piątek, 14 listopada 2014

Opowiadanie "Świeca" rozdział 9.

                                                               9.



           Zaraz gdy weszli do dworu, oboje udali się do swoich komnat. Millie siedząc w cieplej wodzie, która była w wannie delikatnie masowała swe ciało. Nie było Williama, wyjechał. Czuła się jakby odwlekła swój wyrok śmierci. Czekała ją za to niewątpliwie kara. Jednak chyba było warto. Chyba? Teraz gdy była sama w pomieszczeniu rozmyślała nad Edem i jego pocałunku. Znów przypomniała sobie moment, kiedy jego usta dotknęły jej warg. Jego broda zaczepnie drapała jej policzki i brodę. Uśmiechnęła się do siebie. Znów poczuła motylki w brzuchu. Był mężczyzną, jakiego mogłaby chcieć mieć każda kobieta. Mądry, cierpliwy, honorowy, moralny... w dodatku miał swego rodzaju dryg do zbliżeń których się bała. Przejechała kciukiem po swej dolnej wardze, tak jak on to zrobił i poczuła dreszcz. Chciała tak topornie trzymać się tych wspomnień. Było to przeciwieństwo, co do tego, co zostawił w niej William. Przy Edzie wszystko było inne, nawet ona. Zanurzyła się pod wodą do ostatniego włosa.
        Kiedy Ed również o siebie zadbał poszli do wielkiej jadalni. Tam czekało na nich jadło ale również Karol. Stukał palcami w marmurowy stół podpierając okazałą brodę na drugiej ręce. Kiedy blondynka usiadła niepewnie na swym krześle, a obok niej jej towarzysz, wuj uniósł wzrok na nich.
- Kolejny raz i kolejny raz to pan jest przy Millie, kiedy dzieją się z nią złe rzeczy... zaczynam mieć pewne wątpliwości, co do obecności pana na mym dworze.- powiedział ochrypłym głosem. Millie zacisnęła dłoń na widelcu spoglądając gdzieś w bok.
- Nie czuję się skory do ponoszenia winy za owe wydarzenia.- odpowiedział mężczyzna tym swoim rozsądnym tonem i zaczął jeść posiłek.
- To nie jego wina, to tylko zbieg okoliczności wujku.- zaczęła tłumaczyć blondynka. 
       Nagle do jadalni wszedł Robert. Dawno go nie widziała. Unikał ją. Miał ciągle zaniedbaną fryzurę, włosy stały mu na wszystkie możliwe strony, a koszula była jakby wyciągnięta z gardła kundla. Zmierzył przyszłą królową wzrokiem i chciał wyjść, czując na sobie palące spojrzenie Eda. Siniak jaki miał na swej twarzy po uderzeniu brodacza już poblednął wystarczająco aby nie był zauważalny. Chciał się już wycofać z pomieszczenie jednak Dove go zauważył.
- Jak dobrze ciebie widzieć Robercie... przyłącz się do nas.- powiedział bardziej z przymusu niżeli z chęci. 
Brunet uciekł wzrokiem na swoje brudne buty po czym wszedł w głąb jadalni. Usiadł przy jednym miejscu gdzie znajdywały się sztućce oraz talerz z złotymi zdobieniami. Nie patrzył na dwójkę znajomych. Wstydził się?A może bał? Karol chwilę przypatrywał się jego dziwnym zachowaniom, jednak odpuścił i znów spojrzał na swoją bratanicę.
- Widzisz Millie... ja nie wierzę w zbiegi okoliczności.- zaczął zginać prawą dłoń w pięść po czym wyprostowywał palce. Żadne z dwójki się nie przestraszyło. Spojrzeli po sobie. Brązowe oczy mężczyzny prześlizgnęły od niebieskich kryształów aż do jej okazałych ust, które całował tak namiętnie poprzedniej nocy. Nieświadoma dziewczyna dodatkowo oblizała wyschnięte wargi uciekając spojrzeniem. 
Dove wszystko to widział.
- Szlag! Jesteście aż tak irracjonalni?!- warknął uderzając ręką w stół. Następnie wstał od niego i zaczął chodzić po pomieszczeniu.
- Wujku?- dziewczyna nie rozumiała tego.- O co ci teraz chodzi?- zapytała wstając od stołu i przybliżając się do mężczyzny.
- Jak to o co?!- wskazał dłonią na Eda. Robert aż przestał jeść swoje danie, patrząc z głupim uśmiechem na to wszystko. - Matka nie uczyła cię że nie należy się bawić w romanse? Czy ona cię chociaż tego nie nauczyła?! Po jaką cholerę masz popełniać jej błędy!- dopiero po tych słowa zauważył, że powiedział za dużo. Blondynka aż cofnęła się o krok marszcząc brwi.
- Słucham?- szepnęła. Karol nie umiał już na nią patrzeć. Widać było na jego twarzy ból. Z syknięciem odwrócił się do niej plecami idąc do wielkiego okna.
- On nie będzie twym mężem więc nawet nie baw się w miłości... nie ręczę za me sposoby rozdzielenia was...- cedził każde słowo z dużym dystansem ale i wrogością. Do pomieszczenia weszła Amanda przynosząc ciepły rosół w dzbanku.
- Ale ja go nawet nie kocham!- niemal krzyknęła. Powiedziała to bardzo szybko, zbyt szczerze, zbyt boleśnie dla mężczyzny przy stole.
            Przez sekundę miał otwarte usta, jednak opuścił wzrok na stół i oblizał kąciki ust, a dłoń na udzie zacisnął w nienaturalny i bolący sposób. Czego on się spodziewał? Przecież tego chciał. A jednak zabolało. Męska duma, chwilowe fantazje, wszystko wbiło się teraz w jego podbrzusze. Trwało to chwilę jednak gdy unosił wzrok napotkał spojrzenie służącej, która stała po drugiej stronie stołu. Widziała to. Jej brązowe oczy wyrażały współczucie. Uśmiechnęła się do niego, jakby tym miała go pocieszyć.
         Najstarszy z obecnych odwrócił się do pozostałych przodem, ale skupił się jedynie na niebieskookiej. Ta jak zwykle liczyła się jedynie z jego oceną, jednocześnie w głowie pobrzmiewały jej słowa odnośnie matki. Karol zmierzył ją wzrokiem, jakby chciał wyważyć jej prawdę. Podszedł do niej i położył dłoń na policzku po czym zerknął na Eda, wyczekująco. Nie rozumiał brata króla, o co mu chodziło, jednak oderwał się od swych myśli odchrząkając.
- Jeśli ma to jakkolwiek wspomóc odczucia wuja panienki... mnie również nie wiążą z nią żadne porywcze i zbyt trywialne uczucia, jakimi są barwy miłości.- jego wzrok był silny, nieustępliwy. 
Tylko Amanda zauważyła jak unosi mu się lekko brew, jak wiele kosztuje go to wszystko. Walczył z tym wszystkim z racji moralnych. Każdego tutaj wiązała jakaś mniejsza lub większa tajemnica. Tylko poboczna osoba widzieć mogła sieć tajemnic coraz bardziej się plącze.
- Jak wytłumaczysz mi to iż wróciliście do dworu na jednym koniu? Cóż mam myśleć po waszej nieobecności w niewiadomym posłaniu przez całą noc?- dopytywał wujek patrząc na dziewczynę.
- To moja wina... to ja uciekłam. Przestraszyłam się zbyt nagłych zmian w mym życiu. Nie godnym było się przyznanie do swych rozterek przed ojcem. Popełniłam czyn tchórzliwy uciekając, omijając losu, który tak do mnie zmierza... zbyt prędko... niczym stado rozjuszonych koni... Ed jedynie pragnął mnie ochronić. Kiedy Amanda powiadomiła go o mym niecnym postępowaniu, wiedział jaką przykrość sprawie wam... Chciał uniknąć konfliktów, chciał nawrócić mnie na słuszność racji. Noc spędziliśmy osobno. Wujku nie oczekuj ode mnie zbyt wiele złego i podłego zachowania. Rano mnie odnalazł... w starej izbie... Namówił abym wróciła... byłam jak w transie... niczym opętana gotowa porzucić tron z strachu przed nieznanym. To on przywołał mnie do rozumu.- mówiła to wszystko modelując uważnie ton. Kłamiąc wtedy kiedy uznała to za słuszne. Jednak jej mimika nawet nie drgnęła. Jedyna zasługa ojca? Odziedziczone geny pozwalające tak łatwo kłamać najważniejszemu mężczyźnie w swym życiu. Karol długo się wahał. Spoglądał to na bratanicę, to na malarza. Amanda z nerwów zwijała swój fartuszek, gniotąc go niesamowicie. 
A Robert? Przyglądał się służącej. Choć był najbardziej czystą cieleśnie osobą, choć nie odczuwał nieżądnych myśli, teraz skupiał się na brunetce. Robił to krótko lecz treściwie.
- Nie mam świadków,nie mogę oskarżać. Bądź mądra Millie. Pięknie ułożone słowa nie zamydlą oczu staremu wujkowi. Też kiedyś miałem twe lata.- uśmiechnął się lekko i spojrzał na pozostałych.
- Odpocznijcie... zapewne noce były zimne.- westchnął bezsilny.- A ty moja droga panno, zostajesz tu tak długo aż poczujesz się pewniej.- dodał wychodząc jednak blondynka ruszyła do niego biegiem. 
         Wtuliła się w jego tors. Karol stał przez chwilę patrząc na jej jasną głowę, jakby bojąc się tego. Pierwszy raz po tylu latach się do niego przytuliła. Po tylu latach nadal była za małą, by się z nim równać. Dłonie dopiero po chwili spoczęły na jej plecach. Oparł policzek na jej czubku głowy i zamknął oczy jakby na chwilę osiągnął ulgę.
- Dziękuję wujku.- szepnęła mając już łzy na policzkach. Dał jej upragniony azyl choć o to nie prosiła. Westchnął jedynie słysząc ją i odsunął się. Przetarł jej policzki i szczypnął w brodę, lekko zaśmiewając się.
- Jesteś zbyt podobna do matki.- szepnął po czym wyszedł już z jadalni. Millie stała chwilę oddychając spokojnie. Odwróciła się do reszty z wielkim uśmiechem, jednak dopiero wtedy zauważyła jak Ed jest nieobecny w tej chwili. Jego głowa była zwieszona a oczy niemal martwe.
- Słyszałeś?- niemal zapiszczała szczęśliwa dziewczyna. Malarz dopiero uniósł spojrzenie na nią i się blado uśmiechnął. Czuł jak bardzo ma gęsia skórkę na ciele.
- Tak... wspaniale.- odpowiedział bezbarwnym głosem, wstając od stołu i ruszając ku drzwi, przy okazji gubiąc chustę, którą miał na kolanach.
- Ed! A kolacja?!- nie rozumiała zbyt mocno jego zachowania. Minął ją kręcąc głową.
- Odechciało mi się jeść... idę malować.- odrzucił odwiązując specjalnie zawiniętą chusto-krawat pod jego szyją. Był zbyt szybki jednak dziewczyna nawet chciała za nim ruszyć.
- Nie warto.- zanucił brunet jakby była to wspaniała melodia, jedząc dalej porządny kawał mięsa na swym talerzu. Millie spojrzała na niego marszcząc brwi.
- Skąd ty masz czelność mówić co warto, a czego nie?-zapytała. Oboje wiedzieli o co chodzi. 
Znów Robert okazał się tchórzem uciekając wzrokiem na swoje jedzenie. Prychnęła widząc to i już chciała dalej się przesunąć jednak Amanda zastąpiła jej drogę.
- Millie... odpuść.- prosiła chwytając ją za ręce.
- O co ci chodzi? Za długo przebywałaś między parującymi drożdżami w kuchni?- blondynka uniosła brew chcąc przejrzeć intencje służącej.
- Czasami oczy wszystkiego nie widzą. I to jest ta rzecz. Pozwól mu odpocząć. Ochłonąć.- szeptała konspiracyjnie.
- Nie rozumiem, od czego?- była dociekliwa jednak na marne. Amanda zrobiła typowy dla siebie wzrok po którym Millie łagodniała. Wzięła głęboki oddech i cofnęła się do stołu. Usiadła na swym miejscu i chciała coś zjeść. Na marne.
- Też straciłam apetyt...- szepnęła.
- Daj, ja zjem.- klasnął w ręce Robert przejmując jej talerz bez zgody.



