środa, 1 października 2014

Opowiadanie "Koralik" rozdział 38.

                                                                38.




29 grudnia 2014 /dzień 20 urodzin Blue/

           Zima na dobre zagościła w East Retford, śnieg tak idealnie spoczywał na trawnikach, dachach i całych osiedlach. Miasto zawsze ją czarowało w okresie świąt. Jednak co się działo przez miesiąc? Dan wrócił do trasy koncertowej z chłopakami, musiał jednak ograniczyć swe ruchy na scenie no i przez obawę nie wchodził już w tłum na Flaws. Z innych radości William został ojcem, co prawda wcześniaka ale już cieszył się swoim maleństwem, pierwszym synem. Święta były sielankowym czasem dla Blue i Dana. Spędzali razem całe dnie, jednak na noc musieli grzecznie rozstać się, ponieważ rodzice dziewczyny nie akceptowali ich związku. Jednak nie to było kluczowe. Dzień jej urodzin zbliżał się nie ubłagalnie, a z nim wiadomość. Chciała aby ten dzień zmienił wszystko w jej życiu. Sama nie podejrzewała, że właściwie ono samo weźmie stery i poprowadzi ją na nieznane morza. Z każdym dniem żołądek ściskał jej się coraz bardziej. 
         Tego dnia obudziła się wcześnie rano, całkowicie blada. Było jej niedobrze, a świat wirował. Ostatnio stało to się normą. Jedna myśl związana z tym co chciała dziś swoim przyjaciołom powiedzieć, sprawiała że niemal była wstanie oddać to co jadła na wczorajsze śniadanie. Jak co roku było mróz był siarczysty. W planach miała jednak, spotkanie się z najbliższymi w szczerym polu, przy oddalonej drodze prowadzącej do ich miasta. Prosiła przyjaciół aby nie kupowali jej żadnych prezentów. Nie chciała, chciała natomiast spędzić z nimi ten ważny dzień. 
Kiedy Dan podjechał zaśnieżonym samochodem, latarnie już świeciły znowu znacznie pobladła.
- Nadal ci się nie poprawiło?- zapytał ściągając brwi kiedy ujął jej delikatną twarz w swoje dłonie. Uciekła wzrokiem gdzieś w bok na co on głośno westchnął.
- To z nerwów... dawno tam nie byłam.- odpowiedziała po dłuższej chwili.
- I tak sądzę, że powinnaś iść do lekarza...- upierał się po czym pocałował namiętnie w usta.
 Kochała go tak mocno, jednak z tym wszystkim musiała dać sobie radę sama, właśnie dziś. Wsiedli do zimnego samochodu i ruszyli. Droga zajęła niecałe dziesięć minut. Kto by wtedy pomyślał, że tak niedaleko wydarzy się coś, co zmieni jej życie całkowicie. Na miejscu byli już jej przyjaciele. Kyle i Caro, Peter i David, Woody i Emilly. Chodzili niedaleko wielkiego głazu na którym widniała miedziana tabliczka z nazwiskami. Blue zagryzła wargę mocniej zaciskając dłoń schowaną w rękawiczce.
- Nie musisz tego robić...- szepnął gładząc ją po ramieniu. Czuła jego dotyk nawet pod puchową kurtką.
- Muszę...- odpowiedziała zbierając się do otwarcia drzwi. Wtedy wszystkie oczy skierowały się na nią.
          Ona w ciszy, samotnie ruszyła do wielkiego kamienia. Czuła się jakby miała zaraz rozsypać się w pył. Zrzucała całą winę na zimno oraz wiatr, a nie targające nią emocje. Peter jako psycholog całkowicie odegrał swoją rolę. Dotąd nawet nie odważyłaby się przejechać obok tego miejsca, a co dopiero dotknąć pomnika upamiętniającego śmierć sześciu młodych osób. Znała na pamięć listę ich imion i nazwisk. Czytając je w myślach widziała twarze, uśmiechnięte, ciepłe. Uśmiechnęła się smutno do swych wspomnień walcząc znów z strachem. Dan zjawił się koło niej gładząc plecy dziewczyny. Wtedy odzyskała świadomość i łączność z światem odwróciła się do pozostałych którzy przybliżyli się.
- Blubluś... nie żebym coś, ale na piknik to, to nie jest dobry okres... no chyba, że chcesz sobie iglo-party zrobić.- jęknął opatulony Kyle, mając jedynie wąziutką przerwę na oczy niczym muzułmańska kobieta. Caro od razu dała mu stójkę w bok, a David obrzucił wściekłym spojrzeniem. Woody stał całkowicie wycofany. Miał emocje wypisane na twarzy. Tak bardzo go też bolały wspomnienia.
- Wiem, że każdy wie co tu się stało... wszyscy znają wersję poboczną... świadków...- Blu choć ćwiczyła to wiele razy teraz z trudem dobierała słowa. Biały dymek uniósł się z jej ust.
- Chcę abyście poznali w końcu to co ja... co ja widziałam.

21 maja 2011

        Cała impreza właśnie się wyciszała. Blue jednak nadal nie miała dosyć tańczenia z najlepszymi ludźmi na świecie. Gardło miała zdarte od śpiewu, czerwony kubeczek w jej ręku był już nieco zdewastowany i połamany, przez co nie raz alkohol ściekał jej na rękę. W tej chwili nic nie było ważne niżeli wirujący świat, głośna muzyka i przyjaciele. Uciszała kolejnymi łykami alkoholu wyrzuty sumienia, dotyczące tego jak okłamała matkę tego wieczoru mówiąc, że idzie do Emi. Przyjaciółka zawsze ją kryła choć od kilku miesięcy oddaliła się od niej.
- Wooody!- krzyknęła widząc chłopaka. Podbiegła do niego wieszając się mu na szyi. Klaudia, która podeszła do nich wybuchła perlistym śmiechem.
- Mała... dobrze, że nie ma tu Davida.- wywrócił oczy jednak ucałował ją w czoło.
- Aj tam! Życie jest piękne! Nie znasz dnia ani godziny gdy cię jebutnie! My za to dziś jesteśmy niezniszczalni!- ostatnie zdanie wykrzyczała mu do ucha po czym obie dziewczyny zaczęły piszczeć jak oszalałe. Chris nie miał siły i zaczął się śmiać.
- Zatańczymy?- zaproponował chłopak. 
        Nie musiał dwa razy powtarzać. Blue pociągnęła go na środek parkietu i jej ciało wsparte alkoholem zaczęło ruszać się niczym kierowane na sznureczku przez rytm muzyki. Coraz bardziej zmniejszała się ilość osób na parkiecie aż została tylko wybrana grupa dziesięciu osób.
- Chris! Jedziemy!- zawołał Paul, jedyny trzeźwy z całej grupki,  który tego wieczoru był kierowcą. Jednocześnie było po nim widać pierwsze oznaki zmęczenia, przez zbyt długą noc.
- Już idę!- krzyknął. 
Sześć osób siedziało już w niewielkim busiku, na dworze znowu padał majowy deszcz. Dopiero gdy Woody chciał wsiąść do samochodu Blue stanęła rozglądając się po bokach.
- Co jest mała?- zapytał zdziwiony otwierając drzwi od strony pasażera kierowcy.
- Zapomniałam zadzwonić po taksówkę...- jęknęła chwytając się za głowę. Jej nogi nieco się pod nią uginały. Perkusista zagryzł dolną wargę wzdychając ciężko.
- Co ja z tobą mam...- westchnął odsuwając się od samochodu. - Obiecałem twojemu bratu, że się tobą zaopiekuję więc wsiadaj...- wskazał na samochód.
- Ej... ale co z tobą?- zapytała marszcząc brwi.
- Bezpieczniej będzie jeśli ja pojadę taksówką, a oni odwiozą cię pod dom Emi.- stwierdził. Blue z uśmiechem ucałowała go w policzek.
- Jesteś wielki... ratujesz mi życie.- stwierdziła po czym usiadła na wyznaczonym miejscu obok Paula. Woody zamknął z hukiem drzwi i ruszyli. 
Cała grupka przeniosła imprezę z lokalu do tego niewielkiego samochodu. Blu co jakiś czas zmieniała radiostację co miała w nawyku.
- A Woody się w tobie kocha?- zaśmiała się Laura siedząco obok Toma, Klaudii, Jacob'a i Maxa.
- Głupia jesteś!- bez problemu przecisnęła się przez szczelinę między fotelem kierowcy, a pasażera, ponieważ nie miała zapiętych pasów, nie to co pozostali. Zaczęła szczypać przyjaciółkę po udach. Chłopacy właśnie zaczęli odpalać papierosy na tylnym siedzeniu.
- Blue siadaj!- westchnął zmęczony Paul przerywając nawałnice śmiechów.
- Maruda.- wytknęła na niego język i usiadła na fotelu. 
        W tym momencie coś wybiegło im na drogę. Zwierzak? Kawałek drzewa? Za szybko jechali jak na taką marną pogodę aby móc zlokalizować ową rzecz. Kilka mocniejszych szarpnięć kierownicą. Paul stracił panowanie nad samochodem. Wszyscy krzyczeli. Przelecieli przez zbyt spiczasty rów przez co pojazd niczym torpeda zaczął koziołkować. Bezwładne ciało dziewczyny przez jakiś przeklęty los wyleciało przez przednią szybę, już przy pierwszym koźle. Pchnęło nią niczym szmacianą lalką o ziemię, zaledwie kilka centymetrów od wystających kamieni. Straciła przytomność na kilka minut. Dopiero po chwili otworzyła oczy, czując na twarzy ciepławą ciecz jak i zimną, mokrą ziemię pod policzkiem. Złapała z trudem oddech, czując jak wielki ból wypełnia jej ciało. Po sekundzie zdała sobie sprawę, że była przecież w samochodzie. Uniosła się na rękach z głośnym sykiem. W ciemności nocy odszukała wzrokiem czegoś oddalonego od niej o kilkaset metrów. Zrobiła zaledwie jeden krok do dymiącej puszki, kiedy zaczęło się w niej coś żarzyć. Kolejny krok i już mogła rozpoznać twarze przyjaciół. Nieobecne, zakrwawione, powyginane w nienaturalny sposób. Żar zmienił się zbyt szybko w płomienie. To one sparaliżowały nastolatkę. To co one robiły z jej przyjaciółmi. 

