała, jednak ulżyło jej. Już zrobiła krok ku wyjaśnienia tego wszystkiego. Ale wiedząc jak Bastille zareagowali na to wszystko wątpiła, że to im wystarczyło za wyjaśnienie.
- Racja to mógł podłożyć każdy... chwila nieuwagi w pociągu, knajpce...- zaczął wymieniać brat pijąc już ciepłą kawę.
- Nigdzie z nim nie chodziłam. Laptop był ciągle w pokoju.- opadła z sił Blum. Wtedy poczuła jak przyjaciółka obok niej cała się napina.
- Jasna cholera! Że ja wcześniej na to nie wpadłam! Kur...- zaczęła ruda biorąc w rękę kluczyki od samochodu
- Co ci?- zapytał mężczyzna marszcząc brwi.
- Monica! Ta terrorystka!- wrzasnęła Caroline i pociągła Blue za sobą.- Jedziemy do niej! David dalej!- ponagliła brata przyjaciółki.
         W rekordowym czasie znaleźli się w samochodzie. Nerwowa Caro prowadziła jak szalona
- To nie mogło być normalne, że wtedy tak po prostu wyszła!- nakręcała się siostra tamtej blondynki. 
        Niedługo po tym znaleźli się przed domem państwa Saade. Caro wyleciała z samochodu jakby niosła bombę. Rodzeństwo musiało za nią niemal biec. Niestety rudowłosa była za szybka. Nim zdążyli znaleźć się w odpowiednim pokoju, z daleka słyszeli krzyki.
- Ty małpo! - wrzasnęła starsza, natomiast młodsza zaczęła krzyczeć. Blue rozejrzała się po domu, chyba rodziców nie było. Gdy wpadli do pokoju gdzie były siostry, oniemieli. Caroline ciągnęła za włosy Monice, niemal sprawiając, że tamta leżała na ziemi.
- Oszalałaś!- krzyknęła druga marszcząc się z bólu.
- Caro przestań!- zareagowała przyjaciółka odciągając rudowłosą od tej całej przepychanki.
- Przyznaj się lepiej!- ścisnęła mocniej włosy siostry. 
         David aż przeczesał palcami włosy. Nie wierzył w to co widział. Jak dobrze że miał jedną siostrę. Jednak jak prawdziwy facet zainterweniował. Rozdzielił obie kobiety, przytrzymując Monice za ramiona.
- O co jej chodzi?!-odrzuciła wściekła blondynka próbując się wyrwać z sideł silnego mężczyzny.
- To ty podrzuciłaś podsłuch Blue?- ton głosu Caroline był nadal podniesiony,jednak gdyby nie blokada stworzona przez Blum, dopadałby to tej blondynki.
        Wszyscy spojrzeli na Monice ale jej twarz ani trochę nie wyrażała zdziwienia czy zaskoczenia. Uśmiechnęła się tajemniczo i zagryzła dolną wargę.
- Ja to nie mogłam się z nimi potkać a ona chodziła na randki z Danem?Pff... Jak nie ja to żadna... a zwłaszcza ta szara mysz.- syknęła. Caroline znowu się wyrwała do niej ale Blue jednak była sparaliżowana tym co usłyszała i nie mogła się ruszyć.
- Jesteś chora psychicznie! Urwę ci łeb! Wiesz co narobiłaś?! Bierzemy ją do Dana! Powie wszystko to co nam... Blum!- wstrząsnęła nią rudowłosa. Brunetka znacznie pobladła. To wszystko było chore. Wzięła głębszy oddech i przecząco pokiwała głową. Natłok myśli sprawiał że czuła w głowie swoje tętno. 
- Nie...nie Caro... nie zrobimy tego.- odpowiedziała z trudnością walcząc o spokojny głos. Była niemal pewna, że dla najmłodszej z tego towarzystwa, byłoby to nagrodą niżeli karą. 
- Blum! 
- Nie Caroline... starczy że się przyznała. A teraz chodźmy, - poprosiła.
         Przyjaciółka nie wierzyła we słowa dziewczyny. Ona osobiście wytargałaby małolatę za włosy po podłodze. Jednak to była Blue. To był jej wybór. Niedługo po tym znaleźli się w mieszkaniu. Dziewczyny siedziały w łóżku Blum, a David jadł popcorn na podłodze.
- Jak to rozwiążemy?- zapytał.
- Czy to ma sens?- odpowiedziała siostra pytaniem na pytanie.
- Blue znamy prawdę... trzeba im zaserwować ją w twarz i kopnąć w jaja za ich niewiarę w ciebie.- stwierdziła hardo rudowłosa. Mała zaśmiała się słysząc to określenie.
- Niedługo jednak jadą do Ameryki...- przypomniała sobie. Caroline na chwilę podupadła ale zaraz uśmiechnęła się szeroko klaskając w dłonie.
- A kto ma cztery wejściówki na ich ostatni koncert który jest w Londynie? Może zrobimy im małą niespodziankę!- zapytała.
- Nie... Caro wiesz, że omijam koncerty...- westchnęła brunetka patrząc gdzieś w bok.
- Wolisz ominąć koncert niżeli powiedzieć im, że nie jesteś winna? Kobieto to jak z tą sprawą sprzed dwóch lat...chcesz mieć kolejny ciężar na sobie?- zapytała patrząc w jej oczy.
- Ona ma racje... nie wierzę, że to powiem ale idę z wami... mam ochotę stłuc tego bałwana z włosami zrobionymi na mnie, za to jak potraktował moją siostrzyczkę.- stwierdził David wstając z ziemi i siadając obok dziewczyn.Oczywiście miał na myśli Dana.
- A ja Kyle'a – dodała Caroline z wielkim uśmiechem. 
           No tak, cała prawda nie miała wpłynąć tylko na jej życie. Tu gra była o więcej. Westchnęła bojąc się tego wszystkiego. Dan ją nienawidzi... a co się stanie jak ją zobaczy? Zacisnęła palce na kołdrze zbierając się na odwagę.
- Dobrze...stanę oko w oko z Bastille.

 I oto stało się.
Adrenalina rośnie...
Co o tym sądzicie?
Zapraszam do komentowania... 
a zwłaszcza do następnego rozdziału.
Będzie on bez wątpienia przełomowy...
Pozdrawiam was :)

Opowiadanie "Koralik" rozdział 20.

                                                                20.