        Kilka dni było cichymi dniami. Czas leniwie ciągnął się, a popołudnia robiły się coraz cieplejsze. Millie coraz chętniej spędzała czas w ogrodzie w obecności Amandy. Ed ograniczył swój udział w jej życiu. Odzywał się lakonicznie, niemal samymi samogłoskami. Stał się oficjalny, choć nadal dostrzegała w jego oczach ten charakterystyczny błysk. Przyjaciółka, jednak ciągle jakby odsuwała ją od artysty. Ufała jej przez co nie doszukiwała się w tym drugiego dna. Amanda zawsze tłumaczyła tym iż Ed ma napływ sił do malowania, które nikt nie może naruszać. Może tak było lepiej? Jednak w blondynce budziła się swego rodzaju tęsknota za brodaczem, za sporami z nim, za interesującymi rozmowami równego z równą. 
       Pewnego dnia prze dwór zajechała czarna karoca. Na bokach były zdobienia w kolorze starego, wytartego złota. Widać było, że nie byle rodzina może się szczycić takim powozem. Zainteresowana dziewczyna zeszła do głównego holu gdzie stał już Karol witając gości. Młoda, ciemna blondynka z dość bystrymi oczami oraz chudy młodzieniec z ciemnymi włosami oraz bladą cerą. Wyglądali dość specyficznie lub bardzo arystokratycznie.
- O dobrze Millie, że jesteś. Rad jestem móc gościć w naszych progach.- powiedział wuj wyciągając do niej rękę. Kiedy ujął jej dłoń przyprowadził ją bliżej gości. Dziewczyna ukłoniła się w ich, naciągając w specyficzny sposób materiał sukni. Oboje odpowiedzieli jej tym samym.
- Jest to rodzeństwo z rodziny Preto z Włoszech. Za pewne spotkałaś na swej drodze w koloni jednego z ich krewnych.- tłumaczył dziewczynie mężczyzna. 
Po schodach jednak zaczął powoli schodząc Ed, wycierając swe policzki ubrudzone od farb. Siostra szepnęła coś do ucha brata po tym jak zauważyła malarza,a ten jedynie kiwną głową robią krok do przodu.
- Godziwy los pozwolił nam poznać przyszłą królową tego pięknego kraju. Jestem Raaf, a to ma siostra Anna. Wiele dobrego słyszeliśmy o pani o twym ojcu. Niewątpliwie czeka naród Anglii świetlana przyszłość.- ujął dłoń Millie kłaniając się. Był miły i uważnie dobierał słowa, jednak prócz uśmiechu w jego jasnych oczach dostrzegła smutek, oddalenie. Głos mężczyzny był dojrzał, jakby opowiadał najciemniejszą i najmroczniejszą historię tego świata.
Jego siostra podeszła do niej i w istnie włoskim stylu złożyła na jej licach dwa pocałunki.
- Mam nadzieję, że przyjaźń między naszymi rodzicami będzie wieczna!- jej głos był bardzo słodki, tak bardzo odpowiadający jej wyglądowi. Uśmiech tylko dodawał jej uroku. Pomimo tak uderzającej podobizny byli przeciwni w charakterach.
- A któż to?- Anna była ciekawska, więc nie mogła odpuścić okazji poznania Eda, który zatrzymał się w połowie stopnia. Karol westchnął dopiero go zauważając. Najlepiej gdyby go to nie było w jego pryzmacie.
- Malarz ścienny.- prychnął lekceważąco. Millie skarciła go wzrokiem po czym ruszyła do mężczyzny, zauważając jak na jego ustach pojawia się minimalny uśmiech.
- To Ed... malarz... nie ścienny. Twórca pięknych tworów, które niektórzy ich nie rozumieją. Przejęłam nad nim patronat. Naród łaknie sztuki i kultury, a to osoba która nam to zapewni.- mówiła patrząc jedynie na Eda z uśmiechem i dumą. Cieszyła się, że wreszcie jest przy niej i choć w ten sposób nie unika jej osoby. Chociaż tak mogła wykorzystać ten moment.
- Ed? Tylko Ed?- zaćwierkała nastolatka wychodząc naprzeciw mężczyźnie w brodzie. Ten nieco zmarszczył brwi. Nie stosowne zachowanie biło z strony brązowookiej. Kobieta, a zwłaszcza w tak młodym wieku nie powinna zachowywać się tak zuchwale względem nieznanej sobie osobie.
- Pseudonim artystyczny ma pani.- wyjaśnił zginając się w pół i zgodnie z wymogami moralnymi powitał ją ujęciem jej dłoni. Następnie podszedł do jej brata i podał mu czystą już dłoń.
- Raaf Perto.- przedstawił się ponownie młodzieniec.
- Kruk Czarny.- rozpoznał słowa w zagranicznych językach, a Raaf uśmiechnął się z uznaniem.
- Jak na malarza ściennego dużo umie.- zwrócił się do Karola, który z niezadowolony ściskał dłonie za swymi plecami.
- Dość tych powitań. Pozwolę zaprowadzić was na salony gdzie w spokoju porozmawiamy w właściwym gronie.- Dove nigdy nie krył tego kogo toleruje, a kogo nie w danym momencie. 
Ed idealnie zdawał sobie sprawę jak wuj dziewczyny go nie znosi. Spojrzał swymi brązowymi oczami na Millie i do niej kiwnął głową po czym odszedł bez słów. Sergiusz następnie pojawił się jak zwykle nie wiadomo skąd, i nie wiadomo kiedy. Cała powitalna herbatka odbywała się na bardzo neutralnych stosunkach. Wieczór przyszedł szybko, a z nim noc i następny dzień.