Stała. 

          Jej oczy niczym za karę nie pozwoliły jej uciec od obrazu palonych ciał, znajomych twarzy. To nogi jako pokuta nie chciały się ruszyć z miejsca. Głos uwiązł w gardle. Zbyt szybko ogień lizał skórę przyjaciółek, która po chwili znikała, tak jak ich ciała. Do je uszu dobiegł stłumiony krzyk. Jeden z chłopaków spłonął na pół świadomy tego co się działo. 

Ona stała. 

           Niczym marmurowy pomnik z załzawioną twarzą nic nie mogła czuć. Po chwili dźwięk ognia zmalał w stosunku do krzyku ludzi, którzy z oddalonych domów zaczęli biec na ratunek. Jednak komu? Było za późno na wiadra z wodą. Nie rozumiała tańca mężczyzn wokół sterty pogiętej i gorącej blachy. Niczego nie rozumiała. Czy ona w ogóle tu była? Czuła się jakby świat zwolnił, każdy dźwięk stał się zbyt przeciągły. Słyszała płacze rozhisteryzowanych kobiet, jakiś mężczyzna ją zauważył. Po chwili znalazła się w karetce, a jakiś policjant zadawał jej pytania. Twierdziła, że ma zbyt dużą wadę wymowy,  bo przecież patrząc na jego usta nie mogła rozpoznać żadnego z słów.

- To jej wina!- tylko to zrozumiała przed zamknięciem drzwi karetki,  która zawiozła ją do szpitala.



         Usta drżały jej jeszcze mocniej. To Dan jako pierwszy przytulił ją mocno do siebie Schowała tak bezsilnie swoje ciałko w jego ciepłej kurtce.
- Spokojnie...- wyszeptał. Zaraz do uścisku dołączyli pozostali, w podobnym stanie ducha co dziewczyna. Mężczyźni próbowali być twardzi, jednak nie dziewczyny. Płakali. Dopiero teraz byli wstanie zrozumieć co przeżyła, dlaczego zmieniła się tak drastycznie. Dlaczego to siebie obwiniała, i dlaczego Woody twierdził że to jego wina.
        Po kilku minutach wszyscy znaleźli się już w ciepłym, rodzinnym domu Blue i Davida. Dziewczynie nadal było nieco niedobrze, jednak ulżyło jej. Dan stał się troskliwy, dbając aby było jej ciepło. Uśmiechał się ciągle, szeptał jej do ucha miłe rzeczy, dotykał jej ciała bez skrępowania. Na jego prośbę nawet wypiła ciepłą herbatę, co było dużym wyczynem dla niej. Przy rozgrzanym kominku wraz z rodzicami dwójki, zjedli smakowitą kolację. W pewnym momencie między śmiechami David nieco spoważniał zerkając na Petera. Blue zbyt dobrze rozpoznała mimikę brata. Zanim zdążyła zareagować ten złapał psychologa za rękę i odchrząknął. Matka, z wrodzonym instynktem do swych dzieci zauważyła to co robi jej syn.
- David...- szepnęła.
- Chciałbym wam o czymś powiedzieć... Tato... Mamo...- zaczął nieco trzęsącym się z emocji głosem. Blum spojrzała na ukochanego, który był równie zdziwiony co pozostali. Bała się o swego brata. Dużo musiało go to kosztować odwagi. Czyżby robił to pchnięty przez jej wyznanie w miejscu wypadku?
- Nie wydurniaj się!- prychnął ojciec dopiero teraz zauważając splecione ręce mężczyzn.
- Ja i Peter jesteśmy razem...- powiedział to na wydechu, zamykając oczy. Siostra spojrzała na twarze rodziców. W oczach matki pojawiły się łzy, natomiast ojciec zrobił się czerwony.
- Na głupie żarty ci się zebrało?- syknął jakby reszta nie miała tego usłyszeć.
- To nie żart. Kocham Petera... nazywaj to jak chcesz...- odpowiedział hardo niebieskooki. 
Blue obawiała się w tej chwili jednego, niestosownego komentarza Kyle'a. Ten na szczęście zaczął zajmować się kolejną porcją mięsa, którą wciągał, nie zwracając uwagi na rozmowę.
- W tyłku ci się poprzewracało?!- wstał wkurzony ojciec od stołu niemal przewracając przy tym krzesło. Blum podskoczył nieco przestraszona wybuchem ojca.
- To na pewno da się odkręcić... Może ci się zdaje... poza tym... nie mogłeś tego nam na osobności powiedzieć?- mówiła matka starając się przybierać dobrą minę do złej gry.
- Gnojkowi zachciało się robić sceny przed obcymi!- warknął siwy mężczyzna. Goście dziewczyny zaczęli po sobie patrzeć czując się całkowicie niekomfortowo.
- To nie są obcy! To są przyjaciele! - wysyczał wstając od stołu. Peter nie wiedział jak się ustosunkować.
- David...- próbował go uspokoić, jednak ten odrzucił jego rękę. Nerwy zaczęły szarpać znowu żołądkiem dziewczyny. Zacisnęła dłoń na brzuchu głęboko oddychając.
- Ah?! To może dzięki nim stałeś się... tym czymś!- słowa były zbyt ostre. Twarz chłopaka wygięła się w bólu. Wiedział, że będzie to trudne, ale nie tego się spodziewał.
- Uważaj na słowa.- powiedział zaciskając ręce w pięść.
- Nie tak cię z ojcem wychowaliśmy!- ruszyła poprzeć męża kobieta o brązowych oczach.
- Matka dobrze mówi...Nagle chce zwrócić na siebie uwagę. Wychowaliśmy cię na normalnego człowieka, a ty...- ojciec nigdy nie potrafił na spokojnie rozmawiać. Dlatego teraz krzyczał.
- Może wyjdziemy...- szepnął Dan do Blue, jednak ta przecząco pokiwała głową i wstała.
- Dość!- przerwała kłótnię trójki dorosłych osób.
- Ty się nie wtrącaj! - obrzucił ją ojciec błahym spojrzeniem.
- Jestem w ciąży!- powiedziała w końcu resztkami sił wyszarpanymi przez nerwy tego dnia. Wszyscy umilkli. Matka z wrażenia usiadła przy drzewku iglastym na którym wisiały bombki. Oczy zebranych wbiły się w nią. Czuła jak Dan właśnie przestał oddychać.
- Co? Mi też zarzucicie, że inaczej mnie wychowaliście? A może razem z Davidem wyrzucicie z domu? No co jest gorsze?! Syn gej, czy nastoletnia córka w ciąży z jakimś tam muzykiem?- pytania zapadały bez odpowiedzi w ciszy.
- To w was jest problem...- szepnęła patrząc na rodziców z bólem. Podeszła do brata chwytając go za rękę.
- Ja jestem po jego stronie. Oni też... Ja... ja mam dość już tych nerwów... tego jak ranicie swoje dziecko. Nie chce zostać tu chwili dłużej... nie chcę w życiu zrobić to temu kto jest we mnie.- dotknęła swego brzucha marszcząc przy tym brwi.
          Inaczej sobie wyobrażała powiadomienie bliskich o tym fakcie. Strategia odwrócenia uwagi od pierwszego problemu podziałała. Spojrzała na zgromadzonych. Wszyscy byli w szoku. Kyle jako jedyny uśmiechał się promieniście z oczami wielkimi jak spodki. Spojrzała na Dana. Ten nie patrzył na nią. Pobladł i był poza tym wszystkim. Szok. Rozumiała to. Sama była w szoku gdy okazało się, że miesiączka zbyt długo jej się spóźnia już w Stanach. To w Londynie zrobiła test. Wszystko szczelnie trzymała w tajemnicy zawsze wynajdując multum powodów dla których właśnie tego dnia źle się czuła.
- Chodźmy stąd.-powiedziała przerywając zbyt długą ciszę. 
           Wszyscy niczym jeden mąż wstali. Tylko Dan ciągle był w swych myślach, dopiero gdy Blue dotknęła jego ramienia spojrzał na nią. Zaraz po tym jechali w pełnym samochodzie do Londynu. Dan postanowił odwieść wszystkich do mieszkań, a na końcu pojechać z nią do mieszkania Caro, które obecnie miało stać puste.
- Blubluś ale nie kłamałaś?- pytał zafascynowany Kyle siedząc zaraz za jej siedzeniem.
- Po co miałabym kłamać?- zapytała starając się opanować nerwy. Była już bezpieczna, z dala od rodziców.
- No... aby brata ratować! Jak w serialach! Później byś upychała poduszki pod bluzkę! Wynajęłabyś surogatke aby urodziła ci dziecko! Ooooo! I by było dziecko murzyn... i byś Danowi wciskała kit, że to mutacja genu! Oooo! By pasował do Juniora Willa... Taka czarna wersja Bastille! Will musimy ruchnąć jakieś murzynki!- zaczął tak dużo mówić tyle, że dziewczyna bezsilnie zaczęła się śmiać.
- Caro co on ostatnio za bajki oglądał?- zapytał Woody. Emi została w rodzinnym mieście, a David wraz z Peterem woleli sami jechać samochodem.
- Glee.. pierwszy sezon. Żałuję, że go do tego zmusiłam.- westchnęła rudowłosa.
- Aj tam! Fajny serial! Też chciałbym móc ciągle śpiewać w liceum...idę do klasy, śpiewam, idę do kibelka, śpiewam... prawie jak High School Musical! Oglądałem go z moją siostrą! Pap pap pap pap turi tam...- zaczął nucić jedną z piosenek tamtego filmu dla nastolatków.
          Blue z wielkim uśmiechem spojrzała na spojrzała na Dana który miał bardzo skupioną minę. Cały czas milczał. Chciała dotknąć jego dłoni, która leżała na skrzyni zmiany biegów, jednak zrobił unik. Zabolało. Zacisnęła usta i w swej ciszy poczekała aż znaleźli się sami w mieszkaniu. 
Od wejścia zrobiło jej się za gorąco. Ściągnęła ubrania jakie miała na sobie i ubrała luźny dres. Dopiero gdy położyła się w łóżku mężczyzna przyszedł i usiadł po drugiej stronie.
- Dan...- westchnęła.
- Który to miesiąc?- zapytał niemal lodowatym tonem. Poczuła się jakby oskarżał ją o zdradę. Ugryzła się, jednak w język mając dość kłótni jak na jeden dzień.
- Końcówka drugiego, początek trzeciego...- odpowiedziała. 
Wstała z łóżka i podeszła do biurka w którym trzymała swoje dokumenty. Na samym dnie miała schowane pierwsze USG ich dziecka. Usiadła obok niego i podała mu je. Wziął kartkę w swe długie palce i obracał chwilę. Zatrzymała jego ruch, swoją dłonią po czym westchnęła cicho.
- Ta jasna kropeczka to dziecko.- wyjaśniła wskazując malutki pęcherzyk. Mówiła to z czułością jaką darzyła samą myśl posiadania dziecka z kimś kogo tak bardzo kochała.
- Ja tam nic nie widzę...- odbąknął nie przykuwając do tego uwagi. Blue spojrzała na niego zdziwiona. Ten widząc jej reakcję wymusił uśmiech na swych ustach, jednak nie dosięgał on oczu.
- Wierzę ci na słowo.- dodał próbując dobrze kłamać. Westchnął po chwili przeczesując nerwowo włosy.
- Nawet nie wiem kiedy to się stało...- był oniemiały.
- Raczej brałeś w tym udział.- stwierdziła dziewczyna dotykając jego kolana.
- Musiało do tego dojść przy naszym pierwszym razie...- wyjaśniła.
          Dan skrzywił się na samą myśl z iloma kobietami odbywał jednorazową przygodę, a z żadną nie miał dzieci. Jednak wtedy zawsze uważał, używał swoich prezerwatyw. Przy Blue... kompletnie się zatracił w chwili. Teraz siedział patrząc w ciemne zdjęcie, które kompletnie nic mu nie mówiło. 
Tak samo jak fakt, że będzie ojcem...
Pustka.



