14.
Idąc powoli w
stronę wielkiego stadionu czuła się dwuznacznie. Dlaczego? Czuła,
że robi dobrze, bo przecież dlaczego by nie? Nic się nie stało,
tak to sobie tłumaczyła. Nie mogła przez ten malutki moment
fiksować. Nie przez coś takiego. Woody był zawsze dla niej niczym
przyjaciel, najlepszy kumpel brata, to nie mogło przepaść.
Podchodząc do niewielkiej bramki zauważyła zaparkowany stary
mercedes. Uśmiechnęła się wiedząc kogo tu przywiózł. Nim się
obejrzała, usłyszała, że ktoś biegnie w jej stronę. Kyle. Na
twarzy dziewczyny pojawił się równie wielki i serdeczny uśmiech co jego.
Brodacz tak łatwo zdobył jej zaufanie, aż było to niemożliwe.
Została mocno przytulona przez patyczaka.
-
Blublusia...
nigdy więcej nie znikaj tak! Jak w jakimś tanim filmie akcji...No
wiesz... uciekająca dziewczyna, jakaś mafia i królewicz ratujący
z opał. Aaaa no i wybuchy, dużo wybuchów, za plecami!- poskarżył
się dając jej buziaka w czubek głowy. Był taki w tym słodki, że
dziewczyna poczuła się jak w ramionach brata.
- Myślę, że
bez wybuchów i księcia też damy radę.- stwierdziła odsuwając
się od niego.
Nie, ona nie pasowała do takich ról. Zaraz po tym
podeszli Dan i Woody. Przyjaciel spojrzał na nią nie wiedząc co
zrobić. Blue nie mogąc na to patrzeć podeszła do niego i
przytuliła, jak poprzedniego dnia, jednak nic nie mówiąc. Następny
był założyciel Bastille. Jego niebieskie oczy tak jasno świeciły
dzięki uśmiechowi na twarzy.
- Nocny
Marek...- zaśmiała się podchodząc do niego. W pierwszej chwili
oboje nie wiedzieli jak się zachować na powitanie, ale jednak też się
przytulili. Ot aby nikogo nie faworyzować.
- Lecimy
oglądać boisko!- klasnął w dłonie Kyle, po czym wszyscy ruszyli
w stronę wejścia. Oczywiście brodacz chciał pokazać jakim jest
dobrym atletą, przedstawiając jak powinno się przeskakiwać przez
metalową bramkę.
- Będzie
siniak...-powiedział Dan jeszcze przed biegiem swego przyjaciela.
No i był.
Kyle nie obliczył długości swych nóg, przez co niemal
przewinął się przez bramkę. Blue głośno syknęła marszcząc
się przez mentalny ból. Woody cały czas milczał, więc idealnym
dla niego wyjściem była pomoc patyczakowi. Dwójka szła powoli
nie spiesząc się.
- Chcesz
postrzelać do bramki?- zapytał Dan przeczesując włosy.
-
Nieszczególnie...- przyznała się. Na ustach bruneta pojawił się
wielki uśmiech.
- Chodź na
trybuny...- zaproponował.
W pierwszej chwili nie była pewna,
jednak widząc jak Kyle z Chrisem już śmigają na murawę pokiwała
głową. Usiedli na małych zielonych krzesełkach, patrząc w
milczeniu na dwóch biegających chłopaków na boisku.
- Jak się
tutaj dostaliście? Nikt nas stąd nie wygoni?- zapytała
rozglądając się po całym boisku.
- Nie...
Wiedzą że mieliśmy tu przyjechać.Chris chciał spełnić swoje marzenie. - stwierdził Dan, zerkając
na nią, jakby dopiero teraz ją zauważył. Blue więc uśmiechnęła
się i oparła nogi o krzesełka w niższym rzędzie. Znowu zapadła
ta cisza, jedna z tych, które ich nie gryzły. Słyszała krzyki
brodacza, który kopał piłkę.
- Dlaczego
Woody jest taki inny? Pokłóciliście się?- zapytał nagle Dan
spoglądając ciągle na towarzyszkę, przy czym bawił się swoją
gumową bransoletką na nadgarstku. Dziewczyna spojrzała na niego
zdziwiona po czym zmieszała się. Jeszcze brakowałoby stwierdzić że chodzi na tajemne schadzki z Chrisem. Aż się skrzywiła.
- Skąd wiesz,
że widziałam się z nim?- odbiła pałeczkę. Dan uśmiechnął
się nieco zmieszany i spuścił z niej wzrok.