        Cały czas do popołudnia Millie miała odgrywać role głowy dworu i zająć czas młodym gościom. Spotkanie było ulokowane w małym saloniku, ulubionym w mniemaniu przyszłej królowej. Uwielbiała jasne i ciepłe barwy ścian oraz miękkie światło które wpadało tu przez okna w porannych porach.
       Wchodząc do pomieszczenia zauważyła, że jedynie Anna w nim przebywa. Miała na sobie niebieską sukienkę z dość odważnymi koronkami przy rozpięciu sukni z przodu. Być może taka moda włoska.
- A panienki brat zagubił swe kroki? Może poślę po niego Sergiusza lub kogoś z służby?- zapytała blondynka siadając, a jednym z ozdobnych foteli. Anna uśmiechnęła się szeroko i machnęła ręką.
- Niepotrzebnie. Odnalazł swe powołanie. Postanowił zainteresować się nieco twym podopiecznym.- zwróciła się bezpośrednio na ty. Nieco zdystansowało to Millie do dziewczyny. Uniosła nieco brwi jednak udała że poprawia wystające kosmyki z majestatycznego koka na swej głowie.
- Mam nadzieję iż Ed przyjmie panienki brata z należytym szacunkiem.- stwierdziła nadal zachowując etykietę jaka była jej przypisana.
- Eh.. Raaf zbyt dobrze zna artystów... zresztą ja też... mają swoje fanaberie i wizje... Twój też tak ma?- zapytała nachylając się ku niej z ciekawością w oczach. Niebieskooka nie wiedziała czy w tym ma szukać podstępu czy po prostu ktoś nie zadbał o odpowiednie wychowanie młodej niewiasty.
- Nie rozumiem co panienka ma na myśli...- odrzekła wymijająco gładząc dłońmi materiał swej krwisto-czerwonej sukni.
- Nie udawaj... jejku..widzisz w Włoszech jest artystów na pęczki. Ba nawet sama byłam jednego natchnieniem. Muzą...- zaśmiała się perliście i zamrugała zaczepnie powiekami. Millie zmarszczyła jeszcze mocniej brwi i starała się nie ukazywać bardziej swego zdziwienia.
- Mają swoje fanaberie najbardziej kiedy nie mają weny twórczej! Co też się napracowałam aby takiemu wyszedł obraz czy to sonet.-westchnęła opierając się o kanapę na której siedziała. Zaczęła nakręcać na palec swój blond pukiel.
- Przepraszam, że zapytam ale... fanaberie?- nie mogła ugryźć się w język. Może w tym był kluczyk zachowania Eda. Anne zaśmiała się znów piskliwie i pokiwała głową.
- Najdziwniejsze o co mnie poprosił to abym ordynarnie oddała na jednego mocz. - skrzywiła się, jednak zaraz zmarszczyła zabawnie nos, a jej mimika twarzy w ciągu sekundy zmieniła się diametralnie.
- No i co miałam zrobić? Artyści tacy są... a twój co lubi? Słyszałam jeszcze, że niektórzy preferują masochistyczne zachowania wobec ich najczulszych miejsc... ponoć to podnieca.-wzruszyła ramionami. Millie siedziała oniemiała. Jej niebieskie oczy zrobiły się większe a usta otwarły.
- Wybacz, że tak dosłownie cię pytam jednak... gdy w nocy do niego zajrzałam to...- zaśmiała się,  a słowa jakie powiedziała aż ukuły blondynkę. Pierwszy raz poczuła coś takiego.
- Odwiedziłaś jego sypialnię w porze nocnej?- musiała, nie dbała o etykietę. Już nie. Nie kiedy chodzi o Eda. Jak mogła być taką bezwzględną bezwstydnicą opowiadającą takie rzeczy obcej osobie, jeszcze zakradającą się do pokoi dorosłych mężczyzn. Blondynka zacisnęła dłoń w pięść,  a wszystkie mięśnie jej się napięły.
- Oj daj spokój... nie odbiorę ci go, bynajmniej jeśli się nie uda memu bratu go przekonać. Tej nocy go nie złamałam ale... we Włoszech wszyscy zmieniają perspektywy.- na jej ustach pojawił się perfidny uśmiech. Przyszła królowa z trudem złapała oddech.
- Co to ma znaczyć?!- uniosła ton nie panując nad swym głosem.
- Raaf właśnie składa mu propozycję, którą na pewno przyjmie... Ups chyba kradniemy ci kogoś. Pamiętaj.. tym światem rządzą mężczyźni...ale to kobiety ich podniecają. - klasnęła w dłonie po czym wstała z sztucznym uśmiechem na twarzy i wyszła z salonu.
Millie siedziała nie wierząc w to co przed chwilą miało miejsce. Musiała przetrzeć dłońmi twarz aby jakoś się obudzić z tego koszmaru. Cisza w saloniku niemal piszczała. Nagle usłyszała kroki. Do pomieszczenia wszedł Raaf poprawiając swój frak. Na usta przyjął od razu wielki uśmiech i usiadł na kanapie którą wcześniej zajmowała jego siostra.
- A Anna? Nadal nie wstała?- zapytał splatając dłonie w koszyczek.
- Jak podobają się obrazy Eda?- odbiła piłeczkę nadal będąc zagłębiona w swych obawach.
- Bardzo obiecujący talent. Jednak co ja tam wiem o tych mazgajach... to preferencje mojej siostrzyczki.- zaśmiał się.
- Opowiadał mi o nich zbyt... szczegółowo.- z trudem dobierała słowa aby nie zabrzmiało zbyt chłodno. Raaf wybuchł śmiechem, jednak uśmiech nie dosięgał do jego oczu.
- Nie wiem czy żałosne zachowanie, które plami imię pańskiej rodziny jest śmieszne.- głos Millie brzmiał niczym głos matki ludu. Mężczyzna nie mógł przejść obok tego obojętnie. Od razu spoważniał nieco się prostując.
- Idziemy jedynie za radą przyjaciela rodziny.- odpowiedział marszcząc czoło, przyglądając się dziewczynie.
- Czasem lepiej uważniej dobierać sobie przyjaciół.- poradziła wstając z fotela.
- Takie jest życie.- stwierdził jakby chcąc ją zatrzymać.
- Można być bezwładną kukłą rzuconą do rzeki, albo przejąć swój los w ręce. Nie zostawiajmy wszystkiego w łaskach Boga. Bądźmy godni godnego życia.- dziewczyna była bardzo mądra co pierwszy raz mogła tak doszczętnie ukazać w rozmowie z obcym mężczyzną poza Edem.
- Przyszła głowa narodu jak zwykle wychowana w sielankowych murach, nie wiedząca zbyt wiele o życiu.- mruknął również wstając. - Nic mnie nie obchodzi twe zdanie. Mów sobie... niech wszyscy mówią. Ja i ma siostra to moje życie.- mówił przez zaciśnięte zęby. To tylko podziałało na przyszłą królową jak płachta na byka. Zrobiła krok w jego kierunku zaciskając usta.
- Nie znasz mego życia, wiesz za mało aby oceniać tak trywialnie i subiektywnie me życie. Gdybym nie brała swego życia w swe dłonie być może następcą tronu nie byłabym ja tylko mój wuj.- głos zadrżał jej przy mówieniu tej prawdy.- I przykro mi, że tak bardzo zaprzeczasz sam sobie. Najbardziej krzyczy ten, który potrzebuje najwięcej pomocy. Jednak czy masz je w siostrze? Niewdzięczny los brata doskwiera ci bólem. A jeszcze większym bólem są słowa. To słowa ranią ludzi najbardziej. Niszczą od środka gnijąc i rozkładając się po cichu. Aż pewnego dnia zwalają z nóg. Twoi przyjaciele rodziny widocznie są mądrzejsi od ciebie i to wiedzą. Czekają jedynie kiedy spróchniejesz w środku jak drzewo, aby cię powalić.- dopiero po chwili złapała oddech. Raaf stał patrząc gdzieś w bok. Dopiero teraz zdała sobie sprawę, że zbyt wiele mówi. Jak zwykle kiedy ponosiły ją racje takich sytuacji. Cofnęła się od niego i pogładziła nerwowo suknię.
- Przepraszam za dosadność słów niegodnych kobiety.- ukłoniła się po czym ruszyła w stronę drzwi.
        Schowała się w pokoju zamknięta na klucz. Było jej wstyd. Była zła na siebie, że tak łatwo dała się sprowokować, pierw przez Anne, a następnie przez jej brata. To na pewno nieodpowiednie zachowanie dla rządzącej krajem. Musiała wystosować w swym sumieniu dozę dystansu. Jednak jak miała mieć dystans kiedy w każdym momencie mogła żegnać Eda. Oddalili się od siebie, przyjaźń jakby przeminęła zanim nabrała odpowiednich barw. Sam chciał uciekać od niej, chciał zapewnić sobie przyszłość godną mężczyzny. Teraz miał możliwość. Zacisnęła usta mocniej mając chęć rzucić czymś, odreagować. 