Hoho, nowy rozdział.
No i?
Otwarłam przed wami największą tajemnicę Blue...
Jak wasze serduszka?
Jakie uczucia?
Więcej nie pytam...
Wierzę, że opowiecie mi co sądzicie w komentarzach.
Zostawiam więc was :)
Miłego czytania *geniusz piszący to na końcu*
Kocham was :)

PS. 
41 ROZDZIAŁ TO OSTATNI ROZDZIAŁ KORALIKA
Na pewno nie spodziewacie się tego co się stanie!

wtorek, 30 września 2014

Opowiadanie "Koralik" rozdział 37.

                                                               37.



         Blue przebudziła się nieco zmarznięta. Nie otwierając oczu wydała z siebie cichy pomruk, czując już na powiekach pierwsze promienie słoneczne. Zaraz po tym otworzyła oczy, lekko marszcząc nosek. Dan widząc to zaśmiał się cicho, patrząc z dokładnością na jej twarz. Na jego twarzy pojawił się delikatny uśmiech. Kompletnie był wybity z tego co szykuje dla niego obecny dzień, że ma koncert, że Blue będzie musiała wyjechać za kilka godzin. Jak na razie skupiał się, że leżą razem w łóżku, nadal nie ubrani. Z dokładnością sapera rejestrował jak cienki materiał kołdry zsunął się na jej ciele.
- Ty już nie śpisz?- zdziwiła się Blum przeciągając się leniwie.
- Już jakiś czas temu się obudziłem.- odpowiedział ochrypniętym głosem. Blue jeszcze bardziej zdziwiła się. Równie dobrze ona mogłaby przespać jeszcze kilka godzin. Nigdy nie miała dość snu. Taka dziwna zależność.
- Tylko nie mów, że obudziłeś się wcześniej aby mnie podglądać.- zaśmiała się, żartując. Dan jednak uciekł wzrokiem gdzieś w bok, a swoje szalone włosy odgarnął na tył głowy. Przy okazji zagryzł dolną wargę,  wzdychając nieco. Blu widząc to wszystko sama zalała się rumieńcem.
- Ah...- szepnęła również patrząc gdzieś na przeciwległą ścianę. Wzięła jednak głębszy oddech i uniosła się na łokciu, jednocześnie przytrzymując drugą dłonią materiał na piersiach. Dan zerknął wtedy na nią, nachylił się nad jej ramieniem i ucałował nagie ciało.
- Nie pytałem wczoraj... jak piosenka?- zapytał sprytnie zmieniając temat.
- Pisałeś ją z premedytacją?- odbiła piłeczkę unosząc brew do góry. Smith pokiwał głową, a na jego wąskich ustach znowu pojawił się uśmiech, sprawiający,  że w jego policzkach pojawiły się pociągłe linie.
- Jak wtedy przyjechałem do Londynu... i ty w nocy spałaś... ja nie mogłem... Przeniosłem cię na łóżko i... samo wyszło.- tłumaczył nieco dukając. Mała przypomniała sobie słowa, które mówił wtedy, myślała że to sen, okazało się to refrenem piosenki.
- A więc... wyszło na to, że ktoś napisał o mnie piosenkę...- szok był wymalowany na jej twarzy. Dan ujął jej podbródek, uniósł się wyżej na poduszkach, po czym pocałował ją z tęsknotą.
- Nie umiałbym chyba inaczej... ująć słowa. Nie wiedziałem co z nami będzie, ale wiedziałem, że gdy usłyszysz tą piosenkę... nawet gdybyś nie przyjechała do mnie tu... to byś wiedziała. - wyjaśnił próbując prosto zobrazować swój pomysł. Miał racje. Wzajemnie znali się już na tyle aby takie rzeczy były dla nich jasne. Brunetka dotknęła jego lekko zarośniętego policzka i pogładziła go ostrożnie. Nie umiała, jednak znaleźć słów na ten moment. Nie chciała jednocześnie zapełniać go „kocham cię”. To słowo było dla niej zbyt istotne, zostawiała je jedynie na ważne okazje. Jednak on również poczuł, że tą chwilę można zbyt łatwo zepsuć. Oboje byli ludźmi którzy jak kochali to tylko jedną osobę niemal na wieki, jednocześnie utrzymując minimalizm swych uczuć.
           Dalszy dzień był ich dniem. Dan chciał jak najwięcej czasu poświęcić właśnie jej. Wiedział, że napięty grafik pozwoli mu się z nią zobaczyć dopiero za kilka tygodni. Przed Bastille gorący czas, przez co zaniedba ukochaną. Jak zwykle dokonywał wyboru. To Blue musiała być świadoma, że dopasowuje się do jego życia, że to ona musi znaleźć dla niego czas wtedy kiedy on go miał. Zasada bycia w związku z kimś pokroju Dana. Był perfekcjonistą i swej pracy nie umiał wykonywać na pół gwizdka.
          Chicago było pięknym miastem zwłaszcza gdy miała przy swoim boku Dana, który opowiadał jej o każdym miejscu z fascynacją. Mogli by równie dobrze być jedynie w parku, a dziewczyna byłaby zachwycona jednak on chciał coś dla niej bardziej wyszukanego. Wieczór szybko się zbliżył, a Blue wraz z Caro musiały pożegnać się z ukochanymi. Były łzy, uśmiechy, pocałunki... wiele. Jeszcze w czasie pakowania się Blue w pokoju hotelowym Dan wygrał wojnę. Ich pożegnanie było bardzo namiętne. Zrobili TO. Jednak i tak za mało. Blue zawsze będzie za mało Dana, jego jasnych oczu, i ust które cicho na pożegnanie jej wyszeptały w największej tajemnicy znów wyznanie uczuć. Aby nie zapomniała. Umiałaby zapomnieć? Nie. Dla niej to uczucie znaczyło zbyt wiele. Bała się, jednak bo była świadoma jak łatwo mógł ją obecnie zranić. Bolało to uczucie jak połknięta żyletka. Bała się jednej myśli, czy kiedykolwiek będzie ważniejsza od koncertów? Od pasji?
           Dni mijały niczym odbite od stempla. Mieszkanie, studia, rozmowa z Danem. Czasami wyskakiwała do brata i Petera. Jednak coś się w niej złamało. Nie mogła nie mieć życia bez Smitha. Pamiętała zbyt dokładnie co się stało w czasie wywiadu gdy zgasło światło. Nie dawało jej to spokoju, dlatego skierowała swe kroki do ukochanego Davida. Ostatni raz, obiecywała sobie dając szanse komuś kto znał się na psychologii. Spotkania odbywały się w kompletnej tajemnicy, kiedy David był w pracy. Wtedy przyjaciel stosował na niej psychoterapię, rozmowy o dokładnym przebiegu tamtego wydarzenia. Na nowo rozdrapywała straszne rany, na nowo uczyła mówić się o tym wszystkim. Nie raz przerywała z krzykiem, nie raz chciała uciekać. Peter jednak dawał jej siłę i dozę spokoju, na tyle aby nie bała się w samotnym pokoju zasnąć. Z dnia na dzień było lepiej. Szykowała się na dzień w którym sama będzie mogła objaśnić wszystkim to co się stało. Jednak przed nią jeszcze było wiele pracy.
          Pierwszy listopada zapowiadał się strasznie nudno. Caroline miała iść na imprezę do swego domu, aby pojednać się z Monicą, która właśnie miała pierwszą przepustkę z poprawczaka. Emily miała w ten dzień masę pracy przy bibliotece, gdzie organizowali jakąś potańcówkę dla licealistów. Jedyna i najlepsza opcja to spędzenie czasu z dwójką wspaniałych facetów. Pierw postanowili iść na zakupy, aby zaopatrzyć się w całą górę słodyczy, świec oraz mrożonej pizzy. Żadnej osobie z grona nie chciało się męczyć z gotowaniem. Oczywiście chłopacy nie szczędzili też swoich portfeli na alkohol. Z sześcioma, dużymi paczkami wrócili do kawalerki Davida.
- Mała, masz napij się.- zaśmiał się brat podając jej taniego szampana, po którym szybko wpadała w błogi stan.
- Wiesz że nie lubię pić.- skrzywiła się.- Poza tym po północy ma dzwonić Dan, nie mogę być pijana!- zmarszczyła nosek na samą myśl. Każdą z rozmów traktowała jak mszę na której musiała być.
- Właśnie dlatego pij.- stwierdził Peter otwierając jej butelkę.
- Za dużo o nim myślisz.. niech sobie facet nie myśli, że będziesz na każde jego zawołanie!- David chyba nigdy nie zamierzał zmienić zdania na temat ukochanego siostry. Brązowooki podał jej butelkę więc wzięła z niej podłużnego łyka. Skrzywiła się na smak bąbelków w ustach.
- Gdybym was nie znała bym pomyślała, że chcecie mnie upić i wykorzystać!- zaśmiała się pozwalając chłopakom działać z świecami i innymi rzeczami, które miały ich przygotować do tego wieczoru. 
Kiedy Peter zgasił elektryczne światło, a w salonie zagościło to miękkie z świec dziewczyna poczuła się jeszcze bardziej bezpiecznie i błogo. Jednocześnie też dobiegła ją myśl tęsknoty. Brat usiadł koło niej na kanapie i podał miskę pełną białych pianek oraz długi patyczek jak do waty cukrowej.
- Jak tam sprawy z ogniem?- zapytał David. Blue zeszedł uśmiech z ust i spojrzała na Petera.
- Tajemnica lekarska? Serio?- rzuciła w niego poduszkę.
- Musiałem mu wyjaśnić...- bronił się brązowooki.
- Już myślałem, że leci na dwa fronty.- dodał brat próbując ratować swojego ukochanego z opresji. Blue prychnęła po czym jednak odpuściła.
-Poprawiło się. Może nie jest jeszcze idealnie ale patrz... siedzę w pomieszczeniu pełnym świec i nie panikuję. Jest lepiej... ale proszę nie mów nikomu o tej sprawie. Ja chce... chce coś zmienić. Dopóki jak się uporam i wrócę do normalności to będzie dobrze...- wytłumaczyła. David z lekkim uśmiechem pokiwał głową na znak, że rozumie po czym ucałował siostrę. Był z niej dumny. Żadne wcześniejsze próby uzdrowienia jej z tej fobii nie dawały skutków. Teraz nawet na spokojnie zaczęła opalać piankę nad ogniem świecy. Czas spędzili oglądając filmy, raz udało im się nawet na jakimś muzycznym kanale zobaczyć teledysk do Bad News chłopaków. Oczywiście Blum zabroniła wtedy im wydawać z siebie jakichkolwiek dźwięków. Usta w tym teledysku wydawały jej się zbyt korzystne i jej. Gdy wieczór dobiegał północy, a jej butelka była na tyle opróżniona aby mieć mniejszy problem z wstaniem na równe nogi.
- Chłopacy... siku mi się chce.- jęknęła zdając sobie sprawę jak bardzo ma miękkie nogi. David zaśmiał się również w podobnym stanie co siostra. Jedynie Peter w tym zbiorowisku był trzeźwy. Miał niezły kabaret patrząc na rodzeństwo.
- To idź.- stwierdził niebieskooki.
- Nie mam nóg!- westchnęła, a David wpadł w paniczny śmiech.
- Pijak!- klepnął ją mocno w kolano śmiejąc się. Blue aż syknęła z bólu.- Pijak i kłamca! Jednak je czujesz!- śmiał się jeszcze głośniej. 
Nagle ktoś natarczywie zaczął dzwonić do drzwi. W dziwny sposób dwójka zaczęła śmiać się jeszcze głośniej. Peter wywrócił oczami po czym wstał i poszedł otworzyć drzwi. Nagle do salonu wleciała zapłakana Caroline. Z trudem łapała oddech.
- Patrz jaki ma zajebisty makijaż na Halloween! - wybuchnął David niemal spadając z kanapy na podłogę. Blue bolał już brzuch od śmiechu. Dopiero gdy spojrzała na przyjaciółkę nieco się zdziwiła.
- Blue...- jęknęła przyjaciółka. Peter stanął za nią obserwując rudowłosą z zdziwieniem.
- Znowu się pokłóciłaś z Kyle?- westchnęła Blue chcąc wstać z kanapy ale nie mogła.
- Dan miał wypadek... jakiś... ktoś go w czasie Flaws... miał nóż...- jąkała. - Nie mogli się do ciebie dodzwonić...- jej usta drżały. Uśmiech z twarzy Blu zniknął. Oczy zrobiły się większe i z trudem złapała pierwszy oddech. Cisza zapiszczała w uszach.
- Głupie żarty stroisz w ten dzień...- próbowała się uśmiechnąć, jednak Caroline zacisnęła w dziwny sposób usta. Spojrzała na pozostałych. Widziała w ich oczach ból, zdziwienie ale i też obawę o jej reakcję.
- Blu...- szepnął David wstając z podłogi. Dziewczyna w sekundzie odzyskała trzeźwość umysłu. Nie docierało jednak do niej to co właśnie przyjaciółka jej mówiła. Jaki Dan? Na pewno nie jej...
- Mamy lot do Ameryki za dwie godziny.- mówiła szybko Caro ocierając łzy. Dopiero teraz na policzkach Blum pojawiły się pierwsze łzy. Zacisnęła dłonie na kolanach.
- To nie możliwe... Dan za chwilę kończy koncert i zadzwoni...- mówiła omijając wszelkie realne bodźce. Peter wiedział w jakim szoku jest dziewczyna. Usiadł obok niej na kanapie i zacisnął jej dłoń w swojej.
- Dan jest w szpitalu.- znała ten jego ton. Zawsze tak mówił kiedy docierał do jej świadomości. Jej szklane oczy spojrzały na niego po czym wybuchnęła przeraźliwym płaczem.