- Sądzisz, że to dobry pomysł?
- Jak dla mnie to znowu uciekasz..
- Tu przynoszę jedynie problemy.
- A może problemy cię doganiają i czas stawić temu czoła?
-Caro...- westchnęła Blue.
              Obie cały ranek leżały w jednym łóżku, w sypialni rudowłosej. Obudziły się stosunkowo wcześnie ale, że jako żadna z nich nie miała ani chęci, ani potrzeby wstawania postanowiły wylegiwać się w jednym łóżku. Miały pełno pościeli, niczym księżniczki na ziarnku grochu, ciepłą czekoladę, jedyny ciepły napój jaki Blue chciała i lubiła pić, oraz piankami. Taki babski poranek.
- Londyn zawsze będzie na ciebie czekał, pamiętaj...
- Może lepiej abym znowu wróciła do owczarni?
- Blum... wiesz, że cię nie przyjmą... jak się z niej wyjdziesz, to nie ma powrotu poza tym... nie pozwalam! Chcesz się odcinać od ludzi, bo co? Bo te dupki coś sobie ubzdurali? Oni nie są warci...Jeśli sądzą tak, to cię nie znają... nie warto na nich tracić czas.- mówiła mądrze dziewczyna.
               No tak, miała w tym tyle racji. Tylko było jej szkoda Chrisa. Pisał do niej sms kilka chwil przed koncertem w Rosji i dodawał jej sił. Był po jej stronie. Był prawdziwym przyjacielem.
-Która już godzina?- zapytała Caro.
- Prawie dwunasta...- jęknęła Mała przeciągając się w łóżku.
- Dobra ja idę wziąć kąpiel... dziś nie siedzimy cały dzień w domu...pójdziemy na zakupy.- klasnęła w dłonie rudowłosa z uśmiechem na twarzy po czym zniknęła w kuchni, idąc do łazienki. Blue jeszcze chwile poleżała w łóżku patrząc w sufit. Nagle z myśli związanych z Danem i całą tą niefortunną sprawą, wyrwał ją głośny dźwięk dzwonienia do drzwi.
- Już idę!- krzyknęła wychodząc z pokoju.
          Przeczesała palcami swoje nieuczesane włosy, poprawiła wyciągniętą piżamę w kaczuszki i otwrzyła drzwi. Zdziwiła się widząc dwóch mężczyzn za progiem. Miny ich nie były przyjazne. Patrzyli na nią sztywno zaciskając szczęki.
- Nie jesteście w Rosji?- zapytała naprawdę zdziwiona tym porannym nalotem.
- Wejdźcie.. Zrobię wam kawy. Kyle, Caro zaraz wyjdzie z łazienki... na pewno się ucieszy widząc cię.- powiedziała dziewczyna z uśmiechem. Jednak oni popatrzyli po sobie. Zauważyła iskierkę żalu w ciemnych oczach wąsacza.
- Co jest? Nadal sprawa z fotoreporterami?- jęknęła krzywiąc się nieco.- To naprawdę nie ja... przysięgam wam.- ścisnęła brwi i zagryzła dolną wargę.
- Nie udawaj...- warknął Will.
- Naprawdę to nie ja... 
- Tak? I hot plota dzisiejszego dnia to też nie ty?- zadrwił z niej najstarszy z Bastille przekraczając próg mieszkania.
- Załatwmy to szybko... gdzie jest bluza Dana?- powiedział w końcu Kyle nie patrząc na dziewczynę, tylko stojąc już u boku jego przyjaciela. Zachowywał się tak jakby Will stał się samcem alfa grupy i ich guru.Kyle nigdy pod nikogo tak nie podlegał.W dodatku ten ton. Zniknęła Blublusia?
- Poczekaj...- odsunęła od siebie myśli dotyczące bluzy Smitha.- Jaka hot plota?- zapytała niższego z mężczyzn. Ten zaśmiał się jej w twarz, a później jakby z dozą wyższości cmoknął ustami.Był w tym wszystkim niesamowicie arogancki. 
- Świetna z ciebie aktorka... 
- Kyle o co mu chodzi?- jęknęła próbując się czegoś dowiedzieć od brodacza.
          Zawsze miała z nim dobre stosunki. Już od pierwszego dnia chciał mieć z nią kontakt i rozmawiać.A tu? Napotkała całkowity unik kontaktu wzrokowego.Kyle spiął się wsadzając ręce do kieszeni i nieco bujając się na stopach.
- Blue proszę cię... skończ już z tym. Wiemy, że to ty... nie wiem czym się kierowałaś prędzej ale aby zagrać taką kartą...- syknął krzywiąc się.- Nie baw się już w to... mamy dosyć.
            Blue... to dźwięczało jej w uszach. Chyba dawno nikt nie wypowiedział jej imienia tak chłodno, z taką ostrożnością i niechęcią. Przeszły ją dreszcze kiedy przypomniała sobie wydarzenie sprzed dwóch lat. Tamci ludzie też tacy byli. Cofnęła się o krok marszcząc brwi.
- Jaką kartą?- bała się pytać ale musiała. Co się tu działo? Jakiś śmieszny dzień wariata? Już była pewna, że zaraz ktoś wyleci z kamerą z lodówki i powie „mamy cię!”. Przecież Kyle nie mógł się w stosunku do niej tak zmienić. To było niemożliwe. Nie tak nagle!
- Jesteś śmieszna...oddaj bluzę Dana i się zmywamy. No chyba że ją sprzedałaś...- westchnął Will gestykulując nieco.
- Co?!- podniosła głos o kilka oktaw, czując jak zdenerwowanie przejmuje siłę nad jej ciałem. Nogi zaczęły jej drżeć, że aż musiała się przytrzymać stołu kuchennego.
- Blue... nie baw się już z nami w tą gierkę... przegrałaś...- Kyle przerwał swój wywód kiedy w kuchni pojawiła się Caro z mokrymi włosami i krótkim szlafroku.
- Kyle!- jej głos brzmiał jakby spadł jej kamień z serca, jednak chłopak uciekł jej wzrokiem i zacisnął dłonie na swych kieszeniach.
- Nie róbcie szopki... gdzie jest Dana bluza?- podniósł ton Will, już widocznie zirytowany tym wszystkim.
- Blue o co chodzi?- zapytała rudowłosa, będąc w podobnym szoku co Blue. Ta jednak nie odpowiedziała. Patrzyła to na jednego, to na drugiego. To był głupi sen... koszmar!
- Jeszcze raz zapytam na spokojnie... gdzie jest jego bluza.
- O jakąś głupią bluzę robicie ludziom taki nalot od rana?- wkurzyła się nieco Caroline, jednak bardziej była wściekła na Kyle, który obecnie udawał, że go tu nie ma. Ruszyła żwawym krokiem do pokoju Blue i z szafy wyciągnęła bluzę Dana. Zaraz po tym wręczyła ją Willowi mocnym pchnięciem.
- Sam ją zapomniał odebrać... mógł się chociaż pofatygować aby ruszyć swoją szanowną...
- Caro proszę...- jęknęła Blue zatrzymując słowotok przyjaciółki. - Chcę z nim porozmawiać... możecie mu przekazać, że... 
- Nie..- przerwał jej szybko Will. - Dan nie chce mieć z tobą kontaktu...Nic dziwnego, jesteś jedynie zbiegiem problemów...szkoda, że dopiero teraz to zauważył.- skwitował najstarszy z zespołu i pchnął Kyle'a w stronę drzwi. Ten o dziwo, niczym potulny psiak ruszył w tamtą stronę. To nie mogło być rzeczywistością.
- Ale...- spróbowała zebrać w sobie siłę. Ona znała prawdę, znała  fakt, że ona nie jest winna. Will nagle odwrócił się w jej stronę i stanął wściekły tuż przed nią.
- Cholera... tak trudno ci pojąć. Jesteś nikim! Zwykłą fanką... Jesteś pchłą, którą chcemy się pozbyć... Robisz same problemy... Jesteś problemem... Cholerną plagą. Lepiej dla ciebie abyś trzymała się od nas z daleka, bo jako pierwszy zaproponuję zakaz zbliżania się do nas dla ciebie i dla twojej przyjaciółeczki... Podstępne żmije... myślicie, że nikt was nie przejrzy? Nie udało wam się...- jego słowa raniły. Aż Kyle zdębiał.
         Blue stała z łzami w oczach po takiej dawce słów. Will jakby zadowolony z swego widoku uśmiechnął się i poprawił swoją skórzaną kurtkę.
- Spadamy stąd...- nadał komendę i pierwszy wyszedł z mieszkania.
                Kyle patrzył na Małą i czuł jej ból. Chciał coś powiedzieć ale nie mógł. Wszystko przegrała. Zacisnął usta i wyszedł. Nawet nie patrzył na Caroline. Zapadła cisza. Obie dziewczyny stały nie wierząc w to co się właśnie stało. Czy obie jeszcze spały? A może miały omamy wzrokowo-słuchowe.
- Co za gnój!- wrzasnęła rudowłosa odblokowując się z tego wszystkiego.
              Słowa kierowała prawdopodobnie do Willa, ale tego Blue nie byłą pewna. Podeszła do drzwi wejściowych i trzasnęła nimi mocniej, bo panowie z Bastille nawet nie odważyli się ich zamknąć. Blue osunęła się na krzesło nadal będąc w szoku.
- Caro... daj laptopa.- poprosiła.
           Przyjaciółka znała ten monotematyczny głos. To musiało mieć coś wspólnego z tym wszystkim. Zrobiła co prosiła. Blue odpaliła strony plotkarskie i zamarła. Cała jej twarz pobladła a w głowie jej się zakręciło.
- Co jest grane?-zapytała Caroline podchodząc i czytając nagłówki artykułów.- O kur...
- Caro... - jęknęła Blue odsuwając od siebie komputer.- Tylko ja i oni wiedzieliśmy o jego siostrze...Nikt inny... oni by go nie wydali więc... Caro... ale to nie ja...-sama już myślała że wariuje. A co jeśli to ona? Ale jak?
- Blue... wiem, że to nie ty... była przy tobie cały czas... kurna... co tu się dzieje?- nawet Caroline to ścięło z nóg.
- Ja muszę wrócić... dzwonię do Davida...- głos jej się trząsł. Zbyt dobrze wiedziała co się stanie za kilka chwil kiedy adrenalina nie będzie zagłuszać jej myśli. Wybrała numer brata i już po kilku minutach wiedziała że przyjedzie. To tylko godzina drogi... da radę... musi dać radę.


No i już dwudziestka pykła:)
Jak rozdział? Jak wrażenia?
Znów nie za wielki ale powód jest jeden...
małe posty zapowiadają dużą akcję :)
Zapraszam do komentowania :)

sobota, 23 sierpnia 2014

Opowiadanie "Koralik" rozdział 19.

                                                               19.