-
Pytał
mnie czy da się namierzyć telefon... - powiedział ciszej po czym
spojrzał na nią tak niewinnie
.- No i się da...- uśmiechnął się
szerzej, że na jego policzkach pojawiły się linie od uśmiechu.
Blue nie mogła nie odwzajemnić tego. No tak, miała do czynienia z
maniakiem jeśli chodzi o telefony, aplikacje i technologie.
- Więc?-
dopytywał po dłuższej przerwie. Blum przeniosła wzrok na boisku
podążając za przyjacielem z dzieciństwa.
- Nie, nie
pokłóciliśmy się... tylko. - zacisnęła usta i spojrzała na
swe splecione palce na udach.-
On ma duże poczucie winy w stosunku
do mnie... I przez to robi wiele rzeczy, myśląc, że dzięki temu ja
poczuję się lepiej. Nie mam mu tego za złe... ale nie zawsze to
pomaga. Woody to dobry chłopak... kumpel z dawnych lat...-
powiedziała szczerze i westchnęła.
- Ale?-
zapytał nie patrząc na nią. Nie chciał być wścibski. Dan miał
coś w sobie, tą łatwość zadawania pytań, jednak trudniej mu
było być tą odpowiadającą osobą. Blue uniosła wzrok i jakby
niczego nie widziała.
- Spróbował
mnie pocałować...-powiedziała cicho po czym zerwała się na
równe nogi i zaczęła krążyć nieco po rzędzie krzeseł.
Wróciła po chwili i usiadła obok Dana.
- To
beznadziejne, że tobie o tym mówię... ale... widzisz sam jak on
reaguje. Teraz się obwinia, obwiniałby się gdyby mnie pocałował,
wiecznie się obwinia... Odsunęłam się w porę. Teraz nie wiem co
on myśli... dla mnie to niewiele zmienia. Ja nie kocham go, a on
mnie nie kocha. Pomimo głupot przyjaciel będzie przyjacielem...
Nawet jakby Kyle coś takiego zrobił tobie, to co byś zrobił?-
zapytała wpadając w swój nerwowy słowotok. Dan uśmiechnął
się pomimo wszystko słysząc jej pytanie.
- Lepiej aby
Kyle nie próbował mnie całować...- próbował ją rozśmieszyć
i się mu udało. Zaśmiała się bezsilnie chowając twarz w
dłonie.
- On się
chyba boi że straci przyjaciółkę.- dodał po chwili poważnie.
Westchnęła opierając się znów na krzesełku i zamknęła oczy.
- Ostatnio
wszyscy o zbyt wiele się boją. Jestem jak jajko... można
zwariować kiedy każdy zbyt mocno skacze... jednak są bodźce,
które potrafią momentalnie zbić całą skorupkę. Nie wiem co
wierzyć... w kogo. Każdy chce dobrze ale na jakich warunkach...
kiedy to jest przesadzone, a kiedy odpowiednie... - mówiła nieco
urywając końcówki słów. Dan jedynie przeczesał włosy palcami.
- Jak ogień?- zapytał bardzo cicho. Ona spojrzała na niego oniemiała. On widząc jej zdziwienie westchnął, wiedząc że za daleko się posunął.
-
Ważne że
są przy tobie.- odpowiedział krótko lecz treściwie. Blue
spojrzała na niego i uśmiechnęła się delikatnie. Jego
niebieskie oczy były takie nieśmiałe w tym spojrzeniu, że jedynie
Blue jeszcze bardziej się uśmiechnęła.
-Gdzieś ty
się chował, że jeszcze nie jesteś zepsuty?- powiedziała zbyt
szczerze. To tylko sprawiło że mężczyzna spojrzał gdzieś w bok
uśmiechając się z zakłopotaniem.
-
Chodź,
idziemy wziąć te dzieciaczki na obiad...- powiedział wstając
nagle i podciągając swoje czarne spodnie. Blue zrozumiała. Nie
myliła się. Był nietypowy, nie zepsuty, i w dodatku nie chciał się do tego przyznać.
-
Dobrze
tato...- zaśmiała się idąc za nim.
Niedługo po tym znaleźli
się w niewielkiej knajpce. Była pewna, że drugi raz by do niej nie
trafiła. Była ona ukryta w jakiejś niewielkiej uliczce, w piwnicy.
Jednak to co zobaczyła w środku było miłym zaskoczeniem.
Kameralny klimat był wyczuwalny. Od wejścia cała trójka zaczęła
się witać z nieznanymi dziewczynie ludźmi. Uśmiechała się
zerkając na boki. W końcu znaleźli się przy barze gdzie siedział
Will.
- W końcu
przyjechaliście.- westchnął odkładając piwo na bar. Blue jednak
nie podeszła od razu, pierw chciała zamknąć pewną sprawę.
Wzięła Chrisa za rękę i odciągnęła go na bok.
- Jesteś
zły?- zapytała próbując uchwycić jego spojrzenie. Woody
westchnął wznosząc głowę ku niebu.
- Nie... to
raczej ty jesteś wściekła.
- Ja?!-
zdziwiła się a jej głos podwyższył się o kilka tonów. Wzięła
głębszy oddech.-
Nie jestem na ciebie zła... nie mam o co. Bo nic
się nie stało... Nadal jesteś moim Chrisem.- dotknęła jego
ramienia przez co spojrzał na nią.
- Odpowiedz
mi... ty mnie kochasz?- zapytała łapiąc oddech, z trudem przeszło jej to pytanie przez gardło. Pierwszym
momencie Woody był zaszokowany po czym zrozumiał o co jej chodzi.
- Nie, nie
kocham cię... nie chciałem pocałować bo mi rozporek kazał... chciałem abyś się już przestała zadręczać.-
wytłumaczył.
- To nie mam
o co być zła... - wytłumaczyła i przytuliła go.
Wrócili do
grupy. Tam chłopacy już ucztowali. Wszyscy pili piwo prócz Dana.
Przed nim stała butelka z wodą wraz z kurczakiem. Usiadła obok
niego, bo tam akurat było miejsce i nim zdążyła coś powiedzieć
zamówił dla niej sok i frytki.
- Ale ty o
mnie dbasz!- zacmokała śmiejąc się. Dan jednak był zbyt
pochłonięty pałaszowaniem tego co miał na talerzyku.
- No to co
chłopaki? Jak zwykle jakiś mały występ? - klasnął w dłonie
barman. Każdy popatrzył po sobie.
- Ej ale ja
na występy jestem za mało pijany...- westchnął Kyle patrząc na
swój pusty kufel. Blue zaśmiała się widząc pianę po piwie na
jego wąsach. Jak dziecko.
- Znowu
zaczniesz nabijać zły rytm. - westchnął Dan z uśmiechem.
- Ok... -
westchnął Chris dopijając piwo.- Perkusista gotowy! Co lecimy?-
zapytał wstając z krzesełka i zaczynając klepać swe uda jakby
miał zamiast nich werble.
- Oblivion?-
zaproponował Will.
- Co takie
smętny? Hmm Bad Blood? Flaws?- rzucił Kyle. Dan jednak odłożył wodę,
którą właśnie pił i stanął obok Chrisa.
- Chodźcie...
Will zaczynasz.- pstryknął na przyjaciela i cała grupka jak jeden
mąż ruszyła na niewielkie podwyższenie. Blue uśmiechnęła się
jedząc frytki i przyglądając się jednocześnie jak chłopacy
przygotowują
- Jesteś
pierwszą dziewczyną co tu przyprowadzili.- powiedział nagle
mężczyzna za barem. Spojrzała na niego zdziwiona nie rozumiejąc
o co chodzi.
- Albo
któremuś wpadłaś w oko albo jesteś z rodziny.- stwierdził
zabierając kufle chłopaków i znikając gdzieś w głębi baru.
-Co się
stało?- zapytał Woody.
-
Specjalnie
to zrobiłeś?- obrzuciła dana podchodząc do niego bliżej.
Spojrzał na przyjaciela, przeczesując włosy dłonią. Nic jednak
nie zapowiadało aby odpowiedział.
- Pogadajcie
sobie...- powiedział perkusista i zrobił kwaśną nieco minę
zerkając na wyższego od siebie mężczyznę po czym zniknął.
- Dowiem się?
To była odpowiedź? Natchnienie? Czy próba... nie wiem już
czego!- bezsilnie próbowała jakoś to wszystko uporządkować. Dan
spojrzał gdzieś w bok szurając swoim trampkiem w żwirowej ziemi.
- Dobre
pytanie...Widzisz...-westchnął po chwili i przeczesał znowu swoje włosy.
Chciała mu coś zrobić, zrobić coś w stylu Caroline. Zacisnęła
nawet pięści i podeszła do niego bliżej. On jednak zatrzymał ją
jednym spojrzeniem. Widziała te zmarszczone brwi i niepewność.