              Dwie godziny to za mało aby uciszyć w sobie emocje, ale też za dużo w takich momentach. Każda minuta wydawała jej się za długa. Obawa była za duża. Nie wiedziała co zostanie na miejscu. Czy jedzie aby potrzymać Dana za rękę i czekać aż mu się polepszy, czy też jedzie się z nim pożegnać. Podkrążone oczy od łez były zbyt widoczne, przez pobliskich gapiów którzy na lotnisku się jej przypatrywali. Wyglądała zbyt odpowiednio na ten dzień. Samolot wydawał się zbyt powolny, myślami błądziła po tym co musiało się wydarzyć. Co miało wpływ na tak okrutny postępek jakiejś osoby. Czy nikt nie sprawdza ludzi, których się wpuszcza na koncerty? Na lotnisku czekał na nie Will, który zawiózł dziewczyny do szpitala. Przed salą czekał na nie Woody, Kyle i dwóch innych facetów. Chris od razu przytulił brunetkę, która próbowała trzymać się w kupie.
- Blubluś!- jęknął Kyle. Od razu wziął ją w ramiona gdy tylko Woody ją puścił. Pociągnęła nosem próbując nadal być twardsza niżeli była.
- Co z nim?- zapytała Caroline zapłakana już od samego wejścia. Choć niezbyt przepadała za Danem, teraz obawiała się o jego życie tak samo jak pozostali.
- Miał operację... doba zdecyduje...- odpowiedział krótko jeden z dwóch nieznanych mężczyzn.
- Muszę do niego wejść...- powiedziała Blue stając na równych nogach odszukując wzrokiem sali gdzie może leżeć Smith.
- Blue, to nie ma sensu... on śpi.- powiedział Woody patrząc na nią błagalnie.
- Nie ma sensu? - wysyczała walcząc nadal z łzami.- Mówicie, że może została mu pieprzona doba, i ja tej doby nie mam spędzić przy nim?- jej głos był hardy lecz nieco piszczący. Will przetarł dłonią oczy. Starał się być najbardziej twardy z Bastillowej ekipy. Kyle nawet nie chował swych czerwonych oczu.
- Gdzie on jest?- zapytała ciszej.
- Sala 312.- powiedział William nie chcąc zabraniać dziewczynie tego spotkania.
         Od razu odszukała wzrokiem owego numerka. Niedaleko. Ruszyła bojąc się postawić każdy z kroków. Nadal do niej nie docierało. Czego się spodziewać? Przełknęła z trudnością ślinę po czym nacisnęła klamkę. Ciemność jaka panowała w pokoju była niesamowicie nieprzyjemna. Od razu ją to zmroziło, tak samo jak zimno. Przy łóżku świeciła mała lampka, jednak poza konturami twarzy Dana nic więcej nie widziała. Odszukała dłonią na ścianie przycisku do zapalania światła. Gdy jasność pojawiła się w pomieszczeniu Blue go ujrzała. Blade usta, niemal papierowa twarz, bezwładne ułożenie ciała, ciemne włosy które opadały mu na twarz, pełno pikających urządzeń, które były zależne od jego ciała. Blue niemal zsunęła się po ścianie.
- Dan!- pisnęła z łamaniem się wszelakich murów w jej ciele. Woody z korytarza zobaczył ją i wbiegł do pokoju.
- Blue do cholery!- przeklną głośno pod nosem podnosząc ją z ziemi. Ona nie mogła oderwać wzroku od ciała swego ukochanego. Była wściekła na łzy kiedy  zasłaniały jej jego obraz. Bała się mrugnąć aby go nie stracić.
- Choć, przewietrzysz się.- poprosił perkusista próbując ją wyprowadzić z pokoju.
- Nie! Nie Chris!- wyrwała mu się z objęć i z trudem oddychała.
- Blum...- szepnął.
- Chcę z nim być... sama.- odpowiedziała wycierając dzielnie łzy. 
        Nie patrząc na jego obecność odwróciła się w stronę leżącego na łóżku. Nie miał zapewne świadomości, że tu była. Przysunęła sobie do jego łóżka jakiś fotel po czym na niego usiadła. Z obawą zerknęła na jego dłoń wystawioną za materac. Niepewnie, stopniowymi ruchami przybliżyła swoją dłoń do jego. Kiedy dotknęła jego skóry zdawał się zbyt zimny. Niemal zdławiła kolejny atak histerii. Gdyby nie słyszała znanych sobie dźwięków maszyn, zaczęła by krzyczeć, że Dan nie żyje.
- Co oni ci zrobili?- wyszeptała przybliżając jego dłoń do swego policzka. Nie mogła uwierzyć,  że jej nie odpowie. To było zbyt bolące. Nigdy nie uwierzyłaby komukolwiek, że do czegoś takiego może dojść. A jednak. Jego mama miała rację bojąc się o niego.
- Nie zostawiaj mnie teraz samej!- wybłagała wyciągając drugą wolną dłoń aby odsunąć włosy z jego twarzy. 
          Płacz szybko nie ustąpił. W ciągu nocy, którą Blue spędziła na fotelu, trzymając ciągle Dana za rękę, zjawili się rodzice chłopaka, następnie siostra i jej mąż. Ciągle nowe osoby się pojawiały w sali, co chwile ktoś wchodził i wychodził jednak nie dziewczyna. Żadnymi siłami nie szło jej odciągnąć od Smitha. Była jak w hipnozie, prócz oddychania niczego nie potrzebowała. Zaschnięte łzy na jej policzkach nawet jej nie przeszkadzały. Popołudniu następnego dnia zrobiło się ciszej. Rodzice poszli na obiad, od którego stroniła Mała. Została z nim sama. Wyczerpanie dawało o sobie znak. Przysypiała oparta o materac jego łóżka. Po kilku godzinach drzemki poczuła ten jeden wyczekany ruch dłonią, a następnie kolejnych kilka. Blue uniosła szybko głowę przez co trochę zakręciło jej się w niej. Akurat w tym momencie, jedząc sobie serowe czipsy wszedł do pokoju Kyle, mlaszcząc nieprzystępnie.
- Mówię ci Blubluś, tyle tych papierków na policji wypełnialiśmy...Nie wiem czy przypadkiem nie podpisałem gdzieś tam zgody na publikację mojej wyczepiastej biografii z okładką z kocimiętki!- prychnął i dopiero stając naprzeciw niej, po drugiej stronie łóżka Dana zauważył jej minę.
- Cholera umarł?!- przestraszył się, a jego czipsy upadły na ziemię.
Dan w tym momencie zakaszlał i nieco się uśmiechnął. Już nie miał rur w swym ciele, które pomagały mu oddychać.
- Choćbym umarł on będzie wciąż gadał głupoty...- wychrypiał Smith nadal mając zamknięte oczy. Blue aż poczuła jak szybciej bije jej serce słysząc jego głos. Momentalnie rzuciła się na niego tuląc się. Brunet syknął z stłumionego przez leki bólu.
- I cholera przez ciebie straciłem tyle dobrych czipsów!- oburzył się brodacz padając na kolana i zbierając jak najszybciej swoje przysmaki.
- Zasada pięciu sekund!- powtarzał.
Dan zaśmiał się znowu z trudem unosząc nieco rękę, by móc pogładzić Blum po głowie. Dopiero wtedy otwarł oczy upewniając się czy to ona. Widząc jej czerwone oczy i policzki westchnął. Nadal był bez siły ale był.
- Śniłaś mi się- powiedział oszczędzając się ile mógł. Przymknął znowu oczy bo tak czuł się lepiej. Blum zaśmiała się przez łzy całując go w usta.
- To dlatego mu stał wacek!- stwierdził Kyle otrzepując kolana po czym oblizał sobie palce od resztek czipsów. - Niby chory, a gotowy. - skwitował śmiejąc się.
- Co?- otwarł nagle jasne oczy marszcząc brwi.
- Nie słuchaj go... Kyle idź po lekarza... i rodziców.- zarządziła.
- Gdyby poprosił mnie Dan, to bym nie polazł... a że ty Blubluś.- westchnął bezradnie, odstawiając srebrną paczkę w nogi łóżka Dana. Jednak przystanął przy drzwiach i chrząknął.
- Dobrze że żyjesz bracie...- po czym wyszedł. Aż Blum się zdziwiła. Wiedziała, że pod tą skorupą luzaka jest bardzo wartościowa osoba.
- Bałam się.- przyznała gdy zostali sami. Dan spojrzał na nią zbierając resztki siły i pogładził jej policzek.
- Ja też... jak upadałem..Wiedziałem, że będziesz czekać.- westchnął i zamknął oczy. Znowu się do niego przytuliła jednak tym razem bardziej ostrożnie.
        Lekarz przyszedł i zbadał Dana. Najgorsze za nimi. Miał cztery raty kute w brzuchu, jeden niemal docierał do wątroby chłopaka, oraz do nerek. Były to mocne i zdecydowane pchnięcia. Chłopacy twierdzą, że Dan musiał stać oko w oko z oprawcą. Ten jednak nie miał jak na razie siły na opowiadanie. Blue postanowiła nie wracać do Londynu, tak jak to zrobiła Caro. Została w Stanach przy Danie. Chłopacy odwołali częściowo trasę. Po dwóch tygodniach wypuścili Smitha z szpitala i zamieszkał w hotelu wraz z Blue. W internecie oraz telewizji całe wydarzenie zostało rozwiane na miliony wątków. Światowi Stormersi zakładali różnorakie strony nienawidzące tego co zaatakował go, oraz wspierające wokalistę. Para jednak była poza tym wszystkim.
- Jesteś moją pielęgniarką!- zaśmiał się Dan kolejny dzień spędzając w łóżku. Rany się na tyle pogoiły aby mógł nie brać leków.
- Chyba jesteś już zdrowy.- stwierdziła odbierając od niego laptopa. Dan chwycił ją za biodro i przyciągnął do siebie. 
- Uwielbiam kiedy nosisz sukienki.- wymruczał. Blue wywróciła oczami to słysząc.
- Brak mi na ciebie słów... za dużo czasu spędzasz Kyle i przejmujesz jego teksty.- mówiła siadając mu na biodrach.
- Jak byłem mały i... wyzdrowiałem to mama zawsze dawała mi nagrodę.- zaczął po czym kąciki jego ust zadrżały. Blue aż się zdziwiła.
- Matko! Co ci mama takiego robiła,  że teraz chcesz tego ode mnie? Myślałam, że miałeś normalne dzieciństwo!- udała przerażoną, a chłopak zaczął się śmiać.
- Kupowała słodycze.- odpowiedział obalając wszelkie insynuacje dziewczyny.
- Ah! Mogłeś tak od razu, zejdę do sklepu i coś ci kupię.- udawała głupią, chcąc wyprowadzić go z równowagi. Nawet zaczęła wstawać, ale silne dłonie mężczyzny przytrzymały ją.
- Miesiąc tego nie robiliśmy... błagam Blue... zawaruję!- jego oczy niemal ją rozbierały. Ona sama nie mogła się mu już sprzeciwiać. Jedynie bezgłośnie pokiwała głową.
- Zamknięte są drzwi?- upewnił się, zdając sobie sprawę, że Kyle mieszka w tym samym hotelu.
Były zamknięte...