        Podeszła do okna powstrzymując się przed obaleniem krzesła. Otworzyła je mocniejszym pchnięciem. Chłodne powietrze wczesnego wieczora opłynęło jej twarz. Przymknęła oczy oddychając miarowo. Wtedy usłyszała donośne głosy, rżenie koni. Jakiś powóz stał chyba przed wejściem do dworu. Usłyszała stłumiony głos Eda oraz ten charakterystyczny śmiech. Wyjeżdżali? Ed nawet nie zamierzał się pożegnać? Millie ruszyła biegiem do drzwi zapominając, że sama je zamknęła. Chwile walczyła z nimi, ciągnąc, pchając zanim przypomniała sobie co zrobiła. Klucz jak nigdy zacinał się. Zawsze tak się stawało kiedy usilnie się do czegoś spieszyła. Kiedy drzwi niemiło trzasnęły już mogła biec po holu do schodów. Nie zważała na służbę, ważne było aby zdążyć. Kiedy wybiegła przed dwór, powóz był już w połowie drogi do bramy oddalonej o milę. Millie stała nie wierząc. Mężczyźni którzy dbali o konie i karoce dziwnie na nią się patrzyli. Jednak nigdzie nie widziała Eda. Pojechał z nimi? Odjechał? Skorzystał z tej sytuacji? Uciekł. Osunęła się na zimne schody, które prowadziły do drzwi wejściowych . Nawet nie czuła zimna.
- Odjechał...-szepnęła chowając twarz w dłonie. 
         Nie zważała na szepczących służących. Otarła jednak pierwsze łzy i wstała z schodów idąc do wnętrza domostwa. Tyle utracić. Mężczyzna nie był tylko jej ochroną, był kimś kto jako jedyny dał jej powody do zaufania. Był tym,  dzięki któremu czuła się coś ważna w tak trywialnych sytuacjach jak rozmowa. Nie była tylko kobietą... była aż kobietą. Dawał jej poczucie szacunku, choć jako jedyny znał jej sekret. Teraz te sekret odjechał z nim. Nie miała nikogo kto wiedziałby o czynach haniebnych których dopuścił się na niej jej ojciec. W dodatku nauczył ją czegoś cennego, zawsze jest pierwszy raz. Dotknęła swych ust. Im dalej od tamtego wieczoru tym inaczej to wszystko interpretowała. Pogrążona niczym w halucynacjach stanęła przy drzwiach od swej komnaty jednak wejrzała na te które prowadziły do pokoju mężczyzny. A gdyby tak... Nie umiała panować nad swym ciałem. 
       Nogi same ją tam zaprowadziły, dłoń sama nacisnęła na klamkę. Panował tam mrok, tylko jedna świeca paliła się już zmęczonym płomieniem. Wzięła ją do ręki zapalając pozostałe. Dopiero wtedy zauważyła obrazy. Uniosła brwi wysoko widząc je. Nie zabrał ich ze sobą? Może chciał wrócić? Ze zmęczenia zaczęła wyciągać z włosów spinki. Po chwili jej długie,blond loki, miękko spływały po jej plecach i ramionach. Oglądała każdy obraz z uwielbieniem, dotykając opuszkami palców nierówną strukturę farb. Były różne, ciemne, jasne, abstrakcyjne i dobitnie realne. Jednak najbardziej ciekawiły ją liczne portrety kobiety. W ogrodzie, czytająca książkę.
       Jeden był powieszony na sztaludze, kobieta była z zawstydzonym uśmiechem, jej policzki były lekko różowe. Jako jedyny obraz nie był dokończony. Był to portret. Pędzle wokół tego obrazu były w różnych słojach z brudną wodą, a farby na drewnianej palecie. Jak mógł to wszystko tak rzucić dla pierwszej lepszej propozycji? Dla natarczywej Anny. Dotknęła opuszkiem policzka kobiety. To była ona, wiedziała. Jednak czemu Ed tyle ją malował? Mokra farba przykleiła jej się do palców. Jęknęła niezadowolona ponieważ zostawiła odcisk na obrazie.
- Zepsułam...- syknęła nie wiedząc czy naprawiać swój błąd, wtedy usłyszała śmiech. Spojrzała przestraszona w stronę drzwi.
- A ile razy powtarzałem ci że mokrej farby się nie dotyka? Czy królewska wszechwiedza nie nie wie również że ogień parzy? - zapytał Ed stojący oparty o framugę drzwi. Miał dłonie założone na torsie i niewątpliwie przyglądał jej się od jakiejś chwili. Widocznie zbyt mocno była pochłonięta podziwianiem ostatniej pracy malarza. Oczy dziewczyny zrobiły się większe i zaszły mgłą. Wielki uśmiech zagościł na jej ustach. Był w tym pokoju. Szybko jednak się zdystansowała. Wyprostowała się, a brudną dłoń schowała za plecy.
- Królewska wszechwiedza sprawdza wszystko w oparciu o swe doświadczenie.- przyznała i pokazała drugą dłoń na której widniał półksiężyc zostawiony po języku ognia. Ed prychnął z rozbawienia i zamknął za sobą drzwi.
- Czasem warto zaufać na słowo, królowa wtedy oszczędziła by sobie skaz na swym ciele.- stwierdził sięgając po mokrą szmatkę i wyciągnął do niej dłoń. Zawstydzona podała tą brudną, a brunet zaczął ją wycierać.
- Jak z dzieckiem.- westchnął rozbrojony jej zachowaniem. Millie patrzyła na niego zawstydzona ale i szczęśliwa. On to zauważył.
- Aż boję się zapytać co chodzi po tej małej główce...- próbował być poważny, jednak jego oczy same się śmiały, nadal dokładnie wycierając jasną farbę z jej palców.
- Myślałam, że wyjechałeś...- wyjaśniła po dłuższej ciszy. Wtedy spoważniał. Puścił jej rękę i odłożył ścierkę na miejsce.
- Mówili ci?- zapytał niezadowolony z tego faktu.
- Anna... dość... dokładnie.- próbowała zabrzmieć dość obojętnie, jednak zazdrość ściskała jej gardło. Ed prychnął słysząc jej słowa i spojrzał a nią z uwagą.
- Tak wielkiej charyzmy z tak dawno nie widziałem... aż żal było nie skorzystać.- przetarł sobie brodę palcami kończąc ten ruch na swej brodzie. Słysząc to blondynka miała jedynie dwuznaczne myśli przez co cofnęła się o kilka kroków w tył unosząc wysoko brwi.
- Spokojnie!- zareagował od razu brązowooki uśmiechając się gdy zauważył jej zachowanie.- Lepiej smakuje to o co trzeba zabiegać i jest trudne, niżeli to zdobyte bez wysiłku.- wyjaśnił mierząc ją wzrokiem. Poczuła aż ciepło w podbrzuszu od sposobu jakim on na nią patrzył.
- Męskie gierki?- próbowała zatuszować swoje zawstydzenie, podchodząc do miejsca gdzie były pędzle.
- Chociaż jawne... nie tak tajemnicze jak zazdrość kobiet.- skwitował niby obojętnie wzruszając ramionami, jednak na jego ustach pojawił się triumfalny uśmiech.
- Zazdrość kobiet? A cóż to?- udała głupią dotykając dłonią swego obojczyka, jakby nie dowierzała w słowa. Zbyt wiele sztuk teatralnych widziała aby nie nauczyć się takich gestów. Ed wybuchł gardłowym śmiechem widzą to wszystko.
- Masz w sobie niesamowity urok, niespotykany...- ściszył głos kiedy spoważniał. Oboje umilkli zdziwieni z słów które padły. Millie chciała odwrócić głowę w stronę gdzie świecy nie rzucały swego światła, jednak powstrzymała ją dłoń Eda który ujął jej podbródek w swoją dłoń.
- Nie wstydź się swych rumieńców... choć nie tego cię uczyli... nie uciekaj przed mym wzrokiem. W dodatku te włosy...- poprosił, a palcami pogładził jej rozgrzaną skórę policzków. 
          Zamknęła oczy chcąc zniknąć. Pomimo tylu doświadczeń jakie ją spotkały nadal była bardzo owiana niewinnością. Ed westchnął czując znów te uczucia, które próbował wyciszyć. Kiedy zobaczył niebieskie oczy które się w niego zaczęły wpatrywać zrobił krok ku niej i zaczął zbliżać się swymi ustami do niej. Gdy w końcu chciał ulżyć swym emocjom poczuł szybkie maźnięcie go czymś zimnym w nos. Millie zaczęła się śmiać chowając usta w dłoniach, jednak w jednej miała ubrudzony pędzel z żółtą farbą na końcówce włosa. Nie spodziewał się tego. Dziewczyna z piskiem ruszyła uciekając, kiedy zdała sobie sprawę, że brunet chce jej się tym samym odwdzięczyć. 
Tego wieczoru nie próbował już znowu sam siebie nabrać na ograniczenie jej osoby w swym życiu. Odbyli zbyt owocną bitwę na farby, której było pełno licznych kwików, krzyków oraz śmiechów. W końcu zawrzeli pokój i Ed postanowił odprowadzić ją do pokoju. Oboje mieli zniszczone ubrania przez kolory godne tęczy na niebie, oraz ubrudzone twarze i włosy. 
           Gdy tylko wyszli z pokoju zauważyli stojącego przy ścianie Karola. Spojrzał na nich unosząc brew. Słyszał wszystko. Nie ukrywał tego. Bezsłownie stał przyglądając się temu jak wyglądają. Rozbawiona Millie nawet teraz nie potrafiła być poważna i zaczęła się śmiać.
- Trafię sama...- wykrztusiła między spazmami śmiechu i ruszyła do swego pokoju, po drodze dając jeszcze buziaka wujkowi w policzek. Zrobiła to specjalnie aby go ubrudzić. Karol starał się być poważny jednak i tak uśmiechnął się nieco widząc iskierki w jej oczach. Zamknęła za sobą drzwi i mężczyźni zostali sami. Karol na powrót zrobił groźną minę jednak Ed kiwnął mu głową i zamknął za sobą drzwi od swej komnaty.
Dove chwilkę stał w miejscu myśląc nad tym wszystkim. Zerknął w stronę drzwi bratanicy, a następnie malarza. 
Uśmiechnął się pod nosem i ruszył do swej sypialni.



