piątek, 15 sierpnia 2014

1500 VIEWS!

 1500 


Kocham was! Dziękuję! :)
Wasza Tumburulka!



czwartek, 14 sierpnia 2014

Opowiadanie "Koralik" rozdział 14.

                                                               14.

            Idąc powoli w stronę wielkiego stadionu czuła się dwuznacznie. Dlaczego? Czuła, że robi dobrze, bo przecież  dlaczego by nie? Nic się nie stało, tak to sobie tłumaczyła. Nie mogła przez ten malutki moment fiksować. Nie przez coś takiego. Woody był zawsze dla niej niczym przyjaciel, najlepszy kumpel brata, to nie mogło przepaść. Podchodząc do niewielkiej bramki zauważyła zaparkowany stary mercedes. Uśmiechnęła się wiedząc kogo tu przywiózł. Nim się obejrzała, usłyszała, że ktoś biegnie w jej stronę. Kyle. Na twarzy dziewczyny pojawił się równie wielki i serdeczny uśmiech co jego. Brodacz tak łatwo zdobył jej zaufanie, aż było to niemożliwe. Została mocno przytulona przez patyczaka.
-Blublusia... nigdy więcej nie znikaj tak! Jak w jakimś tanim filmie akcji...No wiesz... uciekająca dziewczyna, jakaś mafia i królewicz ratujący z opał. Aaaa no i wybuchy, dużo wybuchów, za plecami!- poskarżył się dając jej buziaka w czubek głowy. Był taki w tym słodki, że dziewczyna poczuła się jak w ramionach brata.
- Myślę, że bez wybuchów i księcia też damy radę.- stwierdziła odsuwając się od niego.
         Nie, ona nie pasowała do takich ról. Zaraz po tym podeszli Dan i Woody. Przyjaciel spojrzał na nią nie wiedząc co zrobić. Blue nie mogąc na to patrzeć podeszła do niego i przytuliła, jak poprzedniego dnia, jednak nic nie mówiąc. Następny był założyciel Bastille. Jego niebieskie oczy tak jasno świeciły dzięki uśmiechowi na twarzy.
- Nocny Marek...- zaśmiała się podchodząc do niego. W pierwszej chwili oboje nie wiedzieli jak się zachować na powitanie, ale jednak też się przytulili. Ot aby nikogo nie faworyzować.
- Lecimy oglądać boisko!- klasnął w dłonie Kyle, po czym wszyscy ruszyli w stronę wejścia. Oczywiście brodacz chciał pokazać jakim jest dobrym atletą, przedstawiając jak powinno się przeskakiwać przez metalową bramkę.
- Będzie siniak...-powiedział Dan jeszcze przed biegiem swego przyjaciela.
        No i był.
        Kyle nie obliczył długości swych nóg, przez co niemal przewinął się przez bramkę. Blue głośno syknęła marszcząc się przez mentalny ból. Woody cały czas milczał, więc idealnym dla niego wyjściem była pomoc patyczakowi. Dwójka szła powoli nie spiesząc się.
- Chcesz postrzelać do bramki?- zapytał Dan przeczesując włosy.
- Nieszczególnie...- przyznała się. Na ustach bruneta pojawił się wielki uśmiech.
- Chodź na trybuny...- zaproponował.
        W pierwszej chwili nie była pewna, jednak widząc jak Kyle z Chrisem już śmigają na murawę pokiwała głową. Usiedli na małych zielonych krzesełkach, patrząc w milczeniu na dwóch biegających chłopaków na boisku.
- Jak się tutaj dostaliście? Nikt nas stąd nie wygoni?- zapytała rozglądając się po całym boisku.
- Nie... Wiedzą że mieliśmy tu przyjechać.Chris chciał spełnić swoje marzenie. - stwierdził Dan, zerkając na nią, jakby dopiero teraz ją zauważył. Blue więc uśmiechnęła się i oparła nogi o krzesełka w niższym rzędzie. Znowu zapadła ta cisza, jedna z tych, które ich nie gryzły. Słyszała krzyki brodacza, który kopał piłkę.
- Dlaczego Woody jest taki inny? Pokłóciliście się?- zapytał nagle Dan spoglądając ciągle na towarzyszkę, przy czym bawił się swoją gumową bransoletką na nadgarstku. Dziewczyna spojrzała na niego zdziwiona po czym zmieszała się. Jeszcze brakowałoby stwierdzić że chodzi na tajemne schadzki z Chrisem. Aż się skrzywiła.
- Skąd wiesz, że widziałam się z nim?- odbiła pałeczkę. Dan uśmiechnął się nieco zmieszany i spuścił z niej wzrok.
- Pytał mnie czy da się namierzyć telefon... - powiedział ciszej po czym spojrzał na nią tak niewinnie.- No i się da...- uśmiechnął się szerzej, że na jego policzkach pojawiły się linie od uśmiechu. Blue nie mogła nie odwzajemnić tego. No tak, miała do czynienia z maniakiem jeśli chodzi o telefony, aplikacje i technologie.
- Więc?- dopytywał po dłuższej przerwie. Blum przeniosła wzrok na boisku podążając za przyjacielem z dzieciństwa.
- Nie, nie pokłóciliśmy się... tylko. - zacisnęła usta i spojrzała na swe splecione palce na udach.- On ma duże poczucie winy w stosunku do mnie... I przez to robi wiele rzeczy, myśląc, że dzięki temu ja poczuję się lepiej. Nie mam mu tego za złe... ale nie zawsze to pomaga. Woody to dobry chłopak... kumpel z dawnych lat...- powiedziała szczerze i westchnęła.
- Ale?- zapytał nie patrząc na nią. Nie chciał być wścibski. Dan miał coś w sobie, tą łatwość zadawania pytań, jednak trudniej mu było być tą odpowiadającą osobą. Blue uniosła wzrok i jakby niczego nie widziała.
- Spróbował mnie pocałować...-powiedziała cicho po czym zerwała się na równe nogi i zaczęła krążyć nieco po rzędzie krzeseł. Wróciła po chwili i usiadła obok Dana.