Nowy rozdział po ponad tygodniu 0.o
Niemożliwe :C
Zaniedbałam was!!
Zabijcie! 
Miałam go dodać w sobotę ale...
pierw był u mnie narzeczony, później kicha w życiu osobistym.
Ale jest teraz.
W sobotę skończyłam z pracą więc!
będą rozdziały częściej! błahahah!
może już jutro będzie kolejny :) 
a w kolejnym duuużo akcji...
trzy potężne wiadomości!
Dlaczego? 
Cóż... Koralik dobiega do końca.
Obliczyłam, że jeszcze 5 rozdziałów i...
boli ale każda opowieść ma koniec. 
Mam nadzieję, że kolejne opowiadanie też was wciągnie.
Ale jak na razie skupmy się na tym co jest :)
Co sądzicie? 
Jak się podoba?
Zapraszam do komentowania!!!!!
Wasza Tumburulka!

Szykujcie się na masę wrażeń!
Kocham was!

sobota, 27 września 2014

9.000 views!

JA I MÓJ OPÓŹNIONY ZAPŁON PRZEZ NOCKI :C
Przepraszam! 
I dziękuję! Tyle was już musiało kliknąć w mój blog *_*
Chyba nigdy nie będę mieć dość dziękowania wam za to. 
Znowu nie zrobiłam dla was specjalnego fotoszopa, jednak mam dla was co innego.
Podsumowanie akcji urodzinowej dla Willa, prowadzonej przeze mnie z grupy fb Bastille XXX, której jestem założycielką :) Odniosłyśmy sukces, częściowy ale też bardzo zadowalający :) 
Znowu udowodniłyśmy że siła jest w zbiorowości, samemu nic się nie ukula! 
KOCHAM WAS! 
I DZIŚ NOWY ROZDZIAŁ DZIOBACZKI!!! :) w końcu!
PS. 
Koniec pracy dorywczej = więcej czasu dla bloga...
zarobiłam już na difffki, mahihuane i Dana więc starczy :D


Wasza Tumburulka!

poniedziałek, 22 września 2014

Opowiadanie "Koralik" rozdział 36.