5:03
Koniec!
uhu
już chociaż wiem ile pisze rozdział...
równo 5 godzin...
zaraz tata wstaje do pracy a brat z nocki wraca XD
kręgosłup boli
a oczy wypływają ale jest warto:)
co sądzicie?
Jak się podoba?
Zapraszam do komentowania!

wtorek, 11 listopada 2014

Postacie gościnnie występujące w opowiadaniu "Świeca"


20 lat
Urodzony we Włoszech





15 lat
Urodzona we Włoszech


Opowiadanie "Świeca" rozdział 8.

                                                                 8.


         Długo pędzili jak szaleni, na brązowym koniu, który był na szczęście na tyle silny aby podołać im. Ona nie starała się zapamiętać drogi, wolała się odciąć od tego wszystkiego. Zaufała mężczyźnie. On miał jedyne trzeźwe myślenie. Jednak dopiero gdy mieli za sobą milową odległość od posesji starszego z rodziny Dove, zdał sobie sprawę, że ucieczka nie jest rozwiązaniem. Kiedyś wrócą, być może William poczeka za córką. Co wtedy?Zaczną szukać Millie,oboje będą podejrzani o coś niewłaściwego. Nie czas było aby zawracać. Musieli być konsekwentni, bynajmniej on musiał dawać jej oparcie. Ona musiała myśleć, że Ed jest pewny swych czynów. 
        Odnalazł przed zapadnięciem zmroku znajomy sobie budynek. Opuszczona izdebka gdzie może kiedyś mieszkali chłopi z zwierzętami. Było tam pełno siana, ściany były zrobione z grubych bali. Wszędzie było widać mech, jedyny plus? Stabilny i w większości nieprzeciekający dach. Konia uwiązał przy jakimś drzewie. Zamieszkiwał ją kiedy ocknął się po stracie wspomnień. Blondynce nakazał odpocząć na jednym z stosów siana, a sam poszedł zadbać o drzewo na ogień. W jednym miejscu dach miał swego rodzaju „okno” czyli wielką dziurę. Pod nią Ed rozłożył palenisko i rozpalił je dwoma krzemieniami. Miał do tego dryg przez fakt, iż był włóczęgą trochę czasu. Las był dla niego zbawienny.
- Nie znajdą nas po dymie?- zapytała w końcu dziewczyna naciągając na siebie bardziej płaszcz, robiło jej się nieco zimno.
- Jesteśmy za daleko, poza tym płomień nie jest duży... wiatr na zewnątrz rozwieje go od razu. I oczywiście nie używamy liści ani igieł które robią najwięcej dymu.- zaczął tłumaczyć przyszłej królowej wszystko.
Zdziwiła się. 
Mężczyźni niechętnie tłumaczyli cokolwiek kobietom. Ed za to był bardzo skupiony na zapewnieniu jej podstawowych przywilejów, jego brązowe oczy przyglądały się ogniu. Przez czas kiedy milczeli Millie nie przestawała się mu przyglądać. Był interesującym zjawiskiem dla niej. Inny niżeli wszyscy, których spotkała na swej drodze. Był pierwszym tak moralnie ułożonym
- Jak to jest nie mieć wspomnień?- zapytała w końcu co przykuło jego uwagę. Zmarszczył brwi i spojrzał na nią nadal kucając przy palenisku.
- Eh...- westchnął i w typowy dla siebie sposób przeczesał długimi palcami swoją brodę. Jego oczy były rozbiegane, rozpoznawała ten sposób jego zachowania gdy zbierał swe myśli.
- Nie że nic nie pamiętam... to byłoby dużym błędem. Pamiętam jak się mówi, pisze, czyta, maluje... pamiętam rzeczy związane z zachowaniem... z trywialnymi sprawami jakie są miłostki, kobiety... stosunek do nich, który jest obecnie skrajnie inny.- zaczął niecoś gestykulować przy tym.
- Nie pamiętam chyba najmniejszych a zarazem najważniejszych rzeczy. Jak mam na imię? Skąd jestem? Mam rodzeństwo? Kim jestem?- zerknął na nią.
- Co jeśli odzyskasz pamięć? Chcesz tego?- dopytywała chuchając na swe zziębnięte dłonie. Leżała nieco na owym sianie, oddalona od paleniska o kilka metrów. Nadal przestrzegali zasad które wyznawali na dworze.
- Boję się...-spojrzał na swe ręce i dorzucił do ognia spory kawał drzewa.- Boję się że może nastąpić swego rodzaju rozjechanie się osobowości... a co jeśli to jest moja szansa? Wspomnienia z kobietami... nie wybierałem ich przez serce, nie wybierałem tych nieśmiałych... najmniej ważna rzecz, którą chciałbym zapomnieć... najbardziej trywialna...- pchnął jakimś pniem wściekły na swoje zachowanie, na swój mózg. Wstał szybko i zaczął krążyć po pomieszczeniu.
- Na pewno można to jakoś wytłumaczyć... twoi bliscy na pewno cię szukają... kiedy odzyskasz pamięć...- mówiła lekko się uśmiechając.
- A co jeśli nie odzyskam?- naskoczył na nią podnosząc głos. Nieco ją to przestraszyło. Nigdy tak się nie zachowywał. Zauważył od razu że źle się zachował. Oparł się o ścianę chowając w cieniu ognia swoją twarz. Wziął kilka głębokich oddechów. Millie zamilkła.
- Teraz jestem na twej łasce, na łasce twego wuja... Co jeśli nikt mnie nie szuka? Co mnie czeka? Wieczne błaganie o litość? Wiecznie nie będziesz mnie potrzebować...Jestem mężczyzną... powinienem mieć swój los w mych rękach, a nie ofiarować go wiotkiej dziewczynce, która sama obawia się swego życia, swej funkcji.- mówił to już spokojnie, raczej z swego rodzaju zawodem. Zabolały ją jego słowa jednak miał racje. Splotła dłonie i patrzyła na swe blade jak kości palce. Każdy mężczyzna miał potrzebę dominacji.. Każdy z nich chciał być panem, a Ed miał to odebrane, aby godnie żyć musiał podporządkować się jej życiu. Ograniczała jego męskie ego.
- Kiedy wrócimy do dworu zostaniesz odpowiednio wynagrodzony za posługę, po czym będziesz wolny. Narażasz swe dobre imię dla mnie...to wystarczy.- mówiła chłodnym i wstrzemięźliwym głosem po czym wstała z ziemi i ruszyła do wyjścia z izby.
- Millie! Gdzie idziesz? Zapada zmrok!- za późno jednak się odezwał. 
          Dziewczyna szła powolnym krokiem do miejsca gdzie był koń. Dziwnie czuła się mając niemal uwiązaną każdą z nóg, tak właśnie odbierała noszenie bawełnianych spodni. Co jakiś czas musiała je podnosić wyżej,  aby nie opadły jej z bioder. W końcu doszła do zwierzęcia. Stał on spokojnie co jakiś czas skubiąc ściółkę lasu. Dłoń dziewczyny znalazła się na jego boku. Uwielbiała konie, rzadko kiedy mogła mieć z nimi tak bliską styczność. Gładziła konia z uwielbieniem.
- Dziś nie doniesie nas do dworu.- usłyszała za swymi plecami. Nie odwracała się. Blond kosmyki, które zaczęły jej się lekko kręcić od wilgotności zasłaniały jej połowę twarzy. Ed podszedł do niej i stanął obok po zaczął robić to co ona.
- Nigdy nie chciałam cię zniewolić... myślałam, że ten układ jest dobry.- szepnęła zagryzając dolną wargę. 
Spojrzał na nią z swej wysokości. Była malutka. Gdyby tylko zdała sobie sprawę, że istnieje też druga strona tego wszystkiego, ta którą ignorował, jednak z każdym dniem stawała się głośniejsza. Zawsze miał jedno wytłumaczenie...ona została zrodzona do innych celów.
- Millie nie o to chodzi...- westchnął bezradny kiedy jej niebieskie oczy, w ostatnich promieniach dnia spojrzały na niego. Jej różowe usta nieco się zwęziły. Ona zawsze chciała wiedzieć, była mądra, ponadczasowa. Niewiele osób ją doceniało. Zdawał sobie sprawę,  że przed nią dopiero osiągnięcie dumnego zachowania godnego królowej. Nie wątpił jednak w to, że to się stanie.
- Eh...nie ujmuje mi mego ego to czego ode mnie oczekujesz, fakt że mi ufasz dodaje mej męskości,  jednak muszę myśleć o przyszłości. - próbował jej przedstawić najdelikatniejszą wersję tego co miał w głowie. W pewnym momencie ich dłonie się złączyły. Millie spojrzała na bo konia i się lekko uśmiechnęła. Kiedy Ed chciał już spłoszony przez swe napływające myśli, odsunąć się. Jednak blondynka splotła z nim swe palce.
- Nie zapominaj o tym kim będę... zawszę będę pamiętać o pierwszym prawdziwym mężczyźnie w mym życiu. Nie martw się o przyszłość... zadbam o nią.- powiedziała z słyszalną niewinnością w głosie, jednak to Ed zauważył nieistniejące drugie dno w jej słowach. Jego brązowe oczy uciekły gdzieś w bok i westchnął bezradnie.
- Chodźmy...- poprosił. Millie zmarszczyła brwi widząc jego dystans, jednak nie mogła się sprzeciwiać. Robiło się już ciemno. Najbezpieczniej było przy ognisku, za zamkniętymi, prowizorycznymi drzwiami. Usiadła obok paleniska, naprzeciw mężczyzny, obejmując rękami kolana.   
- Czy mógłbym cię o coś zapytać?- odezwał się w końcu.
- Już zapytałeś...- zaśmiała się. Sam Ed uśmiechnął się do niej rozbrojony jej kąśliwym językiem.
- Pytaj...- ponagliła go zaczynając się bawić swymi jasnymi włosami.
- Jak to się stało że... że trafiłaś w ręce Williama...? Upolował cie jakoś? Rozmawiałaś z nim? Zwabił cię?-dopytywał dość rzeczowo. Momentalnie ręka dziewczyny się zatrzymała. Zamarła nie rozumiejąc w pierwszych chwilach jego słowa, ale następnie już wiedziała o co dokładnie pyta. Spojrzała na swe stopy, które były już ciepłe od ognia. Zagryzła dolną wargę, nerwowo ją skubiąc. W końcu, po dłuższej ciszy nabrała w płuca powietrza.
- Nie wiedziałam, że on istnieje...- odpowiedziała bardzo cicho.
- Jak to się stało?- nie uciekał od swych pytań pomimo iż widział jej zachowanie. Musiał wiedzieć jak ''werbował” dziewczyny ten zwyrodnialec. Może w przyszłości mu się to przyda.
- Sama to na siebie ściągnęłam...ale gdyby nie ja to ona... chciałam choć raz zrobić coś dla niej... skąd miałam wiedzieć że to mój ojciec? Że w ogóle Sergiusz chce coś takiego zrobić...- jąkała się odgarniając co jakiś czas, nerwów, kosmyki swych włosów za ucho.
- Spokojnie... opowiedz mi powoli, co ma z tym wszystkim wspólnego kamerdyner.- poprosił nachylając się do przodu próbując złapać z nią kontakt wzrokowy, jednak ogień to uniemożliwiał. 
         Chwilę odczekała w milczeniu, po czym jej słowa zaczęły płynąć z ust. Opowiedziała co Sergiusz kazał ubrać na siebie Amandzie, o czerwonym płaszczu, o mężczyźnie, którego nie znała, a miała zbliżenie cielesne. Nie płakała, mówiła suche fakty. Nie wiedział czy podziwiać ją,  czy współczuć. Oddychał ciężko, a dłonie miał zaciśnięte w pięści. Gdyby dorwał tego łotra w swoje ręce.
- Odebrał mi wszystko co najważniejsze... łącznie z pierwszym pocałunkiem.- szepnęła, a jej oczy błyszczały w blasku ognia.
- To jedynie jeden z pocałunków pierwszych które będziesz mieć...- spróbował odepchnąć od siebie wszelkie myśli jakie miał związku z Williamem.
-Co masz na myśli?- zainteresował ją swym stwierdzeniem. Jej policzki były już różowe od ciepła.
- Każdy mężczyzna będzie mógł ci ofiarować pierwszy pocałunek, pierwsze współżycie. Nikt nie odbierze ci momentu pierwszych pocałunków... ludzie są w błędzie mówiąc, że jest jedynie ten pierwszy raz... pierwszy raz jest zawsze z nową osobą. Żaden pocałunek nie jest tym samym co pierwszy z inną osobą.- mówił prostując nieco swój krzyż bo odczuwał już zdrętwienie. Przymknął oczy przy tym. Millie spojrzała na niego zdziwiona po czym uniosła brew zaintrygowana tymi słowami.
-Ale ja... ja nie wiem jak to jest być z kimś innym...- wyjaśniła.
- Kiedyś na swej drodze spotkasz mężczyznę, któremu zaufasz na tyle abyś mogła sprawdzić te słowa.- wzruszył ramionami nieco zmęczony. Kiedy spojrzał na nią zauważył lekki uśmiech na jej ustach.
- Co jest?-zapytał unosząc jedną brew do góry.
- Ja tobie ufam...- zauważyła siadając na kostkach i opierając dłonie na kolanach. Ed patrzył na nią chwilkę jakby nie dobiegły do niego jej słowa, po czym jego oczy zrobiły się bardzo okrągłe.
- Nawet nie myśl o tym!- oburzył się wstając szybko z ziemi.
- Sam przed chwilą mówiłeś... tobie mogę ufać, nic mi nie zrobisz... nikt o tym się nie dowie.- również wstała z siana i podeszła bliżej do niego.
- Nie!- warknął rozglądając się na boki jak zwierze zagnane do ślepej uliczki.
- Dlaczego?- zapytała.- Sam mówiłeś, że wiele kobiet... i ty... Ty najlepiej wiesz!- przypomniała go szukając dla siebie podpory.
- Nie! Nie godzi się! Jesteś przyszłą królową! Niemal dzieckiem!- oburzał się przeczesując przy tym ciemne włosy.
- Pleciesz bzdury... pierw coś mówisz, później sam sobie zaprzeczasz. Niegodne zachowanie mężczyzny.- stwierdziła, zakładając dłonie na piersi. Wbiła w niego swoje przeszywające spojrzenie i choć chciał to nie mógł uciec. 
Wiedział, że jeśli ją pocałuje jego zmysły zwariują. Czy był na tyle silny?
- Nie będę spełniać zachcianek kogokolwiek.- odburknął tracąc grunt pod nogami.
- Jak i bronić swego zdania... honoru... - zaczęła wymieniać na palcach. Była dobrym strategiem, wiedziała jak wbić szpilę w odpowiednie miejsce rozmówcy, choć nie miała tego dopracowanego idealnie.
- Niech cię...!- zacisnął mocno dłoń w pięść aż kostki mu pstryknęły. Na różowych ustach dziewczyny pojawił się wielki uśmiech. Była dumna z tego wszystkiego.
- Udowadniam ci jedynie, że jest wiele początków.- ostrzegł wycelowując w nią wskazujący palec. Była odważna, aż do momentu kiedy dotknął jedną dłonią jej ramienia. Spięła się natychmiastowo. Spojrzała na jego rękę.
- Jeśli się boisz...- szepnął zauważając jej zachowanie.
- Nie ciebie... wspomnień.- od razu się wyprostowała. Nie chciała ukazywać swych słabości. Ed westchnął, kręcąc głową z niedowierzaniem. Stałoby się coś gdyby przyznała się do tego, że nie jest taka twarda. Nagle oboje zamilkli. 
         Ed spojrzał ostatni raz w jej oczy. Była pewna? On raczej drżał na całym ciele. Nie powinien wystawiać siebie na takie pokusy. Głupi on i jego myśli. Pochylił się ku niej i zauważył jak zamyka oczy zbyt mocno zaciskając powieki. Bała się. Jego druga dłoń znalazła się na jej policzku. Kciukiem potarł jej ciepłą skórę aż dotarł do dolnej wargi. Delikatnie ją naciągnął przejeżdżając obuszkiem palca po niej. Powtarzał to chwilę, aż rozchyliła swe usta, a powieki nieco złagodziła. Dopiero teraz mógł zacząć działać,kiedy się go nie bała. Pochylił się pozostałe centymetry. Ich usta dość szybko się złączyły. Pierw był bardzo delikatny, kąsał jej wargi co jakiś czas przerywając, jednak nie znajdując w niej uporu odnalazł językiem jej dolną wargę, którą posmakował i dzięki niej dostał się do wnętrza jej ust. Poczuł jak zadrżała. Jego zmysły go paliły. Musiał się powstrzymywać aby nie zrobić ku niej zbyt odważnego kroku. Poczuł jej dłonie przy swej szyi. Jęknął. Kiedy chciała się do niego przybliżyć odsunął się momentalnie przerywając zbyt namiętny pocałunek. Wyprostował się oddychając ciężko. Był bardzo podniecony. A ona? Nie wierzyła że może być coś tak rozkosznego jak owy pocałunek, że zbliżenie z mężczyzną nie boi, że może być w tym szacunek i intymność. Otwarła oczy chcąc uśmiechnąć się do niego jednak ten spojrzał w bok jakby zły. Zrobiła coś nie tak?
- Lepiej połóż się spać... ja będę czuwał. Zobaczę co z koniem.- odpowiedział, i nie patrząc na nią ruszył do drzwi. Została sama w pomieszczeniu nie bardzo wiedząc co ma zrobić. 
Otumaniona emocjami położyła się na sianie. Dotknęła swych ust opuszkami palców i si uśmiechnęła. Ed dał jej coś czego może nigdy nie dostanie od mężczyzny.