- To beznadziejne, że tobie o tym mówię... ale... widzisz sam jak on reaguje. Teraz się obwinia, obwiniałby się gdyby mnie pocałował, wiecznie się obwinia... Odsunęłam się w porę. Teraz nie wiem co on myśli... dla mnie to niewiele zmienia. Ja nie kocham go, a on mnie nie kocha. Pomimo głupot przyjaciel będzie przyjacielem... Nawet jakby Kyle coś takiego zrobił tobie, to co byś zrobił?- zapytała wpadając w swój nerwowy słowotok. Dan uśmiechnął się pomimo wszystko słysząc jej pytanie.
- Lepiej aby Kyle nie próbował mnie całować...- próbował ją rozśmieszyć i się mu udało. Zaśmiała się bezsilnie chowając twarz w dłonie.
- On się chyba boi że straci przyjaciółkę.- dodał po chwili poważnie. Westchnęła opierając się znów na krzesełku i zamknęła oczy.
- Ostatnio wszyscy o zbyt wiele się boją. Jestem jak jajko... można zwariować kiedy każdy zbyt mocno skacze... jednak są bodźce, które potrafią momentalnie zbić całą skorupkę. Nie wiem co wierzyć... w kogo. Każdy chce dobrze ale na jakich warunkach... kiedy to jest przesadzone, a kiedy odpowiednie... - mówiła nieco urywając końcówki słów. Dan jedynie przeczesał włosy palcami.
- Jak ogień?- zapytał bardzo cicho. Ona spojrzała na niego oniemiała. On widząc jej zdziwienie westchnął, wiedząc że za daleko się posunął.
- Ważne że są przy tobie.- odpowiedział krótko lecz treściwie. Blue spojrzała na niego i uśmiechnęła się delikatnie. Jego niebieskie oczy były takie nieśmiałe w tym spojrzeniu, że jedynie Blue jeszcze bardziej się uśmiechnęła.
-Gdzieś ty się chował, że jeszcze nie jesteś zepsuty?- powiedziała zbyt szczerze. To tylko sprawiło że mężczyzna spojrzał gdzieś w bok uśmiechając się z zakłopotaniem.
- Chodź, idziemy wziąć te dzieciaczki na obiad...- powiedział wstając nagle i podciągając swoje czarne spodnie. Blue zrozumiała. Nie myliła się. Był nietypowy, nie zepsuty, i w dodatku nie chciał się do tego przyznać.
- Dobrze tato...- zaśmiała się idąc za nim.
           Niedługo po tym znaleźli się w niewielkiej knajpce. Była pewna, że drugi raz by do niej nie trafiła. Była ona ukryta w jakiejś niewielkiej uliczce, w piwnicy. Jednak to co zobaczyła w środku było miłym zaskoczeniem. Kameralny klimat był wyczuwalny. Od wejścia cała trójka zaczęła się witać z nieznanymi dziewczynie ludźmi. Uśmiechała się zerkając na boki. W końcu znaleźli się przy barze gdzie siedział Will.
- W końcu przyjechaliście.- westchnął odkładając piwo na bar. Blue jednak nie podeszła od razu, pierw chciała zamknąć pewną sprawę. Wzięła Chrisa za rękę i odciągnęła go na bok.
- Jesteś zły?- zapytała próbując uchwycić jego spojrzenie. Woody westchnął wznosząc głowę ku niebu.
- Nie... to raczej ty jesteś wściekła.
- Ja?!- zdziwiła się a jej głos podwyższył się o kilka tonów. Wzięła głębszy oddech.- Nie jestem na ciebie zła... nie mam o co. Bo nic się nie stało... Nadal jesteś moim Chrisem.- dotknęła jego ramienia przez co spojrzał na nią.
- Odpowiedz mi... ty mnie kochasz?- zapytała łapiąc oddech, z trudem przeszło jej to pytanie przez gardło. Pierwszym momencie Woody był zaszokowany po czym zrozumiał o co jej chodzi.
- Nie, nie kocham cię... nie chciałem pocałować bo mi rozporek kazał... chciałem abyś się już przestała zadręczać.- wytłumaczył.
- To nie mam o co być zła... - wytłumaczyła i przytuliła go.
              Wrócili do grupy. Tam chłopacy już ucztowali. Wszyscy pili piwo prócz Dana. Przed nim stała butelka z wodą wraz z kurczakiem. Usiadła obok niego, bo tam akurat było miejsce i nim zdążyła coś powiedzieć zamówił dla niej sok i frytki.
- Ale ty o mnie dbasz!- zacmokała śmiejąc się. Dan jednak był zbyt pochłonięty pałaszowaniem tego co miał na talerzyku.
- No to co chłopaki? Jak zwykle jakiś mały występ? - klasnął w dłonie barman. Każdy popatrzył po sobie.
- Ej ale ja na występy jestem za mało pijany...- westchnął Kyle patrząc na swój pusty kufel. Blue zaśmiała się widząc pianę po piwie na jego wąsach. Jak dziecko.
- Znowu zaczniesz nabijać zły rytm. - westchnął Dan z uśmiechem.
- Ok... - westchnął Chris dopijając piwo.- Perkusista gotowy! Co lecimy?- zapytał wstając z krzesełka i zaczynając klepać swe uda jakby miał zamiast nich werble.
- Oblivion?- zaproponował Will.
- Co takie smętny? Hmm Bad Blood? Flaws?- rzucił Kyle. Dan jednak odłożył wodę, którą właśnie pił i stanął obok Chrisa.
- Chodźcie... Will zaczynasz.- pstryknął na przyjaciela i cała grupka jak jeden mąż ruszyła na niewielkie podwyższenie. Blue uśmiechnęła się jedząc frytki i przyglądając się jednocześnie jak chłopacy przygotowują
- Jesteś pierwszą dziewczyną co tu przyprowadzili.- powiedział nagle mężczyzna za barem. Spojrzała na niego zdziwiona nie rozumiejąc o co chodzi.
- Albo któremuś wpadłaś w oko albo jesteś z rodziny.- stwierdził zabierając kufle chłopaków i znikając gdzieś w głębi baru. 
          Blue nie rozumiała sensu jego słów, więc wolała nawet się tym nie przejmować. Nagle zaczęła płynąć muzyka z elektrycznej gitary Willa. Blue więc przestała jeść i spojrzała na chłopaków. Pierwszy raz mogła ich zobaczyć na żywo. Uśmiechnęła się i odruchowo trzymała za nich kciuki. Co ją zdziwiło Woody nie siedział za perkusją. Wysoki głos Dana rozpłynął się po barze i wszyscy zamilkli. Dziewczyna rozejrzała się po publiczności. Jak rzucony czar. Wróciła wzrokiem Dana i zaczęło się.