*W dzisiejszym rozdziale znajdują się sytuacje niestosowne dla grupy wiekowej poniżej 18 roku życia! Każdy czyta na swoją odpowiedzialność! Chociaż moim skromnym zdaniem więcej zboczeństwa jest w M jak Miłość... ale w razie czego pisze to*

36.



       Caroline dopiero wróciła pod wieczór. Była ubrana w jakieś dresowe spodnie i bluzkę. Blue momentalnie znalazła się w kuchni. Jednak rudowłosa momentalnie poszła do swego pokoju unikając wzroku. Blue nie dała się zwieść. Weszła bezceremonialnie do pokoju przyjaciółki.
-Tobie do reszty odbiło?- zapytała nieco wkurzona na Caro.- To, że zachowujesz się irracjonalnie to zrozumiem... norma. Jednak chcesz wziąć rozwód? Kobieto ty myślisz?- brunetka była nieustępliwa. Właścicielka mieszkania usiadła na łóżku i wyciągnęła do Blue rękę z grubym plikiem kartek.
- Co to?- zdziwiła się Mała podchodząc bliżej. Gdy wzięła do ręki owe papiery zobaczyła wielki napis: „Dokumenty rozwodowe kancelarii prawnej, Thomas Grey adwokat.” Aż przeszedł ją dreszcz na samą myśl.
- Zwariowałaś...- szepnęła brązowooka zerkając na poważna przyjaciółkę.
- Tobie też bym radziła trzymać się z dala od nich.- poradziła zimnym tonem przecierając różowe policzki.
- A tobie ja bym radziła trochę przejrzeć na oczy.- dodała wkurzona Blue po czym wraz z papierami ruszyła do kuchni.
- Ej! Co ty robisz?- Zapytała rudowłosa wstając z łóżka.
 Blue zabrała zapałki po czym ruszyła niemal biegiem do łazienki. W wannie położyła papiery, a następnie zrzucała na nie podpalone zapałki. W końcu papier się zajął,  a Blue aż wcięło. Patrzyła jak zwiększa się płomień. Nie przewidziała tego. Reagowała jak to w różnych serialach, zapominając o swym uszczerbku na psychice. Cofnęła się o krok z paraliżującym strachem. Caroline wleciała do łazienki z przekleństwem na ustach po czym zaczęła gasić ogień.
- To co się nie spaliło to zamokło! Niech cię piorun Blue!- jęknęła biorąc w ręce papiery, a raczej co na nich zostało. Dopiero po chwili zauważyła bladą twarz przyjaciółki. Widząc martwe oczy jak i zaciśnięte szczęki. Już zapomniała o papierach rozwodowych, pomogła jej usiąść po czym otwarła niewielkie okienko.
- Blue spokojnie... nic się nie stało.- mówiła spokojnym tonem. Blue ścisnęła dłonie w pięści i zamknęła oczy.
- To nie znikło...-wyszeptała. Caroline przytuliła ją mocno do siebie.


         Zostały jedynie dwa dni do wyjazdu. Blue niemal miała skrzydła. Nic i nikt nie mógł zniszczyć jej humoru. Choć bolały ją te różnice czasu między nią, a Danem, dawali sobie razem radę. Kiedy spała, Smith miał występy ale zawsze po nich wysyłał jej sms. Rano wstawała szybciej aby przed snem choć na chwilę mogli porozmawiać. Wzajemnie za sobą bardziej tęsknili.
Ostatniego dnia kiedy miała iść na studia odliczała niemal sekundy do końca wykładu. Pomimo, że nie był on obowiązkowy musiała coś ze sobą zrobić. W domu roznosiła ją energia i nie mogła się na niczym skupić, a tutaj musiała stabilnie siedzieć. Kiedy usłyszała, że już koniec jako pierwsza wyrwała się z ławki pędząc przez wilki korytarz mijają tłumy nieznajomych twarzy. Nagle została przez kogoś złapana za ramię i targnięta do ściany. Zdławiła kwik w ustach widząc twarz owej osoby.
- Hej Blue.- powiedział mężczyzna wbijając w nią wyczekujące spojrzenie
- Co ty tu robisz?- jej wrogi ton zabrzmiał dość mocno, jednak był znacznie łagodniejszy niżeli porównać do słów które używała przy Danie.
- Jeśli nie pamiętasz, to tutaj pracuję. Zobaczyłem cię i stwierdziłem, że musimy porozmawiać.- stwierdził Peter nie uciekając od niej wzrokiem. Było to dla niej krępujące. Zjerzyła się na samą myśl rozmowy.
- Myślę, że to nie ty powinieneś ze mną rozmawiać.-odrzuciła chcąc ruszyć w swoją drogę, miała spakować się do USA. Chicago czekało na nią
- Właśnie to ja muszę z tobą porozmawiać.- jego głos był nieustraszony. Zagrodził jej drogę tak, że Blum mogła pomarzyć o odejściu.
- Niby o czym? Że wszyscy wiedzą,  że mój brat ma faceta ale nikt nie odważył się mi tego powiedzieć?Że pewnie gdybym nie weszła na to jak się bzykaliście to bym do dziś nie widziała... Nie bądź śmieszny. - prychnęła. Mimika Petera zmieniła się diametralnie. Był wściekły.
- Lepiej abym nie pokazał kto tu jest śmieszny. Zawsze miałem cię za modrą dziewczynę,Może się myliłem.- Blue chciała coś powiedzieć jednak ten zakazał jej ruchem dłoni.
- Jesteś egoistyczna i jakbyś nie pamiętała jakie oparcie masz w Davidzie, jak cię kocha, co robił dla ciebie po wypadku... Był wiecznie dla ciebie. A teraz kiedy on cierpi z faktu co odkrył w sobie... Ty go skreślasz. Uwierz... sam przed sobą nie chce powiedzieć, że jest Gejem. Boi się tego słowa. A jeszcze bardziej boi się odrzucenia przez rodzinę, a na pewno przez ciebie. I stało się to czego obawiał się najbardziej... masz go za gówno. Nienawidzi teraz siebie, nienawidzi mnie...Jest gotowy zaprzeczyć swojemu ja abyś ty tylko została jego siostrą. Nawet nie wiesz ile lat udawał ''normalnego'', nawet nie wiesz ile wycierpiał... Tylko dla dobrego imienia rodziny... i dla ciebie. - jego słowa były ostre jak żyletki, jednak bardzo potrzebne. Blue otwarła oczy. Peter jako psycholog, a jednocześnie ukochany jej brata zbyt dobrze potrafił dobierać słowa. Było w nich za dużo prawdy. Blum aż oparła się o ścianę uciekając wzrokiem.
-Nie proszę cię o nic, poza tym abyś zrobiła coś... Nie wychodzi z domu, jest wrakiem... boję się go samego zostawić w domu. Otwórz oczy i zobacz jaka jesteś dla niego ważna... a właśnie ciebie teraz potrzebuje. Obecnie oblewasz egzamin na bycie siostrą. Tyle chciałem ci powiedzieć.- stwierdził i jak gdyby nigdy nic odszedł. Blue stała tam chwilę nie mogąc złapać oddechu. Kiedy Peter zniknął za zakrętem nagle zaczęła biec. Odgoniła go z łzami w oczach.
- Daj mi klucze od jego mieszkania.- nakazała. Peter z lekkim uśmiechem dumy, wyciągnął je z kieszeni i wręczył zaciskając jej chudziutką dłoń w swojej.
- Mysza, wiedziałem że nie jesteś złem śmiertelnym.- puścił do niej oczko, następnie przytulił dziewczynę. W ten sposób się rozstali.
          Blue leciała jak na skręcenie karku. Taksówka zawiozła ją pod znaną sobie kamienicę. Zapłaciła mężczyźnie i wbiegła po schodach. Niepewnie odkluczyła drzwi. W mieszkaniu panowała cisza, już od niewielkiego holu walały się góry śmieci i ubrań. David musiał być w strasznym stanie. Idąc dalej zobaczyła skulonego na kanapie brata. Leżał z kilkudniowym zarostem, nieuczesany i nieumyty. Ubranie miał brudne od resztek jedzenia. Blum skrzywiła się widząc to wszystko. Stanęła w progu oddychając cicho. Dopiero po chwili David zauważył że ktoś wszedł mu do mieszkania. Uniósł głowę i zobaczył brunetkę. Zamarł. Był blady, widocznie niewyspany. Pod oczami miał sine worki. Blue zaszkliły się oczy widząc jego stan. To łączyło tą dwójkę, bo David również zaczął mieć łzy w kącikach oczu. Długo milczeli. Żadne z nich nie wiedziało co się stanie, to głównie mężczyzna czekał na jej pierwszy krok.
- Kocham cię, bracie.- udało jej się tylko tyle wydusić z zaciśniętego gardła. Niebieskooki zerwał się z kanapy i w sekundzie znalazł się przy siostrze tuląc ją mocno do siebie. Mała wybuchła płaczem wtulając się w jego ramię.
- Przepraszam.- szepnął David walcząc z tym aby być twardym. Niezbyt mu to wychodziło.
- Ja przepraszam... ty... ja cię kocham David... jesteś moim bratem, zawsze będziesz... chociaż ty i Peter... chociaż gdybyś był z kosmitą...a albo sam myślał że nim jesteś... jesteś jedynym bratem... moim jedynym Davidem.- mówiła zdławionym głosem.
- Akceptujesz mnie?- zdziwił się zerkając na nią, przy okazji wycierając jej łzy z policzków. Blum nie mogła już nic powiedzieć więc jedynie pokiwała głową.
- I nie masz nic przeciwko że jestem z Peterem? Nie brzydzisz się mnie?- był w szoku widząc że nie ucieka od niego, ani nie chce spalić na stosie.
- Jeśli daje ci szczęście... miłość ma swoje prawa. I nie brzydzę się tobą ale.. na tej kanapie o na pewno już nie usiądę.- zaśmiała się nieco pod koniec. Brat przytulił ją jeszcze mocniej do siebie i dopiero wtedy pozwolił sobie na dwie spokojne łzy które spłynęły mu po policzkach.
- Boże dzięki ci...- szepnął zamykając oczy.
               Po chwili siedzieli przy stole na krzesłach. Blue miała w dłoni kubek z sokiem pomarańczowym. David wrócił spod prysznica i usiadł naprzeciw niej.
- Powiesz mi co tu robił Dan? Czy czy miałem omamy od adrenaliny?- zapytał wycierając włosy ręcznikiem. Blu spojrzała za okno i zacisnęła usta.
- Ok, obiecuję że nie będę zbyt sceptyczny...- powiedział podnosząc dłoń do góry niczym skaut.
- Długa opowieść... przyjechał aby dogadać się ze mną. Zrobił dużo wbrew sobie myśląc że to nam ułatwi życie. Wyszło że utrudniło. Przeprosił mnie... okazało się że wcale nie jest taki bezduszny, że jednak nie tylko ja wpadłam w to po uszy.- uśmiechnęła się nieco przypominając sobie chwilę na dachu.
- Tego dnia uparł się że przyjdzie odprowadzić mnie pod twe mieszkanie...myśleliśmy że był włam...tyle.-wzruszyła ramionami. David upił łyka gorącej kawy i westchnął.
- Jesteśmy oficjalnie parą...- dodała szybko aby brat znowu nie miał podejrzeń co do drugiego dna zachowania Dana. Mężczyzna pokiwał głową.
- Czas abym mu zaufał?- zapytał siostrę.
- Lecę do niego na weekend do Chicago.- oznajmiła. Blondyn zdziwił się unosząc brwi jednak nie powiedział nic negatywnego.
- Więc nie mam nic do powiedzenia...- westchnął bezradnie.
- Jestem już duża... nawet rodzice nie wiedzą.- przyznała się z lekkim uśmiechem.
- Nie łatwo będzie mi cię oddać w ręce innego faceta, ale przekaż mu że jeśli cię tym razem zrani to wyrwę mu wszystkie włosy łonowe jednym ruchem.- stwierdził, a Blue aż się skrzywiła na samą wizje takiego zabiegu.