       Nie wiedziała kiedy zasnęła, ostatnie co pamiętała to Ed który wrócił do izby. Położył się gdzieś w kącie, z dala od niej. Ranek przyszedł bardzo powoli. Obudziła się kiedy była sama. Nie wiedziała co się stało, gdzie jest jej towarzysz. Ogień był zagaszony. Wstała z siana. Miała pełno kłosów w włosach oraz ubraniu. Najgorzej było z spodniami, których miała szczerze dość. Ściągnęła je z siebie i boso postanowiła wyjść przed domek. To tam zauważyła Eda. Był przy koniu. Znalazł jakąś misę oraz źródło. 
Poił zwierze, które tak dobrze się spisało poprzedniego popołudnia. Wtedy coś go tchnęło. Spojrzał w stronę drzwi i zauważył blondynkę. Poprzedniego wieczoru chciał się ocknąć z swych myśli, z smaku dziewczyny. Popełnił błąd. Była zbyt idealna, zbyt kobieca, zbyt ufna. Teraz wyglądała jakby noc którą spędzili, spędzili ją na upojnych chwilach. Nie powinien nawet o tym marzyć. Jednak przez chwilę nadzieja pchnięta pocałunkiem, pchnęła go do rozmyślań nad ich wspólną przyszłością.
        Długo się do niej nie odzywał. Ciche chwile miały go zdystansować, nie chciał aby poruszała ten temat. To było jedynie potwierdzenie jego słów, dla nauki. Chciał aby to było takie ''tylko''. Dość szybko zebrali się i wrócili do dworu. Zajechali do stajni tylną stroną. Kiedy Millie schodziła z konia Amanda wpadła tam przytulając parę do siebie.
- Jak ja się o was bałam!- krzyknęła ocierając łzy szczęścia.
- Ogień tu był! Wszyscy szaleli! Tyle wersji! Że jesteście kochankami! Że król ma inne plany co do Millie...Ile ludzi tyle wersji! A pan Karol!- zaczęła nawijać.
- Co z Williamem?- potrząsnął nią Ed rozglądając się w poszukiwaniu powozu z królewskim herbem.
- Król... jak powinieneś się zwracać... wyjechał. Nie zamierzał tracić czasu na niegodną sobie córkę.- nagle zjawił się obok nich Sergiusz.
- Będę go nazywać nawet szują, jeśli mi to się spodoba.- ostrzegł malarz. Z serca spadł Millie kamień. Wyjechał. Jest znowu wolna.
- Hrabia Dove będzie zainteresowany panienki występkiem.- zaśmiał się kamerdyner do blondynki.
- Co mu powiesz?- zapytała ciekawa.
- Cóż... samą prawdę...- zacmokał.- wraca panienka po nocy spędzonej z artystą... a artyści to...- zaśmiał się mierząc Eda. Ten zrobił krok do przodu jednak Millie zatrzymała go ruchem dłoni. Nie wiedział o co jej chodzi.
- Nie to powiesz... Bowiem wersję którą ja, nakażę ci powiedzieć.- jej głos stał się uniosły. Nawet Amanda była zdziwiona.
- Kim ty jesteś dziecino aby mi rozkazywać?- prychnął robiąc krok ku niej.
- Córką króla, przyszłą królową... nie starcza? Hmmm- udała że się zamyśla.- A może wujek chce poznać co wyczyniasz z służbą i jak dużym zainteresowaniem darzysz czerwone płaszcze? Nie będziesz mną gardził!- zapytała unosząc nieświadomie brew. W oczach jednak pojawiły się łzy. Sergiusz jednak przypisał to jej zdenerwowaniu. Wolał nie ryzykować. Odsunął się od nich pozwalając im ruszyć do dworu.
- Co za czerwone płaszcze?- syknęła Amanda do Eda, ten jednak ją zignorował.
- Jaki mamy plan?- zapytał blondynkę która szła przed nimi.
- Uciekłam, sama... Amanda ci o tym powiedziała, więc ruszyłeś mnie szukać. Znalazłeś mnie rano w tamtej izbie... tyle.- wytłumaczyła patrząc przed siebie. Kiedy nie czuła obecności Williama czuła się pewniej.
- A ubranie?- wolał się upewnić.
- Przywiozłeś ze sobą, wiedziałeś że noce bywają zimne.- na wszystko miała rozwiązanie. 
Bynajmniej w tym momencie.
 Jednak czy na długo miała los w swych dłoniach?


Zapraszam do komentowania :)
Długi weekend dość owocny :)
Dzięki że jesteście!

niedziela, 9 listopada 2014

Opowiadanie "Świeca" rozdział 7.

                                                                7.



             Ciemność i pustka w głowie dziewczyny trwały zbyt długo. Gdy otwarła oczy widziała jedynie baldachim. Znała go naprawdę dobrze. Teraz lekko krążył nad jej głową. Oblizała suche usta, po czym poczuła czyjąś dłoń trzymającą jej rękę. Spojrzała na ową osobę i rozpoznała w nim swego wujka. Siedział z zwieszoną głową, a opaska na straconym oku nieco mu się osunęła. Widać było, że jest zmęczony. W pokoju panowała ciemność, tylko kilka świec było koło jej łoża. Dostrzegła śpiącą Amandę przy drugiej stronie łóżka. Nikogo innego nie było. Było bardzo cicho. Millie ruszyła się nieco, co obudziło Karola. Uniósł głowę i spojrzał na blondynkę. Była bardzo blada, jednak dostrzegł błysk jej niebieskich oczu. Na jego ustach pojawił się wielki uśmiech. Pierwszy, jaki widziała u niego na twarzy odkąd przyjechała. Otarł szybko jedną łzę, która pojawiła się w kąciku jego oka.
- Millie...- szepnął gładząc jej policzek.- Tak się o ciebie bałem...- dodał chropowatym głosem. Dziewczyna przymknęła oczy ze zmęczenia.
- Wujku...-westchnęła ściskając jego dłoń.
- Moja mała Millie..- zakazał jej tym mówić. Widział jak się męczy. Przecież kilka godzin temu jej oddech zamilkł na kilka sekund. Sądził, że wszystko to wina nagłych emocji.
- Jesteś taka słaba i krucha...- przetarł dłonią twarz i usiadł na jej łóżku. Spojrzała na niego starając się nie odpłynąć znowu w sen.- Tak bardzo przypominasz mi twoją matkę...Zbyt delikatna dla tego świata. Jak ty masz być królową... źle, że trzymałem was pod kloszem.- westchnął znowu opuszczając głowę nisko.
- Gdzie on...?-sapnęła dziewczyna.
- Na pewno chcesz go zobaczyć..- przyznał jakby z nutą smutku w głosie.- Pójdę po twego ojca...- wstał z jęknięciem. Za długo czuwał przy Millie, o czym dały mu znać bolące kości.
- Nie!- pisnęła niebieskooka, co obudziło Amandę. Ta od razu stanęła na równych nogach gotowa do pracy. Karol jednak już ruszył do drzwi, był zbyt zamyślony
- Millie!- krzyknęła służąca,  podbiegając do łóżka i od razu rzucając się przyjaciółce na szyję. - Ale nam stracha napędziłaś! Już wszyscy myśleli że z tobą koniec! Ty wiesz co? Dobrze, że był Ed. On jest jakimś chyba szamanem, jak ci co widzieliśmy na Nowej ziemi. Wszyscy wpadli w panikę tylko nie on.-opowiadała jak najęta brunetka. Millie spojrzała na nią i lekko się uśmiechnęła.
- Przyprowadź go tu...Potrzebuję go...- szepnęła.
- Ale zaraz zjawi się twój ojciec. Niby taki przystojny... król... a o córkę nie dbał. Twój wuj tutaj cały czas siedzi... William poszedł się przespać, jakby nic ci nie było. Albo po prostu jest tak nieprzyzwyczajony do posiadania dzieci.- wzruszyła ramionami przy tym nieco gestykulując.
- Amanda... proszę... Ed musi być przy mnie...- głos przyszłej królowej robił się bardzo cichy.
- Nie rozumiem cię Millie...ale...no dobra. Zaraz wracam.- stwierdziła nieco wahając się po czym biegiem ruszyła do drzwi. Szybko za nimi zniknęła. Blondynka bała się. Za chwilę miała stawić się oko w oko z swym ojcem, z mężczyzną, który spowodował u niej najgorsze wspomnienia. Momentalnie zaczęła czuć wyrzuty sumienia. To była miłość jej matki, jej ojciec. Jak mogła do tego dopuścić? Powinna wyczuć tą samą krew w nich! Jednak jakim był człowiekiem,  który tak postępuje z kobietami? 
           Drzwi od komnaty się otworzyły. Do środka wszedł Karol, a za nim król. Miał na sobie fioletowe szaty. Na widok jego ciemnych oczu zrobiło jej się niedobrze. Odruchowo zacisnęła dłonie na kołdrze. Usiadła nieco na łóżku sprawdzając swój wygląd. Kobietę w owej szacie można było tylko widzieć gdy była chora, inny przypadek? Jedyny znany mężom. Włosy miała rozpuszczone, a biała koronka spoczywała na jej klatce piersiowej. Wyglądała na jeszcze młodszą. Williamowi nawet powieka nie drgnęła, gdy zobaczył ją w tym stanie. Natomiast Karol ciągle marszczył brwi, nie umiał tym razem skrywać swych emocji. W dodatku spoglądał jakby z obawą na swego młodszego brata, jak i na bratanice. Dziewczyna bała się, że coś mógł przeczuwać, albo Ed coś wyjawił. Jednak mogła to źle interpretować.
- Cóż, myślałem że będzie spać do rana... chociaż każdy by się wyspał.- odezwał się król chłodnym tonem.
- Jest na tyle osłabiona, że i tak zaraz zaśnie... to dobrze że się ocknęła...- tłumaczył Karol. Miał sine place pod oczami. Millie była niemal pewna, że po podróży nawet nie odpoczywał.
- Bracie... wybacz za me zachowanie...rozumiem potrzebę jej zachowania, jednak... jeśli już się zbudziła, i ja tutaj przebywam... chciałbym wymienić z córką pierwsze słowa. Sam na sam.-Dopiero po tym spojrzał na blondynkę, której oczy zaszły łzami. Karol był bezsilny, jednocześnie czuł się odsunięty. Zagryzł dolną wargę. Taka była jego rola. Rola wujka, opiekuna, jednak teraz gdy jego brat poznał swą następczynię, jego osoba musiała schować się w cień. Głos dziewczyny utknął w gardle. Nie umiała błagać wujka o pozostanie. Wyszedł, jedynie sunąc swym ciemnym okiem po jej bladej twarzy. Gdy zazgrzytała klamka, tylko cichy pisk miała w swej głowie. Nie odważyła się spojrzeć na ojca od razu. 
         Ten powolnym krokiem, szurając pierw jednym butem, a następnie drugim,  podszedł do jej łóżka. Usiadł przy jej stopach i westchnął teatralnie. Przeczesał palcami swe ciemne włosy i odchylił się nieco do tyłu aby spojrzeć na jej całą osobę.
- Jesteś cwańsza od swej matki...- wypłynęło z jego ust. - Ale aby posuwać się do takiej... zabawy...Lepiej dla ciebie, aby nikt nie poznał twej czarnej tajemnicy...- syczał niczym wąż.
- Ale...-jęknęła dopiero teraz na niego patrząc.
- Myślisz, że mi jest ciebie żal? Udajesz głupią... jakie ale? Może chciałaś mi mocniej possać? Za dobrze wam tam było... za mocno byłyście rozpieszczone. Moja matka dobrze mówiła aby was zostawić w Anglii! Pieprzony patałach Karol... - zacisnął dłoń w pięść jakby chciał komuś zrobić krzywdę. Oddech dziewczyny świstał jak przez niedomknięte okno.
- Możesz pomarzyć o koronie... możesz pomarzyć o świętym spokoju...kiedy zabiorę cię do zamku... Nikt... rozumiesz? Nikt cię nie obroni! Jesteś zwykłą dziwką...Zawsze nią zostaniesz... nie mam córki... mam swoją własną kurwę...- podniósł się i podszedł do niej bliżej. Jedną ręką chwycił ją za głowę, a drugą zaczął rozwiązywać pas u spodni. 
         Wtedy do pokoju wpadł Ed. Dopinał na sobie frak, spod niego wystawała nie wciągniętą biała koszula, włosy miał nieco w nieładzie. William zamarł zerkając kto to. Kiedy brunet zorientował się co widzi zamarł.
-Czego?- zapytał król poprawiając dla pozorności swoje spodnie by drugą pogładzić policzek córki.
- Słyszałem iż panienka się ocknęła...postanowiłem odwiedzić jej osobę.- zerknął na Millie. Oddychała szybko, a na policzku miała łzy. Zagryzł dolną wargę z wściekłości. A więc nie miała majak, to ojciec był zbrodniarzem. Kiedy William puścił jej twarz, opadła niczym szmaciana lalka na poduszkę.
- Jak widać żyje... niegodne jest nawiedzać pokoje niewiast w nocnych porach.- oznajmił Dove podchodząc bliżej do artysty. Temu nie brakło odwagi. Zrobił krok do przodu ku przeciwnikowi.
- Pouczanie o niegodnych czynach przez osobę niegodną ziarnka dobrego słowa.- ocenił go zakładając ręce na torsie. Był bardzo pewny siebie, w dodatku górował nieco nad mężczyzną wzrostem.
- Cóż za ocena nieodpowiednia co do miejsca, czasu oraz osoby.- uniósł brew król robiąc oczy niczym wredna jaszczurka.
- Czasami niektóre osoby źle oceniają momenty... ale królowi chyba to nie wypada? A może mam mylną ocenę co do władcy? Może jest nad prawem Boskim? Albo tak mu się wydaje zachowując się bardziej ordynarnie niżeli wieśniak pozbawiony zmysłów?- pytał przybliżając się do króla o kolejny krok.
- Możesz zostać ścięty o te słowa o głowę.- zagroził.
- Jest to pańska łaska lub nie łaska... Król zawsze ma rację.. nawet kiedy zachowuje się jak zwierz pchnięty dziką fascynacją?- był bezczelny i bezkompromisowy w swych słowach, jednak William zamiast wezwać straż uśmiechnął się chytrze.
- Dobranoc córko...- rzucił przez ramię do blondynki, którą przed chwilą traktowali jak powietrze, po czym wrócił wzrokiem do mężczyzny z okazałym zarostem. - Spokojnej nocy...- skłonił się nieco po czym wyszedł z pokoju.
        Ed nie zauważył nawet, że przez cały czas był napięty niczym struna w harfie, a dłonie zaciskał w pięści. Tylko siłą nie rzucił się na niego. Nie mógł zachować się jak bezmózgi parobek, który zabija przeciwnika na oczach niewiasty, w miejscu gdzie na pewno zostanie on złapany. Musiał zwabić swoją zwierzynę do miejsca gdzie poczuje się jak Millie w najgorszym momencie.
- Ed...- szepnęła dziewczyna, dzięki czemu mężczyzna spojrzał na nią. Widząc jej zapłakaną twarz, uszła z niego cała złość. Nie mógł być targany emocjami, kiedy przy niej musiał i chciał być oazą spokoju. Podszedł do niej powoli, jednak nie odważył się usiąść przy jej łożu.
- Wiesz, że nie mogę tutaj długo przebywać... będą coś podejrzewać.- poinformował ją badając jej twarz swymi brązowymi oczami. Ona uśmiechnęła się delikatnie. Zawsze to robiła przy nim nawet w najgorszym i najbardziej bolącym momencie.
- Wiem...- odpowiedziała wyciągając ku niemu swoją dłoń. Wyglądała na strasznie wiotką. Ed splótł jej blade palce z swoimi, a następnie drugą dłonią pogładził wierzch jej dłoni.
- On jest bestią...- powiedziała zamykając oczy.
- Obawiam się, że tym określeniem mogłaś urazić bestie, porównując je do niego.- zacisnął usta. - Póki jesteś na dworze, nic ci już nie grozi. Nigdy nie dostanie cię w swoje łapska... Dopóki ja tu jestem..-przysiągł patrząc w jej niebieskie oczy. Było widać w nim determinacje i bez wątpienia pewność swych słów. 
         Chciała i musiała mu zaufać. Niedługo po tym gdy zrobiło się ciszej ona zasnęła. Nie umiał odejść tak po prostu. Nadal miał w swej dłoni jej blade palce. Przez chwilę nawet bał się, że gdy wyjdzie, król wróci. Usiadł więc na krześle nieco oddalonym od łóżka, kładąc przed tym jej rękę na białej pościeli. Cisza również skłoniła go do snu. Dopiero rano zbudziła do Amanda.