Drżała widząc to wszystko. Muzyka, słowa, to co robili. Mocne dźwięki...synchronizacja gitar, Dan który dobijał na perkusji dodatkowe dźwięki. Widziała jak to ich zapełnia, jak są w tym,poza wszystkim. Nawet końcowa solówka Kyle'a dała jej niesamowitych uczuć. Jednak ona osunęła się z krzesełka i wycofała się do drzwi wyjściowych. Dopiero gdy odwróciła się aby ująć klamkę Dan zauważył ją. Od razu po nim Woody. Ona musiała wyjść. Od razu przywitało ją chłodne powietrze wieczoru. Deszczowe chmury sprawiły, że było ciemno na dworze. Nie wiedziała nawet w którą stronę iść. Wtedy zaraz obok niej znalezło się dwóch członków z zespołu.
-Co się stało?- zapytał Woody.
- Specjalnie to zrobiłeś?- obrzuciła dana podchodząc do niego bliżej. Spojrzał na przyjaciela, przeczesując włosy dłonią. Nic jednak nie zapowiadało aby odpowiedział.
- Pogadajcie sobie...- powiedział perkusista i zrobił kwaśną nieco minę zerkając na wyższego od siebie mężczyznę po czym zniknął.
- Dowiem się? To była odpowiedź? Natchnienie? Czy próba... nie wiem już czego!- bezsilnie próbowała jakoś to wszystko uporządkować. Dan spojrzał gdzieś w bok szurając swoim trampkiem w żwirowej ziemi.
- Dobre pytanie...Widzisz...-westchnął po chwili i przeczesał znowu swoje włosy. Chciała mu coś zrobić, zrobić coś w stylu Caroline. Zacisnęła nawet pięści i podeszła do niego bliżej. On jednak zatrzymał ją jednym spojrzeniem. Widziała te zmarszczone brwi i niepewność. Cofnęła się o krok i jęknęła głośniej.
- Kochasie...-  z knajpki wyszedł już nieco wzięty Kyle i spojrzał na dwójkę stając pomiędzy nimi.
- Mieliście się pocałować?- zapytał marszcząc brwi i zmierzając każdą osobę od dołu do góry. Blue nie wytrzymała i zaczęła się śmiać. Był to bezsilny śmiech.
- Idziemy się przejść?- zapytał Dan, a Blum jedynie pokiwała głową. Razem z nimi ruszył Kyle. Zaczął im mówić o przygodach z swej młodości, dzięki czemu mieli dość poro do śmiania się.
- A jak tam Caroline ma?- zapytał już nieco proście idąc. Blue zerknęła na Dana jednak ten wzruszył ramionami.
- A o co dokładnie pytasz?- odbiła piłeczkę w stylu Dana.
- Już nic...- westchnął bezsilny chłopak, że aż pozostała dwójka się zdziwiła.
          Gdy byli już stosunkowo daleko od tej małej uliczki zaczął raptownie padać deszcz. Blue i Dan szybko schowali się pod niewielkim daszkiem pewnej wystawy, jednak Kyle był odporny na wszelkie wołania. Nagle zaczął tańczyć wokół zaświeconej latarni przemakając co do nitki.
- On zawariował...- zaśmiała się Blue.
          To nie uszło uwadze brodacza. Podszedł i wyciągnął ją za rękę. W pierwszym momencie zimny deszcz powodował u niej dreszcze, jednak Kyle zaczął nią obracać zachęcając do tańca. Brunetka zaczęła się śmiać i wtórować swemu towarzyszowi. Dan stał w towarzystwie jakiś nieznanych sobie ludzi pod daszkiem śmiejąc się z nich na głos.
- A teraz jak na filmach!- klasnął Kyle w dłonie i chwycił Blue mocno w swe ramiona przybliżając do siebie jak najbliżej. Ich brązowe oczy nagle się spotkały, a uśmiechy zniknęły. Wszystko zamilkło, nawet śmiech Dana. Wokalista patrzył na to nie wiedząc co się dzieje. Już robił krok do przodu aby ich jakoś rozdzielić, kiedy jego przyjaciel zaczął zabawnie ruszać brwiami, a Blue znowu się śmiała.
- W końcu jak na filmach!- przyznał brodacz prowadząc za rękę Małą do Dana. Ten patrzył na nich i kiwał głową niedowierzając.
- Moglibyście być rodzeństwem.- stwierdził i spojrzał na dziewczynę, a następnie na towarzyszki obok siebie. Tamte wyśmiewały ich Małą po cichu myśląc, że są cicho. Jednak on to słyszał. Skrzywił się nieco i od razu ruszył zabierając stamtąd tą dwójkę.
- A jednak nie jesteś z cukru?- zapytała rozbawiona już Blue, widać nie usłyszała tamtych słów, i dobrze.
- Chcę być taki jak wy.- stwierdził jednak poważnie.
            Wrócili tą samą drogą do baru. Zabrali Willa i Chrisa. Dan pierw odwiózł przyjaciół, a następnie ruszył w stronę mieszkania Caroliny. Blue skuliła się na przednim siedzeniu nadal będąc mokra. Gdy stanęli na czerwonym świetle kierowca spojrzał na nią.
- Masz...- podał jej z tylnego siedzenia swoją szarą bluzę z wilkiem i zaraz po tym rozkręcił ogrzewanie na maksa.
- Abyś nie była chora... Głupi Kyle... Tańca w deszczu mu się zachciało...- westchnął ruszając z jedynki.
- Nie mu, tylko nam...- poprawiła go dziewczyna nadal się uśmiechając, a jego bluzę ujęła jak kocyk. Zamknęła nieco oczy czując w końcu ciepło.
- I lepiej abym ja była chora niżeli któryś z was...ja nie zarabiam na życie głosem.- stwierdziła ciszej. Dan uśmiechnął się słysząc, że jej oddech staje się miarowy. Długi dzień to był dla całej piątki.