              Nadszedł wyczekany dzień. Blue stała z niewielką walizką w ręce czekając na odprawę. Nogi same jej chodziły. Tylko kilka godzin miała się znaleźć przy JEJ Danie. Caro jechała z nią, przekonała rudowłosą z wielką trudnością. Jednak miała inny cel niżeli Mała by chciała. Miała nowe papiery rozwodowe w swej torbie. Blum jednak wierzyła że gdy zobaczy swego męża to coś w niej się zmieni. Znalazły się w samolocie. Blu zaczęła słuchać muzyki. Sama nie wiedziała kiedy minął lot. Gdy stanęła na lotnisku w Chicago był wczesny poranek. Wszędzie jednak było pełno ludzi. Odebrała swój bagaż i wraz z rudowłosą ruszyły o wyjścia. W połowie drogi, kilkanaście metrów od niej znalazła wzrokiem uśmiechniętą twarz chłopaka. Momentalnie rzuciła się do niego biegiem. Rzuciła bagaż gdzieś w połowie i wpadła w jego objęcia. Dan podniósł ją i obrócił dookoła swej osi. Zaraz odnaleźli swe usta całując się na powitanie z tęsknotą.
- Moja Blue.- szepnął patrząc na jej twarz jakby pierwszy raz w życiu ją zobaczył.
- Ohyda...- syknęła Caro wywracając oczami przechodząc koło pary, mając w dłoniach bagaż przyjaciółki. Dan i Blue zaśmiali się i ruszyli za nią trzymając się za rękę. Ruszyli do hotelu gdzie dziewczyny mogły się odświeżyć, zjeść śniadanie. Kiedy chciała iść do łazienki w hotelowej restauracji natrafiła na Chrisa. Musiało się to stać. Stanęli nie wiedząc co zrobić. Ostatnio widzieli się na lotnisku. Woody wiedział zbyt dobrze dlaczego ona tu jest, a raczej dla kogo. Wiedział, że jest przegrany. Nigdy nie myślał o tym aby z nią być.
- I jak tam Blue?- zapytał w końcu się odzywając.
- Woody..- westchnęła uciekając wzrokiem wzrok.
- Ej mała... kurcze wiem że przywaliłem wtedy tym wszystkim ale... nie wymagam od ciebie abyś rzuciła się mi w ramiona. Wiedziałem że nigdy nie będę z tobą... różnica wieku, jestem twoim przyjacielem. Wkurzyłem się że Dan tak się zachował... ale... Myliłem się w ocenie.- wzruszył ramionami.
- Jeśli teraz do ciebie się przytulę nie odbierzesz to jako zachętę?- zapytała unosząc brew do góry.
- Nie, jesteśmy przyjaciółmi.- obiecał. Przytulili się i ulżyło jej na sercu. W ciągu kilku godzin Blue, Caroline wraz z Bastille znaleźli się w wielkim studio nagraniowym pewnego show.
- Miała być jakaś niespodzianka.- zaczęła Blue zaczepiając się w Dana. On odkąd tylko pojawiła się przy jego boku chodził uśmiechnięty, niemal nie opuszczał jej na dłuższy czas.
- Poczekaj aż się zacznie. Będziesz z Caro na widowni. Ja muszę z chłopakami zająć się instrumentami.- Dał jej buziaka w policzek. Blue zrobiła podkówkę z ust, co rozśmieszyło chłopaka.
- Nie chce słuchać jak twoje fanki oblizują się na twój widok.- aż ją to zmroziło. Na pewno zrobiłaby się jeszcze bardziej zazdrosna o niego, a przecież chciała to w sobie wyciszyć. To jego praca i pasja, nie mogła mu robić zastrzeżeń.
- Tu nie ma fanek, to wynajęta publiczność. - wyjawił puszczając do niej oczko. Takimi prawami żyła telewizja. No i stało się. Dan zniknął a Blue znalazła się na widowni w środkowym rzędzie po prawej stronie widowni. Prowadząca show wyszła witając się. Show miało być nadawane na żywo. Blum trzymała kciuki za chłopaków, Caro za to co jakiś czas pisała coś na telefonie udając że ją to nie obchodzi. Tak naprawdę obie przeżywały występ chłopaków.
- Kochasz go?- szepnęła Mała do rudowłosej. Ta uniosła wzrok na nią. Wiedziała że tak.- Co z papierami?- zapytała.
- Dam mu po tym...- odpowiedziała cicho. Dotąd unikała spotkania z Kyle.
            Zaczęło się. Na scenie pojawili się chłopacy. Dan z niewinnym uśmiechem zerknął na tłumy „fanek” odszukując wzrokiem Blue. Widząc ją pomachał. Zaraz po tym chłopacy na znak zaczęli grać. Pierwszy raz słyszała tą piosenkę, jednak widownia zachowywała się jakby znali ją od zawsze. Dziwni ludzie. Jednak za to im płacili. Dan dotknął mikrofonu i jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki Blum uwolniła się od zbędnych myśli.













