niedziela, 10 sierpnia 2014

1000 views!!!


Blue i Caroline zagoniły chłopaków aby ładnie się 
ubrali, bo specjalna okazja !

AAAAAAA!
 11 DNI! 
I JUŻ 1000 WEJŚĆ! 
KOCHAM WAS!!!!
I BASTILLE!
KOOOOCHAAAAAM !! 

Ojejuś... :) 
Nie mam słów aby określić..
Jejuś ostatnio tyle się dzieje!
Przynosicie mi szczęście!!
Naprawdę!
Jejuś jejuś!

Dziś odpowiem wam na wszystkie pytania! :) 
Dajecie!

Coś pomiędzy...

A więc aby nie zanudzać was wiecznie rozdziałami Koralika, postanowiłam odkopać moje stare notatniki. Znalazłam w jednym ciekawy cytat. Niestety nie z mojej książki czy opowiadania, ale powalił mnie na łopatki... zawsze powala.

"- Im wolno wszystko, a kobiety mają siedzieć w domu, rodzić dzieci, sprzątać, gotować, rozkładać nogi na życzenie pana i władcy. W dodatku mamy być ciche, posłuszne, bezwonne i najlepiej niedorozwinięte, żeby oni mogli mieć przewagę. I brać, brać, brać! Nie dają nic od siebie, bo baby są przewrotne, zakłamane. Chcą tylko zwabić, okiełznać faceta. Najlepiej przez ciąże.
- Mają inną hierarchię wartości.
- Oni nie mają żadnych wartości!
- Obiecałam sobie, że nikogo nie będę oceniać, nie znając jego racji.
- Chcesz się bawić w psychoanalizę? Pomogę ci! Facetami kieruje tylko żądza pożądania! Zaliczyć maksymalnie dużo minimalnym kosztem własnym. To ich religia!"
                                                                                   Anna Ziętara "Układy dwójkowe"

Mam nadzieję, że jeśli nawiedza mój blog jakiś mężczyzna to się nie obrazi :D
Taki cytat na niedzielę...*prawie jak słowo na niedziele :D*

Wasza Tumburulka!!

Opowiadanie "Koralik" rozdział 10.

                                                                                 10.

                Następnego dnia Carola obudziła się z wielkim kacem, pamiętała wszystko jak przez mgłę, ale Blue wraz z zdjęciami odświeżyła jej pamięć. W pierwszym momencie widać było na twarzy dziewczyny szok, ale gdzieś w jej oczach, Blum dostrzegła ten błysk w oku przyjaciółki gdy ta była szczęśliwa.
               Dni mijały. Blue wydawało się, że jest chyba lepiej niżeli myślała. Powrót okazał się milszy i w dodatku nie wyszło, że straciła przyjaciół, ba uzyskała nawet kolejnego. Kyle. Chłopak dość często wpadał do jej domu z Chrisem, jednak zapewne było to spowodowane pobytem Carol w jej domu.  Oczywiście ciągle się kłócili, ale on w przeciwieństwie do dziewczyny pokazywał swe zainteresowanie i sprzedawał tanie teksty na podryw, których rudowłosa nienawidziła. Bawili się w kotka i myszkę, co Woody i Blue widzieli, czując jaka chemia się kręci. Jednak niestety Caroline musiała wracać do Londynu. Każde wakacje się kończą. Natomiast Emilli wpadała do przyjaciółki na obiady czy wieczorne pogaduchy niemal codziennie.
                Taki oto Blue miała plany na dnie. Jednak ciągle sama nie wychodziła z domu. Dlatego zjawili się przed jej drzwiami od domu, wczesnym rankiem Kyle i Chris.
 - Dalej Mała... lecimy na obiecaną sesje.- zaczął brodacz wbijając jej do holu i wkładając, z wielkim uśmiechem na twarzy, dłonie do kieszeni. Blue kompletnie o tym zapomniała ale racja, obiecała im sesje zdjęciową, kiedyś zajmowała się obróbką zdjęć ale dawno tego nie robiła.
- Ale mieliśmy iść z Danem...- zauważyła chcąc się jakoś z tego wymigać. Wokalista zniknął po tamtym wieczorze i do dziś dziewczyna nie wiedziała co się stało. Było to objęte szczelną tajemnicą Bastillową.
- Aj daj spokój... niedługo wyjedziemy więc.- stwierdził Woody wzruszając ramionami.
No tak. Mieli swoją trasę, i za niedługo muszą nagrywać nową płytę. Blum pokiwała głową nic już nie mówiąc. Na nich nie było siły, po za tym zbyt mocno ich lubiła. Wzięła z sobą szarą bluzę i starszy aparat w czarnej torebce. Blue nie należała do tych dzianych dziewczynek, które mogły wydawać multum kasy na nowe lustrzanki. Wyznawała zasadę dobrej ręki. Jej Beniu (imię aparatu) był stary ale jej. Dobrze znała jego możliwości.
             Wsiadła do samochodu dziadków Chrisa z lekką obawą, zajmując siedzenie w tyle i zapinając pasy. Obok niej usiadł Kyle, kierował całym samochodem Woody.
- A gdzie macie pana „nie lubię Blue”? - zapytała śmiejąc się dziewczyna. Mowa była o basiście.
-Postanowił nie tracić czasu na siedzenie tutaj i pojechał do swego rodzinnego miasta. Pewnie z narzeczonej szybko nie wyjdzie... to znaczy z domu narzeczonej.- Kyle uda, że się przejęzyczył ale cała trójka wybuchła śmiechem.
- Sam chciałbyś być na jego miejscu...- westchnął Woody.
- Ty też...a nie... ty wolisz trzymać dwie pałki w dłoniach... spoooko- wytknął na niego język brodacz.  
              Wszystkiemu przyglądała się dziewczyna z wielkim uśmiechem na twarzy. To była prawdziwa męska przyjaźń. Wyjęła z torebki aparat i zaczęła robić zdjęcia towarzyszowi na tylnej kanapie.(Oto te zdjęcia)
               W końcu dojechali na wybrane miejsce. Dawno tam nie była. Zazwyczaj było to miejsce schadzek jej starej grupki. Dlatego wyszła z samochodu bardzo powoli rozglądając się po miejscu. Tyle lat, a tu tylko pojawiły się nowe grafiki. Woody stanął obok niej i zerknął.
- Dajesz radę wspomnieniom?- zapytał niepewnie, a zarazem cicho aby Kyle który rozładowywał perkusję z samochodu tego nie usłyszał. Dbał o nią, więc dopóki on nie miał w tym mani to było wszystko dobrze. Blue nie miała zamiaru go wyzywać.
 - To tylko miejsce.- zauważyła nadal patrząc na otoczenie.
               Nieco skłamała. Zdała sobie sprawę, że to nie jest już TO miejsce co wtedy. Wzięła głęboki oddech i zaczęła z chłopakami ustalać jakie zdjęcia zrobi Chrisowi. Zaczęła się niesamowita zabawa.
Polewanie perkusji wodą, grający na niej Woody i doczepiający się wszystkiego Kyle. Cudowne przedpołudnie. Następnie podjechali do jakiegoś baru szybkiej obsługi gdzie zamówili sobie pizze. Oczywiście brodacz nie mógł się obejść bez słynnej kanapki z pizzą. To wszystko było takie naturalne, że dziewczynie wydawało się, że zaraz coś runie. Nie mogły jej marzenia tak po prostu się spełniać. Tak, marzenia. Miała marzenie, że wróci kiedyś tu i będzie choć trochę jak dawniej.
             Kiedy wracali już powoli do domu Woody zaproponował dziewczynie spokojny spacer. W tym czasie Kyle mógł obrócić z perkusją do domu dziadków i wrócić do Blusiowego azylu.
Tak się stało.
- Czy Caroline jakoś niedługo do ciebie przyjedzie?- zapytał niepewnie Woody idąc obok dziewczyny, od czasu do czasu ścierali się ramionami.
- Wątpię... chyba jakąś pracę podchwyciła. Jakieś szycie sukienek na zamówienie... czy coś.- przypominała sobie dziewczyna po czym od razu spojrzała na przyjaciela.- Tylko mi nie mów, że kolejna wpadła ci w oko.- aż przystanęła zatrzymując go ręką.
- Nie! To raczej o Kyle'a chodzi... Ok, wiem jak on wyrywa laski na koncertach, wiem kiedy je zalicza, wiem jak on sobie z tego nic nie robi bo taki ponoć żywot muzyków... ale Caroline to inny świat. Dawno żadna mu się tak nie stawiała...i chyba nieco tęskni.- sam się zmieszał o tym mówiąc. Uśmiechnęła się rozczulona tą braterskością. Podeszła i przytuliła go do siebie nie co gładząc mu włosy.
- Spokojnie... pewnie się spotkają... dam ci jej adres w Londynie.- szepnęła mu do ucha i się zaśmiała odchodząc krok do tyłu. Wtedy kilkanaście metrów od nich usłyszała chrząknięcie. 
             Gdy Blue i Woody spojrzeli w tamtą stronę, siatki z rąk kobiety upadły na ziemię. Wtedy odruch obojga, aby jej pomóc, znikł. Zbyt dobrze znali tą twarz, największa okoliczna plotkara. Po całym wydarzeniu związanym z Blue była gotowa pisać petycję o wyrzucenie rodziny z miasta. Nic dziwnego, że Mała zbladła i kurczowo chwyciła nadgarstek przyjaciela. Tak jakby to miało ją ratować. Niestety, wzrok kobiety stał się przeszywający kiedy rozpoznała te dwie twarze, które wydoroślały przez dwa lata, kiedy zniknęły z tego miasta. Blue chciała uciekać, jednak Woody nie pozwoliłby jej na to. Powinna dumnie nosić głowę niżeli się ukrywać. Wziął jej rękę i splótł z swoją po czym ruszył prosto chodnikiem. Jednak kobieta nie zamierzała zejść im z drogi, założyła ręce na piersi i wbiła wzrok w dziewczynę.
- Co ty jeszcze tu szukasz?! Znowu chcesz kogoś zabić?- obrzuciła ją nagle ostrymi jak brzytwa słowami.- Wytwór diabła... jakie jeszcze masz zamiary... a ty?! - spojrzała wreszcie na Chrisa.- Omamiła cię?! Opamiętaj się! - znowu widziała tylko brunetkę.- Co? Nie udało ci się wszystkich naraz zabić to teraz kończysz całą zabawę? Jeszcze ci mało? Specjalnie zakradłaś się do ich grupy! Nagle wielka pasująca? Dziwne, że twój braciszek wiedział kiedy się zmyć od nich... a może to rodzinny interes? Może to razem zaplanowaliście?!- zaczęła niemal krzyczeć na chodniku niebezpiecznie przybliżając się do dziewczyny. 
           Woody aż nie wierzył w to co się dzieje. Stał oniemiały. Dopiero teraz zrozumiał jak dziewczynie musiało być ciężko po tym wszystkim. Nie dość, że sama przeżyła piekło, widząc niewłaściwe dla nikogo obrazy, to jeszcze całe osiedle miało ją za zabójcę. Niewiele osób wierzyło w przypadek. Niestety.
           Woody nie czekał na więcej. Szarpnął dłoń dziewczyny i wyminął podłą babę. Niemal biegli ale dopiero po kilkunastu metrach słyszał jak chrapliwe dźwięki wydawała Blue. Koszmary do niej wróciły. Bał się na nią spojrzeć, więc prowadził ją prosto do domu. Tam w samochodzie siedział Kyle ale widząc nadchodzącą dwóję wyszedł z niego z wielkim uśmiechem. Dopiero widząc stan dziewczyny oniemiał.
- Coś ty...- zaczął.
- Kyle nie teraz!- warknął Woody i wprowadził dziewczynę do jej domu.- David!- zaczął nawoływać i usadził Blue w salonie na kanapie. Wtedy po raz pierwszy zobaczył jej twarz, w tym stanie. Nie było jej teraz z nimi. Jej oczy były poste. Opłakana, z otwartymi ustami, znowu przeżywała wszystko co ją spotkało. Przetarł swoją dłonią twarz dziewczyny ocierając jej łzy. Nagle jednak zleciał po schodach David i wleciał do salonu.
- Co się stało?- rzucił odtrącając od swej małej siostrzyczki. Usiadł obok niej i przytulił do siebie. Wtedy do salonu wszedł drugi chłopak naprawdę wystraszony tym wszystkim. Po nim znaleźli się rodzice. Była sobota więc mieli wolne. Znali Chrisa bardzo dobrze więc nie zareagowali na jego obecność.
- Byliśmy na spacerze, Kyle pojechał tylko odwieźć perkusje... i spotkaliśmy tą sąsiadkę... zołzę.- zapomniał się dlatego matka dziewczyny spojrzała na niego zdziwiona. Woody przy nich zawsze odzywał się właściwie. -Ta co chciała państwa wyrzucić z miasta...- dodał nieco ciszej. Kyle aż syknął krążąc znowu po holu. Zdawał sobie sprawę, że przeszkadza ale ciekawość go zżera. Woody nie chciał jednak zdradzać całości informacji jakie posiadał na temat Blue chłopakom z Bastille. Dlaczego? Taka była wola dziewczyny.
- Matko...- jęknęła kobieta. Cała rodzina Małej już zdawała sobie sprawę z tego co mogła dziewczyna usłyszeć. Matka usiadła po jej drugiej stronie i zaczęła pocierać jej plecy. Ojciec rodzeństwa krążył po salonie po czym stanął i przyjrzał się perkusiście dość chłodno. Głowa domu zawsze była sympatycznym mężczyzną, ale tylko gdy ktoś robił krzywdę jego córeczce to się zmieniało.
- Chris... wiem, że dobry z ciebie dzieciak ale... to nasz rodzinny problem. Czy mógłbyś wziąć swego szurającego kolegę i jechać do siebie do domu?- zapytał jednak chłopak wiedział, że to nie prośba. Kiwnął do Davida i jego matki, z troską spojrzał na Małą po czym wszedł do holu i wyciągając przyjaciela z domu państwa Grace.
- Co tam się kurde działo?- oczywiste pytanie brodacza gdy tylko Woody odpalił samochód.
- Nie ważne...- westchnął perkusista ruszając szybko spod domu przyjaciółki.
- Jak kurde nie ważne! Ona była w stanie jakby ducha zobaczyła! Kim była ta baba! Molestowała ją za dzieciaka czy co?!- dusił wciąż patyczak.
- Nie! Kyle odpuść! To nie jest bajka ani nic śmiesznego... a ja... Ja nadal nic nie mogę zrobić! Rozumiesz? Wpakowałem ją w gówno, a na niej się odbija... jedyne co mogę to poszanować jej wybór. Ona nie chce aby ktoś się dowiedział i lepiej abyś zatrzymał to dla siebie.- ostrzegł ostro. Było to aż niemożliwe jeśli chodzi o niego. Zawsze miły, niemal cichy. Tutaj wybuchł. A zaledwie moment był w jej świecie.




             Obudziła się w łóżku, westchnęła zerkając na okno. Nadal była noc. Tylko wielki oświetlony zegar był za jej oknem. Nadal dobrze nie spała. Czy dobrze zrobiła wyjeżdżając? A może powinna zostać? Zagryzła dolną wargę biorąc na kolana laptopa. Skype odpalił się jako pierwszy. Po co? Bez różnicy. Może samo natchnienie ją złapie? Odpaliła na laptopie zdjęcia z imprezy u Chrisa. Przechyliła głowę na bok widząc siebie na zdjęciu z jednym z członków Bastille. Jedna wielka niewiadoma.


Przepraszam że dopiero teraz ale dużo rzeczy było za dużo.
Jak zwykle zapraszam do komentowania.
Kocham was <3 :)

czwartek, 7 sierpnia 2014

Opowiadanie "Koralik" rozdział 9.

                                                                                   9.

            Siedzieli sobie tak razem na pomoście, od czasu do czasu rozmawiając na temat nie związany z Bastille, koncertami i całą tą sławą. Rozmawiali o studiach, o tym co Mała obrała jako cel w życiu, o tym, że Dan skończył studia związane z literaturą Angielską, co ponoć można było wyczytać z Wikipedii. Blue była zdziwiona i lekko przerażona tym, że obcy ludzie mogli tyle wiedzieć na jego temat. Wystarczyło jedno słowo, aby dać innym ślad do poszukiwania prawdy o nim. To było takie normalne, Blue nie naciskała, a on badał czy jej zachowanie jest wyuczone czy też prawdziwe.
Jednak ich spokój i cisze zachwiała Carolina.
- Ooo tuu jesteście!- jęknęła i podeszła bliżej po czym nim Dan i Blue zdążyli zareagować, po tafli wody odbiła się migawka lampy od lustrzanki. Oczy aż zabolały, jednak zaraz Caro podskoczyła na deskach ciesząc się jak małe dziecko. Jak małe uhahane dziecko.
-Dobra, a teraz pozowane zdjęcie!- zażądała.
            Dan spojrzał na Blum niepewnie. Idealny dowód do internetu aby zamieszać jego światkiem. Jednak Blue skrzywiła nos ale odwróciła się przodem do przyjaciółki. Chłopakowi nie pozostało nic innego jak przybliżyć się do niej i objąć ramieniem, jak każdą inną normalną fankę. Takich zdjęć w internecie było milion.
- No i ślicznie! Idę strzelić teraz zdjęcie pomazanemu brzuchowi Kyle'a!- aż kwiknęła i już jej nie było.
            Dan i Blue spojrzeli na siebie w pierwszej chwili nie wiedząc o co chodzi, po czym wybuchnęli wesołym śmiechem.
- Ona tak serio?- zapytał
- Odnośnie zdjęć czy Kyle'a?- zawtórowała pytaniem za pytanie.
- Oba...- westchnął opierając się wygodnie o pomost dłońmi.
- Kocha zdjęcia, modę... pewnie niedługo zostanie jakąś blogerką modową. - zaśmiała się. - A Kyle? Kto się czubi ten się lubi ... chociaż nic nigdy nie wiadomo. Kiedyś wzdychała do mojego brata, teraz chętnie zabiłaby Kylego. Caro to wielka niewiadoma.- uśmiechnęła się tak jakby jej przyjaciółka była obok niej. Chciała już się odwrócić w stronę oczka wodnego, jednak wtedy na pomost wpadł Woody.
- Zgromadzenie ludowe... ino czekać, a Kyle się tu zjawi.- stwierdził Dan śmiejąc się nieco, ale uśmiech mu zszedł gdy zobaczył minę perkusisty.
- Szukałem cię wszędzie Dan... twoja siostra dzwoni... to znaczy...Francesca. Na twoim laptopie... - jąkał się i widocznie był zdenerwowany. Dan zerwał się na równe nogi.
- Przepraszam...- odbąknął jedynie i zaczął biec. Na pewno do domu. Zdziwiła się jednak rozumiała. Jej brat zapewne też by tak zareagował. Dziwne tylko to kto dzwoni o tej porze do rodzeństwa? A może jest w innym kraju gdzie właśnie jest popołudnie? Kto wie.
          Woody klepnął się w uda po czym jakby podejmując decyzję usiadł obok Blue.
- Tylko znowu nie zaczynaj...- uprzedziła go dziewczyna jednocześnie grożąc mu palcem, jednak przy tym się uśmiechała. Odzyskała jakoś humor, tutaj czuła się bezpiecznie. Było tak cicho.
- Nie... nie po dzisiaj. Przeszłaś swoje, nie chcę abyś kolejną noc spędziła na oglądaniu dennych seriali.- wzruszył ramionami. Oczy Blum się zwęziły, a on jedynie uśmiechnął się do niej nieśmiało, aż jego policzki zrobiły się jeszcze okrąglejsze.
- Dan mi powiedział... zauważył telewizor... - powiedział ciszej i spojrzał na swoje place. Nie wiedziała jak zareagować, wyzywać go czy Dana? Aż tak bardzo interesowało ich jej życie i sen?
- Powiedział czy pytałeś?- zapytała niepewnie. Wątpiła jakoś w rozgadanego Smitha, który wpadając do tego domu rozpowiadał jak to Blue nie śpi tylko siedzi przy telewizorze. Uśmiech Chrisa powiększył się, a włosy niczym kotara przysłoniły mu twarz. Blue jedynie westchnęła po czym się zaśmiała. Poklepała dłoń przyjaciela kładąc się na pomoście aby móc popatrzeć w niebo.
- Gdybym cię nie znała to bym pomyślała że masz w fobię na mój temat.- zaśmiała się a chłopak jedynie westchnął bezradny i położył się obok niej. Zapadła cisza kiedy to pasikoniki grały na swych odnóżach a żaby kumkały. Taki spokój.
- I co sądzisz o Danie?- zapytał po chwili. Blue odwróciła głowę w jego stronę i złapała jego dłoń ckliwie mrugając do niego zaczepnie oczami.
- Nie jest tak seksowny jak ty.- powiedziała z powagą po czym się zaśmiała. Woody wytknął na nią język i tą samą dłonią, co ona wcześniej go dotykała, zaczął ją szczypać bo boku tali.
- Ja ci dam... - zagroził jej śmiejąc się głośno. Gdy się uspokoili znowu grzecznie leżeli na pomoście.
- A tak na poważnie?- dodał.
- A tak na poważnie to... chyba ma obsesje. Sądzi chyba, że mogłabym was sprzedać. No wiesz, omamić, wypytać, a po tym napisać wszystko dodając tonę zdjęć. - westchnęła bezradnie. - Wybacz, że pytam ale czy wy dajecie sobie w żyłę albo wciągacie?- zapytała prosto z mostu a Chris aż się zakrztusił śliną. Usiadł kaszląc głośno.
- Co takiego?- jęknął patrząc na nią tak jakby właśnie powiedziała że jest z nim w urojonej ciąży.
- To jedyny racjonalny powód dla którego on ma taki strach przed tym, że każdy normalny człowiek zagraża mu albo jest jego fanem i widzi  go nie jako człowieka, a jako muzyka, gwiazdę Bastille.- wytłumaczyła opierając się na łokciach, aby spojrzeć wygodniej na chłopaka.
- Nie... nie ćpamy. I nie miej do Dana o to pretensji. W czasie tras koncertowych my jesteśmy niczym sprzedajny towar. Jesteśmy Bastille... Wszystko co o nas wiedzą to dzięki plotką, jakimś wpadką. Wolą czytać je niż poświęcić chwilę na rozmowę. Rozumiem to... ale, mu trudno jest się przestawić. Zawsze ma trudność z kontaktami. Ja cię znam, byłaś moją kumpelą przed tym jak znalazłem się w Bastille, i nic się nie zmieniło, teraz gdy wróciłaś i wiesz kim się stałem. On może też zrozumie, Dan, Kyle i Will to zrozumieją.- słowa perkusisty były takie miłe. 
          Ich znajomość była nie do podrobienia. W takich momentach czuła się jakby miała drugiego brata. Uśmiechnęła się do niego. Pomimo tego, że stał się rozpoznawalnym chłopakiem nic się nie zmienił. To było urzekające. Odwróciła się tak aby móc położyć mu głowę na kolanach i patrzyła w gwiazdy. Jej znajomi byli do tego przyzwyczajeni. Blue miała coś w sobie, że lubiła się tulić i trzymać blisko przyjaciół. Tak więc Woody jedynie się zaśmiał.
- Wiesz, że te niebo tutaj nic się nie zmieniło? Jest jak kiedyś... jak dawno temu. - zauważyła mówiąc szeptem.
- Aż się dziwię, że tak mówisz... pierwszy raz jak cię tu zaprowadziłem to znienawidziłaś mnie i to miejsce.- zaczął się śmiać aż jego brzuch zaczął skakać. Blu zacięła usta i zamknęła oczy.
- Jesteś nieznośny! Jak możesz mi to wypominać?- żachnęła się jednak sama się uśmiechnęła to starych wspomnień.
- Ile wtedy miałaś lat? Jedenaście? - dopytywał złośliwie.
- Dziesięć i pół! Oj wielkie mi rzeczy! To ty powinieneś się wstydzić! Dwudziestolatek całujący jedenastolatkę! Pedofilia!- oburzała się jednak przez śmiech.- I to siostrę najlepszego kumpla!- dodawała. Chris nie mógł z śmiechu i położył się znowu na pomoście.
- Ta... moja wina. A chojrakowanie, że taka ty całuśna, że już pięciu chłopaków pocałowałaś. Że taka światowa... A jak przyszło co do czego i dałem ci całusa w policzek tu, to uciekłaś z piskiem.- śmiał się aż zaczął go boleć brzuch, a do oczu dopłynęły mu łzy. Blue usiadła na pomoście i wytknęła na niego język.
- Spadaj... to przez to, że zabrałeś mnie w takie straszne miejsce i było późno. Przestraszyła się.- próbowała się bronić jednak Woody jeszcze bardziej zaczął się śmiać.
- Tak, tak... jasne.- prawie wypiszczał na co i Blue zareagowała wybuchem śmiechu. Położyła się obok niego i głęboko oddychała patrząc w gwiazdy.
- Taki z ciebie super bohater ale sam zakochałeś się w Emilli, a ona ma tyle samo lat co ja.- stwierdziła poważniejąc i zerkając na nią.
- Oj no... w końcu obie zaczęłyście być laskami... no wiesz....nosić biustonosze.- zaczął ale od razu dostał z pięści w biceps. Chrisa jednak nic to nie zabolało. 
              Dalsza rozmowa przebiegała w podobnym klimacie. Woody zawsze miał w sobie to coś, co wysysało z Blue te negatywne emocje i ją uspokajał. Tak było i teraz. Wrócili do część ogrodu gdzie poprzednio było ognisko, po prawie godzinie. Śmiali się, jednak Chris musiał trzymać Małą pod rękę aby się gdzieś w ciemnościach nie obaliła. Gdy znaleźli się na oświetlonej trawie zauważyli zebranych. David rozmawiał sobie z boku z Emilli, a na kolanach Kyle'a siedziała Caro. Byli w dość wskazującym stanie więc nic dziwnego, że rudowłosa pozwalała ''debilowi''i ''osłowi” dotykać swoich włosów. Blue zauważyła na niewielkim stoliku aparat dziewczyny. Wyłączyła migawkę i tak oto zrobiła niepostrzeżenie parze zdjęcia. Oj będzie czym nękać Caroline.
            Nadszedł jednak czas aby rozdzielić „Romcia i Julcię”. Dopieor wychodząc Blue chciała się pożegnać z Danem. Tak miło im się rozmawiało. Rozejrzała się po salonie i kuchni ale go nie było.
-Wyjechał.- powiedział chłodnym tonem Willi. Blue zmarszczyła brwi patrząc na niego.
- Tak nagle?- zdziwiła się jednak ten tylko wzruszył ramionami i wyszedł.
          Był gorszy w nawiązywaniu relacji niż Dan. Cała grupa Blu pożegnała się z brodaczem i perkusistą po czym poszli do domu rodzeństwa zapadając w błogi i głęboki sen.

Zapraszam do komentowania :)
Sama nie wierzę że dodaje to o tej porze padajac na klawiaturę.
Przymknijcie więc oczka w razie jakiś błędów logicznych :D 

środa, 6 sierpnia 2014

Opowiadanie "Koralik" rozdział 8.

                                                                              8.

         No i zaczęło się. Dziewczyny gdy tylko dowiedziały się o całym zaproszeniu były wniebowzięte. Uznały to za idealny powód dla którego Blue wreszcie mogłaby wyjść z domu i pobyć z znajomymi, nie wykorzystując ich jako taniej siły roboczej. Brat od razu dzwonił do Chrisa aby dowiedzieć się więcej szczegółów i zająć się w razie czego jakimiś zakupami. Nie mógł liczyć na żeńską część grupy, ponieważ miały one inne zajęcie, a w szczególności Caroline, pod tytułem „W co one ubiorą!”. Emilli musiała wrócić do siebie aby przewrócić całą szafę do góry dnem, a Caro i Blue zostały w odnowionej sypialni brunetki.
         Mała nigdy nie miała większego parcia na wygląd, w miarę siebie lubiła pomimo, że była nie za wysoka, znała swe wady na przykład jak kolor oczu czy też liczne blizny po oparzeniach i przeciętych miejscach od szkła po pamiętnym wieczorze. Blue miała więc mniejszy problem z dobraniem sobie ubrania na ową schadzkę. Wybrała dla siebie białą sukienkę z czarnym sweterkiem, czarnymi rajstopami i baletkami. Nie znosiła nosić butów na obcasie, a poza tym tak było wygodniej. Zresztą Blum już dawno zrezygnowała z wszystkich rzeczy, które nosiła dwa lata temu, teraz wszystko było w szarych kolorach. Metafora tego co się z nią działo? Być może.
         Carolina od zawsze kochała modę, nie raz zdarzało się, że szyła swoje własne ubrania, dlatego jej bagaż pękał w szwach od ich namiaru. W końcu jednak wyciągnęła z swej torby  długą pomarańczową spódnicę, krótką szarą bluzkę z długim rękawem na której sama wykonała haft, a na nogi założyła tenisówki. Ta dziewczyna nosiła wyłącznie sukienki lub spódniczki. Taki typ. Dlatego Blue widząc ją uśmiechnęła się wesoło. Miło było ją mieć przy sobie pierwszy raz tak długo. Przed tym ich znajomość zazwyczaj była oparta na telefonach i sms. Kiedy przebywała w ośrodku księdza Gilberta odwiedziła ją kilka razy.
         David zjawił się w pokoju siostry w  niebieskiej koszuli włożonej w czarne spodnie, a na nogi ubrał jakieś dziwne wielgaśne buty jak na tą porę roku. Widać francuska moda tak ma. Kiedyś ubierał się inaczej, ale w tym wszystkim była duża ingerencja nowej ukochanej brata. Blue jednak dziwił fakt, że jej brat przyjechał sam  do Wielkiej Brytanii i nie zabrał z sobą swej dziewczyny.
        W drodze do domu dziadków Chrisa, którą cała trójka pokonywała na pieszo, napotkali Emilli ubraną niemal jak zwykle. Za to zawsze Blue lubiła swoją przyjaciółkę, była sobą obojętnie gdzie się miały znaleźć. Była klasycznie piękna i nie czuła potrzeby strojenia się idąc kumpelskie spotkanie. Był pewien kontrast pomiędzy Emi, a Blue. Jedna była tą twardą, z ciągłym uśmiechem na twarzy kobietką, a drugą stosunkowo zbyt łatwo było można zranić, wyprowadzić, podłamać.
        Będąc już na chodniku przed stosunkowo dużym domem państwa Wood, zaparkował na chodniku stary van z którego wysiedli Dan i Woody mając w objęciach duże torby z alkoholami i jedzeniem na ten wieczór. Po przywitaniu się weszli do domu i odłożyli wszelakie zakupy w kuchni.( Ubiór chłopaków z Bastille)
- Pozostali pewnie są w ogrodzie...- stwierdził Woody biorąc sześciopak piwa z sobą, kiwnął do pozostałych aby poszli za nim. Blue ściśle trzymała się tyłu grupy, nadal nie bardzo będąc przekonana tym, że tu jest. Owszem cieszyła się, że znowu będą mogli razem posiedzieć i pożartować ale... było to jej ale.
       Wchodząc do ogrodu poczuli specyficzny zapach dymu od palonych liści i drewna.
-Tadam! Powiedzcie, że jestem genialny! Zrobimy sobie ognicho!- klasnął w ręce Kyle, a cała grupa jakby się rozproszyła.
      Wtedy Mała stanęła”oko w oko” z tym całym ogniem. Może nie było to duże ognisko, nie było w niczym podejrzane czy też zagrażające. Jednak... W oczach Blue ognisko było wielkie, a języki ognia chciały ją dotknąć pomimo, że stała kilka ładny metrów od paleniska. Woody w tym czasie zjawił się po drugiej stronie obok Kyle'a zaczynając go wyzywać za głupi pomysł. Jednak do uszu brunetki nic nie docierało. Pobladła, a dłonie zacisnęła w pięści. Widząc jak wiatr zaczął kołysać ogniem za którym stał Woody jej psychika zaczęła nakładać zbyt mocno te dwa obrazy na siebie. W oczach dziewczyny pojawiły się pierwsze łzym, a usta zaczęły drżeć. Jej oddech zrobił się zbyt płytki i chrapliwy aby tego nikt nie zauważył. Bała się, że Woody spłonie.
      Chris spojrzał na Małą widząc co się z nią dzieje, nie trzeba było być filozofem aby to zauważyć. Za przykładem perkusisty poszedł David. Widząc zachowanie siostry momentalnie zjawił się obok niej wraz z Emilli.
- Spokojnie... choć pójdziemy się przejść...a oni ugaszą.- powiedział cicho do jej ucha, dbając o to aby nikt nie zauważył stanu jego małej siostry. Nie chciał by znowu czuła się jak dziwadło, przecież to nie była jej wina. Emilli w tym momencie delikatnie gładziła plecy przyjaciółki próbując odwrócić jej uwagę od tego paleniska, ba nawet stanęła przed nią zasłaniając cały widok. To małe zgromadzenie jako jedyny z pozostałych zauważył Dan, który w międzyczasie rozsiadł się na niewielkim krześle przy ścianie domu z swym telefonem w rękach. Jego niebieskie oczy sunęły po chudziutkim ciele brunetki, marszcząc przy tym brwi w niezrozumieniu.
       Na szczęście Blue nie widziała tego wszystkiego, jednak na jej nieszczęście widziała ogień za plecami przyjaciółki. Pokiwała przecząco głową skupiając się na słowach brata.
-Nie... to tylko... to ognisko... - próbowała mówić z przekonaniem, próbowała trzeźwo myśleć.
       A jednak... W pewnym momencie przepalone już drewno w ognisku głośno syknęło, prychnęło i złamało się w na pół wywołując specyficzny temu wszystkiemu dźwięk. Normalna rzecz, jednak nie dla Blue, która słysząc to wszystko zasłoniła usta dławiąc pisk przerażenia. Na to już nie mógł patrzeć brat i trzymając ją za rękę wprowadził do domu tym samym, zauważając jak Dan patrzy na jego siostrę.
Skrępowany muzyk wstał i poszedł w głąb ogrodu. W tym czasie Emilli wraz z bratem przyjaciółki zaczęli ją uspokajać, dając do picia zimnej wody i od czasu do czasu przytulając. Oddech dziewczyny się wyrównał. Przetarła dłonią twarz zamykając oczy.
 - Często masz takie napady?- zapytał w końcu David gdy zostali sami.
      Siedzieli wtedy na kanapie w pustym salonie. Za oknem było słychać obrzucanie Kyle'a przez Carol różnymi przezwiskami związanymi z jego prawdopodobną małą inteligencją. Caroline dowiedziała się o całym zajściu, dopiero gdy Emi wróciła do ogrodu aby sprawdzić czy ognisko zostało już ugaszone. Dlatego rudowłosa zaczęła podświadomie obwiniać brodacza o całe zajście, przez co znajdowała w nim coraz więcej minusów i rzeczy do wytykania mu ich.
- Nie...- odpowiedziała w końcu Blue skrobiąc swe paznokcie.- To znaczy... w racjonalnych przypadkach kiedy jestem świadoma, to nic się nie dzieje. Zaskoczyło mnie to ognisko i było... duże. Wiesz... zapałka czy zapalniczka to norma, z tego zawsze będzie ogień, tak jak z gazówki...- próbowała mu tłumaczyć. Jednak bezsilnie westchnęła i oparła głowę o ramię brata znowu się w niego wtulając.
- Nic ci nie dały te dwa lata... to było bez sensu... mówiłem mamie...- zaczął mówić oddychając coraz ciężej. Znała ten oddech, zawsze gdy się wściekał tak miał. Dotknęła więc jego dłoni ściskając ją lekko.
- Dał mi... byłam odcięta od tego co działo się tu. Najgorsze był fakt tego, że... to rodzice musieli znosić mieszkańców i ich nienawiść do mnie.- stwierdziła wtrącając mu się w zdanie.
- Przestań! Zawsze mówisz jakbyś ty była temu wszystkiemu winna... Owszem miałaś wtedy więcej szczęścia niż rozumu ale...- przeczesał włosy bezsilnie próbując tłumaczyć siostrze to wszystko. Wtedy do pokoju zapukał Woody, ratując Blue przed kolejną rozmową na ten trudny temat.
- Wszystko dobrze? - zapytał niepewnie podchodząc bliżej i opierając się o fotel.
- Tak... już mi lepiej. - uśmiechnęła się do niego blado po czym westchnęła i spojrzała na grupkę za oknem. - Czy chłopacy... oni widzieli?- zapytała niepewnie spuszczając wzrok znowu na swe dłonie.
- Kyle i Willi? Nie... Dan gdzieś zniknął, więc pewnie siedzi w swoim pokoju i też nie widział niczego.- powiedział Woody.
         Tak tylko myślał, jednak  David zacisnął usta spoglądając na siostrę zdając sobie sprawę, że on zna inną prawdę... Nie, nie powinna wiedzieć, że Smith przypatrywał się całemu zajściu. I tak niedługo całe Bastille zniknie z jej pola widzenia. Nie trzeba było jej dodatkowo stresować.
- To dobrze... nie chcę aby on wiedzieli. O czymkolwiek. - stwierdziła wstając z kanapy prostując przy tym sukienkę. - Chodźmy... Nie przyszliśmy po to aby się izolować. - powiedziała to w taki sposób aby David nie pomyślał, że kłamie. Jednak ona właśnie chciała zapaść się w swoim łóżku, kompletnie odcięta od świata. Tak bardzo było jej wstyd.
         Weszła już hardym krokiem do ogrodu rozglądając się po zebranych. Nie chciała aby przyjaciółki ją przejęły. Na szczęście były zajęte rozmową z Kyle, który właśnie próbował objąć ramieniem Carol. Uśmiechnęła się na ten widok. Był jeszcze Will siedzący samotnie z piwem w ręce i rozmawiający z kimś przez telefon. Odpada. Za jej plecami zjawili się David i Chris, jednak nie chciała z nimi zostawać, zbyt dobrze wiedziała jaka rozmowa zostanie poruszona.
- Ja idę się przejść... będę siedzieć tam gdzie zawsze.- rzuciła przez ramię ruszając w głąb starej części ogrodu państwa Wood. Niedługo musiała czekać aby głosy za jej plecami się ściszyły. Zwolniła kroku oddychając głęboko. Zaczęła nawet nucić fragment piosenki z bajki zamykając przy tym oczy.
Don't let them in, 
don't let them see
Be the good girl
you always have to be
Conceal, don't feel,
don't let them know
 
        Dochodząc do swego ulubionego skrawka tego ogrodu, gdzie było niewielkie oczko wodne, całkiem zaniedbane ale z drewnianym pomostem, zamarła. Przy jedynie świetle księżyca siedział Dan. Momentalnie chciała się cofnąć, wycofać i znaleźć sobie inną samotnię, jednak wtedy chłopak się odwrócił zauważając ją.
- Hej..- powiedział. Nie widziała jego twarzy, było za ciemno, a on był w dodatku za daleko.
- Em... przepraszam nie wiedziałam, że tu jesteś...Woody mówił, że jesteś w pokoju... nie chciałam ci przeszkadzać... już się zbieram.- zaczęła tłumaczyć się przy tym usilnie gestykulując. Dobrze, że było ciemno bo się nieco zarumieniła.
- Daj spokój... miejsca jest na kilka osób.- stwierdził po czym poklepał miejsce obok siebie. Zdziwiła się. Dotąd nie wyrażał chęci do większej rozmowy z nią tak więc nie chcąc psuć może nowej znajomości przeszła niepewnie po pomoście i usiadła obok. Spojrzała na spokojną wodę. Jak ona dawno tu nie była, a wyglądało jakby nic się nie zmieniło.
         Dan długo milczał od czasu do czasu zerkając na nią, lecz dziewczyna po prostu nigdy nie czuła potrzeby wymuszania rozmowy.
- Naprawdę nie wiedziałaś, że Woody jest w naszym zespole?- nagle zapytał. Blue spojrzała na niego lekko zdziwiona. No tak, mógł wziąć to za postęp. Pogładziła biały materiał sukienki i oparła dłonie za swymi plecami.
- Nie... widzisz, przez dwa lata znajdowałam się w.... obozie. Nie mieliśmy tam dostępy do internetu... a poza tym, kontakt mój i Chrisa nieco się wytarł przed moim wyjazdem.- mówiła prawdę jednak omijając parę istotnych faktów.- Wtedy raczej nikt nie myślał z mych bliskich aby przekazać mi gorącą plotkę o Chrisie. Pewnie gdyby nie szalony pomysł Kyle'a z tym całym czatem to długo bym nie wiedziała. - wzruszyła ramionami. Może Emilli by ją oświeciła, ale nie wiadomo. Dan uśmiechnął się na wspomnienie o swym przyjacielu.
-Tak... on to ma pomysły. Mogliśmy równie dobrze natrafić na kogoś kto by mógł nam zaszkodzić. - zaśmiał się przeczesując palcami swoje rozczochrane włosy. 
          Blue jednak milczała. Zapewne na każdym niemal kroku muszą uważać aby ich życie prywatne nie zmieniło się w jedną wielką plotkę. Zamknęła oczy odchylając głowę do tyłu.
- Nie chcesz pytać? - jego głos brzmiał niepewnie przez co od razu otworzyła oczy marszcząc brwi.
- O?
- Bastille... całą muzykę... koncerty?- zapytał mieszając się nieco.
- Naprawdę chcesz o tym rozmawiać? To znaczy... nie, że mnie to nie interesuje ale... nie chcę aby ta rozmowa była czymś na wzór wywiadu. Poza tym... nie chcę też abyś wziął to wszystko za coś w stylu „wyciągnę od ciebie stek gorących wiadomości i sprzedam je dla jakiegoś szmatławca”.- powiedziała uśmiechając się przy tym szczerze i miło. - Nie zazdroszczę ci tego wszystkiego.. tej sławy, która jest przekleństwem. Nie dziwię się, że trzymacie się w czwórkę razem... wy się znacie i trzymacie się w jednym bagnie, nowa osoba w waszym gronie to ktoś, kto może wam zaszkodzić, albo zrobić piekło na ziemi. Ja nie chcę być kimś kto wchodzi w ten wasz światek. Będę pewnie pierwszą osobą która, będzie do odstrzału gdy coś by wyciekło. Dlatego nie chcę pytać... Jeśli coś powiesz to sam nieprzymuszony i niezapytany.- mówiła spoglądając na spokojną wodę. Dan jedynie pokiwał głową ze zrozumieniem, a jego twarz była bardzo skupiona.
- Poza tym... jeśli chciałabym zniszczyć karierę lub dobre imię któregoś z was to pierwszy byłby Woody... mam takie kompromitujące zdjęcie jego i Davida...- zaśmiała się. Smith od razu szeroko się uśmiechnął. Zrozumiał to co chciała mu przekazać i chyba odetchnął z uglą.


 Już 8 rozdział!
Zapraszam do komentowania, oceniania :D 

wtorek, 5 sierpnia 2014

600 odsłon!!


Wraz z chłopakami postanowiliśmy (Dan i Willi) coś zrobić z okazji JUŻ 600 wyświetleń :D
Kyle ciągle dzwonił aby Will wytatuował sobie kotka na brzuchu ale nie przeszło ;C
 Pająk się mu znudził więc ma coś fajniejszego :D
Ciekawe co chłopacy wymyślą na tysięczne wyświetlenie i dalej :D
Mina Dana mówi wszystko :D

A tak na poważnie, JESTEŚCIE CUDOWNI. W zaledwie sześć dni tyle tutaj Was na wchodziło i wróciło, że aż nie wierzę. Spadłam dziś z prawie krzesła  widząc co się dzieje.
Każda osoba z osobna jest dla mnie na wagę złota, a szczególnie gdy zostawi po sobie jakiś komentarz, ślad... *_*
Bardzo mnie motywujecie, wspieracie i pchacie do przodu.
DZIĘKUJĘ!
Zrobię wszystko aby Was jeszcze bardziej zachęcić i zaciągnąć na tego Bloga.

Wasza Tumburulka!

poniedziałek, 4 sierpnia 2014

Opowiadanie "Koralik" rozdział 7.


                                                                        7.


                 Wszyscy patrzyli oniemiali na to, co się właśnie w tym niewielkim pokoju rozgrywało. Paczka znajomych zbyt dobrze widziała jak twarz rudowłosej się zmienia i co to znaczy. Tylko Dan, który nie znał dziewczyny w ogóle, chciał ruszyć i ich rozdzielić. Jednak Blue złapała go za tył czarnej bluzki i pociągnęła do tyłu.
-Jeśli ktoś ma ich rozdzielić to na pewno nie ty...ona cię zabije.- powiedziała cicho patrząc po pozostałych. David patrzył na Emilli, Emilli na Chrisa, a Chris udawał że nic nie widzi. Nikt nie chciał się narażać. Blue cicho westchnęła. Dan już chciał coś powiedzieć jednak nie zdążył. Nagle Caroline kopnęła Kylego w kostkę.
- To za mojego kota, a to za mnie...- i już podnosiła kolano ale między nich wleciała Blue. Niestety kolano trafiło prosto w jej udo z dość dużą siłą.  Ta Carolina miała siłę.
           Kyle zareagował dość prędko i puścił kota. po czym złapał Blue bo niemal się obaliła. Woody złapał Brysia, który chciał uciekać. Caroline odsunęła się przestraszona od dwójki, jednak David złapał ją za ramiona aby czasem nie weszła w jakąś ścianę, która była świeżo pomalowana. Smith i Emi jedynie patrzyli z otwartymi ustami na to wszystko. Dan jednak podszedł do Kylego aby zobaczyć co z małą.
- Cholercia Caroline!- jęknęła ale jeszcze bardziej przeklęczaną pod nosem widząc jak Dan kuca przy jej nodze. Na jej obnażonym udzie(miała na sobie krótkie szorty) widniał duży czerwony plac i bynajmniej nie był on od farby. Dotknął swoją dłonią tego miejsca, a ona zasyczała wbijając w rękę Kyle'a paznokcie.
- Dan... mnie to aż boli.- powiedział krzywiąc się czując ten ból. Blu oczywiście od razu poluźniła swoją dłoń.
- Dobra chłopacy dam radę... - powiedziała zaciskając usta. Nigdy nie lubiła użalania się nad sobą. Nawet w najgorszym momencie, kiedy leżała w szpitalu mówiła, że nic jej nie jest. Jednak o ile teraz to tylko siniak, wtedy to miało gorsze i miało swoje piętno odbijające się czkawką przez całe dwa lata aż do teraz.
- Blue... przepraszam... ja nie chciałam... to znaczy chciałam tego jełopa trafić a nie ciebie.- zaczęła Caroline, która nieco ochłonęła ale nadal syczała w stronę Kylego.
- Jasne i jeszcze mnie obrażaj! Myślisz, że jak masz fajnego kota i jesteś seksowna, to będę ci wiecznie wybaczał to, że miałaś ochotę zgnieść moje jądra to się grubo mylisz!- zawtórował jej Kyle, nadal trzymając Blue za łokieć.
- Nie mam pojęcia co moja siostra może widzieć w takim idiocie...- rzuciła niemal znowu podskakując do bruneta, ale David chwycił ją za rękę.
- Jezu! Dacie już spokój? Żadne drugiego nie będzie bił! Zrozumiane... a poza tym Brysiek musiał być zamknięty, zaraz pewnie by chciał zmienić kolor sierści na szary albo czerwony... mój Wiciek też jest zamknięty, co z tego, że to królik? Nie przesadzajmy...- nagle Blue pierwszy raz odkąd oni się zjawili tyle mówiła, ba odkąd wróciła. Pokazała się dawna ona, jednak na chwilę. Kiedyś wszyscy nazywali ją Sumieniem, bo zawsze dawała dobre rady, umiała kopnąć przyjaciół kiedy robili źle ale zawsze była im wierna. David jedynie się lekko uśmiechnął, a Dan wstał z ziemi.
- A teraz każdy do swojego pędzla... Kyle, ty i Caroline idziecie na jedną ścianę.- nakazała, bo jeśli mają się kłócić to i tak pewnie będą to robić tylko odległość by ich prowokowała do rzucania w swoje stronę różnymi przedmiotami. Skacząc na jednej nodze wróciła do poprzedniego miejsca gdzie malowała, zaraz po tym to samo zrobili pozostali tylko Woody stał chwilę mając w rękach kota i nie bardzo wiedział co z nim zrobić. Wzruszył ramionami pogładził mu sierść, po czym wyszedł i wsadził go do transportera.
       Cisza tej pracy, aż piszczała w uszach. Blue spojrzała na Emilli gdy ta głośno westchnęła.
- Pośpiewajmy coś!- nagle jęknęła spoglądając na Chrisa.
- Ja nie śpiewam!- od razu żachnął się Dan. Blue jedynie wywróciła oczami kiedy napotkała wzrok Woodyego. Na jego ustach pojawił się wielki uśmiech. Znała go zbyt dobrze.
- Blue... a pamiętasz jak...
- Nie!- od razu odskoczyła od ściany.
- Oj no Blue...- przekomarzał się po czym wychylił się by spojrzeć na Davida.- Tej pamiętasz swoją siostrzyczkę jak wtedy śpiewała?- zapytał i się złośliwie uśmiechnął do brązowookiej. Wiedziała, że gdy brat sobie przypomni nie będzie przebacz.
- A wiesz... coś tam pamiętam, a ty Emi?- zapytał. Już czuła, że jest złapana w ich sidła. Ta czwórka zawsze wzajemnie wkopywała się i nadszedł dzień, że i na nią przyszedł czas. Pozostali w zainteresowaniu odłożyli pędzle i patrzyli na nią. Czuła jak pieką ją policzki.
- Nie!- znowu powtórzyła jednak zbyt dobrze znała swych przyjaciół. Spojrzała na Chrisa. Zabije go! W nocy i to bardzo doszczętnie.
- Nabijaj...- powiedziała do niego odkładając swój wałek i podchodząc do Emilli.- A ty mi pomożesz...- dodała już z uśmiechem.
           Nie musiała długo czekać, aż Woody zaczął wybijać tak dobrze im znany rytm. Cups. Uśmiechnęła się na samą myśl co ona też robiła na wszystkich tych domówkach z małym kubeczkiem.. Dalej w odpowiednim momencie obie z Emilli zaczęły śpiewać. Głos przyjaciółki brzmiał łagodnie, kiedy to Blue był bardziej kowbojski. Nie śpiewały długo bo by wszystkich zanudziły. I tak Blue czuła, że było to naprawdę niepotrzebne. Jednak innym się podobało, a Woody i David jedynie spojrzeli na siebie w specyficzny sposób. Blum wyczuła, że coś w tym wszystkim ma drugie dno, jednak nie była pewna czy w ogóle chce wiedzieć. Wszyscy wrócili do swej pracy i do wieczora, przy całej masie śmiechów oraz dogryzań pokój był pomalowany.
          Chłopacy z Bastille pożegnali się po kolacji, a dziewczyny wraz z Davidem siedzieli w kuchni.
- No to wy sobie pogadajcie a ja zajmę się zmywarką.- stwierdził nieco dziwnie się czując sam w takim gronie.
- Ten Kyle to dupek!- momentalnie rzuciła Caroline, kiedy to David odszedł od stołu i cały czas gładziła sierść swego kota.
- Kyle jest... bardzo miły i specyficzny. No i kocha koty.- próbowała bronić znajomego. Jednocześnie chciała załagodzić cały spór. Przyjaciele jej przyjaciół byli jej przyjaciółmi, więc idąc drogą Chrisa, Kyle miał być jej przyjacielem, ale jednocześnie wrodzy jej przyjaciół byli jej wrogami... i tu powstał konsensus.
- Gdyby nie był przystojny to...- zaczęła mówić.
- Aaaa! Spodobał jej się!- zareagowała Emilli pijąc swoją herbatę.
- Spadaj... w tym ośle?- zapytała oburzona.
- Podoba jej się...- potwierdziła Blue z wielkim uśmiechem. Obie z Emi zaczęły nagle piszczeć jak w jakiś Disnejowskich filmach co miały specjalnie wyćwiczone aby denerwować Davida. Wtedy i rudowłosa oraz brat Blue skrzywili się.
- Ok! Dobra! Co nie zmienia faktu że jest osłem.- wywróciła oczami Carolina jednak zagryzła dolną wargę i zapanowała między nimi cisza.
         Po tym Emi spojrzała na rudą i kiwnęła głową w stronę trzeciej dziewczyny. Blue to zauważyła i aż przeszły ją ciarki.
- O co wam chodzi?- zapytała prosto z mostu brunetka. Jakby tak patrzeć były jak atomówki. Uśmiechnęła się do swych myśli jednak zaraz spoważniała.
-Widzisz... mamy już dość twego omijania sprawy, wyszłaś wreszcie na zewnątrz i gdyby nie przypadek nadal byśmy sądziły, że nie ma cię w tym mieście. Bunkrujesz się przed ludźmi, nie wychodzisz na dwór... żadnej nam nie chcesz powiedzieć co się wtedy wydarzyło dokładnie, ale czas może wreszcie chociaż powiedzieć jak TAM było? Co się z tobą ziało dwa lata?- zapytała prosto z mostu Carolina.
 Jednak Blue nie chciała tego słuchać. Podniosła się z krzesła jednak natychmiast obok niej zjawił się David chwytając ją za ramiona i zmuszając aby usiadła.
- Nigdzie nie idziesz... jestem tu z nimi. Czas aby o tym zacząć mówić.- powiedział spokojnie stojąc za nią.
- Wy nic nie rozumiecie!- powiedziała prawie ze łzami w oczach. Czuła się jak biedny kundelek przytwierdzony do ściany przez facetów z schroniska dla psów. Jej wzrok uciekał, jakby to miało ją ochronić. Jednak nie było jak uciec. Nagle poczuła czyjąś dłoń na swym kolanie. Jej wzrok od razu padł na kobiecą dłoń należącą do Emilli.
- Rozumiemy...nawet zbyt wiele. Nie tylko ty straciłaś w tym wszystkim bliskie osoby, nie tylko to dla ciebie był szok. Masz nas... pomimo wszystko nie zostałaś sama... a my chcemy wiedzieć... aby ci pomóc.- mówiła kojącym głosem. Spojrzała na nią i na Caroline, brat jedynie ścisnął jej ramię. 
          Wiedziała, że popiera to wszystko. Zacisnęła usta nie wiedząc co poradzić. Owinęła się rękami na piersiach i zamknęła oczy, a po policzkach przepłynęły dwie spokojne łzy. Przy okazji pogładziła dłoń brata dając mu tym znak, że nie ucieknie. On sam usiadł obok dziewczyn, zagryzając mocno dolna wargę. Może i był z niego kawał faceta i odgórnie był twardy, ale na ból siostry reagował bardzo emocjonalnie.
- To było kilka miesięcy po tym wszystkim... jakaś koleżanka mojej mamy znalazła Owczarnię księdza Guy'a Gilberta, która znajduje się w Francji. Jest to miejsce resocjalizacji młodzieży z poważnymi problemami... z prawem, z samym sobą...- zaczęła i otwarła oczy, na udach położyła swe dłonie i zaczęła je skubać. Nie ocierała łez... nie było sensu.
- Przyjmują jedynie osiem najgorszych przypadków... człowiek znajduje się tam minimum rok, a najdłużej pięć lat. Jeśli nie miało się nad sobą prawa decydowało się samemu. Nie ma tam zbyt wiele rzeczy... masę zwierząt, którymi trzeba się opiekować, na końcu można wziąć jednego... stąd Wicia. Nie jest się trzymanym w zamknięciu, z łatwością można uciec ale... i tak się tam wróci. Nie było źle ale... mi to nic nie dawało.- dotąd jej głos był jeszcze spokojny ale teraz minimalnie się załamał. -Ksiądź Guy mówił, że dam radę, pierw muszę zaufać sobie ale jak? Jak mogę zaufać wiedząc co się stało? Wiedząc, że może gdybym... gdybym pobiegła po pomoc może by oni...albo chociaż sama ...  jakoś... co jeśli to wszystko przez moją nasraną psychikę? Dlaczego stałam tak nieruchomo? Jak mam ufać komuś kto patrzył jak ogień... jak ich... Wszyscy widzieli, że ja... że ja nic...- zacisnęła usta. Cała na ciele drżała, a łzy nie znały umiaru. Momentalnie znalazła się w objęciach brata. Podniósł ją i posadził na swych kolanach. Zaczął się lekko kołysać jakby była małym dzieckiem i to miało dać jej ukojenie.
- Ciii mała... to nie twoja wina...- szeptał jak zawsze.
- Nie chcę aby ktoś o tym wiedział...Niech to będzie sen... niech oni będą...- tylko tu potrafiła wydukać. Ona jedynie wtuliła się w jego tors. Nic tego wieczoru już nie powiedziała. Znowu ożyło wszystko. Czuła niemal zapach tamtej nocy. Brat położył ją na kanapie w salonie, dziewczyny spały w jego pokoju, a sam zdrzemnął się w pokoju rodziców na małej leżance.
           Jednak noc nie była spokojna. Blue obudziła się z krzykiem kiedy po raz kolejny nawiedził ją koszmar, ten sam nie zmieniający się niemal od tylu lat.Za oknem dopiero świtało, a rodzice szykowali się do pracy, musiało być naprawdę wcześnie. Udała. że nadal śpi, czekając aż wyjdą. Gdy została sama na dole włączyła telewizor, owinęła się kocem i tępo patrzyła w zmieniający się obraz. W głowie miała pustkę. Ocknęła się dopiero gdy ktoś zapukał do drzwi. W pół do ósmej rano? Podeszła do drzwi rozpuszczając włosy z potarganego kucyka i szczerze się zdziwiła widząc osobę stojącą na progu.
- Hej..ja tylko na moment.- powiedział Dan przeczesując swoimi palcami rozbrajającą czuprynę.
- Tak wcześnie? Normalni ludzie zazwyczaj jeszcze śpią.- zauważyła. 
- Więc widzę że nie jestem sam...- odpowiedział sarkastycznie uśmiechając się do niej zadziornie i zerknął do środka. Cisza i pustka. - Może wyjdziesz na chwilę na ganek? Nie chcę nikogo obudzić, a Woody przysyła mnie w pokojowej misji.- powiedział nieco ściszając głos. Racja, wolała nie obudzić zbyt szybko dziewczyn. Nadal owinięta w koc zamknęła za sobą drzwi i usiadła na drewnianej huśtawce na ganku. Dan spojrzał na nią i lekko mieszając się zrobił to co ona. Blue oparła głowę o oparcie, zamykając oczy. Uliczka była taka spokojna, nikogo nie było słychać ani widać, dlatego odważyła się pokazać.
- Dziadkowie Chrisa wyjeżdżają dziś na jakiś zlot fanów starych przyczep kempingowych przez co mamy wolny dom... więc Woody stwierdził że można by było zrobić jakiś zlot... no wiesz..- tłumaczył nieco gestykulując przy tym.
-Odpada.- weszła mu w zdanie. Zmarszczył brwi i spojrzał na nią dziwnie.
- Niby dlaczego?- zapytał mierząc sobie nerwowo włosy.
- Impreza to tłumy, a ja... powiedzmy nie przepadam za nimi.- dodała nieco mieszając się w swych słowach i spoglądając gdzieś w bok. Zacisnęła dolną wargę modląc się aby nie wypytywał.
- Właśnie o to chodzi, że żadnych tłumów. Tylko nasza czwórka i wasza czwórka. Choć nie wiem czy dobrym rozwiązaniem jest aby Caroline i Kyle znajdowali się w obrębie kilkudziesięciu metrów obok siebie ale... to jego wybór. - stwierdził zaczynając się bawić swoim sznurowadłem. Blue jednak milczała. Wzięła jednak głęboki wdech.
- Jak się nie zgodzę to Woody zadzwoni do Davida, David powie dziewczyną, a one same już zadbają abym się tam pojawiła więc... chyba wolę po dobroci.- skwitowała i spojrzała w niebieskie oczy chłopaka uśmiechając się nie co. Chyba nawet mieli podobnych tych przyjaciół.
- Nawet nie wiesz jak dobrze cię rozumiem...- stwierdził odwzajemniając uśmiech.

Zapraszam do komentowania :)
Na waszą prośbę rozdział większy niż zazwyczaj, mam nadzieję że wam się spodoba. Odkryłam trochę przed wami tajemnicę, jednak dużo pozostawiam wam do wyobrażenia. 
Jak sądzicie co się stało? 
Piszcie...