             Siedzieli sobie w niewielkim hotelowym pokoju. Byli tuż przed koncertem, dlatego mieli teraz czas dla siebie. Niewiele, a jednak. Wszystko na scenie już gotowe, a owy hotel był zaledwie kilka uliczek od miejsca występu. Musieli się skupić aby występ przed Rosyjską publicznością był warty świeczki.
- Dobra nie... ja nie umiem o tym nie mówić. Serio sądzicie, że to ona?- nagle Woody wstał z miejsca i zaczął krążyć pomiędzy ścianami. Zawsze go nosiło kiedy czuł, że jakaś sprawa nie jest niewyjaśniona. Może dlatego tyle razy zaczynał z Blue rozmowę o przeszłości.
- Daj spokój...- jęknął Kyle.
            No tak, cała ta rozmowa miała już miejsce gdy wsiedli do samolotu, jednak tam musieli się opanowywać. A czy teraz był odpowiedni moment aby o tym mówić?
- Jak daj spokój? Czy cię naprawdę coś opuściło? Nie mylisz Blue z kimś innym?- zapytał stając nad brodaczem.
            Dan westchnął bezradnie, zaczynając przeszukiwać swój bagaż. Miał dość tego tematu. Nie przez pryzmat tej dziewczyny ale... było tego za dużo. Nie wiedział co myśleć. Logika pokazywała jednak, że przecież wszystko wskazywało na nią. Musiał zachować zdrowy rozum. Może i Blue wydawała się miłą dziewczyną, ale widocznie miała drugie dno, te które on nie chciał poznawać za żadne skarby.
- Woody wszystko na nią wskazuje...- stwierdził Will, największy przeciwnik jeśli chodzi o tą rozmowę. Miał już odgórnie postawione swoje zdanie.
- A masz dowody?
- Wszystko wskazuje na nią Chris... pogódź się...- powiedział Dan nadal przewalając górę ubrań.
- Czego można było się spodziewać po takiej jej pokroju?- prychnął najstarszy z grupy zakładając nogę na kolano.
- Kur... czy wy do końca pozamienialiście mózgi z tyłkami?- warknął perkusista.
- Woody ona przekabaciła cię na drugą stronę, daj sobie spokój... to tylko fanka.- prychnął Will. To spowodowało, że w wszystko w Woodym się zagotowało.
- A ty kim kurna jesteś? Wielka gwiazda? Już nagle wy staliście się tacy święci? Serio? A kto po koncercie obmacywał laski pomimo, że cudowna, kochająca, dziewczyna modelka jest w kraju? - spojrzał następnie na Kyle.- A kto nagle ozdrowiał widząc Caro pomimo, że niecały miesiąc przed spotkaniem jej zerwałeś z swoją długoletnią miłością? - i w końcu stanął przed Danem.
- I kto to mówił, że wchodzi w związki ale co noc w inny? Kto w tym pieprzonym Paryżu wziął tamtą fankę do autobusu i ją najzwyczajniej wygrzmocił? Kto jeszcze do tego się tak perfidnie przyznawał? No kto?! Nagle jesteś taki święty? Szkoda, że to nie wyszło na jaw... może by wszyscy ujrzeli jacy z was popieprzone gnojki!- złość jaka nim kierowała była była niesamowicie duża. Gestykulował przy tym nerwowo.
- Lepiej się uspokój...- nakazał Will sycząc przez zęby.
- Bo co? Nazywacie Blue fanką w taki sposób jakby to była obelga, macie na nią osąd odgórny, zaraz, choć nie macie dowodów... ale kurwa kim wy jesteście? Wielkie gwiazdy? Jedziemy na tym samym wózku ale wydaje się, że tylko ja myślę! Zachowujecie się jak gówno... Przestaliście być facetami, a staliście się skur...- syknął pod nosem mając dość.
- Chcesz przez nią zepsuć relacje w zespole? Chris odpuść...- jęknął znów Kyle siedząc nadal na niewielkim fotelu.Bawił się swoimi pierścionkami i próbował ignorować słowa przyjaciela.
             Perkusista spojrzał na mężczyzn w pokoju. Widział jak jego słowa mocno na nich wpłynęły. Dan usiadł obok swego bagażu na ziemi i zaciskał mocno usta. Dobrze im tak... pomyślał.
- Nie przez nią... tylko przez trojkę chamów...- zaraz po tym chłopak wyszedł trzaskając drzwiami. Zapanowała cisza. Dan przeczesał swoje włosy zamykając na chwile oczy.
- Może ma racje?- próbował znowu analizować wszystko, jednak Will wstał z przekleństwem na ustach.
- Naprawdę chcesz być głupi jak on? Wiesz co twierdzę? Że ta cała Carol współpracowała z nią... i ty lepiej, Kyle sprawdź czy nie masz w rzeczach jakiegoś podsłuchu... - stwierdził wkładając do kieszeń swoje dłonie. Brodacz się skrzywił i nawet nie ruszył z miejsca. Był w podobnym położeniu co Dan. Dlatego przyjaciel spojrzał na wokalistę i westchnął nieco.
- Czego tak szukałeś?- zapytał chcąc zmienić temat. Musieli przecież jakoś się ogarnąć bo za niedługo będą wychodzić na scenę.
- Nie mogę znaleźć mojej bluzy z wilkiem... no wiesz... aby ubrać na Flaws...- tłumaczył znowu klęcząc i szukając owej rzeczy w swych manatkach.
- Nie zostawiłeś tego w domu mamy? - próbował pomóc Kyle przeczesując wąsy dłonią.
 - Cholera...- nagle Dan usiadł na swych stopach i jakby go olśniło. Przeczesał swoje poplątane włosy i syknął nieco gniewnie.
- Co ?- zainteresował się Will.
- Dałem ją Blue... wtedy co byliśmy w barze razem... -przypomniał sobie i odsunął od siebie bagaż.
- I niech zgadnę... nie oddała ci...- to nawet nie było pytanie, basista zaraz po tym zaczął się śmiać gardłowo.- Cwaniara... wiesz, nie zdziwiłbym się gdyby wystawiła to na sprzedaż w internecie... - skwitował biorąc do ręki kubeczek z alkoholem.
- Dan...- jęknął Kyle jakby próbując jednak dać szanse brunetce, może to jednak zbieg okoliczności. Poznali ją już w jakimś stopniu, po za tym była Caroline... jak mógł tak odgórnie je skreślić? Może to mały błąd który popełniły ale żałują? Chyba każdy może mieć szanse...
         Jednak Smith siedział na ziemi, a jego niebieskie oczy jakby były nieobecne. Patrzył przed siebie, a układanka, którą podsuwał mu Will coraz bardziej pasowała. Wstał z podłogi i otrzepał spodnie.
- Pożyczę twoją bluzę, Kyle...- odpowiedział jedynie i spojrzał na zegarek.- Chodźmy... już czas. 
         Pół godziny później zaczął się koncert. Jednak nie był to ten sam co ten w Rumuni czy na Shiget Festival. Dan czuł całe napięcie, które budowało się w zespole. Nie było wygłupów, śmiania się pomiędzy piosenkami. Czuł, że gubi to co ostatnio dawało mu kopa. Wściekły na siebie zeszedł z sceny po ostatniej piosence. Nie poświęcił nawet czasu fanom. Wszystko było... niepotrzebne. Jego telefon często wibrował przez natłok twittów, jednak on ostatnio nie miał ochoty udostępnić najgłupszej rzeczy. Wiedział, że w ten wieczór musi pokazać światu Bad News...tą którą pokazał Blum jeszcze zanim inni spoza zespołu ją usłyszeli.
- Chodźcie do baru...- powiedział menadżer. 
           Żaden z czwórki się nie bronił. Potrzebowali tego. Niewiele pamiętali z tego wszystkiego... prócz Dana. On jedyny prawie nie tknął sławnej słowiańskiej wódki. W nocy dodał na YT teledysk do nowej piosenki. Wtedy go nieco to wszystko dźgnęło. Leżąc w hotelowym łóżku, przypomniał sobie rozmowę z Blum, wtedy kiedy miał lecieć do Rumuni. Spędzili całą noc na takiej swobodnej rozmowie. Czy naprawdę to było zaplanowane? I dlaczego ona? Widział ją wtedy na pierwszej imprezie, gdy płakała... nie była z tych dziewczyn które wykorzystują... a jeśli już wtedy to był haczyk? Nienawidził siebie za te myśli, za huśtawkę jaka nastała w jego życiu. Musiał z tym szybko zrobić porządek. Zwłaszcza przed koncertami w USA.
- Wstawaj!- warknął Will wkraczając do jego pokoju. Dan jęknął, świtało jak dopiero zasypiał więc teraz nie miał sił ruszyć palcem.
- Mamy dziś wolne... daj spokój...- westchnął nakładając na głowę poduszkę.
- Cholera wstawaj! - kopnął go basista. - Masz problem... ta mała szuja przegięła...- syknął.
            Dan w pierwszym momencie nie wiedział o co chodzi. Podniósł się do siadu i spojrzał na przyjaciela.
- Kto?
- Ta cała Chrisowska Blue... Wiedziałem że to żmija... ale teraz to...On nawet jej teraz nie wybroni... nie tym razem.- próbował liczyć się z słowami. Podał Smithowi telefon i kiwnął na niego głową.- Wejdź na Twittera, czy gdziekolwiek...
            Dan zrobił co kazał mężczyzna. Nagle zaczęły go atakować kondolencje jak i newsy z różnych plotkarskich stron. Wszystko krzyczało jedno „Siostra słynnego piosenkarza Dana Smitha z zespołu Bastille, ponad miesiąc temu straciła dziecko!”. Dan struchlał jednocześnie budząc się całkowicie. Nie wierzył swoim oczom. Paskudny żart. Zacisnął dłonie na telefonie walcząc aby nie zrobić czegoś głupiego.
- Ona wiedziała?- zapytał Will. Wystarczyło jedno spojrzenie wokalisty, aby basista wydał z siebie głośne przekleństwo.
- Wracamy do Londynu...- powiedział Dan wstając szybko z łóżka. Nienawidził szczerze Blue. O całej sprawie wiedzieli tylko chłopacy z zespołu i ona. Przeklinał dzień w którym ją poznał. Teraz jednak bardziej skupiał się na tym co z jego siostrą. Co ona musiała przeżywać? Jakim potworem musiała być Blue aby wykorzystać to przeciw niemu...
          Gdy wychodził z pokoju już spakowany napotkał Chrisa.
- Dan...- zaczął ściszonym głosem.
- Znowu będziesz mnie przekonywał że ona jest niewinna? Jeśli tak to zapomni... ona dla mnie już nie istnieje...- był chłodny, aż ten chłód go zabolał. Dawał sobie szanse, że może kiedyś... że może mieć normalne relacje z inną osobą, dla której nie jest jedynie Danem z Bastille. Przecenił się. A już na pewno ją.