- Uhu! Co za emocje!- powiedziała prowadząca witając się z chłopakami. Dalej przeszli na wielką kanapę gdzie wszyscy rozmawiali. Tematem była Ameryka, koncerty... norma. W końcu kobieta spojrzała na Dana z błogim uśmiechem.
- Nowa piosenka, wywiad który zburzył wiele kontrowersji wśród waszych fanek... Dan, wyjaśnisz nam o co w tym chodzi? Czyżbyś naprawdę był zakochany?- uniosła brew na niego. Dan zaśmiał się przygwożdżony do muru i zerknął na widownię.
- Wstydzi się.- zaśmiał się Kyle. - Może ja odpowiem?- zapytał wiedząc jak Dan zareaguje.
- Nie... Chciałbym zachować wiele dla siebie...- zaczął się jąkać przeczesując włosy które znowu były na lakierowane.
- Zdradź nam chociaż rąbek tajemnicy.- poprosiła a widownia zaczęła na rozkaz klaskać.
- Emmm...- westchnął zaczynając się bawić sznurówką swych butów.- Kyle mówił wiele prawdy wtedy... mogę tylko zdradzić że nie jestem już emocjonalnym obibokiem.- uśmiechnął się niepewnie i zerknął znów na Blue. Nieco go rozpraszała, jednak chciał aby to słyszała osobiście. Blue uśmiechnęła się do niego czując jak silnie bije jej serce.
- Czyli możesz przyznać że jesteś w związku?- wierciła mu dziurę w brzuchu.
- Yep...- odpowiedział krótko zwracając w końcu uwagę na prowadzącą i znowu na swoją dziewczynę.
Cały wywiad przebiegał bardzo spokojnie aż w pewnym momencie coś huknęło, gruchnęło i całe zasilanie szlak jasny trafił. Blue poczuła się niepewnie nic nie widząc.
- Proszę nie wpadać w panikę!- usłyszeli męski głos zarządcy tego show. Wtedy stało się coś, od czego Blue postradała zmysły. Nagle z jakiegoś urządzenia zaczęły wylatywać iskry. Spięcie. Wtedy oto wróciły wspomnienia. Strach, zdławiony krzyk w gardle, przerażenie.
- Blue...- jęknęła Caro zaświecając komórkę aby zobaczyć co się z nią dzieje. Wtedy Mała wydała z siebie krzyk kiedy kolejne urządzenie strzeliło i wydało na świat iskry oraz dym.
Dan momentalnie zrobił to co Caro i włączył latarkę w telefonie. Nie patrząc na nikogo ruszył w publiczność. Byle do rozhisteryzowanej Blue.
- Spokojnie...- poprosił biorąc ją za rękę, a następnie podniósł ją na ręce i przy pomocy Caro zszedł z widowni.
- Chłopaki pomóżcie!- zawołał kiedy awaryjne, stłumione światło się zapaliło. Ci ruszyli natychmiast w ich stronę. Niczym asekuracja odnaleźli wyjście tylne. Ich menadżer zajął się wszystkimi sprawami. Blue drżała na ciele, co Smith czuł zbyt dokładnie. Bał się o nią. Ostatni taki wyczyn spowodował jej zamknięcie w szpitalu. Gdy znalazł się z nią sam w pokoju hotelowym, usadził ją na łóżku a następnie klęknął przed nią chwytając jej twarz w swoje dłonie. Otumanionym wzrokiem spojrzała na niego.
- Przepraszam.- wyszeptała bladymi ustami.
- Nie przepraszaj.- poprosił. Ta uciekła wzrokiem czując się durnie. Narobiła mu tylko problemów.
- Ej... Blue nie uciekaj ode mnie.- zaczął mówić głośniej widząc jak się zamyka. - Blue... spójrz na mnie...
Nie reagowała kiedy po policzkach zaczęły płynąć jej łzy. Dan był zdesperowany. Gdyby był tu David to by wiedział co robić.
- Blue kocham cię.- jego głos był silny i szczery. To zadziałało. Blue zmarszczyła brwi nie wiedząc czy naprawdę to usłyszała. Niebieskooki nieco się uśmiechnął widząc że się udało.
- Kocham cię... kocham... kocham... kocham...- powtórzył czując niesamowitą ulgę z słów które mógł jej w końcu powiedzieć. Blum momentalnie znalazła się w jego objęciach.
- Ja ciebie Dan... Kocham cię też.- szepnęła. Dan zaśmiał się całując ją w szyję.
- To jest najważniejsze...- dodał.
- Zepsułam twoje plany...- powiedziała odsuwając się od niego nieco.
- Ani trochę...- jego głos stał się nieco chropowaty. Zaczął powoli całować ją za uchem schodząc coraz niżej. Blu zmarszczyła brwi czując się dziwnie.
- Co robisz?- zapytała po chwili czując jego usta tuż przy obojczyku.
- Zdenerwowałaś się... teraz muszę odwrócić twoją uwagę od... - nie dokończył bo zaczął całować drugą stronę jej szyi. Blue jęknęła czując to wszystko.
- Dan ale ja nie chcę...- powiedziała broniąc się przed uczuciem które w niej rosło.
- Czego?- dodał niskim mruknięciem ściągając z niej rozpinany sweterek. Duszno jej się zrobiło kiedy uśmiechnął się kącikiem ust.
- Nie chce jeszcze tego zrobić...- jej głos się załamał i było słychać że jej ciało chce czegoś innego. Dan zaśmiał się po czym pochylił się nad jej ustami aby zagryźć jej dolną wargę.
- Na pewno?- zapytał zbyt sugestywnie. Resztkami rozumu Blue broniła się jak mogła przed tym wszystkim.
- Tak...- jęknęła gdy jego dłoń delikatnie opuszkami od skroni, przejechała po jej szyi aż do linii dekoltu.
- Mhm... nie chcesz tego ze mną zrobić to chcę chociaż połowy....- poprosił i drugą dłonią dotknął jej biodro.
- Dan...- szepnęła przymykając bezsilnie oczy. Uśmiechnął się czując jak triumfuje.
- Chcę spać z tobą... nago.- ostatnie słowo wyszeptał. Momentalnie Blu spojrzała na niego łapiąc oddech.
- Co?!- zdziwiła się jednak ten od razu porwał jej usta w pocałunki, w czasie których jego ręce znalazły się pod jej koszulką. Wybadał linię biustonosza na plecach i delikatnie obuszkiem zaczął manipulować wąskim paskiem.
- Noc, nie będę nic widział...nie dotknę cię w najczulszych miejscach... ale chcę zrobić krok w przód... chcę...- jego oddech stał się cięższy. Czuła determinacje w jego słowach.
- Blue... nie odbieraj mi tego.- szepnął, przegryzając płatek jej ucha. Blue aż nie mogła złapać oddechu. Odchyliła głowę czując nacisk na podbrzusze. Zagryzła dolną wargę, w momencie kiedy jego ciepłe usta zaczęły błądzić po krzywiźnie jej szczęki.
- Zgaś światło...- niemal wydławiła te usta przez namiętność tej chwili. Dan uniósł głowę i zniknął uśmiech. Był poważny, jednak jego oczy aż świeciły od pożądania. Odszedł od niej i poszedł pogasić wszystkie światła, oraz zastawić okna. Gdy panowała w pokoju grobowa ciemność dan stanął za jej plecami.
- Pierw ty.- poprosiła cichym głosem. Smith ucałował ją w kark. Ściągnął z siebie wszystkie rzeczy. Gorąca dłoń, niczym znak, znalazła się na jej talli.
- Połóż się.- kolejna jej prośba. Spełnił ją bez żadnego słowa.
 Jej serce chciało wyskoczyć. Zaczynając odpinać guzik spodni poczuła się jak przed pierwszym razem. Niewiele to się różniło. Obecnie Dan miał być drugim mężczyzną który miał ją mieć przy sobie nagą. Spodnie zjechały po jej nogach, Zaraz po tym brunet mógł usłyszeć jak materiał bluzki i biustonosza cichym szmerem lądują na ziemi. Weszła do łóżka z prawej strony. Dan nie poruszył się ani na centymetr. Jego oddech był urwany. Pozwolił Blum ułożyć się a boku, tyłem do niego. Odczekał chwilę, przełknął z trudnością ślinę po czym odwrócił się tak jak ona. Jego dłoń spoczęła na jej obnażonym biodrze. Dobrze że byli pod kołdrą, inaczej by zamarzli. Zacisnął palce na jej ciele i stłumił jęknięcie w gardle. Oblizał wargi ucząc się jej ciała na pamięć. Dłoń powoli przesunęła się do podbrzusza. Uniknął najczulszego miejsca kobiety tak jak obiecał. Szanował ją, i cieszył się że aż na tyle mu pozwoliła. Pogładził jej brzuch całując przy tym co jakiś czas krótkim pocałunkiem jej ramie. Ona obecni pozbyła się silnej woli. Była w innym świecie. Serce zgubiło rytm, ciało było zbyt gorące. Wszystko wirowało. Dan pogładził na linii jej biustonosza jednak zatrzymał się z trudnością zagryzając dolną wargę. Blum odwróciła się na plecy i niezadowolona stwierdziła że nie widzi Dana... na własne życzenie. Splotła jego dłoń z swoją po czym powolnym, przeciągłym ruchem nakierowała go na swe piersi. Tym razem Dan jęknął z podniecenia.
- Blue...- szepnął, jednak ta odnalazła jego usta. Pocałunek stał się urwany, bardzo dogłębny. Nie wiedzieli nawet kiedy Smith znalazł się między jej nogami. Jeszcze nic nie zrobili, jednak mieli dużą chęć. Zawisł nad nią całując jej nagą szyję.
I bum.
- Blubluś! Danuś!- bezceremonialnie do pokoju wleciał Kyle zaświecając światło. Serce pary stanęło w miejscu kiedy przyjaciel przerwał im w najnatrętniejszym momencie w ich związku.
- Caro i ja nie będziemy brali rozwodu! Pogodziliśmy się!- klasną w ręce jakby nie zauważał tego co właśnie robili.
- Kyle!- syknął przez zaciśnięte zęby, dbając aby nie zauważył czasem nagiego ciała brunetki.
- Kajluś, Kajluś! Kajluś będzie robić bunga bunga z Caro! Tak jak wy!- zaczął nucić. Blue oblała się rumieńcem palącym jak ogień.
- Wynocha!- ryknął wkurzony Dan. Nic dziwnego. Tak się starał, tak kombinował a tu wszystko uleciało.
- Tylko gumki użyjcie!- zalecił brodacz i wyszedł z pokoju zakluczając go. Kyle miał dodatkowy klucz, z niewiadomych przyczyn. Światło zostało zaświecone. Dan spojrzał na Blue i w równym momencie zaczęli się śmiać. Byli bezsilni.
- Idźmy spać...- poprosiła. Dan nie mógł jej odmówić... Jednak dopiero przegrał bitwę... ale wojna jeszcze długa.


Oto nowy rozdział.
Wiem nie ma przecinków, nie był  w ogóle poprawiany.
PRZEPRASZAM!
miał być 3 godziny temu ale... długo go pisałam
Nie wiem jak przeżyję nocki :C
miałam już spać...
Oby się spodobał...
jeszcze mi czcionka się rozwaliła :/
Uhhh :C Boję sięże będą hejtery :C
Aż boję się zapytać co sądzicie?
Zapraszam do komentowania!

niedziela, 21 września 2014

Urodziny Willa!

Hej Kochani!
Niestety przez zmęczenie nie mogę wystrugać rozdziału, jednak jurto do godziny 15 się pojawi. Za to mam dla was niespodziewankę. Jak w temacie, i jak zapewne wiecie jutro są urodziny Willa! Z tej okazji wraz z ludźmi z Facebookowej grupy "Bastille XXX"(na którą was zapraszam jako założycielka) postanowiliśmy zrobić mu prezent. Dość nietypowy... zapewne wiecie jak chłopacy lubią swoje fotoszopy... oraz jak ja lubię je robić. Połączyło to mi się w głowie. Zebrałam grupę ponad 40 osób i oto stanęliśmy do zdjęcia z Willem!
Jak podoba wam się mój pomysł? :) Jeśli chcecie i macie Twittera udostępniajcie owe zdjęcie z #HappyBdayWillFromPolishStormers :)Byłabym wdzięczna!
Oto zdjęcie: