7.
Wszyscy patrzyli oniemiali na to, co się
właśnie w tym niewielkim pokoju rozgrywało. Paczka znajomych zbyt
dobrze widziała jak twarz rudowłosej się zmienia i co to znaczy. Tylko Dan,
który nie znał dziewczyny w ogóle, chciał ruszyć i ich
rozdzielić. Jednak Blue złapała go za tył czarnej bluzki i
pociągnęła do tyłu.
-Jeśli ktoś ma ich rozdzielić to
na pewno nie ty...ona cię zabije.- powiedziała cicho patrząc po
pozostałych. David patrzył na Emilli, Emilli na Chrisa, a Chris
udawał że nic nie widzi. Nikt nie chciał się narażać. Blue cicho westchnęła. Dan już chciał coś powiedzieć jednak
nie zdążył. Nagle Caroline kopnęła Kylego w kostkę.
-
To za mojego kota, a to za
mnie...- i już podnosiła kolano ale między nich wleciała Blue.
Niestety kolano trafiło prosto w jej udo z dość dużą siłą. Ta
Carolina miała siłę.
Kyle zareagował dość prędko i puścił
kota. po czym złapał Blue bo niemal się obaliła. Woody złapał Brysia, który chciał uciekać. Caroline odsunęła się przestraszona
od dwójki, jednak David złapał ją za ramiona aby czasem nie
weszła w jakąś ścianę, która była świeżo pomalowana. Smith i
Emi jedynie patrzyli z otwartymi ustami na to wszystko. Dan jednak
podszedł do Kylego aby zobaczyć co z małą.
- Cholercia Caroline!- jęknęła
ale jeszcze bardziej przeklęczaną pod nosem widząc jak Dan kuca
przy jej nodze. Na jej obnażonym udzie(miała na sobie krótkie
szorty) widniał duży czerwony plac i bynajmniej nie był on od
farby. Dotknął swoją dłonią tego miejsca, a ona zasyczała
wbijając w rękę Kyle'a paznokcie.
- Dan... mnie to aż boli.-
powiedział krzywiąc się czując ten ból. Blu oczywiście od razu
poluźniła swoją dłoń.
- Dobra chłopacy dam radę... -
powiedziała zaciskając usta. Nigdy nie lubiła użalania się nad
sobą. Nawet w najgorszym momencie, kiedy leżała w szpitalu mówiła,
że nic jej nie jest. Jednak o ile teraz to tylko siniak, wtedy to
miało gorsze i miało swoje piętno odbijające się czkawką przez
całe dwa lata aż do teraz.
- Blue... przepraszam... ja nie
chciałam... to znaczy chciałam tego jełopa trafić a nie ciebie.-
zaczęła Caroline, która nieco ochłonęła ale nadal syczała w
stronę Kylego.
- Jasne i jeszcze mnie obrażaj!
Myślisz, że jak masz fajnego kota i jesteś seksowna, to będę ci
wiecznie wybaczał to, że miałaś ochotę zgnieść moje jądra to się
grubo mylisz!- zawtórował jej Kyle, nadal trzymając Blue za
łokieć.
- Nie mam pojęcia co moja siostra
może widzieć w takim idiocie...- rzuciła niemal znowu podskakując
do bruneta, ale David chwycił ją za rękę.
-
Jezu! Dacie już spokój? Żadne
drugiego nie będzie bił! Zrozumiane... a poza tym Brysiek musiał
być zamknięty, zaraz pewnie by chciał zmienić kolor sierści na
szary albo czerwony... mój Wiciek też jest zamknięty, co z tego,
że to królik? Nie przesadzajmy...- nagle Blue pierwszy raz odkąd
oni się zjawili tyle mówiła, ba odkąd wróciła. Pokazała się
dawna ona, jednak na chwilę. Kiedyś wszyscy nazywali ją Sumieniem, bo zawsze dawała dobre rady, umiała kopnąć przyjaciół
kiedy robili źle ale zawsze była im wierna. David jedynie się
lekko uśmiechnął, a Dan wstał z ziemi.
- A teraz każdy do swojego
pędzla... Kyle, ty i Caroline idziecie na jedną ścianę.- nakazała,
bo jeśli mają się kłócić to i tak pewnie będą to robić
tylko odległość by ich prowokowała do rzucania w swoje stronę
różnymi przedmiotami. Skacząc na jednej nodze wróciła do
poprzedniego miejsca gdzie malowała, zaraz po tym to samo zrobili
pozostali tylko Woody stał chwilę mając w rękach kota i nie bardzo
wiedział co z nim zrobić. Wzruszył ramionami pogładził mu
sierść, po czym wyszedł i wsadził go do transportera.