Przepraszam za wulgaryzmy i długość rozdziału,
jednak sytuacja tego wymagała.
Inne spojrzenie, inne miejsce.
Co sądzicie? Dan ma prawo ją nienawidzić?
Kto ma racje?
Zapraszam do komentowania :)

Ps. Kwestia dotycząca Dana i Paryża 
prawdopodobnie nie jest wymyślona, 
lecz miała ona miejsce....
Informacja z dzisiejszego dnia :/

czwartek, 21 sierpnia 2014

Opowiadanie "Koralik" rozdział 18.

                                                              18.


                Blue chyba nigdy nie wyłącza laptopa. Bynajmniej musiała o tym zapomnieć kiedy kładła się spać, skołowana po trudnym dniu. Dlatego też obudził ją dziwny dźwięk. W pierwszej chwili, gdy została wyrwana z snu, nie wiedziała co się dzieje. Odszukała laptopa na ziemi i wzięła go na kolana, ziewając niemiłosiernie. Rozmowa na linii. Już miała ochotę odrzucić i znowu schować się pod kołdrą, ale poddała się i odebrała.
- Coś się stało?- zapytała wycierając dłońmi oczy.
- O co chodziło wczoraj?- zapytał Woody popijając kawę. W tyle za nim było cicho jakby ktoś zamknął go w szczelnym pomieszczeniu.
- Wiesz dobrze...dlaczego mnie pytasz? Dan i Will to najlepiej doinformowane osoby z wszystkich możliwych... a zwłaszcza Will.- Blum wzruszyła ramionami próbując nadal trzymać się sennych marzeń. Nie chciała myśleć o tym jak wczoraj się czuła. Choć wiedziała, że w końcu dopadnie ją to wszystko.
- Zbyt dokładnie poznałem stronę Willa.-skrzywił się.- Blum ja wiem, że to nie ty... bo po co? 
- No właśnie po co? Po co to wszystko...Ty mnie znasz ok, Will mnie nie zna i też ok... ale Dan? Nagle nie umie znaleźć swego położenia? Tak nagle?- mówiła to z goryczą.
              Chyba właśnie do wokalisty miała największy żal. Spojrzała gdzieś na bok aby głęboko oddychać i nie popaść w stan agonalny. Trudno było jej komukolwiek zaufać po tamtym wypadku, a kiedy narodziła się dla niej nadzieja, wszystko się waliło.
- On chce jedynie zrozumieć...- westchnął perkusista patrząc na przyjaciółkę z nadzieją.
- Ja też, ale nikogo nie oskarżam bez dowodów... Wiesz mam dość znowu bycia tą najgorszą.- przyznała się czując jak rośnie jej gula w gardle. Zacisnęła pięści tak mocno, że paznokcie zaczęły jej się wbijać w wnętrze dłoni.
- Spotkajmy się proszę... da się to wytłumaczyć, znajdziemy wspólną drogę.- prosił ją przyjaciel. Spojrzała na niego z dozą niepewności. Jednak wyczuła jedną rzecz, dość ważną jak na ten moment, Woody był po jej stronie. Pokiwała głową na znak porozumienia. Wtedy Chirs podał godzinę i miejsce spotkania.
              Nie chciała mówić o wszystkim Carolinie. Zwłaszcza biorąc pod uwagę fakt jej „znajomości” z Kyle. Dopóki nie była pewna nie chciała tego psuć, a na pewno by się mogło zepsuć. Znała Caro, ona zawsze brała stronę przyjaciół, zwłaszcza w takich sprawach.
             Miała spotkać się z Chrisem i Danem zaledwie za kilka godzin. Wzięła więc długą kąpiel ,która miała dodać jej sił. Nie dodała. Jadąc zamówioną taksówką ani trochę nie czuła się lepiej. Oddychała głęboko kiedy zbliżali się do hotelu gdzie Bastille obecnie mieszkali. Zanim wyszła z samochodu rozejrzała się za fotoreporterami czy też fanami. Nic. Ruszyła więc szybkim krokiem do oszklonego holu gdzie od razu zauważyła dwóch członków zespołu. Żołądek znowu jej zrobił fikołka. Woody od razu wstał z kanapy i podszedł przywitać przyjaciółkę ciepłym uściskiem. Jednak gdy spojrzała na Dana już nic nie było dla niej miłe. Miał wzrok wlepiony w coś na ścianie, był niczym posąg w muzeum, bezuczuciowy.
 - Dan...- Chrisa głos wyrażał dość wiele, łącznie z wściekłością na przyjaciela. Wtedy dopiero brunet spojrzał na Małą, a jego oczy nieco się rozświetliły. Zacisnął usta jakby coś analizował.
- Woody, przyjdę innym razem...- szepnęła dziewczyna chcąc uciekać. Nie mogła wytrzymać nacisku spojrzenia niebieskich oczu. Jednak Dan ruszył wprost na nią. Cała trójka znajdowała się w odosobnionej części hotelowego holu. Nagle znalazła się w objęciach Smitha.
- To po prostu zbieg okoliczności. Damy temu radę.- powiedział w końcu swym lekko ochrypniętym głosem i ucałował ją w czubek głowy.
             Nie wiedziała czy bardziej próbuje przekonać siebie czy ją ale nie mogła nic powiedzieć. Położyła dłonie na jego plecach i zamknęła oczy słysząc jak bije mu serce. Był to kojący dźwięk. Poczuła po chwili jak jego uścisk staje się silniejszy i kładzie policzek na jej głowie. Przyjemne uczucie, kiedy drugi człowiek daje tyle ciepła. Narodziła się w niej nadzieja, że będzie dobrze. Nim zdążyła coś powiedzieć, zanim słowa nabrały sens w jej głowie Dan zesztywniał i uniósł głowę z jej ciała.
- Cholera jasna!- przeklną Woody o którym zapomniała, że w ogóle tutaj jest. Dan momentalnie puścił z objęć Blue oddalając się od niej na kilka kroków. Jego wzrok zdradzał zbyt wiele. Widziała jak jego cień wiary w nią znika. Dopiero wtedy obejrzała się za siebie i ujrzała większy tłum niż poprzedniego dnia.
- Nie...- jęknęła wycofując się.
- Chodźcie...- warknął Woody biorąc Blue za rękę. W trójkę uciekli do windy. Dziewczyna z trudem łapała oddech bojąc się spojrzeć na Dana.
- Skąd oni to wiedzą? Po co przyleźli?- zaczął Woody czekając aż dojadą na właściwe piętro. Jednak żadne z dwojga nie odpowiedziało.
              Znowu Smith zmienił się w ten bezduszny posąg. Nie musiała go znać zbyt długo by wiedzieć, że jej już nie ufa. Odsunął się w najdalszy kąt tej windy i patrzył w ziemię. Serce Blum krwawiło. Może w tym wszystkim była jakaś jej wina? Tylko jaka? Czyżby lunatykowała w czasie snu i wtedy sprzedawała wiadomości dotyczące wokalisty Bastille? Jednak po co? Dan nie był jedną z tych skandalicznych gwiazdek, nie był niczym ciekawym dla plotkujących gazet, był dla nich zbyt zwykły. Więc dlaczego nagle na niego tak naskoczyli? Dlaczego zaledwie w ciągu tych paru dni? Kiedy winda się otwarła Dan wyleciał z niej jak na złamanie karku i wtedy Blue zaszkliły się oczy. Jednak coś z nią było nie tak, ściągała na ludzi same złe rzeczy.
- Wezmę kluczyki i cię odwiozę...- powiedział Woody obejmując dziewczynę ramieniem. Ona jednak milczała.
             Czekała na jakimś ciemnym korytarzu aż jej przyjaciel wróci. Nie wierzyła w to co się dzieje. Naprawdę jej życie musiało być takie paskudne? Znowu chcąc zdobyć przyjaciół sprawiała, że wszystko skupiało się na niej, a pozostali byli poszkodowani. Wytarła policzki z łez i odetchnęła głęboko. Musiała dać sobie z tym radę. Chris wrócił jak najszybciej mógł. Wyszli z hotelu tylnymi drzwiami. Przez całą drogę Blum się nie odezwała. Walczyła z natłokiem myśli, a Woody, jak to on, obawiał się jej stanu. Przecież widział jak się otwiera, jak wraca dawna otwarta na świat Blue. Jednak wszystko jakby się znowu zamykało.Z wielkim gwałtownym hukiem. Znowu było źle. Gdy zaparkował przed kamienicą od razu chciała wyskoczyć z samochodu ale Woody chwycił ją za rękę.
- Dziś w nocy wyjeżdżamy do Rosji...Po tym mamy kilka koncertów w kraju ale później... wylatujemy do Stanów...-powiedział zagryzając dolną wargę.
- Może i lepiej... nikt was nie będzie prześladował.- stwierdziła nie patrzą na przyjaciela.
- Blum proszę cię... - jęknął.
- Miłego picia wódki... ponoć najlepsza to ta rosyjska...- uśmiechnęła się przy tym sztucznie i już jej nie było w samochodzie. Słyszała jeszcze za sobą wołanie Chrisa, ale nie chciała się nawet odwrócić by na niego spojrzeć. Może potrzebowali tego by Bastille mieli przerwę od niej? I z wzajemnością? Weszła na ostatnie piętro z trudem. Walczyła nie tylko z łzami ale też swym oddechem. Wchodząc do mieszkania nie słyszała nic poza dźwiękiem wydawanym przez starą maszynę .
- Blue?- krzyknęła z swego pokoju Caro. Brunetka szybko wytarła łzy z policzków i odchrząknęła aby kula w gardle nieco uwolniła jej głos.
- Tak...- odpowiedziała starając się brzmieć jak najbardziej naturalnie. Jednak, o zgrozo, maszyna przestała wyć i rudowłosa ruszyła ku kuchni. Blue nie miała jak uciekać.
- Nie zgadniesz kto dostał cztery darmowe wejściówki VIP na koncert Bastille...- mówiła i gdy weszła do pomieszczenia, gdzie była Mała, oniemiała i owe bilety prawie spadły jej na ziemię.
- Ty?- odpowiedziała uciekając gdzieś na bok wzrokiem.
- Co się stało?- ruszyła szybko ku Blum by ją przytulić. Dziewczyna wcale się nie broniła.
- Nic tylko... jestem przeklęta... odstraszam i niszczę ludzi... ja już mam dość! Caro ja już nie chce czuć do ludzi nawet przyjaźń... - jęknęła wybuchając nagłym, niekontrolowanym płaczem. Caroline jeszcze bardziej ją do siebie przytuliła dając buziaka w czubek głowy.
- Cichutko...Czemu tak o sobie w ogóle mówisz?- zapytała marszcząc brwi.
- Trzeci raz już... trzeci jak ja i Dan się spotkaliśmy i... i nagle... grupa ludzi była tam gdzie my... czekali na Dana... fotoreporterzy i fani... ale Dan przecież nie jest jednych z obiektów plotek... nie wiem... naprawdę nie wiem...- jęknęła ocierając łzy.- O miejscach naszych spotkań wiedzieliśmy tylko My... a oni tam byli...I chłopacy myślą, że to ja... że... nie wiem już sama...- odsunęła się od przyjaciółki siadając na krześle przy stole kuchenny. Caro zrobiła to samo nadal nie rozumiejąc całej sprawy.
- Jak "oni" myślą?- zapytała pochylając się do przodu.
-No Will i Dan... że to ja... Woody mnie broni...-machnęła przy tym ręką. Była bezsilna.
 - A Kyle?- zapytała dość chłodnym głosem prostując się. Blue znała ten głos. Od razu chwyciła dłoń dziewczyny.
- Caroline, nawet jeśli zajmie którąś ze stron to... to dotyczy mnie... wrócę do domu... problem zniknie... nie psuj sobie relacji z nim.- prosiła. Jeszcze tego jej brakowało aby przez nią to wszystko się rozpadło.