Cofnęła się o krok i jęknęła głośniej.
-
Kochasie...- z knajpki wyszedł już nieco wzięty Kyle i spojrzał
na dwójkę stając pomiędzy nimi.
-
Mieliście
się pocałować?- zapytał marszcząc brwi i zmierzając każdą
osobę od dołu do góry. Blue nie wytrzymała i zaczęła się
śmiać. Był to bezsilny śmiech.
- Idziemy się
przejść?- zapytał Dan, a Blum jedynie pokiwała głową. Razem z
nimi ruszył Kyle. Zaczął im mówić o przygodach z swej młodości,
dzięki czemu mieli dość poro do śmiania się.
- A jak tam
Caroline ma?- zapytał już nieco proście idąc. Blue zerknęła na
Dana jednak ten wzruszył ramionami.
- A o co
dokładnie pytasz?- odbiła piłeczkę w stylu Dana.
- Już
nic...- westchnął bezsilny chłopak, że aż pozostała dwójka się
zdziwiła.
Gdy byli już stosunkowo daleko od tej małej uliczki
zaczął raptownie padać deszcz. Blue i Dan szybko schowali się
pod niewielkim daszkiem pewnej wystawy, jednak Kyle był odporny na
wszelkie wołania. Nagle zaczął tańczyć wokół zaświeconej
latarni przemakając co do nitki.
- On
zawariował...- zaśmiała się Blue.
To nie uszło uwadze
brodacza. Podszedł i wyciągnął ją za rękę. W pierwszym
momencie zimny deszcz powodował u niej dreszcze, jednak Kyle zaczął
nią obracać zachęcając do tańca. Brunetka zaczęła się śmiać
i wtórować swemu towarzyszowi. Dan stał w towarzystwie jakiś
nieznanych sobie ludzi pod daszkiem śmiejąc się z nich na głos.
- A teraz jak
na filmach!- klasnął Kyle w dłonie i chwycił Blue mocno w swe
ramiona przybliżając do siebie jak najbliżej. Ich brązowe oczy
nagle się spotkały, a uśmiechy zniknęły. Wszystko zamilkło,
nawet śmiech Dana. Wokalista patrzył na to nie wiedząc co się
dzieje. Już robił krok do przodu aby ich jakoś rozdzielić, kiedy
jego przyjaciel zaczął zabawnie ruszać brwiami, a Blue znowu się
śmiała.
-
W końcu
jak na filmach!- przyznał brodacz prowadząc za rękę Małą do
Dana. Ten patrzył na nich i kiwał głową niedowierzając.
- Moglibyście
być rodzeństwem.- stwierdził i spojrzał na dziewczynę, a
następnie na towarzyszki obok siebie. Tamte wyśmiewały ich Małą po cichu myśląc, że są cicho. Jednak on to słyszał. Skrzywił się nieco
i od razu ruszył zabierając stamtąd tą dwójkę.
- A jednak
nie jesteś z cukru?- zapytała rozbawiona już Blue, widać nie
usłyszała tamtych słów, i dobrze.
- Chcę być
taki jak wy.- stwierdził jednak poważnie.
Wrócili tą samą drogą
do baru. Zabrali Willa i Chrisa. Dan pierw odwiózł przyjaciół, a
następnie ruszył w stronę mieszkania Caroliny. Blue skuliła się
na przednim siedzeniu nadal będąc mokra. Gdy stanęli na czerwonym
świetle kierowca spojrzał na nią.
- Masz...-
podał jej z tylnego siedzenia swoją szarą bluzę z wilkiem i
zaraz po tym rozkręcił ogrzewanie na maksa.
- Abyś nie
była chora... Głupi Kyle... Tańca w deszczu mu się zachciało...-
westchnął ruszając z jedynki.
- Nie mu,
tylko nam...- poprawiła go dziewczyna nadal się uśmiechając, a
jego bluzę ujęła jak kocyk. Zamknęła nieco oczy czując w końcu
ciepło.
- I lepiej
abym ja była chora niżeli któryś z was...ja nie zarabiam na
życie głosem.- stwierdziła ciszej. Dan uśmiechnął się słysząc,
że jej oddech staje się miarowy. Długi dzień to był dla całej
piątki.
Miał być szybciej odcinek ale...
złapał mnie koncert Bastille na żywo <3
Oh... musiałam :D
Jak reakcje? co sądzicie?
Zapraszam do komentowania!