Cisza tej pracy, aż piszczała w
uszach. Blue spojrzała na Emilli gdy ta głośno westchnęła.
- Pośpiewajmy coś!- nagle
jęknęła spoglądając na Chrisa.
- Ja nie śpiewam!- od razu
żachnął się Dan. Blue jedynie wywróciła oczami kiedy napotkała
wzrok Woodyego. Na jego ustach pojawił się wielki uśmiech. Znała
go zbyt dobrze.
- Blue... a pamiętasz jak...
- Nie!- od razu odskoczyła od
ściany.
- Oj no Blue...- przekomarzał się
po czym wychylił się by spojrzeć na Davida.-
Tej pamiętasz swoją
siostrzyczkę jak wtedy śpiewała?- zapytał i się złośliwie
uśmiechnął do brązowookiej. Wiedziała, że gdy brat sobie
przypomni nie będzie przebacz.
-
A wiesz... coś tam pamiętam, a
ty Emi?- zapytał. Już czuła, że jest złapana w ich sidła. Ta
czwórka zawsze wzajemnie wkopywała się i nadszedł dzień, że i
na nią przyszedł czas. Pozostali w zainteresowaniu odłożyli
pędzle i patrzyli na nią. Czuła jak pieką ją policzki.
-
Nie!- znowu powtórzyła jednak
zbyt dobrze znała swych przyjaciół. Spojrzała na Chrisa. Zabije
go! W nocy i to bardzo doszczętnie.
- Nabijaj...- powiedziała do
niego odkładając swój wałek i podchodząc do Emilli.-
A ty mi
pomożesz...- dodała już z uśmiechem.
Nie musiała długo czekać,
aż Woody zaczął wybijać tak dobrze im znany rytm. Cups. Uśmiechnęła
się na samą myśl co ona też robiła na wszystkich tych domówkach
z małym kubeczkiem.. Dalej w odpowiednim momencie obie z Emilli
zaczęły śpiewać. Głos przyjaciółki brzmiał łagodnie, kiedy
to Blue był bardziej kowbojski. Nie śpiewały długo bo by
wszystkich zanudziły. I tak Blue czuła, że było to naprawdę
niepotrzebne. Jednak innym się podobało, a Woody i David jedynie
spojrzeli na siebie w specyficzny sposób. Blum wyczuła, że coś w
tym wszystkim ma drugie dno, jednak nie była pewna czy w ogóle
chce wiedzieć. Wszyscy wrócili do swej pracy i do wieczora, przy
całej masie śmiechów oraz dogryzań pokój był pomalowany.
Chłopacy
z Bastille pożegnali się po kolacji, a dziewczyny wraz z Davidem
siedzieli w kuchni.
- No to wy sobie pogadajcie a ja
zajmę się zmywarką.- stwierdził nieco dziwnie się czując sam w
takim gronie.
- Ten Kyle to dupek!- momentalnie
rzuciła Caroline, kiedy to David odszedł od stołu i cały czas
gładziła sierść swego kota.
-
Kyle jest... bardzo miły i
specyficzny. No i kocha koty.- próbowała bronić znajomego. Jednocześnie chciała
załagodzić cały spór. Przyjaciele jej przyjaciół byli jej
przyjaciółmi, więc idąc drogą Chrisa, Kyle miał być jej
przyjacielem, ale jednocześnie wrodzy jej przyjaciół byli jej
wrogami... i tu powstał konsensus.
- Gdyby nie był przystojny to...-
zaczęła mówić.
- Aaaa! Spodobał jej się!-
zareagowała Emilli pijąc swoją herbatę.
- Spadaj... w tym ośle?- zapytała
oburzona.
- Podoba jej się...- potwierdziła
Blue z wielkim uśmiechem. Obie z Emi zaczęły nagle piszczeć jak
w jakiś Disnejowskich filmach co miały specjalnie wyćwiczone aby
denerwować Davida. Wtedy i rudowłosa oraz brat Blue skrzywili się.
- Ok! Dobra! Co nie zmienia faktu
że jest osłem.- wywróciła oczami Carolina jednak zagryzła dolną
wargę i zapanowała między nimi cisza.