Oho i kolejny rozdział. 
Coraz gęstsza akcja  :)
Coraz więcej do komentowania i dyskutowania,
dlatego zapraszam was :)   

środa, 20 sierpnia 2014

Opowiadanie "Koralik" rozdział 17.

                                                              17.


- Nie wierzę normalnie! - śmiała się Blue siedząc na łóżku Caroliny, która obecnie niemal gryzła poduszkę z złości.
- Pfff! Niewierząca! - prychnęła i rzuciła misiem w przyjaciółkę.
- Jak to mówią w Pięćdziesięciu twarzach Grey'a... masz fryzurę po seksie...- stwierdziła brunetka, a Caro aż warknęła nie wiedząc czy się śmiać, wstydzić czy płakać. Odwróciła się twarzą do sufitu i patrzyła w niego długo się nie odzywając.
-Ej spokojnie...Będzie dobrze i... chyba było?- zapytała przyjaciółkę Mała. Pierw myślała, że oberwie od rudej kolejną maskotką czy też zostanie wyzwana. Jednak ta spojrzała na nią takimi maślanymi oczami, zrobiła taką anielską minę, że Blue jedynie się uśmiechnęła.
- On jest...- i westchnęła. Jednak Blum bała się jednego. Kyle to Kyle, chyba najbardziej rozrywkowy chłopak z całej ekipy Bastille. Co jeśli on patrzył na Caro jak na zdobycz, jak na kolejną z kolejki? Aż ją serce zabolało gdy o tym pomyślała.
- Dobra idź spać...- westchnęła Blue, nie chcąc teraz mówić przyjaciółce o swych zastrzeżeniach.
- Tej! A ty nie lepsza jesteś... mów mi co tam z Danem.- uniosła się na łokciach i zaczęła zabawnie ruszać brwiami. Chyba za dużo spędziła czasu z Kyle. Blue lekko zarumieniona wstała z łóżka przyjaciółki i westchnęła.
- Dan to dobry przyjaciel...- stwierdziła wymijająco.
- Przyjaciel? Przystojny ten przyjaciel...- zacmokała Caro bawiąc się swymi długimi, rudymi włosami.
- Chciałabym zauważyć, że wszyscy z Bastille są całkiem całkiem...- stwierdziła uśmiechając się szeroko.
- Ale z Willem nie masz kontaktu, a gdy mówisz o Chrisie to mówisz prosto z mostu.- wyliczała przyjaciółka.
- Jejuś Caro... Idź spać... miłość zbyt mocno zalała twoje myśli.- stwierdziła łapiąc się tego jak tonący brzytwy. Wyszła czym prędzej z pokoju i poszła do siebie.
           Kładąc się na łóżko głośno oddychała z wielkim uśmiechem. Co było tego powodem? Właściwie sama nie była pewna, tyle rzeczy się dobrych działo, że aż trudno było jej łapać oddech. Wzięła czym prędzej swój laptop i włączyła FB. Widząc, że Emily jest dostępna od razu kliknęła do niej.
  • Nie uwierzysz co się stało...
  • W końcu się do mnie odezwałaś! Łaskawco mój!
  • Oj Emi...
  • No dobra pisz co to za nowość...
  • Zgadnij kogo przyłapałam w męskiej koszuli...
  • Jesteś plotkarą?
  • Oj Emi...
  • Powtarzasz się... no dobra kogo?
  • Caroline....
  • A kim był ten szczęśliwiec?
  • Zgadnij...
  • Bloom?
  • Hahaha nie...
  • No to kto?
  • K.S.
  • Kyle?!
  • Mhm...
  • Matko Chrystusowa!! No nie wierze? I on był po wszystkim cały? A może chciała mu sprawdzić jak się mają siniaki po pierwszym pobiciu?
  • Emi...hahahahaha
  • Dobra plotkaro ja muszę iść spać.
  • Pa...
Blue uśmiechała się. Wtedy jej Skype zadźwięczał, więc odebrała nie chcąc jeszcze iść spać.
 - Hej...- przywitał ją męski głos znad brązowych okularów.
- Chyba jesteś moim psychofanem...Tak często potrzebować się ze mną widzieć? Ah... Nawet Bella tak dobrze nie miała z Edziem... a raczej miała, on właził jej przez okno. Ejjj ja też chcę abyś wchodził mi przez okno!- zaczęła gadać jak najęta specjalnie aby go rozśmieszyć. I tak się stało. Zagarnął swe przydługie włosy na tył głowi i wywrócił oczami.
- Ewidentnie oglądałaś za dużo filmów...- stwierdził gestykulując przy tym.
- Dlatego jestem sama... zbyt mocno wyimaginowałam sobie perfekcyjnego faceta.- stwierdziła wzruszając ramionami. Dan znowu zaczął się śmiać.
- Czyli wychodzi na to że ja mam to samo.- skwitował.
- A na mnie mówisz! U innych widzisz, a nie u siebie! Nie ładnie panie Smith!- wytknęła na niego język i razem zaczęli się rechotać. Gdy się uspokoili Dan wziął głębszy oddech i nieco spoważniał.
- Miałem cię pytać w drodze do mieszkania Caro... ale zapomniałem.- przyznał się.
- Nie, nie będę twoją żoną, czekam na księcia albo Edwarda.- nie mogła sobie odpuścić. Muzyk znowu się roześmiał ale szybko opanował.
- A niech ci los... ale tak poza wszystkim... chcesz iść jutro do wesołego miasteczka?- zapytał z nadzieją w głosie. Blue wydało się to podejrzane. Zmarszczyła nieco nosek i uniosła brew patrząc na niego.
- Kyle cię namówił?- powiedziała po chwili ciszy. Oczy Dana zrobiły się większe i spojrzał gdzieś w bok.
- Kyle nie idzie z nami...- powiedział wzdychając.
- Owszem... ale wiem gdzie na pewno przyjdzie...- uśmiechnęła się, a gdy Dan zerknął na nią zdał sobie sprawę, że przejrzała ich plany.
- Blue...- westchnął.
- Ok. Udam, że nic nie zauważyłam...ale jeśli on jej złamie serce to i ty dołożysz do tego kamień milowy. - stwierdziła. Widać było, że rozumiał i sam miał obawy. Znał w końcu brodacza dłużej niżeli ona. Pokiwał jedynie głową.
- W parku zabaw o 16?- zapytał. Blue bezgłośnie się zgodziła. Oboje życzyli sobie spokojnej nocy. Tak oto złapała ich noc. Blue obudziła się już pozbawiona kataru. Cuda jednak istnieją. Nim wstała, usłyszała jak Caro nuci Flaws w kuchni.
- Jaki Kyle ma dobry wpływ na ciebie... tak szybko nauczył cię tekstu piosenki?- mrugnęła do przyjaciółki z wielkim uśmiechem.
 - Naleśniki zrobiłam.- zignorowała Małą, kładąc na stół owe śniadanie. Jednak brunetka zmarszczyła nos.
- Znowu czegoś nie lubisz?- westchnęła Caroline opierając się o krzesło.
- Zjem kanapkę z masłem czekoladom.- stwierdziła.
            Nim się obejrzała było już popołudnie. Ubrała się w ciemne leginsy i białą tunikę z długim rękawkiem a włosy spięła w kucyk. Wzięła również z sobą swój stały zestaw przeciwdeszczowy. Wychodząc z mieszkania życzyła przyjaciółce miłej zabawy i już jej nie było. Park był zaledwie dwie dzielnice od mieszkania Caro tak więc postanowiła przejść się. Przy wejściowej bramie stał Dan z wielkim uśmiechem wachlując się dwoma biletami wstępu.
- Czuję się jakbym miał wejść zaraz do sklepu z słodyczami.- powiedział tuląc na powitanie dziewczynę. Ona jedynie się zaśmiała i oto zaczął się prawdziwy maraton. Wszystkie domy strachów, karuzele, diabelskie młyny były ich. Bawili się niesamowicie. Na sam koniec zostawili sobie karuzelę z podwójnymi ławeczkami, dzięki której mogli spokojnie oglądać panoramę Londynu.
- Dan... ja mam lęk wysokości.- jęknęła kiedy spojrzała na swe stopy i ziemię, która się oddalała. Chwyciła go pod łokieć zamykając oczy.
- I dopiero sobie o tym teraz przypomniałaś?- westchnął obejmując ją prawym ramieniem tak aby jakoś poczuła się bezpiecznie, a lewej dłoni ścisnął jej palce.
- Mhm...- westchnęła. W ciągu paru minut znaleźli się na szczycie karuzeli.
- Otwórz oczy i nie patrz w dół.- poprosił. Przecząco pokiwała głową, a Dan znowu nabrał głośno powietrza w płuca.
- Nie bądź jak dziecko, a co gorsze jak baba...- stwierdził trącając swoją stopą jej stopę. Blue zaśmiała się słysząc swoje wczorajsze słowa i zrobiła co poprosił. Widok był fenomenalny. Oczy aż jej zaświeciły widząc to wszystko.
- Łał...- jęknęła, a chłopak oparł głowę o jej ramię i się uśmiechnął wesoło. Wzrok dziewczyny przebiegał po budynkach mieszkalnych oddalonych od nich o kilkaset metrów, następnie spojrzała na ich splecione palce i o dziwo nie widziała w tym nic złego. Zwykłe koleżeńskie... jej myśl się urwała widząc pod ich stopami tłum.
- Dan... - wydała z siebie wysoki dźwięk. Muzyk w pierwszej chwili przestraszył się, że coś jej jest. Pierw spojrzał na nią, a dopiero po chwili na to co ona widzi.
- To przesada...- stwierdził sam nie wierząc w to co właśnie się działo. Momentalnie oboje się wyprostowali, a uścisk znikł.
- Co robimy?- zapytała czując dziwne mrowienie w brzuchu. Było jej niedobrze.
- Ty nic... ja dzwonię... Mamy kilka minut nim karuzela zjedzie na dół.- powiedział i w jego ręku znalazł się telefon. Wybrał nieznany jej numer i zaraz zaczęła się akcja ratunkowa. Rozmawiał szybko, niemal niewyraźnie. Nerwowo zjadał końcówki słów i gestykulował. Rozmowa nie trwała długo, po niej Dan nie był ani trochę spokojniejszy. Patrzył gdzieś w bok skubiąc dolną wargę. Blue obawiała się wydać choćby dźwięk. Gdy karuzela ruszyła w dół dopiero wtedy towarzysz na nią spojrzał marszcząc brwi.
- Gdy będziemy mogli wyjść podjedzie Will, nic nie mówisz. Wskakujemy do samochodu i jedziemy zgubić ich.- poinformował niemal jakby był robotem. Przez to wszystko Blum zapomniała o strachu do wysokości. Teraz bała się fotografów i... Dana. Serce niemal jej stanęło kiedy poczuła pod stopami ziemię, a błyski aparatów przypominały błyskawice burzy. Wstała niepewnie i szukała wzrokiem samochodu z Willem. Usłyszała pisk opon.
- Biegiem!- nakazał jej Dan puszczając się pędem przez niewielki płotek. Zrobiła to co on, a grupa gapiów i tych z gazet ruszyła za nimi. Wskoczyli do samochodu zaledwie w kilka chwil. Nim zdążyła zamknąć drzwi już ruszyli. Szybko na pierwszym lepszym zakręcie uderzyła się głową o tapicerkę.
- Co oni do cholery ode mnie chcą?- wkurzony Dan podniósł głos.
- Może to przez płytę?- zapytał Will kierując jak rajdowiec. Blue nawet nie starała się zapamiętać drogi.
- Bez jaj! Jakby o płytę chodziło to by i pod waszymi domami siedzieliby... dzwoniłeś do Kyle'a?- zapytał. Słychać było w jego głosie troskę jak i zdenerwowanie.
- Nikt pod kamienicą Caro nie siedzi...ani pod naszym hotelem.-poinformował od razu. Dan nerwowo przeczesał włosy zerkając dopiero na Blum. Mógł zauważyć, że pobladła bo lekko się do niej uśmiechnął.
- Będzie dobrze... nie przejmuj się tak.- powiedział do dziewczyny ale Will zerknął w lusterko patrząc dość niemiło na brunetkę.
- Wysiadamy...- powiedział nagle starszy mężczyzna, parkując na jakimś pustkowiu. Blue dopiero wtedy wyjrzała przez okno. Jakaś polanka, z daleka było widać centrum Londynu. Mała wysiadła z samochodu obejmując się ramionami. Źle się czuła, cała niemal dygotała z nerwów. Stanęła niedaleko dwójki mężczyzn, którzy debatowali na temat całego wydarzenia.
-To wygląda jakby mieli cię na celowniku...- zauważył Will.
- Wiem!- jęknął Dan opierając się o maskę samochodu i zaczynając kopać w trawie trampkiem.
- Są za tobą wszędzie?- dopytywał mężczyzna patrząc jedynie na muzyka. Dan zaprzeczył ruchem głowy i zerknął na Blue.
- To drugi raz... ostatnio mieliśmy pójść do kawiarni... i to było wczoraj.- wzruszył ramionami zupełnie nie rozumiejąc tego wszystkiego. Will jednak zmarszczył brwi i zmierzył dziewczynę chłodnym spojrzeniem.
- Pisałeś gdzieś o tym gdzie idziesz?- zapytał jednak wzrok nadal wbijał w Blum.
- Nie...- westchnął przecierając oczy. Dopiero po chwili zauważył jak jego przyjaciel patrzy na brunetkę. Zmarszczył brwi próbując to zrozumieć.
- I zapewne tylko wasza dwójka znała miejsce spotkania...- powiedział ciszej niemal cedząc i licząc każde słowo. Blue wtedy poczuła się mniejsza niżeli była. Jej serce niemal było na wykończeniu. Spojrzała na Dana i Willa przestraszona.
- Chyba nie myślicie...Dan nie! Ja bym nie sprzedała ciebie... miałabym się promować na tobie?- zapytała łapiąc z trudem oddech. Dan wstał i spróbował ją dotknąć ale wyrwała swój łokieć z jego dłoni.
- Blum... nikt nic nie insynuuje. Chcemy tylko...- powiedział poważnie jednak patrzył gdzieś w bok.
- Dan..- jęknęła czując jak oczy zaczynają robić jej się szkliste. Widziała jego twarz i nutę zwątpienia. Zabolało ją to, że mógł tak pomyśleć. Gdy spojrzała na Willa wiedziała, że on ma już gotowy na nią osąd. Cofnęła się znów o krok chcąc uciekać, jednak nawet nie wiedziała gdzie. Zacisnęła ust patrząc na swe stopy. Nie mogła się tu rozpłakać, musiała być silna.
- Jedziemy...- powiedział nagłym tonem Will i ruszył ku samochodowi. Gdy usłyszała trzask drzwi wzięła głębszy oddech.
- Blue nikt cię nie oskarża.- powiedział cicho Dan przeczesując znowu swe włosy.
- Ale tak pomyślałeś...- wyszeptała. 
             To ją bolało. Była wyznaczona na pierwszą linię jako wróg. Szybko ruszyła do drzwi samochodu i wsiadła na tylne siedzenie. Dan zrobił to samo co ona. Jechali wszyscy w ciszy, a Blue miała ochotę umrzeć. Walczyła z sobą aby się nie rozpaść. Droga do kamienicy wydawała się zbyt długa. Jednak w końcu zaparkowali, kiedy już słońce zachodziło za budynkami. Will nie miał zamiaru wysiadać i twierdziła, że Dan zrobi to samo. Jednak nie. Wysiadł odprowadzając ją znowu pod drzwi na ostatnie piętro. Jednak zanim zdążyła wsadzić klucz w drzwi, zagrodził jej drogę.
- Nie bądź zła na mnie...- poprosił. Dotknął dłonią jej policzka i zmarszczył brwi. Widać było, że jest zmartwiony. Blue uciekała wzrokiem gdzieś na bok i dotknęła jego palców aby opuścić je.
- Nie rób tak bo ktoś zobaczy...- wyszeptała aby jej głos się nie złamał. On zacisnął mocniej usta nieco wściekły słysząc to co mówi. Spojrzał gdzieś w bok i pozwolił jej wejść do mieszkania. Nie było tam Kyle'a, a Caro siedziała u siebie. Blum nie miała ochoty aby z kimkolwiek mieć teraz kontakt. Zamknęła się na klucz w swym pokoju i chciała umrzeć leżąc w łóżku. Jak oni mogli tak pomyśleć? Jak Dan mógł...? Wtedy zdała sobie sprawę, że zbyt mocno zależało jej na jego zdaniu.

Tadam! Obiecany rozdział :)
Oby się spodobał.
Był dla mnie trochę jak oczyszczenie z trudów i zmartwień dnia.
Zapraszam do komentowania :)
Miłego czytania!


2000 views!!!!!!!!!



2000 wyświetleń! 
Po prostu dzięki :)

wtorek, 19 sierpnia 2014

Opowiadanie "Koralik" rozdział 16.

                                                              16.




          Kolejny dzień wcale nie wydał się gorszy od poprzedniego. Leki, które dała jej mama Dana, za jego pośrednictwem, postawiły ją na nogi. Rano nawet miała apetyt aby coś zjeść. Zaraz po śniadaniu znalazła się w swoim pokoju, bo niestety Caroline musiała iść oddać sukienki do odpowiedniego butiku.
Znowu jej Skype zadzwonił, a widząc rozmówcę zaśmiała się wesoło.
- Serio nie znalazłeś mojego numeru telefonu?
- Mam go od dawna... ale chyba wolę widzieć swego rozmówcę.- wzruszył ramionami, jednak na jego ustach krył się ciągle mały uśmieszek. Blue uniosła brew widząc to.
- Coś planujesz?- zapytała, a on znowu zaśmiał się w ten swój niewinny sposób, kiedy patrzył gdzieś na bok. Zastanawiała się, jak dorosły facet może być taki... w dodatku gwiazda dość światowego formatu. To aż nienaturalne.
- Masz dziś czas?- zapytał ciszej, dopiero po chwili zerknął na wyświetlacz, a uśmiech się zmniejszył. Zaczął bawić się swoją bransoletką na nadgarstku.
- Mam... a co?- uśmiechnęła się mając cichą nadzieję, że może nie spędzi znowu całego dnia w pokoju. Dziwnie się już tu czuła i chciała wracać do domu, jednak gdy pomyślała o sąsiadce aż przeszły ją dreszcze.
- Co ty na to aby spotkać się na mieście? Jeszcze mamy kilka dni wolnego...- zaczął, a Blue aż klasnęła w ręce.
- Pewnie! Ale powiedz temu brodaczowi, że biorę parasol i kurtkę przeciwdeszczową... nie dam mu się więcej tak wyrolować!- zaśmiała się, jednak zauważyła jak Dan nagle się krzywi i markotnieje. Nie musiała być mistrzem mimiki aby to rozpoznać.
- Co jest Dan?- zapytała widząc jak już patrzy gdzieś w okolice swych stóp. Zmarszczył brwi i pokiwał głową na znak, że nic mu nie jest. Westchnęła opierając się o zagłówek łóżka.
- Jejku nie bądź jak dziecko...a co gorsza... nie bądź jak baba...- jęknęła.
- Kyle'a nie będzie... - wtedy spojrzał w kamerę, a Blue aż przeszły minimalnie ciarki.
        Chwilę analizowała to jak na nią patrzy. Mając zaciśnięte usta i skupiony wzrok, wydał się taki poważny. Wtedy do niej dotarło, jego zakłopotanie i to wszystko. Tym razem ona uciekła oczami na ścianę gdzie wisiał jakiś obraz namalowany przez Caroline. Jak miała zareagować? Żołądek jej przekoziołkował.
- Ponoć mówiłeś, że z fankami się nie spotykasz...- powiedziała, a jej kącik ust zadrżał. Nie chciała aby oboje się tak spinali z tego powodu. Zerkając na Dana i zobaczyła jak ten się uśmiecha, choć próbował tak jak Blum zachować powagę.
- Ponoć mówiłaś, że nie jesteś fanką...- chwycił ją za słówko. Zaśmiała się słysząc to i wywróciła oczami. Miał ją.
- Gdzie?
          Dalej wydawać by się mogło, że poszło gładko i przyjemnie. Obiad w jakiejś knajpce w centrum Londynu. Nic szczególnego. Tak się wydawało tej dwójce. Kiedy Dan przyjechał pod kamienicę Blue, i kiedy ruszyli samochodem wszystko zapowiadało się dobrze. To miał być dobry wypad dwójki znajomych. Dan po drodze opowiadał o planach na koniec trasy koncertowej która właśnie dobiegała coraz bliżej  końca oraz o piosence, którą opublikują za kilka dni, ba nawet puścił ją z swego telefonu. Blue wsiąkała w jego świat angażując się w rozmowę, która tak szybko zmieniała swój bieg. Gdy byli już blisko knajpki gdzie mieli zjeść obiad zauważyli sporą grupkę paparazzi oraz innych ludzi. Dwójka spojrzała na siebie zdziwieni.
- Może jest tam One Direction? - zapytała dziewczyna, jednak ją to też niepokoiło. W momencie kiedy mijali grupkę jadąc stosunkowo wolno przez korek usłyszeli: „Patrzcie! To on! Jest tu!”zawołał mężczyzna wskazując na samochód którym jechali.
- Kur...- przeklną Dan i gdy tylko było to możliwe przyspieszył. Blue aż wbiło w siedzenie. Patrzyła lekko przestraszona na chłopaka. Ten marszczył brwi skupiając się na drodze ale też na lusterkach.
- Myślisz, że...- zaczęła jednak widząc jego zaciśnięto usta od złości przerwała.
- Czekali tam specjalnie... Tylko nie wiem po co... nigdy nie miałem problemów, że ja... jak wychodzę...- powiedział po czym pięścią nieco uderzył w kierownicę.- Owszem fani ale nie... nie ci z gazet...- tłumaczył jakby zaczął się nieco obwiniać. Widać było jak na dłoni, że nie leży mu to wszystko.
- Boisz się, że powiedzą że masz romans?-wypaliła nagle, bo chyba tylko na taką sensację czekają fotoreporterzy i fanki. Dan spojrzał na nią  marszcząc brwi z zdziwienia.Może jednocześnie chciała go tym rozbawić?
- Nie!- oburzył się po chwil, ale kąciki jego ust nieco zadrgały. 
- Może po prostu odwieź mnie do mieszkania Caro... możemy tam posiedzieć.- zaproponowała ale ten pomachał przecząco czupryną.
- I tak musimy odczekać...chyba ktoś za nami jedzie... - stwierdził. 
           Przyspieszył znów skręcając w jakąś mniejszą uliczkę blisko lasu. Blue zmarszczyła brwi i obrzuciła towarzysza niepewnym spojrzeniem. Po kilku minutach zwolnił, kiedy stwierdził, że nikogo za nimi nie ma, wziął telefon do ręki i wybrał numer.
- No hej! Jednak będę na obiad...mam ze sobą gościa... mhm... będę za parę minut.- powiedział do kogoś po drugiej stronie.
- Ok... i tak podejrzane jest, że jedziemy przez las... teraz to... Dan...Jedziemy do chłopaków? - jej głos był strasznie niepewny na co chłopak się zaśmiał.
- Nie... i zachowaj spokój.- na jego twarzy pojawił się uśmiech. Już po chwili jazdy w ciszy, kiedy Blum gniotła deszczowy płaszcz w dłoniach i od czasu do czasu pociągała nosem, zajechali przed niewielki domek z niewielkim ogródkiem przed drzwiami głównymi.
- Tylko nie mów mi, że...- aż się zacięła mówiąc gdy właśnie parkowali samochód. W tym samym momencie jakaś starsza kobieta otwierała drzwi i zaczęła machać chyba do Dana. On jedynie spojrzał na brunetkę i szeroko się uśmiechnął.
- Zabiję cię!- syknęła jednak cała groźba zeszła na nic, gdy razem wysiedli z samochodu, a do Smitha podeszła owa kobieta i pocałowała go w policzek.
- I jednak posłuchałeś matki? A mówiłam od początku przywieź ją tutaj... to nie...latania po mieście ci się zachciało...- mówiła rozgadana kobieta o niebieskich oczach. Blue zdążyła w tym czasie okrążyć samochód i stanąć kilka metrów od nich całkowicie zmieszana. Matka Dana spojrzała na nią i klasnęła w dłonie.
- I patrz jaki ten mój syn nieusłuchany... jak się masz moje dziecko?- zapytała podchodząc i tuląc ją jakby była córką jakiejś dobrej znajomej. Dan zaśmiał się widząc oniemiałą minę dziewczyny.
- Już lepiej, dziękuję...- odpowiedziała nieco zawstydzona kiedy już nie była tulona.
- Mam nadzieję, że Daniel przekazał ci leki? Ostatnio bywa taki roztrzepany ze po dziesięć razy muszę mu przypominać aby wstawił pranie.- spojrzała od razu na syna.
- Mamo! - jęknął przeczesując włosy palcami.
- Tak, Dan przywiózł je, nawet zrobił herbatę... - dodała szybko dziewczyna nie chcąc nagrabić koledze u jego matki. Kobieta zaśmiała się i pokiwała głową uśmiechając się do dwójki.
- No dobrze...Jednak co was tutaj przywiało?- westchnęła.
- Właśnie... Może wejdźmy do domu? Czułbym się pewniej...- stwierdził Dan rozglądając się po ulicy. 
            Nie musiał długo prosić. Matka zbyt dobrze wiedziała jaki jest jej Dan, jak się zachowuje i na co ma uczulenie. Wiedziała, że jeśli przyprowadził do domu nagle jakąś dziewczynę to nie z powodu samej sympatii, musiało być w tym drugie dno. Wchodząc do kuchni kobieta zaczęła wstawiać wodę i szykować kubki z herbatą. Blue skrzywiła się na samą myśl.
- Więc?- ponagliła syna. Dan oparł się obok matki o szafkę kuchenną i założył dłonie na tors.
- Mieliśmy iść do tej knajpki, gdzie zabieraliście nas z Fran na lody, pamiętasz? No i okazało się, że jest tam pełno fotoreporterów i fanów Bastille... - pomimo wszystko zaczął przy tym gestykulować.
- Jesteś pewien, że to o ciebie chodziło? Wiesz... bywasz przewrażliwiony.- spróbowała jakoś pocieszyć syna, ale Dan jedynie westchnął.
- Też tak myślałam...- wtrąciła cicho  Blue nagle przypominając o swej obecności i jednocześnie biorąc stronę chłopaka.-Jednak widząc Dana w samochodzie zaczęli wykrzykiwać „O to on!”.- skrzywiła się na samo wspomnienie tamtego momentu. Nagle przestała mu zazdrościć całej tej otoczki związanej z Bastille i całkowicie go zrozumiała, zwłaszcza jego obawy z ich pierwszej rozmowy sam na sam u dziadków Chrisa.      
          Matka Dana pokiwała głową rozumiejąc to wszystko.
- No dobrze... - westchnęła kiedy zaczął gwizdać czajnik. Dan jednak podszedł do niego i zaczął zalewać herbatę, nim Blue zdążyła coś powiedzieć odstawił jeden kubeczek na bok. Wziął pustą szklaneczkę i nalał do niej soku, który stał na szafce. Podał dziewczynie owy sok.
- My idziemy do mojego pokoju... jak będzie obiad to wołaj.- poprosił mamę i skiwnął do Blue na znak ewakuacji. Po chwili szli wąskimi schodkami na piętro domu. Wtedy też dostała sms od Caroline kiedy zamierza wrócić. Szybko jej odpisała. Na jednych z drzwi wisiała tabliczka. Dan otworzył drzwi i przepuścił Małą w drzwiach.
- Oto moja nora...- zaśmiał się wchodząc za nią i zamykając drzwi. Bleu zaczęła rozglądać się po pomieszczeniu, które było koloru białego.
- Myślałam, że będzie bardziej chaotyczny...- wyznała podchodząc do wielkiego regału gdzie było pełno gier i płyt. Nawet napotkała zdjęcie Dana po maturze. Wzięła je do ręki i wskazała na niego.
- Uroczo wyglądałeś.- chciała zachować powagę, jednak ten zaczął się śmiać sam z tego zdjęcia.
- Dzięki... wiesz, zawsze przystojny.- stwierdził i rzucił się na swe łóżko które zaskrzypiało. Blue z uwagą odłożyła zdjęcie i oglądała pokój dalej.
- Jak to było?- zapytała nagle i zerkając na chłopaka zauważyła, że nie ma pojęcia o czym mówi. Oparła się o parapet okna i spojrzała na ten cały pokój.
- No wiesz... przed przeistoczeniem się... Daniela w Dana... Kiedy nie było jeszcze Bastille.-zapytała łamiąc tym samym swoją obietnicę. Nie chciała nigdy wypytywać go o takie sprawy, ale chciała rozmawiać. Podeszła do łóżka gdzie leżał na boku patrząc na nią, i usiadła na łóżku.
- Em... czyli chodzi ci o dzieciństwo?- zapytał upewniając się. Ona jedynie pokiwała głową pijąc sok.
- Bycie dzieciakiem było fajne. Było łatwiej... nie było problemów. Pamiętam jak z siostrą udawaliśmy, że jesteśmy weselną kapelą i śpiewamy. - zaśmiał się na samo wspomnienie. Blue uśmiechnęła się widząc jego zmieszanie.
- Ja z bratem robiliśmy przedstawienia dla rodziców, przy finałowej piosence z Dirty Dancing... w tym całym słynnym momencie odcięli nam światło co on ją podnosi... I chyba dobrze bo z bratem nie miałam przyszykowanego tego podniesienia.- Blue wraz z nim zaczęli się równo śmiać.Chciała tym samym dodać mu odwagi. Każdy był kiedyś dzieckiem i miał różne zwariowane pomysły.
- Nie, my tak nie mieliśmy... chociaż też było wesoło. Raz naoglądaliśmy się filmu gdzie dzieci sypały kwiatki czy coś... no i w pokoju mieliśmy poduszkę z której wychodziło pierze... a że kwiatków nie mieliśmy... jedno piórko, drugie... po tym dziurka się zrobiła dziurą...piórek coraz więcej...- tłumaczył Dan, a Blue prawie się zakrztusiła sokiem.
- A na mnie mówiłeś! Że mnie trzeba się bać. A ty psujem byłeś!- uszczypnęła go w udo, a on jeszcze bardziej zaczął mieć napad śmiechu. Nagle ktoś zapukał do pokoju, jednak to było jedno z tych pukań, które następuje już w chwili otwierania drzwi.
- Ooo! A jednak to prawda! Dan zaprosił dziewczynę do domu!- klasnęła w dłonie młoda kobieta z masą loków na głowie. Jednak na nosie miała okrągłe okulary. Blue aż spoważniała to słysząc i oniemiała, spojrzała na Dana, który właśnie wycierał łzy w kącikach oczu.
- Oj siostra... Ja nie będę wyliczał ile ty chłopaków nasprowadzałaś...- jednak pogroził jej palcem, a dziewczyna oparła się o framugę drzwi i spojrzała na tą dwójkę znad okularów.
- No dobrze dzieci... ale obiad na stole. - stwierdziła po dłuższej przerwie i już jej nie było. Blue spojrzała na Dana, a ten westchnął wywracając oczami.
- I tak właśnie poznałaś moją Fran... - stwierdził wstając i wkładając ręce do kieszeni. Mała zaraz po tym znalazła się koło niego ale nie chciała jeszcze wychodzić.
- Wiesz co pomyślałam wchodząc do tego pokoju?- zapytała chcąc być poważna ale w jej oczach świeciły ogniki. Dan od razu się zaśmiał wnosząc oczy ku niebu.
- Boże... będę tego żałować... No co? Jaki on ma bajzel?- zapytał spoglądając na nią, a że była i blisko i niska musiał się nieco schylić.
- Nie..chociaż minimalnie...- zaśmiała się - Emm... Zdałam sobie sprawę co czuła Bella wchodząc do pokoju Edwarda w Zmierzchu.- Chłopak od razu nie wytrzymał i zaczął się śmiać.
- Jesteś niemożliwa...- westchnął.
- No co? Podobna fryzura, inność, umiejętność grania na pianinie... Dan... może ty jesteś wampirem?- wtórowała mu w śmiechu wyliczając cechy wspólne.
- Dobra, dobra... chociaż... nastolatki też kwiczą na mój widok i chcą abym je gryzł.- udał zadumanego ale Blue dała mu stójkę w bok.
- Jaaasne..- udała, że nie wierzy po czym razem cali tacy uśmiechnięci i roześmiani poszli na dół. 
              Mama Dana jak i jego siostra od razu spojrzały na siebie porozumiewawczo, jednak nic nie było mówione przez cały obiad. Dosiadł się do nich mąż Fran oraz ojciec Dana. Było uroczo, zwłaszcza kiedy rodzice zaczęli opowiadać o wyczynach dwójki ich dzieci, przez to co jakiś czas jedno lub drugie mówiło „Mamo!”.
             Jadąc samochodem Blue nie mogła się powstrzymać aby nie wypytywać o pewne sytuacje przez co czasami się zarumienił i czochrał swoje włosy. Oboje jakby zapomnieli o wydarzeni z początku ich spotkania. Parkując przed kamienicą, Dan też wysiadł z samochodu.
- Odprowadzę cię... bo już się ściemnia.- powiedział. I tak się stało. Blue szybko znalazła klucze od mieszkania i otworzyła drzwi. Stając w progu oniemiała. Dan, który właśnie chciał schodzić po schodach się cofnął i spojrzał przez jej ramię.
- Nie wierzę...- szepnął po czym zaczął się śmiać. Blue nie mogła utrzymać powagi i zrobiła to co on. Co ich rozśmieszyło? Dwie osoby.
           Caroline ubrana w za dużą koszulę w niebieskie paski i Kyle ubrany jedynie w czarne spodnie. Oboje nie wiedzieli również co zrobić. Po chwili Caro spaliła się ze wstydu i pobiegła do ubikacji, a Kyle wziął kubek kawy i puścił do Blue oczko.
- Co tam Blublusiu?- zapytał rozpromieniony.


I kolejny rozdział.
Chyba niemożliwe jest abym dodawała rozdziały o normalnej porze :D