Miał być szybciej odcinek ale...
złapał mnie koncert Bastille na żywo  <3
Oh... musiałam :D
Jak reakcje? co sądzicie?
Zapraszam do komentowania!

środa, 13 sierpnia 2014

Pomóżmy, bądźmy aniołami...

Hej wam.
Nie będę długo pisać, sprawa nie dotyczy mego opowiadania, jednak proszę was o pomoc.
Krótka wiadomość.
Proszę was abyście kliknęli w Ten Link  i obejrzeli filmik, dla nas to niewiele, jednak dochody z wyemitowanych reklam zostaną przekazane do fundacji AKOGO?  
Liczy się każde wyświetlenie.
Dajmy tym ludziom kapkę słońca i nadzieję. 
Pomóżmy tak po prostu, po ludzku, bezinteresownie.
Bądźmy cichymi aniołami :)
Dzięki.
Wasza Tumburulka.

Opowiadanie "Koralik" rozdział 13.

                                                               13.


- Na pewno Caro!- westchnęła po raz tysięczny Blue, siedząc na jej łóżku. Patrzyła jak przyjaciółka przymierza żakiety zastanawiając się w którym pójść na rodzinny obiad. Rudowłosa poprawiła swe okulary i wzięła na kolana kota siadając obok Blum.
– Jesteś moim gościem, a ja znikam na pół dnia... może zadzwonię do mamy i powiem, że mnie boli brzuch?- zapytała kładąc głowę na ramieniu towarzyszki.
- Chcesz kłamać? Wiesz, że ona od razu się zorientuje o co chodzi.- wolała się nie naprzykrzać się matce swej przyjaciółki.- Poza tym nie przejmuj się... pójdę na jakiś spacer, nie będę siedzieć w domu... obiecuję.- przyrzekła.
Niestety bolał ją fakt, że obiecała zachować tajemnicę pewnego spotkania.
- Oj Blue...- westchnęła nadal się wahając.
- Oj Caroline...- udała głos rudowłosej aby ją rozśmieszyć.
- Ok, rozumiem... marudzę. Już zbieram swoje cztery litery i wychodzę.- zaśmiała się wstając i kiwając brązowookiej na pożegnanie.
          Nie czekając dłużej Blue pobiegła do swego pokoju i zaczęła szukać dla siebie ubrania. Nic wyszukanego... Zwykła para czarnych rurek i biała tunika z długim rękawem. Niestety Londyn opuściły wszystkie oznaki istnienia słońca. Zamknęła za sobą drzwi po czym ubrała na siebie czarną kurtkę przeciwdeszczową i kalosze. Najlepsze rozwiązanie jeśli chodzi o taką pogodę. Szła ulicami miasta wdychając głęboko powietrze, szła powoli zauważając więcej szczegółów niżeli tłum biegnący w dal. Nie znała Londynu zbyt dobrze, na szczęście jej towarzysz miał inny pomysł. Miała jedynie wyjść z domu i iść w nieznane. Nagle zadzwonił jej telefon.
 - Włącz w swoim telefonie GPS.- poprosił męski głos po czym się rozłączył. Miał zamiar ją śledzić? Nic innego jej nie pozostało jak być posłuszną. Zrobiła o co prosił i dalej szła, uśmiechając się nieco.
Nie wiedział ile czasu mu zostało. Z każdą chwilą oddalała się. Skubana, robiła to specjalnie?Jego szalony pomył był dziwny. Jakby tylko czekał na odwołanie tego koncertu.
- Proszę tu skręcić.- powiedział do kierowcy, po chwili zauważył dziewczynę. Uśmiechnął się naciągając kapoce od bluzy na głowę. Jego włosy i tak już wyglądały jak mop więc trudno. Zapłacił taksówkarzowi i wyszedł prosto na deszcz. Blue widząc go uśmiechnęła się szeroko.
- Cześć – zawołał do niej i podszedł by przytulić ją na przywitanie. Była taka malutka nawet w stosunku do niego.
- Specjalnie ściągnąłeś taką pogodę?- zapytała niby poważnie, unosząc brew do góry jednak zbyt dobrze wiedział, że się z nim droczy.
- Specjalnie aby cię wyrwać... z domu.- dodał szybko ostatnie słowo. Blue jednak się zaśmiała. Jak dobrze było widzieć ją uśmiechniętą. Wtedy przy tym nieszczęsnym ognisku, serce mu się krajało. A nie powinno.
- Bo jeszcze wyrwiesz me serce.- zawtórowała mu obracając wszystko w żarty. Lepiej wszystko obrócić w śmiech niż w łzy, zasada ich znajomości.
- Chodź... nie będziemy stać na deszczu.- zaproponował i nadstawił swe ramie w mokrej szarej bluzie, zapraszając ją jak w starych filmach do ułożenia dłoni.
To było słodkie. 
Ruszyli więc w ten sposób w bliżej nieznanym kierunku dla Blue. Weszli do jakiejś niewielkiej knajpki gdzie niemal świeciło pustkami. Było tam zaledwie kilka małych, okrągłych stoliczków oraz wraz z pierwszym wdechem czuło się zapach słodkich ciasteczek. Ciepło tego pomieszczenia aż piekło w lekko zmarznięte policzki dziewczyny. Usiedli blisko okna, taki zwyczaj chłopaka, zawsze lubił wszystko widzieć.
- I jak mijał ci czas?- zapytał nagle, a Blue aż się zaśmiała. Miała świetny humor.
- Dobrze... mieszkanie z Caroline jest samą przyjemnością. Jak wakacje u dziadków.- stwierdziła z uśmiechem. Wtedy przyszła kelnerka po zamówienie. Oboje zamówili sobie czekoladowe shake i do tego po kawałku sernika z bitą śmietaną.
- Przytyjemy...- westchnęła Blue widząc ową słodycz na swym talerzu.
-Mam nadzieję, że znowu nie pójdzie mi w cycki.- westchnął udając rozpacz po czym uśmiechnął się do towarzyszki.
 - No ale... w takim razie, jesteś już laską... no wiesz... stanik, twój sposób spostrzegania dziewczyn.- wytknęła na niego język, a Woody jeszcze szerzej się uśmiechnął. Zaczęli jeść swe przekąski dzięki czemu wyschnęli, a pogoda za oknem się rozjaśniła.
            Ich popołudnie mijało bardzo spokojnie i powoli. Nadrabiali te dwa lata rozmawiając o ty wszystkim co dawniej, była między nimi ta luźna atmosfera, syntetyczna chemia. Woody jakby wiedział, że nie ma porószać tematu dotyczącego tamtego wydarzenia, milczał, dzięki czemu dziewczyna coraz szerzej rozciągała swe skrzydła. Wygłupiali się, ba nawet poszli do niewielkiego parku rozrywki dla dzieci gdzie Chris swym celnym okiem wygrał dla niej pluszaka, małego włochatego leniwca. Szli długą alejką gdy Woody zauważył coś na nadgarstku dziewczyny.
-Blue... czekaj.- poprosił i chwycił ją w swoją rękę. Brunetka na początku nie wiedziała o co mu chodzi. Dopiero gdy podniósł wyżej jej dłoń, na wysokość ich oczu zrozumiała to zbyt mocno. Co dziennie na swym nadgarstku nosiła długi rzemyk, na którym był zawieszony mały, plastikowy, różowy koralik. Blue chciała się cofnąć jednak on nie puszczał. Nie wiedział jeszcze, że może się wkopać i wszystko zepsuć.
- Znam go...- powiedział ciszej obracając na rzemieniu tą małą rzecz. Zacisnęła usta spuszczając wzrok.
- To koralik Klaudii...- odpowiedziała patrząc na swoje kalosze. Ból wypowiadanego tego imienia przeszył i jego. Cały dobry humor uszedł, cała fantastyczna atmosfera, całe szczęście chwili. Opuścił jej dłoń splatając palce z nią. Odruchowo.
- Skąd go masz?- zapytał marszcząc brwi widząc jak ona się znowu zamyka. Nie mógł jej na to pozwolić. Albo będzie w jej świecie albo znowu stracą kontakt. Nie było to oskarżenie, raczej ciekawość.
- Przed tym wszystkim... powiedziała że daje z swej bransoletki każdemu z przyjaciół, bo są jej aniołami. - jej głos był niesłyszalny. Woody nie miał serca jej torturować. Przyciągnął ją do siebie i przytulił. Zamknęła oczy czując jego ciało, objęła go ramionami. Jego ramię było teraz na wagę złota.
- Oni są teraz naszymi aniołami.- szepnął cicho gładząc jej plecy. Kiedy chciała się wyrwać z jego objęć aby mu zaprzeczyć, mocniej zacisnął dłonie. Nie mogła uciec. Nie przejmował się tym jak mijający ich ludzie patrzyli na nich, nie musiał się martwić też o jakieś wycieki do internetu z zdjęciami. Kto się przejmował perkusistą? Nikt. Był sobą, i chciał być dla niej oparciem.
- Dlaczego to wtedy musiałam być ja?- zapytała nadal się szarpiąc ale mniej. On znów zacisnął usta. Nie umiałby spojrzeć jej teraz w twarz. Bolały go te słowa, to że przez niego znosi to wszystko. Poczucie winy było zbyt silne. Chciał jej to wszystko wynagrodzić, zamazać, sprawić aby tamta, jego jedna decyzja nie wpłynęła tak na jej życie.
- Pamiętaj... właśnie gdyby nie ty... ja też bym..- westchnął bezsilny. 
            Nie był najlepszy w takich momentach. Chyba jak większość facetów. Zbyt wiele emocji i myśli. Jedyne co umiał robić pocieszając przyjaciół, to przytulenie i mówienie, że wszystko będzie dobrze, jednak ona i tak w to nie wierzyła. Dlaczego? Według niej jeśli miało stać się dobrze, to by się stało w ciągu tych dwóch lat. Jednak nawet się to wszystko nie ruszyło. Wolał jej dodatkowo nie denerwować.
            Ona to wszystko widziała w innym świetle. Umarło sześć osób, a ona temu nie zapobiegła, ba nie uratowała ich. Ten temat by mógł wzbudzić wiele kłótni i nieporozumień między tą dwójką, był tematem tabu, tematem który pobudzał wspomnienia. Zły temat na takie popołudnie.
- Wrócę już do mieszkania...Caroline na pewno już wróciła.- wyszeptała nadal w jego ramionach. On jedynie westchnął niemal puszczając jej ciało, jednak kiedy spojrzał w te jej brązowe oczy poczuł. Nie, nie można było to nazwać uczuciem, była to potrzeba i swego rodzaju instynkt w tym co chciał zrobić. Położył dłoń na jej policzku. Było można wyczuć różnicę temperatur między ich ciałami. Zacisnął nieco usta, spoglądając na jej wargi. Jeden krok, jeden oddech, jeden ruch... tyle ich dzieliło.
Blue zamarła
Woody zrobił krok ku niej.


Pogoda wypiła ze mnie wenę...
Stąd taka długość.
Jednak też  jest w tym podstęp.
Muszę dbać o wasze serduszka... tyle emocji, tyle informacji :D
Zapraszam do komentowania :)

wtorek, 12 sierpnia 2014

Opowiadanie "Koralik" rozdział 12.

                                                                     12.



             Spała dość długo. Carola nie zamierzała jej przeszkadzać, sądząc raczej, że sama się obudzi słysząc ryk jej starej maszyny do szycia. A jednak nie. Minęła dwunasta, a Mała nadal nie wychodziła z gościnnego pokoju. Przechyliła na bok głowę i odrzuciła na stół prawie uszyta sukienkę. Pora obudzić śpiącą królewnę. Poprawiając swe duże okulary otworzyła drzwi i z całym impetem wpadła do łóżka gdzie smacznie spała Blum.
- Wstawaj śpiochu!- zaczęła szczypać przyjaciółkę po rękach i szyi.
- Caro znęcasz się nade mną... - jęknęła narzucając na głowę poduszkę.
- Czyżby? To co robiłaś w nocy, że nie spałaś?- zapytała unosząc się na łokciach.
- Nie mogłam spać a później rozmawiałam przez skype z Danem...-powiedziała całkowicie szczerze zaspana dziewczyna.
               Dopiero wtedy chyba oprzytomniała. Caroline mogła zauważyć jak dziewczyna na moment wstrzymuje oddech. Na ustach przyjaciółki pojawił się uśmiech z wielką chęcią wypytania o wszystko Blue, ale nim zdołała otworzyć usta do mieszkania weszła Monica. Młodsza siostra Caroline. Była specyficzna, może to było powodem dlaczego sama Caro nie chciała jej mówić o wydarzeniu z przeszłości Blue. Jednak ta blondynka była bardzo przebiegła, zawsze chciała być dla swej siostry na pierwszym miejscu przez co podsłuchiwała rozmowy przyjaciółek.
              Wchodząc do gościnnego pokoju głośno westchnęła wywracając oczami.
- A ta nadal śpi?- rzuciła niechętnie opierając się o futrynę. Miała zaledwie siedemnaście lat, twarz aniołka ale drugie dno w sobie.
- Monica!- warknęła na nią ruda jednak Blue od razu usiadła prosto zerkając nieco na przyjaciółkę. Oby ta nic jej nie powiedziała o Danie.
- Mama kazała mi cię zaprosić na jutrzejszy obiad... ale chyba nie pamięta o niej.- kiwnęła na brunetkę.
          Rodzice dziewczyn byli tymi z wyższych sfer. Kiedy Blue trafiła do ośrodka w Francji, Carol chciała jej pomóc. Rodzice mieli wiele znajomości, jak i pieniędzy, jednak dowiadując się o całym wydarzeniu niemal zakazali córce zadawać się z panną Grace. Dlatego teraz dziewczyna czuła, że pani Saade nie zapomniała o niej, to było celowe zagranie. Nie podobało się im, że pomieszkuje u ich córki w wynajmowanym przez nich mieszkaniu. Monica odwróciła się i dreptała do pokoju siostry kiedy nagle wybuchła histerycznym piskiem. Obie zerwały się na równe nogi i pobiegły zobaczyć co się stało. Oczywiście zaspana Blue prawie się obaliła na pierwszym zakręcie, ale dała radę się pozbierać. Wbiegając do pokoju Carol zobaczyły blondynkę trzymającą w dłoni wydrukowane zdjęcie rudowłosej, siedzącej na kolanach Kyle.
- Kurna...- syknęła pod nosem najstarsza z dziewczyn. Blue nie wierzyła, że przyjaciółka wydrukowała to zdjęcie. Musiała je doszczętnie chować nawet przed nią, a co dopiero przed tą nagminną fanką Bastille. Blue aż cofnęła się o krok... jak mogły to wytłumaczyć? Nie mogły.
- Skąd ty to masz!- nagle podeszła bliżej siostry tykając ją palcem w pierś. Caroline była z tych spokojnych i opanowanych, jednak nie spodobało jej się zachowanie dziewczyny. Blue jednak nie chciała rozlewu krwi i chwyciła przyjaciółkę za rękę. Tą którą zazwyczaj „rozwiązuje problemy”.
-Widzisz Monia... Woody okazał się moim znajomym... przyjacielem mego brata. i...- nie zdążyła Blum nic więcej powiedzieć bo blondynka zaczęła znowu piszczeć. Dziwne zachowanie. Rudowłosa miała nawet odruch aby pacnąć siostrę ale przyjaciółka ją powstrzymała.
- Musisz załatwić mi randkę z Danem! Muszę się z nim spotkać... Boże... co ja ubiorę.- zaczęła, zaczynając chodzić po pokoju. Caro w razie czego zabrała od niej swe zdjęcie z Kyle i przydusiła do swego ciała. Blue jednak nie mogła się ruszyć. Jaka randka z Danem? On by ją zabił jeśli by go umówiła z kimś pokroju Monicy. Wiedziała, że to marzenie tej dziewczyny, fanki nad fankami ale... Zacisnęła usta robiąc krok na przód w piżamie w różowe króliczki.
- Monica... nie mogę cię z nim umówić...ani z innym z Bastille... nie tak nagle. Mogę się zapytać ale... oni szczelnie pilnują swej prywatności. Owszem widzą fanów i ich szanują ale... nie mogą spoufalać się z wszystkimi, być pod linijkę.- wyjaśniła bardzo powoli patrząc jak twarz dziewczyny zmienia się diametralnie. W niebieskich oczach pojawiły się łzy. Jej siostra głośno westchnęła, jednak Blue nie była odporna na takie zagrania. Jej serce zmiękło, chyba była zbyt dobra. Podeszła do dziewczyny, wyższej od siebie o głowę i ją przytuliła.
- Postaram się... zrobię co będę mogła.- powiedziała miękko, a na twarzy blondynki pojawił się uśmiech. Łzy zniknęły jak za dotknięciem różdżki. Odsunęła od siebie brunetkę i podeszła do kąta gdzie rzuciła swoją torbę.
- To trzymam cię za słowo... ja lecę... pa.- rzuciła przez ramię i wyszła z mieszkania. Blue aż zdębiała. Nie wiedziała co ma zrobić. Stała z uchylonymi ustami z spojrzała na przyjaciółkę.
- Bardzo jestem ciekawa z kim ją umówisz... Kyle odpada, Dan też, Will wiadomo....- mówiła wyliczając mając z tego niezłą zabawę.
- Nie... Woody? Nie...go nie.- szepnęła marszcząc brwi. Caroline zaśmiała się podchodząc do przyjaciółki i pogłaskała ją po głowie.
- Dasz radę.- westchnęła po czym obie ruszyły zrobić jakieś śniadanio-obiad.
           Jednak dzień był długi, stosunkowo za długi aby nic nie robić. Znowu położyła się na chwilę, całkowicie zmęczona i skołowana. Co dopiero miał powiedzieć Dan który za kilka godzin miał mieć koncert. Aż pożałowała, że nie ma jego numeru telefonu, może by go jakoś wsparła albo chociaż zapytała jak się czuje.
          Westchnęła musząc przeturlać się na plecy patrząc na sufit. Musiała coś zrobić. Chwyciła za swój telefon i wybrała jeden numer. Miała go pierwszy na liście ponieważ ostatnio często dzwonił. Spojrzała na zegarek słysząc kolejny sygnał. Czyżby już mieli zaczynać? Chciała się rozłączyć gdy usłyszała głośne krzyki.
- Blublusia!!- usłyszała głos mężczyzny i bezradnie na jej twarzy pojawił się wielki uśmiech. Zamknęła oczy czując ulgę.
- Hej kosmaczu... Czemu odbierasz telefon Chrisa?- zapytała, a te jedynie się zaśmiał niczym małe dziecko i niemal wyobraziła sobie, że ten poprawia swoje wąsy. Uśmiechnęła się znów. Ten mężczyzna wywoływał u niej naprawdę pozytywne emocje.
- Bawi się swoimi pałkami... jak zwykle... jego fetysz...- stwierdził nadal się śmiejąc. Kyle i jego skojarzenia. Wywróciła oczami.
- Macie próbę...- domyśliła się.
- Mniejsza... gdzie ty w ogóle jesteś? -zapytał ciekawy odchodząc gdzieś na bok. Po chwili wszystko ucichło, dźwięki muzyki i krzyki.
- Ej oddawaj mój telefon!- usłyszała Chrisa i się zaśmiała.
- Gdyby chciała z tobą rozmawiać by mi powiedziała.A nie zapytała.- usłyszała brodacza. Nagle usłyszała jakieś przepychanki. No ładnie. Po tym telefon chyba upadł bo  nastąpił huk i głośne wulgaryzmy obydwóch. Blue aż musiała odsunąć od ucha swój telefon.
- Blue?- usłyszała głos poza tą kłótnią.
-Dan...-ucieszyła się słysząc go, jednak zbyt dobrze zauważyła jego zmęczony głos.- Dlaczego się nie przespałeś?- zapytała niczym matka a ten nieco się zaśmiał.
- Oddam telefon właścicielowi...- odpowiedział zmieszany i usłyszała syknięcie Kyle'a który odszedł od grupki, chyba zły, że nie może sobie z nią porozmawiać. Słyszała natomiast też różnicę w stylu mowy Dana. Chyba zauważyła w czym tkwi szczegół. W nocy byli sami, poza wszystkimi, ciemność dodatkowo dodawała im obojgu odwagi. Szkoda, że to już nie wróci. Polubiła rozmownego Dana.
- Coś się stało?- zapytał od razu Woody nieco przestraszony z trudnością łapiąc oddech. Chyba Kyle dał mu w kość.
- Nie... raczej stwierdziłam, że czas się do was odezwać.- uśmiechnęła się jednak czuła wstyd, że się tak ukrywała. Tak jak po powrocie z zamkniętego ośrodka.
- Ahaaa... i jak się czujesz? Wszystko już dobrze?- zapytał odchodząc dalej od powrotnych krzyków i muzyki.
- Nie romansuj tak! Wracaj do pracy!- zaczął wołać Kyle na co dziewczyna jak i jej rozmówca się zaśmiali.Naprawdę najmłodszy z grupy zachowywał się jak nastolatek.
- Tak... dzięki... przepraszam że się nie odzywałam...- powiedziała ciszej. Mogła niemal wyczuć jak Woody się uśmiecha. Tak dobrze go znała, ostatnio się zbliżyli do siebie, aż zatęskniła.
- Gdzie teraz jesteś? - zapytał zaciekawiony.
- Mieszkam w Londynie...- nie wiedziała czy przyjaciółka chce, aby Kyle się dowiedział gdzie mieszka, więc wolała poczekać.
- Ooo... jutro wracamy do kraju z Rumuni i pojutrze mamy wolne kilka dni...co ty na jakiś wypad? - zaproponował. Na chwile się zmieszała bo zabrzmiało to dwuznacznie, Woody chyba też to wyczuł.
- Weźmiemy Kyle'a i Dana... Znam fajny bar, nie będzie tam żadnych natarczywych fanek... 
- Woody... wiesz że ja... nie lubię już takich miejsc...- zmieszała się siadając na łóżku.
- Ej, ej... spokojnie... tylko bar, żaden koncert z tłumem. Nic się nie stanie.- obiecał jej przyjaciel. - Poza tym jesteś mi coś winna po takim zniknięciu. No i kto by się nie chciał bujać po mieście z Bastille?- zaszantażował ją.
- Czy was grupowo jako zespół uczyli szantażu?- zapytała i za późno ugryzła się w język.
- Grupowo?- powtórzył zdziwiony.
- Wiesz dobra... umówmy się na pojutrze...- szybko dodała.- To powodzenia w Rumuni.- pożegnała się i zakończyła rozmowę. Jejku może zejść z nimi na zawał. Jednak zaśmiała się cicho leżąc na łóżku. Czyżby miała znowu dobrą paczkę znajomych? Kto wie.
              Dzień zleciał powoli. Popołudnie była maskotką przyjaciółki a zarazem wieszakiem. Sprawdzała jak leżą sukienki na innych wymiarach niżeli jej. Były śliczne. Wieczorem zasnęła twardo zmęczona. Nigdy więcej zarywania nocek! Gdy nadszedł ranek weszła na laptopa odpalając Fb. Pokusiło ją aby zobaczyć fanpage Bastille, i oto zalała ją wiadomość. Odwołany koncert i zdjęcie chłopaków przy busie. Było jej ich żal. Wtedy zawibrował jej telefon. Sms.
„Nie wiem czy wiesz... 
Odwołali nam koncert... 
może spotkanie dziś?
 Jednak nie mów nikomu...
Ps. Udało mi się :P”
Na jej ustach pojawił się wielki uśmiech. A to cwaniak. 


Zapraszam do komentowania :)
12 rozdział, jejuś jak to leci.
Zauważyłam, że wam tu jejusiuję :D
Mam nadzieję że się podoba...

Welcome!

Hej wszystkim.
Nie, to nie kolejny rozdział, on zapewne pojawi się wieczorem przez nawał moich obowiązków ( :C ). Jednak dlaczego piszę? Widzicie... od początku mej Tumburulki, zauważyłam pewną zależność, mianowicie mój blog odwiedzają też osoby z zagranicy. Najczęściej z Stanów Zjednoczonych, Niemiec i Wielkiej Brytanii. Zapewne to dlatego, że dodaję na mój Tumblr wiadomości związane z blogiem. Związku z tym jeśli są to anglojęzyczne itp, to niewiele zrozumieją. Przykre lecz prawdziwe. Chciałabym specjalnie dla nich poświęcić tą chwilkę. Przywitać moim krzywym angielskim i podziękować./serio krzywym :C /

Hello girls and boys!
My name is Kamila and this is my blog - Tumburulka. Welcome! 
Unfortunately, the blog is conducted in Polish. It is related with the band Bastille,but it isn't maudlin story of a great love. Blue is the main character of the story. She had a troubled past, but it still haunts her.If you want to learn more about it, I invite you to talk on skype. My skype: kameliakia1 
Are you here? Write a comment, please.:)
I'm at your service
Your Tumbulurka. 


/ Jeśli ktoś z moich tumburulków zauważył błąd w tym co napisałam, mówicie :D mój angielski jest naprawdę kiepski. Dzięki!/


1200 WYŚWIETLEŃ  *_*

poniedziałek, 11 sierpnia 2014

Opowiadanie "Koralik" rozdział 11.

                                                                     11.

           Było tak bardzo ciemno w pokoju, że milszym miejscem dla niej wydawało się miasto za oknem, które swym życiem oświetlało nieliczne ulice. Wtedy jej komputer wydał cichy dźwięk tak bardzo znany. Ostatnio niemal codziennie słyszała owy dźwięk. Na niektóre nie odpowiadała, jednak kiedy dzwoniła przyjaciółka musiała odebrać. Była pod nadzorowanym. Teraz i tak czuła się za bardzo samotna aby odrzucić kogokolwiek. Zdziwiła się pomimo wszystko widząc login osoby. Dźwięk kliknięcia zielonej słuchawki wydał się dla niej zbyt głośny. Skrzywiła się, choć dobrze wiedziała, że nikt jej nie usłyszy. Siedziała jednak cicho, w oświetlonym jedynie przez ekran łóżku.
          Osoba po drugiej stronie milczała przyglądając się jej,widocznie zdziwiona, że ona odebrała.
-Hej...- powiedział niskim głosem mężczyzna po czym się zaśmiał w ten swój specyficzny sposób. Zawsze się tak śmiał kiedy nie wiedział jak zareagować. Dziewczyna uśmiechnęła się pomimo wszystko. 
-Nie spodziewałam się ciebie... -przyznała szczerze, nieco cicho. 
-Ja też... ciebie... -zaczął i poprawił swoją grzywę, która już nie była postawiona na baczność. Chyba dopiero co wyszedł z kąpieli. Ciemne włosy świeciły w równie niewielkim świetle co w pokoju dziewczyny. 
-Kogo się więc spodziewałeś dzwoniąc do mnie?- zapytała marszcząc brwi nieco. Uśmiech jednak pojawił się na jej ustach, a brew powędrowała do góry. 
-Oj... sama wiesz, że nas odrzucałaś. Chłopacy robili zmiany przy laptopie... Wątpiłem więc, że odbierzesz. Właśnie zaraz zawołam Chrisa.-zaczął niemal wstawać. 
-Nie! Dan nie... właśnie dlatego odebrałam. Nie mogę z nimi rozmawiać bo... ty też uciekłeś wtedy i wątpię, że pozwoliłbyś Chrisowi zawołać mnie. Chciałeś tylko pewnie z nimi się skontaktować i aby nic nikt nie wiedział. Ja też tak mam. Mam swoją tajemnicę przez, którą tu jestem. Nie chcę mówić... a jeśli Woody albo Kyle się zjawią, będę musiała o tym rozmawiać.- wytłumaczyła. Wierzyła, że on jako jedyny zrozumie. I tak się stało. Zauważyła w jego oczach pewien błysk i jedynie pokiwał głową. Odetchnęła z ulgą kiedy zobaczyła, że opiera się o ścianę. 
-Gdzie zniknęłaś?- zapytał zmieniając temat.
           Jednak czy ona chciała aby ktokolwiek prócz rodziny wiedział gdzie jest? Spojrzała za okno. Wzięła laptopa w ręce i wstała z nim idąc do okna. Mina chłopaka była niepewna, bo nie bardzo rozumiał co ona chce zrobić. Jednak gdy ta otwarła okno, a laptopa położyła na parapecie i skierowanego ku zegarowi uśmiech zagościł na jego ustach. 
-Jesteś w Londynie... u Carol?- zapytał, a Blue wyszła na mały lekko spadzisty dach kamienicy. Wzięła na swe kolana laptop, siadając na dachówce. Wiatr delikatnie dawał chłodną temperaturę. Idealną jak na początek sierpnia. 
-Tak... Brat stwierdził, że to najlepsze miejsce dla mnie. Może przeprowadzę się tu na studia... zaczęłam je jedne korespondencyjnie, choć miałam zloty co kilka miesięcy... kto wie.- wzruszyła ramionami patrząc na miasto przed sobą. Dan przyglądał jej się chwile milcząc po czym westchnął. 
-Nie możemy rozmawiać o tym dlaczego tam jesteś, ani dlaczego nie mam mówić chłopakom o tobie... chcę coś za to.- stwierdził, nieco ją szantażując z lekkim uśmieszkiem. Blue spojrzała na niego zdziwiona. 
-Nie spodziewałabym się tego po tobie! Jesteś okropny!- wytknęła na niego język ale się zaśmiała. Na ustach Dana pojawił się większy uśmiech. - No dobra czego chcesz? Ale... nie powiem co mam na sobie!- stwierdziła, oczywiście wiedząc, że chłopak nie z tych. Smith jednak się nieco zmieszał słysząc jej słowa i spojrzał gdzieś w bok próbując się nie uśmiechać. Nie wychodziło mu. Blue jakoś umiała sprawić, że się relaksował. Trochę było mu żal, że wtedy zniknął, głupio się czuł bo to w nie jego zachowaniu zwłaszcza widząc co się działo gdy widziała ogień. Wydawała mu się zbyt delikatna na dzisiejszy świat. Jednak rozumiał teraz zbyt dobrze potrzebę Kyle'a i Chrisa aby rozłożyć nad nią dozę opieki. Choć sam trzymał się na dystans musiał przyznać, że ją polubił.Jednak wtedy wzywała go rodzinna sprawa.Coś o wyższym znaczeniu.
-Chcę abyś opowiedziała mi coś o swym dzieciństwie.- powiedział nieco poważnie. Brunetka uniosła znowu zdziwiona brwi. Naprawdę ją zaskakiwał. 
-Jak to ma być, że ty możesz zadawać mi takie pytania, a ja tobie nie?- zapytała niepewnie.
 Wiedziała, że to dla niego drażliwy temat. Opuścił głowę i spojrzał na nią z uwagą spod swych długich rzęs. 
-Ej... to na mnie nie działa!- próbowała się bronić przed jego proszącym spojrzeniem, jednak te niebieskie oczy były z sugestywne. Jęknęła głośno odchylając głowę do tyłu, a Dan zaczął się śmiać. 
-Jak ciebie dziewczyny znoszą... gdyby wiedziały jaki jesteś, nie miałbyś fanek.- powiedziała spoglądając na ekran przy okazji mrużąc na niego oczy. Jednak go w ogóle nie przestraszyła i śmiał się głośniej. Nie mogła to zignorować i sama się uśmiechnęła. 
-Być może chociaż...Wątpię...- stwierdził przegryzając dolną wargę w ogóle nie planując tego. 
-No dobra... więc... co mam tobie powiedzieć? Byłam dość normalnym dzieckiem. Wszędzie było mnie pełno, wiecznie się śmiałam. Gdy miałam te kilka latek, mama gdy mnie kąpała,zawsze uważała, że wytrze mi ręcznikiem zęby jeśli nie przestanę się śmiać.- uśmiechnęła się do swych wspomnień. Dan zrobił to samo widząc jej łagodną twarz, spokojną, pozbawioną tych smutnych emocji jakie ostatnio widział na jej twarzy.
-Miałam tendencje do chowania się... wszędzie. Najgorsze było, że żadne nawoływanie nie dawało skutku. Siedziałam cicho bez zamiaru wyjścia. Raz zostałam sama z dziadkiem, który nie wiedział, że tak się zachowuję. Miałam wtedy dwa może trzy latka. Rodzice wzięli Davida, a biedny dziadek został z łobuzem. Po chwili zrobiło się cicho... dziecka nie ma. Zaczął mnie szukać wszędzie, nawet w piwnicy i w ogrodzie... wołać mnie... nic... nigdzie nie było Blue. Już prawie z zawałem serca wszedł do kuchni i zobaczył jedynie małe wystające buty z zamkniętej szafki kuchennej gdzie mama trzymała garnki. Biedak...- powiedziała z wielkim uśmiechem choć było jej nadal wstyd. 
-Jakim ty byłaś nieznośnym dzieckiem!- stwierdził Dan zatykając usta dłonią aby nie wybuchnąć śmiechem. 
-Wcale nie! Byłam ciekawa świata. Pamiętam jak David miał pierwszy żel do włosów, ale miał nudny kolor, przezroczysty...! Miałam może pięć lat... wzięłam więc mamy czerwoną pomadkę i zaczęłam nią merdać żel... od razu zrobił się sympatycznie różowy.- mówiła dalej już śmiejąc się do łez.- Albo chciałam zrobić pianę, no to wlałam pół szamponu do ubikacji... tak się ładnie to wszystko kręciło i pieniło... 
-Mamulu...boję się ciebie... a taka niepozorna jesteś. Znalazłabyś wspólny język z Kyle.- zaśmiał się. Blue zarumieniła się i wywróciła oczami. 
-To, że mnie porównałeś do niego aż ostro zabolało...- westchnęła niby z bólem ocierając łzy jednak te stworzone przez śmiech. Oboje chwilę znowu śmiali się aż brzuchy ich zabolały łapiąc oddech dziewczyna patrzyła na Londyn. Był piękny zwłaszcza z takiej wysokości..
         Nagle usłyszała głos brodacza, który pojawił się prawdopodobnie w pokoju Dana. Ten od razu zamknął laptop, na tyle aby nit nie widział, że rozmawia z nią. Blue spojrzała na ekran i zmarszczyła brwi słysząc rozmowę.
- Z kim tak się śmiejesz?- zapytał, Blum słyszała zbyt dokładnie paczkę cipsów, uśmiechnęła się wyobrażając sobie Kyle w całym obrazie z resztkami tych przekąsek na brodzie.
- Wydawało ci się... pewnie to Will rozmawia z narzeczoną.- wymyślił Dan. Serce dziewczynie zabiło szybciej wdzięczna mu, że ją kryje.
- Willa nie ma... kłamco!- rzucił w Dana czymś bo słyszała ciche syknięcie swego rozmówcy. Blue już miała ochotę rzucić laptopem poza daszek aby Kyle nie zobaczył ją. Zasłoniła jedynie dla pewności kamerkę.
- Czekaj... czekaj... Siedzisz tu po ciemku, śmiejesz się, kłamiesz... To Blue!!- krzyknął chłopak a Blue aż zbladła.
- Kyle! - warknął Smith aż sama dziewczyna się zdziwiła. - Nie twoja sprawa... i nie mów teraz o Blue... zwłaszcza gdy...- chyba wykonał jakiś ruch, a Kyle nagle zamilkł i chyba się nawet cofnął.
- Eeeem... mogłeś mówić, że z jakąś laską gadasz...- syknął niby cicho ale Blue i tak usłyszała. Musiała zacisnąć usta aby nie zaśmiać się. - Emmm... Czy twoja kuzynka, Blue, Danie się do ciebie odzywała?- powiedział bardzo głośno. Biedny chyba chciał aby jego przyjaciel nie miał problemów w razie jakiejś zazdrosnej koleżanki. Dan jedynie głośno westchnął.
- Wyjdź... po prostu wyjdź.- poprosił. Zaraz Blue mogła usłyszeć dźwięk zamykanych drzwi. Muzyk otworzył laptopa i przeczesał swe mokre włosy palcami.
- Dzięki.- powiedziała Blum walcząc z śmiechem. Chłopak wywrócił oczami i sam się zaśmiał.
         Dalej ich rozmowa jakoś sama się rozwinęła i nim się obejrzała zaczęło świtać na niebie.
- Dan...zwariowaliśmy. Już świta...- stwierdziła patrząc na jasne niebo. Dan przetarł nieco zmęczone oczy i się uśmiechnął.
- Idź spać... My będziemy mieć dość sporo pracy w studiu, a jutro lecimy do Rumuni. Dziś już nie mam sensu się kłaść.- ziewnął. Aż jej się żal go zrobiło.
- Postaraj się przespać w samochodzie czy gdzieś... nie chcę abyś na Flaws sobie coś zrobił... człowiek zmęczony inaczej ocenia wszystko.- poprosiła, a na twarzy Smitha pojawił się uśmiech, a jego niebieskie oczy rozbłysły.
- Czyżbyś oglądała nasze filmiki?- zapytał jednak dziewczyna szybko przecząco pokiwała głową.- Jaasne... tylko na nich widać co robię...- założył ręce na tors, i pomimo, że był zmęczony spojrzał na nią z lekkim uśmiechem.
- Dan... jesteś już zmęczony, ja też... więc dobranoc.- powiedziała poważniejąc jednak chłopak nadal się do niej uśmiechał jakby był całkowicie zadowolony.
- Dasz mi swój numer?- zapytał nagle i sam chyba się zdziwił słysząc swe słowa. Blue zamrugała kilkakrotnie powiekami i westchnęła.
- Nie...- odpowiedziała krótko co jeszcze bardziej go zdziwiło niżeli same pytanie.
- Nie? Dlaczego?-powtórzył za nią prostując się za kamerką.
- Bo nie jestem twoją fanką... która daje ci wszystko na pstryknięcie palca, a poza tym sądzę, że rozmowa na Skype starczy. - uśmiechnęła się do niego. Zrozumiał to co chciała mu powiedzieć i westchnął.
- No dobrze.- uśmiechnął się jednak Blue widziała lekkie niezadowolenie na jego twarzy.
- Dobranoc. - powiedziała po czym zakończyła rozmowę. Siedziała jeszcze chwilkę na dachu nie wierząc w to. Uśmiech widniał na je twarzy. Zaraz po tym poszła do łóżka wreszcie usnąć. Jak kamień.


Zapraszam do komentowania :)
Choć nie lubie pisać normalnych rozmów to ta nawet mi się spodobała :)