Po tym Emi spojrzała na
rudą i kiwnęła głową w stronę trzeciej dziewczyny. Blue to
zauważyła i aż przeszły ją ciarki.
- O co wam chodzi?- zapytała
prosto z mostu brunetka. Jakby tak patrzeć były jak atomówki.
Uśmiechnęła się do swych myśli jednak zaraz spoważniała.
-
Widzisz... mamy już dość
twego omijania sprawy, wyszłaś wreszcie na zewnątrz i gdyby nie
przypadek nadal byśmy sądziły, że nie ma cię w tym mieście.
Bunkrujesz się przed ludźmi, nie wychodzisz na dwór... żadnej
nam nie chcesz powiedzieć co się wtedy wydarzyło dokładnie, ale
czas może wreszcie chociaż powiedzieć jak TAM było? Co się z
tobą ziało dwa lata?- zapytała prosto z mostu Carolina.
Jednak Blue nie chciała tego słuchać.
Podniosła się z krzesła jednak natychmiast obok niej zjawił się
David chwytając ją za ramiona i zmuszając aby usiadła.
- Nigdzie nie idziesz... jestem tu
z nimi. Czas aby o tym zacząć mówić.- powiedział spokojnie
stojąc za nią.
- Wy nic nie rozumiecie!-
powiedziała prawie ze łzami w oczach. Czuła się jak biedny
kundelek przytwierdzony do ściany przez facetów z schroniska dla
psów. Jej wzrok uciekał, jakby to miało ją ochronić. Jednak nie
było jak uciec. Nagle poczuła czyjąś dłoń na swym kolanie. Jej
wzrok od razu padł na kobiecą dłoń należącą do Emilli.
- Rozumiemy...nawet zbyt wiele.
Nie tylko ty straciłaś w tym wszystkim bliskie osoby, nie tylko to
dla ciebie był szok. Masz nas... pomimo wszystko nie zostałaś
sama... a my chcemy wiedzieć... aby ci pomóc.- mówiła kojącym
głosem. Spojrzała na nią i na Caroline, brat jedynie ścisnął
jej ramię.
Wiedziała, że popiera to wszystko. Zacisnęła usta nie
wiedząc co poradzić. Owinęła się rękami na piersiach i
zamknęła oczy, a po policzkach przepłynęły dwie spokojne łzy.
Przy okazji pogładziła dłoń brata dając mu tym znak, że nie
ucieknie. On sam usiadł obok dziewczyn, zagryzając mocno dolna
wargę. Może i był z niego kawał faceta i odgórnie był twardy,
ale na ból siostry reagował bardzo emocjonalnie.
- To było kilka miesięcy po tym
wszystkim... jakaś koleżanka mojej mamy znalazła Owczarnię
księdza Guy'a Gilberta, która znajduje się w Francji. Jest to
miejsce resocjalizacji młodzieży z poważnymi problemami... z
prawem, z samym sobą...- zaczęła i otwarła oczy, na udach
położyła swe dłonie i zaczęła je skubać. Nie ocierała łez... nie było sensu.
- Przyjmują jedynie osiem
najgorszych przypadków... człowiek znajduje się tam minimum rok,
a najdłużej pięć lat. Jeśli nie miało się nad sobą prawa
decydowało się samemu. Nie ma tam zbyt wiele rzeczy... masę
zwierząt, którymi trzeba się opiekować, na końcu można wziąć
jednego... stąd Wicia. Nie jest się trzymanym w zamknięciu, z
łatwością można uciec ale... i tak się tam wróci. Nie było źle ale... mi to nic nie dawało.- dotąd jej głos był jeszcze spokojny ale teraz minimalnie się załamał. -Ksiądź Guy mówił, że dam
radę, pierw muszę zaufać sobie ale jak? Jak mogę zaufać wiedząc
co się stało? Wiedząc, że może gdybym... gdybym pobiegła po
pomoc może by oni...albo chociaż sama ... jakoś... co jeśli to wszystko przez moją nasraną
psychikę? Dlaczego stałam tak nieruchomo? Jak mam ufać komuś kto
patrzył jak ogień... jak ich... Wszyscy widzieli, że ja... że ja
nic...- zacisnęła usta. Cała na ciele drżała, a łzy nie znały
umiaru. Momentalnie znalazła się w objęciach brata. Podniósł ją
i posadził na swych kolanach. Zaczął się lekko kołysać jakby
była małym dzieckiem i to miało dać jej ukojenie.