         Millie dochodziła do sił stosunkowo szybko. Całymi dniami siedziała przy niej Amanda. Po powrocie Karola wszystko wróciło do stanu przed jego wyjazdu. Jedynym minusem był fakt, iż Ed nie mógł tak często odwiedzać jej komnatę. Najbardziej blondynka bała się nocy, kiedy zostawała w łożu sama. Obawiała się najgorszego, swego ojca. Spod poduszki wyjmowała stare listy i czytała je. Nie wierzyła, że tak mógł się zmienić. Gdzie ta miłość do niej i do matki? Gdzie szacunek? Sama go skreśliła na własne życzenie. Najbardziej bała się matki, która patrzyła na nią z góry. Nienawidziła ją zapewne, Bóg ześle na nią najgorsze losy jakie tylko są możliwe. Przejęła inicjatywę, przez którą dopuściła się kazirodztwa. Długo nie mogła się z tym pogodzić, odrzucić myśli na bok. Pewnego popołudnia do jej drzwi zapukał pewien mężczyzna. Karol. Niepewnym pchnięciem uchylił drzwi i uśmiechem powitał swoją bratanicę, która była właśnie czesana przez Amandę.
- Nie przeszkadzam?- zapytał nieco marszcząc brwi. Na twarzy niebieskookiej pojawił się wielki uśmiech. Wuj nadal znikał na całe dnie w swym gabinecie, jednak było od niego czuć o wiele mniej alkoholu.
- Nie!- zareagowała gwałtownie nastolatka, wstając z krzesełka, a służąca syknęła. Prawie skończyła układać jej fryzurę, a ta wszystko zniweczyła. Karol widząc tą scenkę uśmiechnął się. Amandę znał od dziecka, zawsze gdy odwiedzał żonę jak i córkę króla, służąca towarzyszyła blondynce. Były jak siostry, jako nieliczny akceptował ich przyjaźń.
- Chciałem się jedynie zapytać, mianowicie całe dnie spędzam na polowaniu lub w swej komnacie... Jednak stwierdziłem, że ciebie droga Millie nieco zaniedbuję. Przyda Ci się dawka świeżego powietrza. Twe osłabienie... powietrze zawsze mi pomaga...Więc pomyślałem...- mówił nieco zerkając na swe obuwie.- Czy byłabyś skora do takiego czasu w altance w mym ogrodzie?- zapytał po czym ciężko westchnął. Millie nie bardzo rozumiała skąd jego zachowanie. Przecież odkąd przyjechała nie dążyła do niczego tak bardzo jak o spędzeniu z nim jakiegoś miłego momentu. Jakakolwiek chwila z wujkiem była dla niej na wagę złota.
- Oczywiście...- powiedziała nadal z wielkim i szczerym uśmiechem. W brązowych oczach Karola można było dostrzec ulgę oraz swego rodzaju zadowolenie, jednak jego marmurowa maska się nie zmieniła.
- Będę więc czekać na ciebie tam... A ty Millie, pozwól Amandzie dokończyć jej dzieło.- uśmiechnął się nikle do nich, jakby pochłonęły go troski po czym odszedł. Amanda pchnęła przyjaciółkę z powrotem na krzesełko z głośnym westchnięciem.
- Kiedyś wyrwę ci te kudły i zapamiętasz.- narzekała. Jednak teraz żadne słowa nie mogły zepsuć dziewczynie humoru. Wuj sam zechciał spędzić z nią czas.Serce drżało jej z niepokoju. Czy miała się obawiać?
- Powiedz Edowi, że jestem z wujkiem.- powiedziała do Amandy, kiedy była już gotowa do wyjścia. Przemierzyła samotnie trawnik 
         Altanka była usadowiona w dość odosobnionym lecz widocznym miejscu. Widziała już z daleka brata swego ojca. Był nieco starszy od samego króla. Biła od niego powaga i mądrość, której nie mogła się doszukać w twarzy Williama. Kiedy weszła do altanki Karol spojrzał na dziewczynę znów marszcząc brwi jakby z dozą niepewności. Westchnął podchodząc do niej i jedynie ją przytulając. Zamknęła oczy przypominając sobie swe dzieciństwo. Również go objęła i uśmiechnęła się.
- Nigdy nie powiedziałbym, że wrócisz do Anglii sama.- westchnął odsuwając się od niej. Ciepłą dłonią pogładził jej policzek patrząc na jej twarz z uwagą.
- Wydoroślałaś, wypiękniałaś... Kiedy to się w ogóle stało?- mówił to z nietypową dla siebie melancholią. Teraz to Millie zmarszczyła swe brwi.
- Wujku coś się stało?- zapytała od razu, co wymknęło jej się z ust. 
Uciekł od razu wzrokiem gdzieś na bok i odszedł od niej, siadając na drewnianej ławce. Blondynka zrobiła to co on, poprawiając swoją fioletową suknię. Splotła dłonie na udach i milczała. Nauczyła się już nie naciskać na niego. Tego mężczyznę można było zbyt łatwo spłoszyć. Chciał zawsze być twardy, mądry i dojrzały. Rządził w dworze twardą, męską ręką. Niektórzy szanowali go przez samą jego osobę, inni przez lęk do jego możliwości. W końcu przetarł dłonią twarz, jakby był stanowczo zbyt zmęczony.
- Eh... powinienem już dawno porozmawiać z tobą o twoim ojcu...- zaczął dość niepewnie i spojrzał przed siebie, poprawiając swoją opaskę na oku.
- Wujku... proszę nie mówmy teraz o nim. Nie tak od razu... kiedy byłam dzieckiem... wtedy inaczej patrzyłam na świat. Teraz to się zmieniło, wtedy zawsze pozwalałeś mi mówić to co chcę, zawsze mnie wysłuchałeś. Brakuje mi tego... Proszę wujku.- poprosiła chwytając go za dłoń. Spojrzał na nią zdziwiony. Patrzył na nią chwilkę po czym jęknął jakby bezradny na jej minę i się uśmiechnął. Poklepał dłonią jej dłoń.
- Zawsze miałaś ten błysk w oku przez który nie mogłem ci niczego odmówić...- zaśmiał się i westchnął. Gdy się uśmiechał, wydawał się młodszy niż zazwyczaj.
- Zastanawiałam się...-zaczęła przerzucając w głowie wszystkie pytania jakie chciała mu zadać. Trudno było jej zdecydować.- Dlaczego to nie ty jesteś królem? Przecież ty jesteś tym starszym... zawsze najstarsi synowie przejmują władzę.- postanowiła wziąć te które było chyba istotą tego wszystkiego. Może gdyby to Karol był królem, jej losy wyglądałyby inaczej? Może by jej matka stałaby się żoną tego króla. Tyle gdybania. Mężczyzna nieco się zaniepokoił słysząc owe pytanie. 
Zacisnął usta i wstał z ławki. Zaczął powoli krążyć po czym oparł się o jedną z barierek w białym kolorze i spojrzał na nią.
- Myślę, że nie jest to zbyt dobry moment abyś poznawała prawdę.- próbował się wykręcić zbyt prostą wymówką.
- Całkiem niedawno mówiłeś wujku, że jestem już dojrzała... chyba, że zaczynasz sam sobie przeczyć.- wykorzystała jego słowa. Mruknął coś pod nosem kręcąc głową. Zauważyła to więc się do niego dodatkowo uśmiechnęła niewinnie. Karol odkaszlnął aby nie pokazać jak bardzo ujmująca była dla niego i westchnął zakładając ręce na tors.
- Zbyt niewinna z wyglądu, za dobry strateg w środku.- ocenił ją i przetarł dłonią swoją brodę. - Widzisz historia rodziny Dove nie zawsze była klarowna... i chyba nigdy jeszcze nie będzie. Gdzieś zawsze ciągnie się mętna woda. Nieczysta krew...- zaczął mówić stosunkowo powoli jakby uważał na każde z swych słów. Usiadł znów koło Millie na ławce. Dziewczyna bacznie go obserwowała.
- Widzisz mój ojciec... nie zawsze był tym kim powinien być król. Najbardziej niepożądaną cechą było zbyt stronnicze serce. Zanim miał żonę, tą która zapewniłaby i państwu odpowiednią stabilność polityczną. Poznał kobietę... nie była wysoko urodzona. Była zwykła. Jednak nie dla niego. Miłość go zdradziła. A raczej to kim powinien być. Tak oto niewiele później okazało się że ona jest w ciąży. Nie mogła jednak stać się jego żoną, w planach był już ten właściwy ślub. Kobieta musiała odejść. - westchnął zamykając nieco oko jakby chciał się bardziej skupić. - Jej życie nie było ani trochę lekkie. Urodziła syna, wychowywała go nie mówiąc nikomu kogo on jest następcą. Nikt nigdy się nimi nie zainteresował. Długo te prawowite małżeństwo nie przynosiło upragnionego owocu. Dlatego... obecny król zarządził odszukanie syna. Miał on wtedy pięć lat. Został odebrany tak po prostu od matki. Miał być idealnym dzieckiem którego żona mu nie mogła dać. Jednak ona go nienawidziła, bo widziała miłość króla do tego dziecka. - nagle ścisnął dłoń w pięść i nieco się uniósł.- Dopiero po dwudziestu dwóch latach jednak przyszedł na świat prawowity i wyczekany syn. Ten z czystej krwi. To mu przysługiwało wszystko choć nikt nie chciał zdradzić prawdy że najstarszy syn króla był tylko awaryjną opcją. Dostał dwór, a młodszy syn za szybko musiał stać się królem... Starszy syn choć przysługującej mu funkcji oddał ją na rzecz brata... a go matka rozpieszczała, był za młody na ślub z twoją matką. Kobietą z słowiańskich ziem. Nie mogłem już uratować mej matki to chciałem uratować was.- mówił dość dużo jak na niego. Jednak wiedziała że nie może mu przerwać. Miała jedyną taką szanse. Jedyny czas kiedy mogła poznać jego prawdę.
- Nigdy nie chciałeś wujku być królem?- zapytała stosunkowo cicho. Spojrzał na nią z uwagą i pokiwał przecząco głową.
- Bycie królem zabrania ci kochać... musisz robić to co słuszne. Ja nigdy nie chciałem nikogo skrzywdzić tak jak mój ojciec osobę którą kochał... ale...-i ugryzł się w język. Szybko uciekł wzrokiem. Millie pierw myślała że dokończy, że jedynie zbiera myśli.
- Ale?- próbowała nawiązać z nim kontakt wzrokowy jednak na marne.
- Nie ma co rozdrapywać stare rany... trzeba zaakceptować to co jest.- powiedział na powrót chłodno wstając z ławki i podchodząc do jednego drewnianego słupa. Blondynka zagryzła dolną wargę. Zamiast dowiedzieć się więcej wszystko tylko utrudniało się.
- William dziś opuszcza dwór... stwierdził że bierze cię ze sobą.- nagle powiedział jakby mówił o pogodzie.
- Co?!- jej głos był niemal piszczący. Zerwała się na równe nogi. Dłonie zaczęły jej drżeć.- Nie możesz mu na to pozwolić!- krzyknęła podchodząc do niego. Szarpnęła za jego frak aby na nią spojrzał.
- Jest twoim ojcem.- podał przyczynę tego wszystkiego. Po jej policzku spłynęła łza, wiedziała co to wszystko znaczy. Wiedziała co ona tu robi.
- Specjalnie mnie tu przyprowadziłeś! Oni już mnie pakują?! A może siłą wezmą do wozu?! Chciałeś się tak pożegnać?! Nie rozumiesz że ja tam umrę?! - jej głos był bardzo cienki i wysoki. Karol zmieszał się marszcząc brwi.
- Dla mnie to wcale nie jest łatwe.- szepnął ochrypłym głosem.
- Nie wierzę ci!- krzyknęła uciekając z altanki. Biegła ile miała sił w nogach. 
        Wpadła do dworu zdyszana jednak miała jeden cel, odszukać Eda. Odnalazła go w jego pokoju, kiedy ubierał na siebie koszulę. Spojrzał na nią i od razu wiedział że coś się dzieje nie tak.
- Chcą mnie wywieść do zamku... On... William...mój ojciec... on mnie tam zabije...- wpadała w stan paniki. Ed podszedł do niej chwytając ją za ramiona.
- Nie pozwól im na to... błagam.- z trudem łapała oddech. Mężczyzna nie wiedział co ma robić. Rozejrzał się po pokoju.
- Nikt cię nie zabierze... nie pozwolę...- powiedział patrząc w jej niebieskie oczy po czym pociągnął ją za rękę w głąb pokoju. Z góry rozrzuconych ubrań wybrał parę spodni, białą koszulę i jakiś płaszcz.
- Przebieraj się, ja lecę po Amandę.- nakazał jej i ruszył do drzwi.
- Co chcesz zrobić?- rzuciła zanim wyszedł.
- Zaufaj mi.- sam nie wiedział że porywał się z motyką na słońce. Za sobą,zamknął drzwi na klucz po czym biegiem ruszył do kuchni gdzie mogła być służąca. Odnalazł ją dopiero przed dworem. Ona znała już rozkaz króla. Ed miał jedynie do niej jedną prośbę, którą oczywiście brunetka była skora spełnić. 
Wrócił do pokoju po blondynkę. Wchodząc do pokoju zobaczył stojącą ją w jego rzeczach. Były nieco za duże. Policzki miała różowe i pociągała nosem.
- I jak?- zapytała zerkając na swoje ciało. Ed niestety nawet w tym momencie nie mógł powstrzymać się od swych myśli które krążyły ku niej. Przybliżył tak aby być przy niej na wyciągnięcie ręki.
- Nie ruszaj się...- poprosił po czym ostrożnie rozwiązał jej włosy, pozbawił wstążki którą włożył sobie do kieszeni. Następnie wsadził jej blond pukle pod materiał koszuli, a na to pomógł jej założyć płaszcz. Włosów nie było widać.
- Wyglądam jak chłopak.- zauważyła.
- Taki był tego cel... choć.- wziął ją za rękę i pociągnął ku tylnym drzwiom. Dalej pobiegli dość szybko do części zabudowań gospodarczych. Dopiero w oddalonej oborze zobaczyła Amandę. Stała tam z koniem.
- Tylko on został.- powiedziała do Eda.
- Pojedziemy na jednym... na oklep... Ty się schowaj. Mogą ciebie wywieźć aby ją zwabić.- nakazał jej mężczyzna trzeźwo myśląc. Millie dopiero teraz o tym pomyślała. Przecież Amanda też była zagrożona!
- Nie mamy czasu...- stwierdził Ed widząc jak blondynka się waha. Amanda podeszła do przyjaciółki i ją przytuliła.
- Damy radę...- szepnęła do niej dodając przyszłej królowej siły. 
Ed nie czekał na jej słowa. Sam wsiadł na konia by zaraz wciągnąć ją na miejsce za nim. Silnym kopnięciem uderzył konia w boki ciała a ten ruszył przed siebie. Millie wtuliła się w jego plecy, zaciskając dłonie na jego koszuli. 
Musiała mu zaufać choć nawet nie wiedziała gdzie jadą.
 Co się stanie?
 Co z Amandą?
Co z nimi?



Tudum!
Obiecany rozdział nieco później niżeli miał być.
Przepraszam!
Jak wam się podoba?
Zapraszam do komentowania!

sobota, 8 listopada 2014

15.000 views!

Już przed wczoraj tyle wyskoczyło wyświetleń, już wtedy miał być nowy rozdział jednak niestety ciągle walczę z swym zdrowiem. Obiecuję,że dziś wieczorem będzie nowy rozdział i to nie byle jaki! A teraz świętujmy tak wyczekane 15 tysięcy wyświetleń :) I dla was udało mi się zobrazować jedną z scen :) Dzięki że jesteście! 
Wasza Tumburulka.

czwartek, 30 października 2014

3 miesiące i reklamy :)

Hej :) 
Z okazji trzech miesięcy mojej działalności w świecie blogów, chciałabym zrobić mały wyznacznik tego gdzie możecie znaleźć reklamy mego bloga, gdzie znajdziecie informacje, strony czy inne rzeczy, które możecie polecić znajomym :) lub też sami dzięki temu będziecie na bieżąco odnośnie bloga :) oraz to co zdołałam "osiągnąć" dzięki Wam! 
To dzięki takim miejscom dowiedzieliście się zapewne o istnieniu Tumburulki. Czas więc odwdzięczyć się tym wszystkim ludziom, którzy pozwolili na umieszczenie informacji o blogu :)
Zaczynajmy :)

jest to grupa stworzona (tak myślę) z potrzeby Stormersów. Miejsce, które zapewniło wielu osobom wolność od wszelkich myśli na temat Bastille i nie tylko. Stworzona 22 sierpnia. Skąd to wiem? Cóż, nieskromnie muszę przyzna,ć że jestem jej założycielką i niezmiernie jestem z tego dumna. Wiele osób reklamuje na niej swe blogi, talenty... Zapraszam wszystkich ludzi, którzy chcą należeć do normalnej grupy bez ograniczeń :) Myślę że jesteśmy inni od innych i chyba to jest najpiękniejsze!

jedna z lepszych grup o anime i mangach w Polsce. Przystojni admini(Seba i Piotruś naj!)! Nie śpią, działają. U nich również znajdziecie słówko o Tumburulce. Łączymy światy, współdziałamy:) Warto czasami podjąć taką współprace :) spróbujcie! nigdy nie wiadomo kogo się na swej drodze spotka!

Stronka dopiero przeze mnie odkryta i chyba też nowa :) Miła administratorka, różnorodność innych blogów. Światy różne i chyba to jest piękne. Nie ma przepaści, nie ma reguł, tworzysz? jesteś z nami :) Chyba tym powinni sugerować się ludzie. Wzajemne docenianie!

dość spora grupa. Głównie wpadają tam ogłoszenia opowiadań. Niestety zbyt wiele nie mogę o niej powiedzieć. Jednak polecam... może w wirze tylu opowiadań, jakie są tam dodawane, ktoś odnajdzie swój dom :)

oficjalny i jedyny profil Tumburulki na FB. Zapraszam wszystkich! To właśnie tam będę was powiadamiać o nowych rozdziałach, będę zapraszać do rozmów i odpowiadać na wasze pytania :) XD

6. Twitter Tumburulki - @tumburulka https://twitter.com/Tumburulka
cóż, znajdziecie tam nie tylko informacje o ilości wyświetleń w danym dzień ale różne moje głupie myśli, zdjęcia i filmiki XD zapraszam XD jednak traktujcie to z dozą rezerwy :)

W ciągu tych 3 miesięcy z znaleźliście się na blogu ponad 14600 razy :) 
Komentarzy (,łącznie z moimi) zaistniało 482 :)
Powstało dla was 73 posty w tym: 42 rozdziały "Koralika", oraz 6 rozdziałów "Świecy".
Dużo :) 
Chciałabym Wam podziękować za obecność, za cudowne trzy miesiące. Chciałabym sobie życzyć więcej ale.. każda przyszłość jest niepewna. 
Pamiętajcie zawsze o Tumburulce!
Miłego czytania wszystkich rozdziałów jak i komentowania! 
Wiecie jakie to dla mnie ważne! :)
WASZA TUMBURULKA!