- Ciii mała... to nie twoja
wina...- szeptał jak zawsze.
- Nie chcę aby ktoś o tym
wiedział...Niech to będzie sen... niech oni będą...- tylko tu potrafiła wydukać. Ona jedynie wtuliła się
w jego tors. Nic tego wieczoru już nie powiedziała. Znowu ożyło
wszystko. Czuła niemal zapach tamtej nocy. Brat położył ją na
kanapie w salonie, dziewczyny spały w jego pokoju, a sam zdrzemnął
się w pokoju rodziców na małej leżance.
Jednak noc nie była spokojna.
Blue obudziła się z krzykiem kiedy po raz kolejny nawiedził ją
koszmar, ten sam nie zmieniający się niemal od tylu lat.Za oknem
dopiero świtało, a rodzice szykowali się do pracy, musiało być
naprawdę wcześnie. Udała. że nadal śpi, czekając aż wyjdą.
Gdy została sama na dole włączyła telewizor, owinęła się
kocem i tępo patrzyła w zmieniający się obraz. W głowie miała
pustkę. Ocknęła się dopiero gdy ktoś zapukał do drzwi. W pół
do ósmej rano? Podeszła do drzwi rozpuszczając włosy z
potarganego kucyka i szczerze się zdziwiła widząc osobę stojącą
na progu.
- Hej..ja tylko na moment.-
powiedział Dan przeczesując swoimi palcami rozbrajającą
czuprynę.
- Tak wcześnie? Normalni ludzie
zazwyczaj jeszcze śpią.- zauważyła.
- Więc widzę że nie jestem
sam...- odpowiedział sarkastycznie uśmiechając się do niej
zadziornie i zerknął do środka. Cisza i pustka. - Może wyjdziesz
na chwilę na ganek? Nie chcę nikogo obudzić, a Woody przysyła
mnie w pokojowej misji.- powiedział nieco ściszając głos. Racja,
wolała nie obudzić zbyt szybko dziewczyn. Nadal owinięta w koc
zamknęła za sobą drzwi i usiadła na drewnianej huśtawce na
ganku. Dan spojrzał na nią i lekko mieszając się zrobił to co
ona. Blue oparła głowę o oparcie, zamykając oczy. Uliczka była
taka spokojna, nikogo nie było słychać ani widać, dlatego
odważyła się pokazać.
- Dziadkowie Chrisa wyjeżdżają
dziś na jakiś zlot fanów starych przyczep kempingowych przez co
mamy wolny dom... więc Woody stwierdził że można by było zrobić
jakiś zlot... no wiesz..- tłumaczył nieco gestykulując przy tym.
-Odpada.- weszła mu w zdanie.
Zmarszczył brwi i spojrzał na nią dziwnie.
- Niby dlaczego?- zapytał mierząc
sobie nerwowo włosy.
- Impreza to tłumy, a ja...
powiedzmy nie przepadam za nimi.- dodała nieco mieszając się w
swych słowach i spoglądając gdzieś w bok. Zacisnęła dolną
wargę modląc się aby nie wypytywał.
- Właśnie o to chodzi, że
żadnych tłumów. Tylko nasza czwórka i wasza czwórka. Choć nie
wiem czy dobrym rozwiązaniem jest aby Caroline i Kyle znajdowali
się w obrębie kilkudziesięciu metrów obok siebie ale... to jego
wybór. - stwierdził zaczynając się bawić swoim sznurowadłem.
Blue jednak milczała. Wzięła jednak głęboki wdech.
- Jak się nie zgodzę to Woody
zadzwoni do Davida, David powie dziewczyną, a one same już zadbają
abym się tam pojawiła więc... chyba wolę po dobroci.- skwitowała
i spojrzała w niebieskie oczy chłopaka uśmiechając się nie co.
Chyba nawet mieli podobnych tych przyjaciół.
- Nawet nie wiesz jak dobrze cię
rozumiem...- stwierdził odwzajemniając uśmiech.
Zapraszam do komentowania :)
Na waszą prośbę rozdział większy niż zazwyczaj, mam nadzieję że wam się spodoba. Odkryłam trochę przed wami tajemnicę, jednak dużo pozostawiam wam do wyobrażenia.
Jak sądzicie co się stało?
Piszcie...